czwartek, 18 lutego 2016

Agata Pruchniewska "Suka w szołbiznesie"



Wydawnictwo Sol
data wydania 2015
stron 304
ISBN 978-8362405-36-7

A co tam u Dorotki?

Jej nie sposób zapomnieć! Mowa o bohaterce książki, którą czytałam prawie dwa lata temu! Ale Dorotki się nie zapomina. Tej Dorotki z powieści "I dobry Bóg stworzył aktorkę" - link do recenzji http://cudownyswiatksiazek3.blogspot.com/2014/06/agata-pruchniewska-i-dobry-bog-stworzy.html


Agata Pruchniewska opisała dalsze dzieje figlarnej aktorki w której życiu pojawia się pies. A konkretniej suczka z rodziny terierów. Posiadanie psa z pewnością ubogaca Dorotkę, ale nie zmienia jej charakteru. Ona nadal jest szalona, ma dar wpadania w tarapaty, jest nieobliczalna, ma poczucie humoru. I nadal uprawia swój zawód, który nie daje bezpieczeństwa i stabilizacji. Wciąż trzeba zabiegać o role, znosić grymasy reżyserów, operatorów i kolegów po fachu. Ale nic to - Dorotka jest wierna swojej pasji i miłości jaką jest aktorstwo. A Suka?
 A Suka jest wspaniałym sympatycznym zwierzakiem, które Pani Pruchniewska dopuszcza do "głosu". Czyni z psinki narratorkę, która opisuje czytelnikom świat z perspektywy czterech łap. I to dla mnie jest w tej książce najgenialniejsze. Piszę to z punktu widzenia posiadaczki psa - i to suczki - i osoby mającej pojęcie o kynologii, żyjącej z psami od ponad 25 lat. Brawo za ukazanie rzeczywistości oczami psa. Te cudowne stworzenia tak właśnie odbierają świat, nas i to, co je otacza. I to dla mnie jest największym i niejedynym atutem powieści.  Książka to naprawdę miła i tryskająca humorem lektura, która na milion procent rozweseli nawet największego smutasa i mruka, która poprawi nawet najgorszy, wisielczy nastrój. Czytając ją po prostu nie można się nie śmiać. Osobiście nie należę do osób zbytnio okazujących wesołość przy lekturze czy filmie, ale czytając "Sukę w szołbiznesie" śmiałam się nad wyraz często. I doskonale się bawiłam. A przy okazji autorce udało się pokazać jaką "słodyczą" jest praca na scenie teatru i planie filmowym. To nie sposób na zarabianie pieniędzy dla niecierpliwych. Strona po stronie chłonęłam treść tej książki, przeżywałam z Dorotką jej perypetie, porażki i sukcesy. Kibicowałam Suce na planie filmowym. Było wesoło, było zabawnie, była i nutka ironii.
Powieść jest napisana świetnym, lekkim stylem, co powoduje, że jest lekturą relaksującą, 
Druga książka Agaty Pruchniewskiej okazała się jeszcze lepsza niż pierwsza.To idealna lektura na chandrę, smutki, życiowe dołki i depresje. Czasem do życia trzeba podejść tak jak Dorotka - na luzie, z dystansem i przymrużeniem oka a wyjdzie nam to na zdrowie. Nie znasz Dorotki? Musisz ją poznać, Ją i Sukę - bo to wyjątkowy duet!

środa, 17 lutego 2016

Marci Lyn Curtis "Coś mojego"


Wydawnictwo Amber
data wydania 2015
stron 304
ISBN 978-83-2415-586-6

Coś niezbędnego do szczęścia

Każdy człowiek jest inny, ale każdy dąży do bycia szczęśliwym. I dla każdego szczęście może oznaczać coś innego. Każdy z nas ma to Coś, ten składnik, który jest do jego osobistego szczęścia niezbędnie potrzebny. Czym jest to Coś? To zwykle rzecz bezcenna i trudno osiągalna, choć możliwa do zdobycia. Człowiek zrobi jednak wiele, bardzo wiele być czuć się szczęśliwym. I odnaleźć owo Coś.
„Coś mojego” to książka tylko z pozoru napisana dla młodzieży. To fakt, że jej bohaterowie są młodzi, ale sama powieść niesie wartości ponadczasowe i ważne dla każdego bez względu na wiek. Główną bohaterką jest siedemnastoletnia Maggie, która od pół roku nie widzi. Utrata wzroku nastąpiła u niej wskutek powikłań po zapaleniu opon mózgowych. Jej świat nagle zniknął, a nastolatce nie było łatwo pogodzić się z bolesnym ciosem. Maggie zamknęła się w sobie niepogodzona z tym, co się stało, odgrodziła się od przyjaciół i rodziny. Aż pewnego dnia nagle po upadku zobaczyła pewnego dziesięcioletniego chłopca, który miał na imię Ben. Ujrzała tylko jego i niewiele więcej. Od tej chwili nawiązała się między nimi nić przyjaźni. Ben chodzący o kulach wskutek rozszczepu kręgosłupa zaprosił Maggie do swojego życia i domu. Jego bratem okazał się członek ulubionego zespołu muzycznego dziewczyny...
Czy nasza bohaterka znów zaczęła widzieć? Czy przyjaźń mimo różnicy wieku przetrwała i czy brat Bena ją polubił, a może nawet pokochał?
„Coś mojego” to książka wyjątkowa i taka, po której lekturze wręcz musimy zastanowić się nad tym, co w życiu ważne i wyjątkowe, a co błahe i nie warte zachodu. Na takie podsumowania zwykle przychodzi czas, gdy tracimy coś ważnego, gdy opuszcza nas szczęście i wydaje nam się, że na naszym prywatnym niebie długo już nie zaświeci słońce. Maggie straciła wzrok. Nie potrafiła zbytnio sobie poradzić w nowym świecie, gdzie wszystko było inne, obce i nieprzyjazne. Nie umiała jej pomóc rodzina, ani koledzy. Temu zadaniu dał radę przypadkowo poznany chłopiec znoszący kalectwo od urodzenia. To on skutecznie zburzył mur jaki zbudowała wokół siebie niewidoma nastolatka, to on na swój dziecięcy sposób nauczył Maggie żyć na nowo i docenić moc przyjaźni. Dzięki niemu nasza bohaterka wyszła z kokonu samotności. „Coś mojego” to książka pełna pozytywnej energii i lektura dodająca wiary w to, że istnieje dobro. Także w to, że istnieją na świecie dobrzy i bezinteresowni ludzie, którzy mogą odmienić nas na lepsze, dodać sił i być naszymi katalizatorami. Ta opowieść wzrusza i wyciska łzy, przypomina, że nikt z nas nie żyje sam dla siebie. Uczy szlachetności i altruizmu. Edukuje jak brać się z życiem i kłopotami za bary nawet wtedy, gdy wiatr mocno wieje w oczy. To lektura ciepła i pełna wiary w ludzi. To powieść, która uczy wytrwałości, poświęcenia dla innych i bycia szlachetnym. Jeśli wśród morza książek o miłości i przyjaźni szukacie czegoś wyjątkowego, to sięgnijcie po ten właśnie tytuł. To będzie niezapomniana opowieść pełna empatii, dobra i pozytywnego przekazu. Myślę, że na wielu z Was podziała ona jak balsam i opatrunek na bolesną ranę. To idealna lektura dla tych, którzy utracili wiarę w moc dobra.

wtorek, 16 lutego 2016

Karolina Korwin-Piotrowska "Krótka książka o miłości"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2016
stron 668
ISBN 978-83-8069-139-1

Polecam, bo kocham kino!

Karolina Korwin-Piotrowska to wielka znawczyni i miłośniczka kina. Dobrego kina, które jest godne polecenia. I właśnie po to znana dziennikarka i felietonistka stworzyła kapitalną książkę. Naprawdę wyjątkowe dzieło w którym opowiada o swoich ulubionych produkcjach.

Gruby tom zawiera opowieść o wielu filmach kina zagranicznego (na polskie przyjdzie czas w innej lekturze) . Są wśród dzieła wyprodukowane w przeróżnych krajach reprezentujące rozmaite gatunki. Mowa jest o m.in. filmach amerykańskich, francuskich i rosyjskich. Wspomniane są komedie, romanse, filmy obyczajowe i fantastyczne. Nie brak komercyjnych hitów i produkcji, które weszły do klasyki kinowej i zasługują na miano arcydzieł. Autorka dobrała repertuar do swojej publikacji bardzo starannie spośród filmów nowych i tych, które powstały kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Wyprodukowały je różne wytwórnie z całego świata a reżyserowały wielkie, kultowe nazwiska. W tym zestawie każdy znajdzie coś dla siebie.

To nie jest pozycja dla znawców napisana trudnym językiem, to nie jest lektura tylko dla koneserów. Może po nią sięgnąć każdy, kto ma ochotę obejrzeć dobry film, a nie jest zdecydowany na konkretny tytuł. Ta książka powstała z wielkiej miłości Pani Karoliny do kina, z chęci podzielenia się ogromem emocji jakie miały miejsce podczas godzin spędzonych w kinowych salach i przed ekranem telewizora. To przewodnik po filmowej dżungli w której spośród tysięcy nakręconych obrazów dostajemy na tacy te, które zasługują na uwagę. Korwin-Piotrowska ułatwia nam zadanie doboru najlepszych spośród dobrych. Lektura tej publikacji ma nas zainspirować do zagłębienia się w królestwie X muzy i odnalezienia prawdziwych perełek. Tego, co wartościowe w morzu przeciętności.
Autorka przybliża poszczególne tytuły podając datę ich produkcji, obsadę głównych ról oraz listę nagród jakie otrzymały. Opisuje pokrótce ich fabułę, wspomina kultowe sceny, podkreśla czym dany film przyciągnął tłumy, zarobił krocie czy wpisał się do historii kina .
Ta pozycja z pewnością też pogłębi wiedzę czytelnika o świecie filmu i pozwoli uzupełnić filmotekę o naprawdę warte polecenia filmy.
To książka osobista, która jest napisana z autentycznej miłości do kina i zawiera wiele personalnych opinii. Kochasz kino, szukasz ciekawego filmu przeczytaj tę wyjątkową publikację. To z pewnością nie będzie stracony czas!

środa, 10 lutego 2016

Agata Kołakowska "Niewypowiedziane słowa"



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2016
stron 408
ISBN 978-83-8069-243-5

W uczuciach nie można nic na siłę

Serce nie sługa, przymusu nie znosi. Wytyka błędy w doborze partnera, choć możemy być głusi na jego głos. Nie da się jednak zbudować dobrego związku na siłę. Nie można zmusić się do bycia szczęśliwym na przekór temu co czujemy. Nie można się oszukiwać, bo prawda i tak nas zaboli. Czy zatem warto tkwić w nieudanym związku? Czy warto podtrzymywać małżeństwo na siłę? Czy można budować przyszłość z kimś kto nie jest tą naszą druga połówką?
O dwóch niezbyt udanych parach opowiedziała w swojej najnowszej powieści Agata Kołakowska. "Niewypowiedziane słowa" to historia małżeństwa i narzeczeństwa planującego ślub. Niestety w relacjach obu duetów nie dzieje się dobrze. Łucja i Andrzej są przykładem mariażu w którym wieje chłodem. Każde z małżonków żyje bardziej obok siebie niż ze sobą. Nie mają wspólnych zainteresowań i pasji. Dzielą sypialnię, ale są sobie obcy. Wzajemnie widzą swoje wady.
Hanna i Mariusz to para żyjąca w niesformalizowanym jeszcze związku planująca ślub. Nie są dobranym duetem. Wzajemnie odgrywają swoje role oszukując się i przełykając kolejne rozczarowania. Aż pewnego dnia ...
Hanna wchodzi do apteki, w której pracuje Andrzej by nabyć lekarstwa na grypę, a Mariusz w muzeum poznaje Łucję podziwiającą dzieła sztuki. Te spotkania zaczynają mieszać w ich związkach i otwierają im oczy na złudę w której żyją. I nic już nie jest takie samo...

"Niewypowiedziane słowa" to powieść reprezentująca literaturę kobiecą. To książka opowiadająca o zwyczajnych problemach, codzienności, blaskach i cieniach życia we dwoje. Jest w niej i miejsce na uczucia, zauroczenia, fascynacje, marzenia. To typowe czytadło dla kobiet w którym dużo prozy życia, a mało fikcji. To książka, której lektura wymusza zastanowienie nad swoim życiem i związkiem. Autorka daje w treści dyskretne  podpowiedzi, co niszczy miłość, co zagraża szczęściu. Tym samym podkreśla, że każde, nawet najbardziej gorące uczucie wymaga pielęgnacji i starań, by jego płomień palił się jak najmocniej i jak najdłużej. Samotność w parze boli podwójnie. Zakłamanie zaczynające się od drobnych, nieistotnych kłamstewek jest drogą prowadzącą wyłącznie ku katastrofie. Praca nad relacjami z partnerem jest niezastąpiona, ale w uczuciach nie można nic na siłę. Oszukiwanie się nie jest dobre na dłuższą metę. Czy opisanym parom uda się odbudować ich wzajemne relacje nie zdradzę. O tym przeczytacie. Ta z pozoru typowa powieść dla kobiet niesie w sobie niezwykle istotne treści i mądrości o których nie można zapomnieć gdy idzie się przez życie pod rękę z partnerem. Ich odkrycie nie jest na miarę wynalezienia super wynalazku, ale z pewnością pomoże lepiej żyć, być bardziej szczęśliwym i zadowolonym z życia. 
"Niewypowiedziane słowa" to doskonała propozycja dla pań w każdym wieku. Serdecznie polecam.

Hanna Dikta "We troje"



Wydawnictwo Zysk i S-ka
data wydania 15 luty 2016

Uczucie dalekie od ideału

Miłość nie zawsze jest idealna. Czasem bywa zakazanym owocem, którego smak jest zarówno gorzki, jak i słodki. O takim właśnie uczuciu pisze w swojej powieści Hanna Dikta. "We troje" to książka wyjątkowa i wzbudzająca naprawdę silne emocje.

Agata i Joanna są siostrami. Mieszkają z dala od siebie. Agata prowadzi wraz z mężem - artystą pensjonat w Białogórze nad morzem. Jacek jest sporo starszy od żony, mimo to ich związek jest udany. Joasia wyszła za mąż zaledwie pół roku temu. Niestety jej życiem zaczęła rządzić choroba. Młoda mężatka zachorowała podobnie jak jej matka na raka. Na wieść o operacji siostry Agata udaje się w odwiedziny.  Po długiej i męczącej podróży z przygodami zjawia się przy łóżku Asi. I poznaje Piotra - męża siostry, którego znała do tej pory tylko ze zdjęć przysłanych na jej skrzynkę mailową. Nieszczęście zbliża ludzi, ale relacje Agaty i jej szwagra wykraczają dużo dalej. Idą poza ramy przyzwoitości, moralności i dobrych obyczajów. Stają się zbyt bliskie, zbyt intymne. Stają się zakazane... 

"We troje" to lektura  od której trudno było mi się oderwać. Chłonęłam ją z wypiekami na twarzy. Autorka poruszyła w niej trudne tematy. Pokazała różne oblicza miłości. Od tej wymarzonej po tę zakazaną. Od siostrzanej po tę pełną namiętności i żaru. Miłość nie zawsze jest prawa - czasem staje się uczuciem, które rani. Z jednej strony nie każda miłość powinna ujrzeć światło dzienne, ale z drugiej czy musimy cierpieć kochając kogoś nieodpowiedniego? Czy musimy się poświęcać w imię zasad moralności? Miłość potrafi mocno i głęboko zranić, umie szybko ściągnąć nam różowe okulary z nosa i pokazać prawdę o nas samych. Czasem jest ona brutalna i pokazuje nam nasze słabości. 
Hanna Dikta bardzo ciekawe wykreowała sylwetki swoich bohaterów. Pozbawiła je idealności. Pokazała ich dusze takimi jakie są - bez retuszu, bez tego "co nie wypada". Przedstawiona w fabule sytuacja często ma miejsce w nieliterackim świecie. I zmusza realnych ludzi do trudnych wyborów, które zawsze którejś ze stron skomplikują życie. "We dwoje" to zatem powieść bardzo realna i życiowa, pokazująca nasze słabości i siłę uczuć, które są w stanie zawładnąć nami bez reszty i uśpić nasz rozsądek, sumienie i rozum.  
Gorąco polecam ją tym, którzy szukają wyjątkowej i niesztampowej książki o różnych obliczach kochania. Ogrom emocji gwarantowany. To historia, której długo nie zapomnicie i której reżyserem jest samo życie.

wtorek, 9 lutego 2016

Antony Beevor "Ardeny 1944"


Wydawnictwo Znak Horyzont
data wydania 2016
stron 512
ISBN 978-83-240-3433-8

Ardeny - ostatnia deska ratunku Hitlera 

W  życiu jest czasem jak na wojnie - wszystkie chwyty są dozwolone. Na wojnie bywa jak w życiu - czasem trzeba zagrać vabank i postawić wszystko na jedną kartę. A nuż się uda! Bo kroniki historyczne już nie jedno niemożliwe odnotowywały jak prawdziwe zdarzenie. Pewnie tak rozumował Hitler i jego sztab w 1944 roku. Ofensywa w Ardenach zwana też bitwą o wybrzuszenie miała być kołem ratunkowym dla Niemców, miała być ich ostatnią szansą. Jej celem miało być wdarcie się zimą 1944 roku między alianckie armie oraz dotarcie do Antwerpii. Niemcy liczyli na wycofanie się z walk wojsk brytyjskich i zawarcie pokoju z aliantami. Niemcy liczyli na potęgę zaskoczenia przeciwnika. Wszystko postawiono na ostrzu noża. Hitler i jego wojska poniosły jednak klęskę. Nie udało się zmusić do zawarcia pokoju by bronić całymi siłami Berlina przed Sowietami. Obie strony poniosły spore, trudne do oszacowania straty. Czy było warto podejmować tę ofensywę? Jak przebiegała, jak wyglądał atak i walki?

Tym, którzy mają ochotę wyczerpująco zgłębić ten temat polecę książkę bardzo lubianego i docenianego autora publikacji historycznych Anotony'ego Beevora. "Ardeny 1944" to pozycja niezwykle szczegółowa licząca ponad 500 stron dużego formatu. Ta lektura to prawdziwa gratka dla miłośników okresu II wojny światowej. Beevor jak mało kto niezwykle precyzyjnie wyczerpuje temat, ukazuje działania frontowe dzień po dniu. Przedstawia najdrobniejsze szczegóły i niuanse. Robi to wręcz z aptekarską precyzją. Opisując fakty historyk zarazem ocenia je spoglądając na nie niczym biolog na tkanki pod mikroskopem. Szuka odpowiedzi na nurtujące pytania, rozdrabnia temat na czynniki pierwsze. Wyczerpuje przeróżne kwestie związane z przedstawionym wydarzeniem. Pokazuje ofensywę od strony politycznej, historycznej, militarnej, ale i opisuje dramat żołnierzy wywołany zimą, podjętymi przez dowództwo decyzjami o mordowaniu jeńców.
Tekst uzupełniają zdjęcia, mapki, bibliografia, wykaz skrótów (jakże pomocny), przedstawienie struktury sił oraz indeks wspomnianych w książce osób. Moim zdaniem tej publikacji nie sposób było napisać rzetelniej, lepiej, dokładniej. To po prostu historyczne mistrzostwo z piórem w ręku.
Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki, którą się nie tylko zwyczajnie czyta, ale którą się wręcz studiuje. Piękne wydanie zasługuje na aplauz i uznanie. Brawo Autor, brawo Wydawca.
Gorąco polecam!

niedziela, 7 lutego 2016

Sarah Dessen "Kołysanka"





Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2016
stron 304
ISBN 978-83-276-1703-3 

Miłość - na chwilę czy na całe życie? 

Remy, główna bohaterka powieści Sarah Dessen to młoda dziewczyna, która właśnie skończyła liceum. Dzięki pracy i zdolnościom dostała się na prestiżową uczelnię. Wydaje się, że to beztroska młoda dama u progu dorosłości, pozbawiona bolesnych chwil, traum i ciężkich przeżyć. Owszem los obszedł się z samą delikatnie, ale w bagażu jej doświadczeń są przeżycia ... jej matki. I to one rzutują na życie dziewczyny, to one wpływają na jej decyzje i wybory.

Remy boi się związków na dłużej. Obserwując życie uczuciowe matki ma gdzieś głęboko w sobie zakodowane, że miłość, choćby najbardziej gorąca, to nic trwałego. Uczucie prędzej czy później się wypala, stygnie i kończy. Nasza bohaterka wciąż "ogląda" film z życia jej mamy - kolejne zauroczenia, śluby i rozwody. Każdy z jej ojczymów jest inny, a mimo to, zawsze kończy się tak samo - smutno. Dziewczyna choć może o tym nie wie, choć może do końca nie jest tego świadoma sama uprzedza czas i zrywa z kolejnymi facetami, którzy tylko na chwilę goszczą w jej sercu. Schemat końców związku ma już opanowany do perfekcji. Być może to reakcja na to, co dzieje się w jej domu za sprawą mamy, a być może geny. Ale los postanawia rzucić młodej damie wyzwanie i pozwala jej spotkać chłopaka innego niż wszyscy. Posiadającego duszę artysty, zdolnego obieżyświata zakochanego w muzyce. Niepoprawnego romantyka, luzaka, bujającego głową w chmurach. Oboje spotykają się ponoć tylko na chwilę, bo ona wyjeżdża na uczelnię, a on gra w różnych miejscach ze swoją kapelą imając się dorywczych prac to tu, to tam. Czy i tym razem Remy odejdzie nim zacznie zależeć jej na Dexterze naprawdę czy może zdarzy się wyjątek od reguły i wybuchnie wielka love na długo?

Ciekawym odpowiedzi na to pytanie polecam lekturę powieści "Kołysanka", która tylko na pierwszy rzut oka może wydać się lekką, kolejną powiastką o zagubionej w uczuciach pannie. Ta książka ma jednak drugie dno. Pozwala wejrzeć w duszę i serce młodej kobiety, która bojąc się zranienia sama rani. Jej najlepszą obroną jest atak. Ale czy godząc w kogoś nie godzi i w siebie?!
Powieść Sarah Dessen pokazuje jak trudno zbudować stały związek, ile wymaga to sił, kompromisów, poświęcenia. Ale miłość "kosztuje"! Miłość wymaga i żąda.
Powieść czyta się lekko i przyjemnie. Nie  jest ona wymagającą lekturą, ale i nie jest książką wybitną. Perypetie sercowe Remy są ciekawe, ale nie spodziewajcie się klasycznego romansu czy sentymentalnej książki o uczuciach. "Kołysanka" to książka na relaksujące popołudnie, wolny weekend czy kilkugodzinną podróż. Polecam tym, którzy lubią lekkie obyczajówki.

czwartek, 4 lutego 2016

Małgorzata Saramonowicz "Xięgi Nefasa. Trygław władca losu"


Wydawnictwo Znak
data wydania 2016
stron 480
ISBN 978-83-240-4045-2

Obrońca trojga dzieciątek 

Dość długo czytałam jedna za drugą powieści obyczajowe, w końcu poczułam ich lekki przesyt. Postanowiłam zaserwować sobie lekturę z gatunku, który dość długo omijałam a mianowicie fantasy. Padło na powieść Pani Saramonowicz otwierająca cykl Xięgi Nefasa. Od samego początku książka uwiodła mnie i pochłonęła mnie całkowicie. Ale czy taka powieść może na czytelnika zadziałać inaczej? Twierdzę, że nie można się jej oprzeć.

Akcja przenosi nas w przeszłość. Cofamy się do XII wieku. Do czasów kiedy dwaj bracia Zbigniew i Bolesław zwany Krzywoustym walczą o władzę marząc o królewskiej koronie na swej skroni. Obaj mają u boku żony i obaj liczą, że gdy urodzi się im syn podniesie to ich akcje w walce o tron. Wydaje im się, że możni szybciej poprą kandydata z przyszłym dziedzicem na rękach. W tych czasach trwa też walka tych co wierzą w Chrystusa z wierzącymi w religię starych bogów. Czasy są zatem niespokojne i bardzo barwne. Narratorem książki jest Nefas pełniący funkcję kronikarza na dworze Bolesława. To tylko pozory, bo tenże człowiek, przybysz z dalekiego kraju jest nie tylko skrybą dziejów, ale i byłym mnichem, rycerzem, tłumaczem, zbiegiem i świetnie zna się na szpiegostwie. Wbrew woli swojego pana udaje się do świątyni boga Trygława, do pogańskiego przybytku, by odwrócić przepowiednię według której księżna ma powić córkę, a nie syna. Tam zostaje mu przekazanie przesłanie i zadanie poważnej wagi. Trygław o którego pomoc Nefas zabiega splata i rozplata. Tym razem splata los trójki dzieci i trzech kobiet, które mają je urodzić. Nefas ma być ich opiekunem i stróżem, a to wydaje się być trudną, wymagającą misją stojącą na skraju wykonalności. Czy mu się to uda? Czy Bolesław pokona brata w walce o tron? 

Odpowiedź poznacie w porywającej lekturze, którą z całego serca polecam. Z pewnością znajdzie ona uznanie wśród tych, którzy lubią historię i interesują się dziejami Polski. Radość ta książka dostarczy również gronu, które lubuje się w gatunku fantasy. Miłośnicy przygody też nie będą zawiedzeni. Małgorzata Saramonowicz zaprasza do świata odmiennego od współczesnej rzeczywistości, ale jakże ciekawego, tajemniczego, pełnego niespodzianek i sekretów. Akcja książki jest niezwykle dynamiczna i biegnie szybko niczym górski potok. Wątki religijne umiejętnie wplecione w całość fabuły potęgują jeszcze niepowtarzalny nastrój. Dziwne wtedy były czasy! Ludzie jednak mieli te same słabości! Byli grzeszni, żądni władzy, majątków. Kierowali się emocjami, wpadali w pułapki, ale i umieli wodzić za nos innych. Dwór księcia to środowisko pełne intryg, szpiegów, przekupnych sług, których omamiła mamona i zaszczyty. Duchowieństwo to już klasa tylko pozornie prawa i godna do naśladowania. Od wiary bardziej liczyła się polityka i dobra materialne. W lekturze nie brak i wielu brutalnych scen. Krew leje się strumieniami. Śmierć nie jest czymś obcym, gwałty i okrucieństwo są na porządku dziennym. Postacie są różnorodne, niekiedy wyrachowane, żądne zemsty, ślepo dążące do swoich korzyści i racji. Uznanie znalazł u mnie styl Autorki. Podobała mi się i konstrukcja dialogów i długie, barwne opisy. 
Ta książka to prawdziwa perełka, która rozpoczyna arcyciekawą serię, której fanką ja już jestem. Pora być odkrył ją i Ty. Gorąco polecam!

środa, 3 lutego 2016

Anna Grzyb "Życie z drugiej ręki"


Wydawnictwo Szara Godzina
data wydania 2015
stron 192
ISBN 978-83-6431-259-5

To ja, Żona i Matka Polka

Anna Grzyb popularna blogerka pisząca o książkach ma za sobą debiut literacki. Jej pierwsza książka nie jest obszerną lekturą, ale też nie można jej odmówić oryginalności i pomysłowości. Autorka „Życia z drugiej ręki” nie stworzyła bowiem kolejnej powieści dla kobiet z rozbudowaną fabułą, ale dość oszczędnie wyrysowała słowami portret przeciętnej współczesnej kobiety, która żyje w Polsce początku XXI wieku i zmaga się z niełatwą rzeczywistością.
Anita, bo tak ma na imię główna bohaterka tej historii mieszka na prowincji, w niewielkiej miejscowości, gdzie wszyscy wszystkich znają i wszystko o sąsiadach wiedzą. Jest mężatką, mamą dwóch córek i kurą domową, która ma siedzenia w domu po dziurki w nosie. Anita ma bowiem ochotę nie tylko na życie rodzinne, ale i zawodowe. Jej mąż pracuje na drugim końcu Polski, rzadko bywa w domu, a jak już w nim jest to nie pomaga w codziennych obowiązkach. W małżeństwie robi się coraz chłodniej i chłodniej, miłość znika jak śnieg ciepłą wiosną. Anita traci radość życia, wpada na stałe w ponury nastrój. Nie ma chęci życia, działania, rozwoju. Jednym słowem marnieje, a w jej życiu nie widać światełka w tunelu. Jednak pewnego dnia bardzo niepozornie wkracza na inną ścieżkę...
„Życie z drugiej ręki” to książka, która napisało samo życie. Trudno doszukać się w niej bajkowych treści, słodkich scen, romantycznych nastrojów. Jest szaro i buro, do bólu realnie. Główna bohaterka jest zwyczajną kobietą jakich tysiące wiedzie swoje życie na prowincji. Jej losy są dość kręte, a życie nigdy ją nie rozpieszcza i nie jest usłane różami. Los skąpi jej fartu, o wszystko musi sama zadbać. Gdy spotyka swoją drugą połowę wydaje się jej, że złapała szczęście za nogi. Niestety czar szybko pryska, przychodzi zwyczajna codzienność, troski i problemy. W Anicie wiele czytelniczek będzie mogło odnaleźć cząstkę siebie.
Książka choć cienka ma w sobie wiele treści. Jest manifestem mam i żon, które są zredukowane do roli kucharki, sprzątaczki czy robota domowego. Ale coś je od maszyn różni. One podobnie jak Anita mają duszę, pragnienia, chcą być kochane, doceniane, dostrzegane. Ta lektura to książka bardzo odważna, bezprecedensowa, która zyskała grono miłośników i przeciwników. Odkrycie jej przesłania nie jest może takie łatwe, a sama publikacja to nie typowe, lekkie i relaksujące babskie czytadło. Treść przysłoniła mi formę, która jest prosta i nieskomplikowana. Chwilami wymaga wytężenia uwagi, ale warto zaczytać się w niej i zagłębić się w przemianę kobiety nieszczęśliwej w lepszą, inną, bardziej świadomą tego, co chce osiągnąć. Książka zrobiła na mnie spore wrażenie, okazała się diametralnie inną lekturą niż się spodziewałam. Jednak godną przeczytania, prześledzenia i przemyślenia. Po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku czemu do mnie przemówiła. Stało się tak dlatego, bo sama przeszłam droga Anity. Dlatego sądzę, że najlepiej rozszyfrują ją kobiety odmienione, które przebudowały swoje życie. Zakończenie jest otwarte i budzi ciekawość, co dalej spotka pierwszoplanową postać. Mam nadzieję, że się tego dowiem, jeśli ukaże się kontynuacja tej historii.

Katarzyna Michalak "Spełnienia marzeń!"


Wydawnictwo Literackie 
data wydania 4 luty 2016
stron 320
ISBN 978-83-08-05597-7

Niech spełniają się marzenia!

Marzenia drzemią w nas czy tego chcemy czy nie. Jedni mówią o nich i śmiało idą przez życie realizując swoje pragnienia, inni boją się obudzić swoje marzenia, które śpią gdzieś głęboko w ich duszy. Która życiowa strategia jest lepsza? Można długo dyskutować i polemizować, wysnuwać racje za i przeciw. Czasem jednak los bierze sprawy w swoje ręce i sam dyktuje nam drogę która jest idealną do realizacji zamysłów.

Główna bohaterka najnowszej książki Katarzyny Michalak od wielu lat marzyła o spokoju, przyjaznym domu i poczuciu bezpieczeństwa. Niestety od kiedy odeszła jej matka życie dziewczyny stało się koszmarem i piekłem w najgorszym wydaniu. Wszystko za sprawą jej ojca, który okazał się potworem i był zdolny wielokrotnie skrzywdzić swoją córkę za sprawą swojej chuci. Klaudia w dniu osiemnastych urodzin uciekła z rodzinnego gniazda licząc na lepsze życie w małym domku bez wygód, który otrzymała w spadku. Od tej chwili musiała sama troszczyć się o siebie. Los postawił na jej drodze bezdomnego psa, którego nazwała Aza i przystojnego niewidomego młodzieńca, który miał zostać jej pracodawcą...
Jak potoczą się losy tej pary możecie dowiedzieć się z książki, która aż kipi od emocji. Jest nimi naładowana do granic możliwości. Zawiera w sobie wyjątkową historię o miłości dwojga młodych ludzi, którzy zaledwie stojąc u progu dorosłego życia zostali już potężnie poturbowani i zranieni. Ich blizny z pewnością będą się długo goić. Czy miłość okaże się idealnym lekiem na całe zło?

Katarzyna Michalak stworzyła na kartach swojej książki historię bardzo niezwykłą. I Klaudia i Kamil nie zasłużyli na to, co ich w życiu spotkało. Krzywda, która ich dotknęła z pewnością zmieniła ich nastawienie do świata i ludzi. Każde z nich mogło się zasklepić w swoim nieszczęściu, zamknąć na życie i zapaść się w bólu oraz beznadziei. Ale los pozwolił im się spotkać. Okazało się, że są sobie potrzebni, a każde z nich ma to, co potrzebuje drugie. Ona ma oczy, on troszkę pieniędzy, ona strzępy nadziei, on wybitny talent. Razem było łatwiej, ale i trudniej. Bo każde miało naturę samotnika. Każde było jak nieufne zwierzę, które boi się wszystkiego wokół. I pojawiło się uczucie – nieproszone i nieśmiałe. Czytając tę nietuzinkową historię miłosną nie raz ocierałam łzę, która toczyła się po policzku. Miotały mną emocje o różnym zabarwieniu. Był gniew, złość, litość, współczucie, nadzieja. W miarę zagłębiania się w treść wciąż oceniałam tę powieść, a moja ocenia zmieniała się na coraz lepszą. To mocno nakreślona słowami książka. Wszystko jest w niej złe lub dobre, czarne lub białe – nie ma niczego pośredniego. Wszystko jest wyraziste, choć chwilami bliskie fantazji. Życie okazuje się trudną grą, niekończącą się partią szachów w której by nie przegrać wciąż trzeba wymyślać nowe strategie. Ta historia wciąga, przykuwa uwagę, by chwilami wydawać się odrobinę za mocna i za słodka. A jednak nie sposób jej odpuścić, nie można odłożyć tomu na półkę i nie doczytać do końca.
Fani Katarzyny Michalak nie poczują się tym tytułem zawiedzeni, a ci, którzy jeszcze nie znają pióra tej pisarki mogą śmiało sięgnąć po książkę i dać się porwać tej opowieści. Moim zdaniem naprawdę warto.

wtorek, 2 lutego 2016

Astrid Lindgren & Kitty Crowther "Skrzat nie śpi"


Wydawnictwo Zakamarki
data wydania 2015
stron 28
ISBN 978-83-7776-119-9

Poznajcie sympatycznego skrzata

Znów zagościłam w krainie bajek. Tym razem sięgnęłam po książeczkę adresowaną do najmłodszych dzieci, która jest opowieścią o pewnym sympatycznym skrzacie. Akcja rozgrywa się zimą i to taką prawdziwą - mroźną i śnieżną na dalekiej Północy. Autorką bajeczki jest nie kto inny a sama Astrid Lindgren doskonale znana dzieciom w Polsce. Ilustracje, jakże piękne i kolorowe, wykonała Kitty Crowther. Akcja rozgrywa się nocą, długą, trwającą o wiele dłużej niż dzień. Na dworze jest biało i mroźno. Ludzie śpią, a nad bezpieczeństwem domostwa czuwa sympatyczny skrzat, który jest dobrym duchem tego miejsca. Dogląda zwierząt, zagląda tu i tam, rzuca okiem do zagrody i stajni, do spiżarni i ludzkiego domostwa. Czuwa, bezszelestnie przesuwa się od miejsca do miejsca, a swoją obecność znaczy śladami na śniegu. Nie daje się ujrzeć ludzkiemu oku, chowa się przed nim, ale jego obecność zdradzają ślady. Jest dobrym duszkiem, pomaga, choć pozostaje niewidzialny.

Książeczka jest krótka, ale bardzo piękna i pobudzająca wyobraźnię. Ma swój klimat, wprowadza w zimowy nastrój. Ma w sobie coś niepowtarzalnego. Daje odczuć namacalnie atmosferę zimowej nocy, gdzie czas na odpoczynek i sen, gdy najlepiej wtulić się w ciepłe łóżko i wsłuchiwać w ciszę oraz odgłosy domu. Bajeczka ma w sobie coś wyjątkowego, co może trudno oddać słowami, ale łatwo odczuć podczas czytania. Sam skrzacik jest małym pomocnikiem, a jego postać przenika ze świata bajek do świata ludzi. Dałam się ponieść tej opowieści. Tekst łatwo i szybko opanował moją wyobraźnię, która zaczęła malować piękne portrety mroźniej skandynawskiej zimy.
"Skrzat nie śpi" to bardzo dobra propozycja dla maluchów, idealna do poczytania przed snem. Starannie wydana, w dużym formacie i twardej oprawie. Po prostu wspaniała propozycja do dziecięcej biblioteczki.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Beck Weathers, Stephen G. Michaud "Everest. Na pewną śmierć"

Wydawnictwo Angora S.A.
data wydania 2015
stron 312
ISBN 978-83-268-2270-4

Wysoka cena za pasję

Wiele ludzi na świecie wspina się po górach. Jedni wybierają te mniejsze, nieliczni zdobywają ośmiotysięczne szczyty. Dla jednych jest to tylko pasja, sposób na spędzenie wolnego czasu, na oddech od wielkomiejskiej dżungli, inni uciekają w góry by zapomnieć o codzienności. Niektórzy wspinaczkę traktują jak sport ekstremalny, inni jako próbę sprawdzenia siebie i swoich sił w walce ze swoimi ograniczeniami i słabościami, lękami czy naturą. Zdobywanie himalajskich kolosów nie jest bezpieczne. Nieważne czy ktoś jest amatorem czy zawodowcem zawsze może zapłacić najwyższą cenę. Zatem pasji towarzyszy potężne ryzyko, którego do końca nie da się zminimalizować.

Beck Weathers zdobywał góry by pozbyć się długoletniej depresji. To właśnie one, same w sobie groźne i niebezpieczne okazały się lekiem na zło choroby. Wspinając się Beck zapragnął znaleźć się w elitarnym gronie zdobywców Korony Ziemi. Wybrał się więc na Everest brakujący mu do kompletu najwyższych szczytów poszczególnych kontynentów. Ta wyprawa omal kosztowała go życie. Na zboczu Dachu Świata doszło do cudu, który jest jak zmartwychwstanie. Nie liczono bowiem, że Beck przeżyje po wielogodzinnym wychłodzeniu, utracie widzenia. On już prawie wydawał ostatnie tchnienie i nie był w stanie iść. A jednak...

O tych wydarzeniach i życiu przed i po Evereście Beck Weathers pisze w swojej książce. To nie jest typowa lektura z gatunku literatury wysokogórskiej, która zawiera relację z wyprawy. Choć sugeruje to może w pierwszej chwili okładka i tytuł to inna publikacja. Owszem jest zapis, dość skrótowy, z wyprawy w Himalaje i na kilka innych szczytów, ale przede wszystkim to jakby autobiografia człowieka, który lubił poskramiać szczyty. Jego pasja godziła jednak w jego rodzinę. Ojca i męża nie było w domu - był w górach, trenował, przygotowywał się do wyjazdu. Żył w pewnej skorupie co nie podobało się jego żonie. Nic dziwnego, bo Peach miała swoje racje i argumenty. Wniosek z tego bije jeden i to jest główna idea i przesłanie tej książki.
Góry są piękne, ale i groźne oraz wymagające. I zaborcze. Żądają zbyt wiele i nie godzą się na kompromisy. Są bezwzględne i nieubłagane. I nie dają często kolejnej szansy na poprawę popełnionych błędów. Nigdy nie gwarantują powrotu do domu, potrafią zaskoczyć i złamać nawet tych najbardziej twardych i przygotowanych.

 Książka opowiada historię człowieka, który cudem ocalał, cudem wrócił do rodziny i zapłacił za marzenie swoim zdrowiem. Wiele wycierpiał, by wrócić do formy. Ale i wiele doświadczył i zrozumiał. Napisał książkę, by ta była przestrogą dla innych. Opisał swoje doświadczenia, a głos oddał też rodzinie, znajomym, przyjaciołom. Był szczery i miał odwagę pokazać swój strach i lęk.
Ta historia jest poruszająca i wstrząsająca, oddająca to groźne i nie bardzo przyjazne oblicze gór. Ten tytuł chłonęłam z wypiekami na twarzy, przeżywałam i odebrałam niezwykle osobiście. Bo sama poszłabym śladami Becka mimo poznanych faktów. Książka dzieli się na kilka części a one wzajemnie się uzupełniają. Każda z nich pokazuje inny etap życia głównego bohatera, każda jest wyjątkowo osobista. "Everest. Na pewną śmierć" to reportaż, biografia i spowiedź miłośnika gór w jednym. To lektura pokazująca naszą ludzką słabość i siłę. To publikacja, która uczy wierzyć w cuda, we własne siły, ale i przestrzega przed brawurą i brakiem ostrożności. I to wreszcie dzieło, które naświetla całą prawdę o górach, którym litość jest obca. Pozycja godna uwagi i polecenia nie tylko miłośnikom łojenia szczytów. Gorąco polecam.

piątek, 29 stycznia 2016

Thomas Morgenstern "Moja walka o każdy metr"




Wydawnictwo SQN
data wydania 2016
stron 240
ISBN 978-83-7924-542-0

Walka o wszystko

Thomas Morgenstern to niezwykle utytułowany i utalentowany skoczek narciarki, który niedawno zakończył karierę. Według wielu jego fanów stało się to zbyt szybko i przedwcześnie. Tak jednak zdecydował Morgi, a wpływ na jego decyzję z pewnością miały dwa tragiczne upadki, które nastąpiły niedługo po sobie. Ten na mamuciej skoczni w Kulm wyglądał bardzo tragicznie. Thomas wyszedł z tarapatów obronną ręką. Wrócił do zdrowia, ale nim podniósł się musiał przejść bardzo wiele trudnych i bolesnych chwil. A czas gonił, bo do Igrzysk Olimpijskich w Soczi był niespełna miesiąc. Morgi chciał jednak koniecznie tam wystąpić. Alex Poitner trzymał miejsce w ekipie, lekarze i fizykoterapeuci robili co mogli, sztab szkoleniowy dokładał wszelkich starań, ale najwięcej dawał z siebie sam zawodnik. To była trudna i wyczerpująca walka. Zmaganie z bólem, nerwami, stresem, lękiem, siniakami na ciele i duszy. A jednak udało się i Thomas dołączył do swojej kolekcji kolejny medal olimpijski - tym razem drużynowy. Niedługo po tym zdecydował się jednak nie wracać na skocznię w roli sportowca. 

Książka, którą niedawno przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawcy opowiada głównie o końcówce kariery austriackiego skoczka, ale i o jego całej sportowej drodze oraz o życiu osobistym. Od samego początku uderza w niej szczerość, a sama lektura jest niczym spowiedź. Zawodnik tłumaczy się ze swojej decyzji, uzasadnia nią i motywuje. Myślę, że tym samym chce uciąć plotki i mity. To postępowanie wydaje mi się bardzo słuszne i właściwe. Morgi pokazuje życie skoczka od kulis, którego widzowie zgromadzenia pod skocznią i przy telewizorach nie widzą we właściwym świetle. Wydaje się, że bycie pogromcą skoczni to tylko wielka radość, bezpieczna i beztroska zabawa, rzesze fanów, spore pieniądze. Jednym słowem luz, szczęście i swoboda. Tak jednak nie jest. Bycie skoczkiem to ciężka harówka, wyrzeczenia, wyczerpujące treningi, walka z wiatrem, zimnem. ciągła dieta, nieustające podróże, a wszystko dla tej chwilki w powietrzu. Thomas kochał skoki długo i namiętnie, ale po wypadkach przyszła zaduma, refleksja, strach, który odbierał radość ze sportu, który dławił mocno i zabierał spokój. A bez tego uprawianie dyscypliny stało się katorgą.

Morgi pisze o wszystkim bardzo naturalnie, nie upiększa, nie koloryzuje i nie stawia się na piedestale. Jest skromny, jest sobą. Jest zwyczajny. Jak każdy z nas. Mimo sławy został sobą, nie zmienił się i sodówka nie uderzyła z bąbelkami do głowy. Morgenstern przekazuje również wiele ciekawostek zza kulis. Pisze o relacjach z trenerem, z partnerami z teamu. Nie omija tematów trudnych, może wstydliwych, nie zamiata ważnych spraw pod dywan. Dla mnie, jako fanki skoków narciarskich ta lektura jest ważna, ciekawa i interesująca. Cenię szczerość oraz odwagę, bo napisanie jej wymagało dzielności. Polecam lekturę pasjonatom sportu i tym, którzy kochają skoki na nartach.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Jolanta Guse "Opowiem o niej"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2016
stron 304
ISBN 978-83-8069-230-5

Warto biec za marzeniami

Ta powieść to świetna lektura, która sprawiła mi miłą czytelniczą niespodziankę. Książka opowiada o trzech kobietach, które łączą więzy krwi - babci, córce i wnuczce. Śledząc ich losy mamy okazję zagłębić się w rewelacyjną opowieść z najnowszą historię Polski w tle. To też książka o macierzyństwie i jego różnych obliczach.
Róża i jej rodzice przeszli wiele, wojna ograbiła ich z majątku. Córce Różny przyszło żyć już w innej rzeczywistości - pozornie wolnej. Jednak jabłko padło daleko od jabłoni. Helena okazała się inną osobą niż jej matka. Marzącą o tym, by stanąć na deskach teatru i grać. A aktorstwo miało stać się całym jej życiem. Romans mający otworzyć jej drogę ku wielkiej sławie i międzynarodowym występom odmienił jej los. Skończył się szybko i boleśnie. I coś po nim pozostało - małe dziecko. Niechciane i nieplanowane. Komplikujące życie. Gloria nie miała łatwego dzieciństwa i kochającego domu. Jak potoczyły się losy tych kobiet?  Zajrzyjcie do lektury...

Dla mnie okazała się ona prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Powieścią, która mocno wcisnęła mnie w fotel. Książką mocno okraszoną emocjami i zwyczajnym życiem, które bywa skomplikowane. I przez los i przez nas samych. W treści poruszona jest niezwykle ważna kwestia - problem macierzyństwa. Czy wszystkie kobiety mają predyspozycje by być dobrą mamą? I życie i fabuła powieści Jolanty Guse pokazują, że nie. Do macierzyństwa trzeba dojrzeć, dorosnąć i być gotowym. Inaczej bywa ono udręką. Brzemieniem, które czasem trudno nieść. I nie jest miło ani dziecku ani jego rodzicielce. Na szczęście w powieści pojawia się doskonała babcia, ale i tak Glorii bywa smutno, trudno i źle. Czy można krytykować Helenę? To już dylemat trudny do rozwiązania. Powinna być odpowiedzialna za swoje czyny, powinna myśleć co robi i jakie mogą być tego konsekwencje. Może i ma ona na swoją obronę jakieś swoje racje, ale jak pokazuje powieść nic na siłę w sferze uczuć nie da się zrobić.
Co jeszcze urzekło mnie w tej lekturze to splecenie losów bohaterów z historią Polski. Związanie z wydarzeniami, które częściowo pamiętam z dzieciństwa. Właśnie m.in. dzięki książce takiej jak ta lepiej rozumiem to co działo się pod koniec XX wieku w naszym kraju. Podręczniki historyczne podają suche fakty, autorka wskazuje jak polityka wpływała na rodziny, na małżeństwa, na życie tych, którzy chcieli walczyć o lepszą przyszłość dla swoich dzieci.
To była zajmująca, ciekawa i przyjemna lektura. To książka, która zostawiła po sobie pewien ślad w mojej czytelniczej duszy, która zaintrygowała mnie i którą polecam tym, którzy gustują w dobrej polskiej prozie obyczajowej.

piątek, 22 stycznia 2016

Joanna M. Chmielewska "Pod Wędrownym Aniołem"


Wydawnictwo MG
data wydania 2016
stron 304
ISBN 978-83-7779-356-5

Tam skarb twój, gdzie serce twoje...

Mogłabym zacząć swoje wrażenia z lektury tak: Przeczytałam dobrą książkę... albo ... Przeczytałam świetną książkę... Ale tak nie zacznę..
Będzie tak: Przeczytałam wyjątkową książkę, której nigdy nie zapomnę, otuliłam się jej treścią niczym ciepłym wełnianym szalem w mroźny dzień. Przeżyłam wspaniałe chwile z książką, która była po prostu genialna. O czym traktuje? Tak najkrócej to o spełnianiu marzeń i szukaniu swego miejsca na świecie.
 
Ta lektura wyszła spod pióra znanej mi już, utalentowanej Autorki książek dla dorosłych i dzieci Pani Chmielewskiej ( nie tej od kryminałów), która napisała "Poduszkę w różowe słonie". 
Pani Joasia i jej mąż należą do ludzi, którzy obudzili swoje marzenia i wcielili je w życie. Dołożyli starań by stały się one rzeczywistością. Czymś realnym. Wiązało się to z ryzykiem, porzuceniem bezpiecznego życia, wyjściem z ochronnego kokonu. Wymagało odwagi, ale inaczej nie można. Krok w przód musi oznaczać ruch w nieznane. Państwo Chmielewscy zdecydowali się porzucić Gryfice i zamieszkać w górach, a konkretnie w Szklarskiej Porębie. Tu znaleźli dom do remontu i przekształcili go w pensjonat, w którym miejsce znalazły anioły i goście. Łatwo się pisze, ale cała inwestycja wymagała nerwów, pieniędzy, cierpliwości, czasu, życia na pudełkach. Czy gra była warta świeczki?
 
Lektura tego tytułu mówi, że tak. A wszystko potoczyło się dobrym kierunku... Szczegółów zdradzać nie będę. Zaproszę do książki, która jest naprawdę wyjątkowa. Ciepła i klimatyczna, niosąca w sobie energię, nadzieję i moc dobrych fluidów, moc zachęty, by porzucić lęki, by odważyć się obudzić swoje najskrytsze pragnienia. To nie tylko historia sympatycznej rodziny, ale i opowieść o nowym domu, a także o miejscowości, którą chętnie odwiedzają turyści. Szklarska Poręba to wyjątkowy punkt na mapie świata - z ciekawą przeszłością. Z historią i wspaniałymi mieszkańcami. Autorka odkrywa ją w kolejnych rozdziałach, przedstawia tych, którzy żyli tam, a odeszli do wieczności. Opowiada o artystach, którzy tworzyli u stóp Szrenicy, byli tam szczęśliwi, a wena gościła w ich progach. Pani Joanna kreśli ich dzieje, radości i dramaty. Snuje gawędę i tym samym kusi oraz zachęca by zajrzeć do Szklarskiej choćby na krótko. Nigdy te rejony nie odwiedzałam, ale przekonałam się, że to wyjątkowe miejsca. 
 
Lektura to po prostu miód na serce czytelnicze. To książka inspirująca do odkrywania przeszłości, do poznawania ludzkich losów, do podróży i śpiewu przy ognisku z kiełbaską na patyku w ręku. Tekst znakomicie uzupełniły zdjęcia. Czytając czułam, że chłonęłam ją wszystkimi zmysłami. Było ciekawie, ciepło, rodzinnie. Gorąco polecam - naprawdę warto.

czwartek, 21 stycznia 2016

Jean Sasson "Łzy księżniczki"






Wydawnictwo Znak litera nova
data wydania 2015
stron 432
ISBN 978-83-240-2749-1

Niezwykła Księżniczka

Która z nas w dzieciństwie nie chciała być księżniczką?! Mieszkać w pałacu, być bogata, mieć służbę, piękne stroje i kochającego księcia u boku! Ale tak słodkie życie księżniczki wiodą tylko w bajkach. W prawdziwym życiu nie zawsze jest tak pięknie. Bywa, że i księżniczki nie mają lekko, cierpią i ronią łzy. 

Księżniczka Sułtana mieszka w Arabii Saudyjskiej. Jest wnuczką króla i żoną (szczęśliwą!) saudyjskiego księcia. Ma troje dzieci i wnuki. Mieszka w pięknym pałacu, żyje w dostatku, ale nie zamknęła się w świecie bogactwa i luksusu. Sułtana jest wrażliwa na krzywdę kobiet i dzieci. Zajmuje się działalnością społeczną i pomaga potrzebującym finansowo. Mimo swej pozycji czasem niewiele może, czas roni łzy bezsilności. Ale mimo to nie poddaje się i dalej realizuje swoje dzieło. 
A pracy jest bardzo wiele. Bo kobiety w Arabii Saudyjskiej nawet gdy są bogate to brakuje im jednego - osobistej wolności. Możliwości do samostanowienia o sobie, podejmowania życiowych decyzji osobiście. Saudyjki nie mogą prowadzić samochodu, swobodnie się kształcić, pracować. Są zależne od męskich opiekunów. Nawet gdy są księżniczkami. 
Najnowsza książka Jean Sasson to opowieść o Sułtanie i kobietach z jej rodziny, ale i tych które spotkała na swojej ścieżce życia. O tych, którym pomogła, o tych, którym to życie ozłociła lub uratowała. To książka o Saudyjkach, które mają o wiele trudniej niż my, Europejki. 
Ta książka jest najbardziej jak tylko to możliwe osobista, wciskająca w fotel i wyciskająca łzy. Historie opisane na jej kartach mogłyby być z powodzeniem dobre do scenariusza thrillera, a są niestety realnym życiem, koszmarem, który dotyka kobiety od dziecka po dorosłe życie. I jak nie wzruszyć się losem Dalal i Amal, które zginęły z rąk ich taty, oskarżonej o czary Farii czy Fatimy pozbawionej prawa do opieki nad dziećmi! 
"Łzy księżniczki" to lektura ukazująca prawdę o życiu saudyjskich kobiet z różnych środowisk. To także opowieść o Tej, która wyciąga pomocną dłoń mimo, że sama nie doświadczyła tyle zła. To też opowieść egzotyczna jak dla nas Europejek o życiu w orientalnym świecie, który jednak nie przypomina Baśni z tysiąca i jednej nocy. Nie zazdroszczę życia za zasłoną w świecie religijnego fanatyzmu. Już wolę mieć mniej w portfelu, a wolność i wiatr wiejący w skrzydła. Po lekturze długo miotały się w mojej głowie różne myśli. Zastanawiałam się skąd tyle zła, tyle brutalności i zacofania w XXI wieku na świecie! 
Gorąco polecam lekturę każdemu, kto narzeka na życie na Starym Kontynencie, w świeckim kraju. To my mamy bajkę i strzeżmy by nie miała końca.

środa, 20 stycznia 2016

Maria Ulatowska, Jacek Skowroński "Pokój dla artysty"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2015
stron 456
ISBN 978-83-8069-072-1


Dom inny niż wszystkie

Maria Ulatowska zadebiutowała powieścią obyczajową w 2011 roku. Do dziś napisała kilka wspaniałych książek, zdobyła grono wielbicieli i zaskoczyła pewnie wielu z nich swoją najnowszą lekturą, która napisała w duecie z Jackiem Skowrońskim. Byłam niezmiernie ciekawa jaki był efekt tej współpracy i zagłębiłam się w czytaniu „Pokoju dla artysty”. Rozsmakowałam się w tej książce, ale i nie obyło się bez zaskoczenia. Ta powieść to bowiem całkiem inna pozycja niż „Sosnowe dziedzictwo” czy „Kamienica przy Kruczej”.

Jest to mieszanka wysokogatunkowego obyczaju z gatunkiem kryminalnym. A co może zdziwić całość okraszona jest nutą tajemnic i sekretów z przeszłości oraz wprowadza czytelnika w specyficzny lecz obcy kryminałom klimat. Jest romantycznie i nostalgicznie. W powieści panuje bowiem często aura właściwa uzdrowiskom, kurortom i odpoczynkowi. Same kontrasty? Dokładnie. Efekt jest jednak naprawdę świetny!
Na pierwszym planie są dwie pary, których nie łączą więzy małżeńskie, a luźne związki i pewien splot wydarzeń. Jasza i Marta to osoby trzymające pióro w dłoni, które owładnęła myśl by nabyć pewien zaniedbany dom-dworek w Nałęczowie i przekształcić go w Dom dla Artystów. To marzenie sporo kosztuje, ale jest tak mocne, że para gra vabank. Przy pomocy prawnika, dzięki powołanej fundacji i sprzedaży poprzednich mieszkań nałęczowska budowla odzyskuje blask i nadaje się do zamieszkania. Ewa i Piotr poznają się w nałęczowskim sanatorium, znajomość zacieśnia się, a oni sami również odkrywają piękno dworku Jaszy i Marty.

Co szczególnego jest w budynku Domu Pracy Twórczej dla Artystów? Dlaczego jego dość specyficznych i oryginalnych mieszkańców spotykają dziwne i niekoniecznie miłe zdarzenia? To fatum, duchy czy nieszczęśliwe wypadki? A może to tylko współczesne zło lub klątwa z przeszłości?
Książka jest nad wyraz oryginalna, nastrojowa i po prostu ciekawa. Czyta się ją miło i lekko mimo iż trup ściele się gęsto. Nie jest to typowy kryminał, nie odczułam napięcia i grozy właściwej dla tego gatunku. Jest raczej nostalgia i myśl, że życie przemija i musi nastąpić jego kres. Natura ludzka też bywa wredna i chciwa. Każdy z bohaterów to prawdziwa i oryginalna osobowość. „Pokój dla artysty” to nie romans, to nie słodka fabuła i lukrowy smak słów. To ciekawa i nietuzinkowa propozycja, która zadowoli gusta i pań, i panów. Duet Ulatowska&Skowroński spisał się na medal. Pisarze ciekawie odmalowali słowami zawiłości ludzkiej natury, jej słabości i grzeszki. Nie zanudzili czytelnika chaosem wątków, nie rozciągli fabuły na dwa niespójne ciągi. Spletli swoje pomysły ciekawie i zgrabnie czym z pewnością podbiją serca wielu czytelników.

Ta lektura okazała się naprawdę sporym aczkolwiek atrakcyjnym zaskoczeniem. Oryginalnym i bardzo pociągającym. To powieść przy której nie można się znudzić, a którą polecam nie tylko miłośnikom kryminałów i sensacji. Rekomenduję z całego serca.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Magdalena Kołosowska "Trawa bardziej zielona"



Wydawnictwo Feeria 
data wydania 2016
stron 312
ISBN 978-83-7229-535-4

Czy to jest miłość czy zauroczenie?

Miłość to "towar" deficytowy, poszukiwany przez ludzi od lat. Szukając prawdziwego uczucia łatwo jednak o pomyłkę. Miłość bez trudu można pomylić z zauroczeniem i pożądaniem. Skutki mogą być niemiłe i wyprowadzić nas w życiu uczuciowym w przysłowiowe maliny. Ale mimo to warto szukać swojej drugiej połówki, warto wypatrywać tej jedynej czy jedynego bo inaczej życie ma tylko połowiczny smak.
 
Powieść "Trawa bardziej zielona" to lektura o zawirowaniach w życiu uczuciowym czwórki głównych bohaterów - ludzi w okolicach trzydziestki, którzy mają już pewien bagaż doświadczeń a wciąż nie są szczęśliwi w miłości. Dlaczego? W pewnym stopniu i ze swojej winy. Bo na ich koncie są nietrafione decyzje i nieprzemyślane wybory. Los nie dał im w prezencie poznać prawdziwego uczucia, albo oni sami go nie dojrzeli i nie docenili. 
Majka jest papierową żoną. Jej mąż wyjechał do pracy do Skandynawii, ale ich związek i szybciej nie należał do udanych. Monika, najlepsza przyjaciółka Majki, liże rany po rozstaniu, którego się nie spodziewała. Liczyła, że jej wybranek będzie tym, który zaprowadzi ją do ołtarza, ale tak się nie stało. Dziewczyny wspólnie jadą na tydzień na Mazury. Wypocząć, nabrać wiatru w żagle, wyluzować się. W pensjonacie spotykają dwójkę przyjaciół, którzy wybrali się na motorach na urlop. Nawiązana znajomość to tylko letnia przygoda, a może coś poważnego? Wakacyjny romans czy początek wielkiej miłości?

Książkę Magdaleny Kołosowskiej czytało mi się lekko i łatwo. Jednak główni bohaterowie nie zaskarbili mojej sympatii. Denerwowało mnie nieco ich zbyt swobodne podejście do życia. A już o rumieńce przyprawiało mnie zachowanie Majki i Moniki odnośnie relacji męsko-damskich. Może jestem zbyt konserwatywna, ale jak można w kimś się podkochiwać a z kimś innym iść do łóżka? Autorka przedstawiła realny, dzisiejszy świat. Taki pędzący nie wiadomo gdzie, z jego współczesnymi problemami, bolączkami i pozornie bezstresowym podejściem do życia. Ma być lekko i łatwo, a w gruncie rzeczy jest byle jak. To właśnie dokładne ujęcie współczesnych czasów jest atutem tej książki. Sama lektura ma przewidywalne zakończenie, nie trzeba być geniuszem by się domyśleć jak skończą się pewne sprawy, mimo to czyta się ją miło. Jest to dobra powieść na urlop, weekend, na to by złapać oddech. Książka to lektura realna, prawdziwa i bardzo życiowa. Pokazuje świat dokładnie taki jaki nas otacza, jaki jest za oknem. Pokazuje współczesność, która jest taka inna od czasów młodości choćby naszych rodziców. Ale i pokazuje, że pewne wartości wobec zmian które się dokonują pozostają niezmienne i warte zachodu. Po skończeniu czytania zastanawiałam się czy Majka i Monia podołają wyzwaniu bycia z kimś na dłużej, staną się wierne, konsekwentne i poważne. Czy życie ich zmieni się, a one same dojrzeją i wreszcie wydorośleją?! 
Autorka ujęła mnie dobrymi dialogami, nienudnymi opisami, wartką akcją. Dobrym odrysowaniem rzeczywistości i ukazaniem realnych spraw, które cieszą lub smucą młode osoby. Ujęła mnie też mocno zielona okładka. I morał - to prawda, że zawsze potrafimy docenić dobra innych, a nie dostrzec tego, co nam dał los. Ciekawa lektura dla Pań, Panom raczej jej nie polecam.
 

niedziela, 10 stycznia 2016

Urodziny bloga - już ma 5 lat!!!

Jak ten czas leci! To już piąte urodziny bloga. Wcześniej pisałam gdzie indziej, ale 11 stycznia 2011 roku przeniosłam się tu. I dobrze mi tutaj. Piszę, rozwijam się, mam pasję, która pozwala mi lepiej żyć. Poznałam wspaniałych Ludzi - Autorów, Czytelników, Osoby z Wydawnictw. Jest bajkowo, kolorowo i książkowo. I wiecie jak popatrzę wstecz to... nie kojarzę przykrych sytuacji związanych z blogowaniem. Dostałam samochód i to nowy .... w książkach. Tak, tak, - jak zliczyłam sumę za jaką otrzymałam książki do recenzji kupiłabym już nowy samochód. Ale... mam coś więcej niż auto. I nie oddam tego nikomu. Blog będzie istniał nadal. A ja rozwijam nowe projekty. Kanały na YT - książkowy i livestylowy - gdyby ktoś szukał mnie w wersji filmowej to
- Książka TV według Malineczki 74 https://www.youtube.com/user/malineczka74/videos

- Świat Malineczki https://www.youtube.com/channel/UC51eiZEtPC4xcWti7wHq1fw/videos

W tym miejscu dziękuję Wszystkim, którzy odwiedzili mój blog, docenili go, skomentowali. Dziękuję za pochwały i krytykę. Cenię i jedno i drugie. Co dalej? Kolejne recenzje, konkursy - najbliższy już w lutym. I coś jeszcze liczba wejść. Wczoraj ponad 616 000 - to tak mocno cieszy. Wiem, że jestem czytana nie tylko w Polsce - wszystkich gorąco pozdrawiam. I zapraszam na recenzje. Bo będą. Siemanko!!!

Zdrapki#4 Multi Vabank

piątek, 8 stycznia 2016

Joanna Nowicka, Małgorzata Łupina "Trzy na godzinę"



Wydawnictwo Pascal
data wydania 2015
stron 288
ISBN 978-83-7642-629-7

W piekle gwałtu

Powszechnie wiadomo, że kobiety nie mają słodko w krajach muzułmańskich. Są one tam podległe woli mężczyzn, mają ograniczone prawa, są traktowane gorzej niż Europejki na Starym Kontynencie. Ale czy świat i opinie publiczna ma wiedzę i świadomość o piekle kobiet w Indiach? Sama nie za bardzo miałam pojęcie o sytuacji Indyjek w ich ojczyźnie. Indie kojarzyłam jako kraj piękny, kolorowy, biedny, ludny, warty odwiedzenia, ciekawy kulturowo, ale nie wiedziałam, że kobietom od dziecka żyje się tam tak źle. 
 
W Indiach nie cieszy się z narodzin córki. Wiele kobiet decyduje się na aborcję, gdy nie spodziewa się syna. Małe dziewczynki- noworodki są często uśmiercane po przyjściu na świat. Nastolatki, nawet małe dziewczynki, kobiety są często gwałcone, a sprawcom gwałtu ich haniebny czyn uchodzi bezkarnie. Fikcja? Scenariusz brutalnego filmu? Nie, samo życie. Życie, które bywa horrorem, a które przedstawiła w filmie i opisała w książce Małgorzata Łupina. 

To niewiarygodne, ale co dwadzieścia minut gwałcona jest indyjska kobieta. Pada ona ofiarą kogoś z rodziny - ojca, wujka, kuzyna, sąsiada, mieszkańca tej samej miejscowości, kogoś jej znajomego lub hordy niewyżytych mężczyzn, którym wydaje się, że wszystko im wolno, że są bezkarni, a kobieta to nic innego jak zabawka w ich rękach. Można ją wykorzystać, pozbawić czci, spokoju, zdrowia, równowagi psychicznej. I nic za to nie będzie groziło. Wiele kobiet z poważnymi obrażeniami ciała trafia do szpitali, ale nawet obdukcja lekarska nie ma wagi dla policji, która często nie podejmuje żadnych działań. Ogólnie sytuacja jest smutna, ale powoli wiele kobiet zaczyna działać. Twardo szukać pomocy u prawników, uczyć się samoobrony, protestować przeciwko złemu traktowaniu i przemocy. 
 
Do Indii wraz z epiką filmową dotarła znana aktorka Anna Dereszowska, która była mocno poruszona tym, co ujrzała. Polacy dotarli bowiem do ofiar, które miały odwagę powiedzieć o swoim koszmarze, przeprowadzono również wywiad z obrońcą jednego z oskarżonych o gwałt. Ekipa poznała także dwie młode kobiety, którym udzielono pomocy medycznej w Polsce. 
 
"Indie. Trzy na godzinę" to książka, która mocno Wami wstrząśnie jeśli tylko się w nią zagłębicie. Ukaże problem obecny w kraju, który jest pełen kontrastów. Piękna i biedy, szczęścia i koszmarów. Hindusi nie doceniają swoich kobiet, traktują je skandalicznie jak istoty gorsze. Wiele indyjskich kobiet przeżywa piekło na ziemi. Dobrze, że są wśród nich takie, które mają odwagę krzyczeć i wołać o pomoc. Poruszać serca ludzi na całym globie, nagłaśniać problem, ale i przestrzegać płeć piękną, która przyjeżdża do tego kraju. Książka powstała na podstawie docenionego i nagrodzonego filmu dokumentalnego. Czyta się ją przez łzy, które same płyną wobec zła, przemocy i krzywdy. Lektura nie jest zbyt gruba, ale niezwykle bogata w treść. Opatrzona zdjęciami, które mówią do czytelnika tak samo wyraziście jak spisane słowa. Dzięki niej doceniłam swój status tu gdzie mieszkam i to prawo jakie u nas obowiązuje. Niedoskonałe, ale skuteczniejsze niż w Indiach. 
To pierwsza książka przeczytana przeze mnie w tym roku. Niezwykle przemawiająca i prawdziwa. Wzruszająca i wołająca o pomoc dla milionów istot na tym globie. Niech pomoże w zmianie na lepsze. Niech będzie zwiastunem zmian. Gorąco polecam ją nie tylko kobietom, nie tylko miłośnikom reportażu, nie tylko ciekawym Azji.

sobota, 2 stycznia 2016

Bogna Ziembicka "Na zawsze Różany"


Wydawnictwo JAK
data wydania grudzień 2015
stron 270
ISBN 978-83-6450-632-1


Pożegnanie z Różanami

Łezka zakręciła się w oku, bo żegnam wspaniałe książkowe miejsce - Różański Dworek, a tym samym ukończyłam piąty i ostatni tom serii pióra Bogny Ziembickiej. Jak to zleciało! Dopiero co ukazała się część pierwsza, a to już zakończenie. Reasumując saga jest wyśmienita. Każdy z pięciu tomów czyta się wspaniale. Koniecznie jednak tym co nie czytali początku polecam chronologię. Tylko tak dotrze do Was w pełni fabuła, czytanie nie po kolei zdecydowanie nie ma sensu, bo poczujecie chaos. 


Tom piąty to lata współczesne oraz czas drugiej wojny światowej i lata powojenne. Trudny chwile zmian, zawirowań, które spotkane na kartach książki postacie rozwiały po całym świecie. Wojna zmieniła granice, pozbawiła naszych bohaterów domów, ojczyzny, zabrała bliskich, zostawiła bolesne wspomnienia. Ale żyć trzeba dalej.
Początek tomu i koniec tomu to czas przygotowań do ślubu i samej uroczystości Zosi i Eryka. Para spodziewa się potomka i chce powiedzieć sobie sakramentalne "tak". Uroczystość ma zgromadzić gości z bliska i daleka. Na ślubie mają zjawić się Aleksander i Marysia. Dwie postacie, których losy autorka przybliża nam wyraziście, a które są niezwykle skomplikowane. 

Nie chcąc stworzyć spoiler zamilknę o treści, a skupię się na ocenie. To dobre zakończenie serii, którego akcja rozgrywa się nie tylko na współczesnym terytorium Polski, ale i w Indiach oraz na kresach przedwojennej Rzeczypospolitej. Jest dynamicznie, barwnie, interesująco. Nie sposób się nudzić, a często wraca się myślami do treści poprzednich książek. Ten tom idealnie łączy się z poprzednimi. Całość na mnie jako miłośniczce sag zrobiła świetne wrażenie. To piękna opowieść z historią w tle, ciekawie nakreślonymi bohaterami oraz pięknymi miejscami do których zaprasza Bogna Ziembicka. 
Czytając wzruszałam się, śmiałam i udzielał mi się romantyczny nastrój. Było miło, przyjemnie, na wskroś polsko, patriotycznie. 
W tym tomie znalazłam piękny cytat, który sobie wynotowałam i który jest niezwykle mądry i warty zamieszczenia w tym miejscu:

"Życie dostaje się tylko raz i nie po to, żeby je poświęcać, tylko żeby wyrwać mu z gardła ile się da, nacieszyć się nim i dzielić je z innymi" (str. 211)

Gorąco polecam całą serię i życzę wspaniałych chwil w Różanach.