Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Harper Collins. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Harper Collins. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 listopada 2021

Marianne Cronin "Sto lat Lenni i Margot"

 


Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2021
stron 400
ISBN 978-83-2766-673-4

Siła przyjaźni nie zna granic

Przyjaźń, podobnie jak miłość, za nic ma wszelkie granice. Rodzi się gdzie chce i na przekór różnym przeszkodom. Może trwać mimo burz i osładza nam życie nawet, gdy jest ono już na skraju trwania. Pomaga w trudnym czasie, dodaje sił, dodaje smaku każdej chwili kiedy bije nasze serce. Takiej właśnie przyjaźni doświadczają dwie kobiety, które łączy jeden adres - szpital. Obie sprowadziła w to miejsce choroba, obie wiedzą, że życie jest i krótkie i kruche. Obie doświadczają też tego, że ono na przekór wszystkiemu może mieć smak nawet u samego końca.

Lenni ma zaledwie siedemnaście lat. Niestety, cierpi na nieuleczalną chorobę i wie, że jej życie będzie krótkie. Nagle nabiera ono jednak blasku gdy pojawia się w nim inna kobieta. O wiele starsza, której dane było przeżyć wiele lat. Margot ma na karku osiemdziesiąt trzy wiosny, spory bagaż doświadczenia, talent artystyczny i specyficzny sposób postrzegania świata oraz buntowniczy charakter. Relacja tych dwóch kobiet wykracza poza ramy szablonu. Mimo, że dzieli je kilka pokoleń odnajdują w przyjaźni wszystko, co w niej najcenniejsze. Obie chcą namalować swoje dotychczasowe życie w stu obrazach. Ta liczba nie jest przypadkowa. Łącznie ich wiek to właśnie jeden wiek. Każdy obraz ma symbolizować jeden rok życia. Czy uda im się zrealizować ten plan? Czy powstanie ta seria?

Powieść Marianne Cronin to nie jest zwykła lektura o której z czasem się zwyczajnie zapomina. To książka, która wyrywa piętno w sercu, która wyzwala w nas ogrom refleksji nad tym, co w życiu ważne, na czym warto się skupić. Ta lektura wzrusza, wyciska łzy, ale i pokazuje, że każdy dzień w życiu może być na swój sposób piękny, wyjątkowy i niepowtarzalny. Każdej doby los bowiem może nas zaskoczyć i dać naprawdę piękny i wyjątkowy prezent. Czytając płakałam i jak zwykle, gdy choruje i ma umrzeć ktoś bardzo młody, rodził się we mnie bunt i pytanie dlaczego? Czemu jedni mogą cieszyć się długim życiem, a inni, jak Lenni, ledwo co mają skosztować jego smaku. Margo zaś to postać, którą kochałam za jej styl bycia i podejście do świata. Jej postać jest symbolem tego, że żyć można długo i tak jak się chce. Może chwytać każdą chwilę pełnymi garściami, można łamać stereotypy i śmiać się nawet wtedy, gdy metryka ciąży i jest sędziwa. Jesień życia może być też kolorowa. 

To bardzo mądra powieść, która gloryfikuje siłę życia i przyjaźni. To tytuł o bólu, zmaganiu się ze śmiertelną chorobą, ale i o nadziei, o walce by każdy moment, kiedy bije nasze serce miał blask i był źródłem radości na przekór złemu losowi. Pędząc w szalonym tempie życia warto czasem sobie powiedzieć stop, warto się zatrzymać by sięgnąć po taką właśnie książkę, która nie jest lekka i łatwa, która nie będzie odstresowującą historią idealną do kawy i na poprawę humoru. To raczej lektura, która nauczy nas doceniać zdrowie, zwykłą codzienność, proste sprawy, które są puzzlami naszej egzystencji, a o których wartości zwykle zapominamy. Ta powieść wyczerpuje emocjonalnie, ale i daje coś w zamian. Jest niczym najlepszy poradnik mówiący o tym jak lepiej żyć, jak najlepiej wykorzystać każdą chwilę, którą daje nam los. 
Bardzo się cieszę, że ta książka mnie nie ominęła, że mogłam ją przeczytać, że mogłam i miałam siłę unieść jej ładunek i przesłanie w tym trudnych czasach w jakich teraz żyjemy. Gorąco polecam i zachęcam byście zagłębili się w jej treść. Naprawdę warto. 




niedziela, 23 czerwca 2019

Gill Sims "Dlaczego mamusia przeklina. Rozterki wkurzonej mamusi"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2019
stron 352
ISBN 978-83-276-4011-6

Mama ma prawo mieć zły humor

Kobieta w swoim życiu odgrywa wiele ról. Nie ma wśród nich odpowiedzialniejszej niż bycie mamą. Ta "praca" trwa non stop, 24 godziny na dobę, dostarcza wiele stresu, kłopotów i trudnych sytuacji. Owszem, daje satysfakcję, ale i przyprawia o palapitacje serca, spędza sen z powiek i dostarcza ogromnych emocji. Czy warto być mamą? Miliony kobiet odpowie twierdząco. Czy istnieją idealne, perfekcyjne mamy? Doskonałe w każdym calu? Tu już odpowiedź nie będzie tak oczywista. Osobiście sądzę, że takich mam nie ma, bo każda mama ma chwile słabości, potyka się, czasem upada i wstaje. Żadna z mam zatem nie powinna mieć kompleksów, że popełnia pewne błędy i zdarza jej się być po prostu mówić "niegrzeczną". Jeśli drogie rodzicielki, któraś z Was ma poczucie winy, że nie jest ideałem powinna sięgnąć po książkę Gill Sims "Dlaczego mamusia przeklina" i poznać pewną kobietę po czterdziestce znaną już czytelniczkom z książki "Dlaczego mamusia pije".

Tytuł pokazuje rodzicielstwo bez filtrów, bez kwestii tabu, bez słodzenia i idealizowania właściwego reklamom, które mogą w nas kobietach wzbudzać tylko poczucie niższości. 

Ellen skończyła czterdziestkę, jest mamą dwóch pociech, żoną będącą w związku, któremu daleko do sielanki. Ma wiele na głowie, a opieka nad dziećmi niekiedy ją ogromnie wyczerpuje i dołuje. Mimo wszystko każdego dnia nasza bohaterka dzielnie brnie przez życie i radzi sobie z kolejnymi wyzwaniami. A tych nie brakuje. Zaczynają się wakacje i trzeba czymś zająć syna i córkę, nadchodzi nowy rok szkolny więc trzeba kupić wyprawki. Dziecko znika z oczu i się gubi, więc trzeba je odnaleźć. Trzeba jeszcze znaleźć nową pracę, która będzie dobrze płatna, wymyśleć aplikację, która przyniesie sławę i fortunę oraz przezwyciężyć nudę w małżeństwie i kryzys, który jakoś tak się przyplątał. Chcecie poznać świetną osóbkę, która jest bardzo naturalna i szczera, która otwiera przez nami, czytelniczkami swoje serce i duszę na oścież? Zatem zapraszam do przeczytania powieści od której ja osobiście nie mogłam się oderwać. 
Lektura okazała się lekka i przyjemna, dostarczyła rozrywki i odstresowała, a zarazem wniosła wiele do moich poglądów i zapatrywań na życie. Sprawiła, że odstawiłam nieco na półkę mój perfekcjonizm i tym samym dała mi chwilę oddechu w boju o bycie osobą idealną. 

Ellen jest niesamowita. Po prostu boska i nie sposób jej nie kochać. Jest z niej po prostu równa babka, z krwi i kości kobieta podobna do każdej z nas. Daleko jej do ideału, ale tym samym nie jest papierowa i sztuczna. Cechuje ją poczucie humoru, ale i ironia czy sarkazm. Do życia podchodzi normalnie, ma swoje marzenia i cele. Tytuł pokazuje zwyczajne życie matki, która musi wciąż na nowo nabierać sił, uczyć się, dogadzać całemu światu. Wysłuchiwać i być opoką dla całej rodziny.

Przy czytaniu odpoczęłam i załapałam oddech. Zerknęłam z dystansem na cały świat i rzeczywistość, która bywa czasem bardzo trudna. Jeśli czujecie się w swoim związku samotne, niezrozumiane, zmęczone to ta powieść jest właśnie dla Was. To dobrze napisana książka dla każdej z nas i z ręką na sercu Wam ją polecam.  

czwartek, 20 czerwca 2019

Interesująca powieść na lato

Witajcie Kochani

Nareszcie wakacje. Lato, słońce, laba, urlop. Wypoczynek i czas... trudny dla mam. Bo pociechy skończyły szkołę i trzeba im zorganizować czas. To bywa stresujące i jest sporym wyzwaniem. Nic dziwnego, że niektóre mamy mogą mieć zszarpane nerwy i dość. Idealnym rozwiązaniem na odstresowanie może być książka. Książka właśnie o pewnej mamie, która musi radzić sobie z sytuacją jaką opisałam powyżej. Jednym zdaniem - polecam lekturę książki wydanej nakładem Wydawnictwa Harper Collins.
 Gill Sims - "Dlaczego mamusia przeklina"


"Poniedziałek, 25 lipca

Pierwszy dzień wakacji. Pewnie mogło być gorzej. Lekkomyślnie oznajmiłam, że uroczo byłoby spędzić urlop w historycznej rezydencji i liznąć trochę historii. Dopiero na miejscu przypomniałam sobie, dlaczego nie korzystam z przywilejów członka National Trust: otóż ich rezydencje są pełne cennych i delikatnych przedmiotów, a cenne i delikatne przedmioty nie najlepiej współgrają z małymi dziećmi, a szczególnie z małymi chłopcami. Wyobrażałam sobie dziecięce twarzyczki promieniejące ze zdumienia nad wspaniałą przeszłością naszego narodu, a zamiast tego wrzeszczałam na całe gardło Nie dotykać, NIE DOTYKAĆ, DO JASNEJ CHOLERY!, podczas gdy stateczni goście cmokali z dezaprobatą i układali w myślach zarys listu od czytelnika Daily Mail. Kiedy wreszcie się skończą te wakacje!?

Witajcie w świecie Mamusi.
Moje dziecko płci męskiej, Peter, jest połączone jak pępowiną ze swoim iPadem, dziecko płci żeńskiej, Jane, robi wszystko, żeby zarobić fortunę jako lifestylowa influencerka na Instagramie, a ich tatuś jest na niekończącym się wyjeździe do egzotycznych krajów w interesach Małżeństwo mamusi przeżywa kryzys, dzieci dziczeją, a dom powoli obrasta pleśnią. Jedynie Judgy, dumny i szlachetny terier, pozostaje niezmiennie lojalny. W tej sytuacji mamusia odnalazła nową pasję i rozpoczęła pracę dla mega popularnego technologicznego startupu. Nie jest jednak jej jedynym zmartwieniem to, czy w wieku czterdziestu dwóch lat będzie się umiała zgrabnie podnieść z pufy sako. Jakoś tak (przypadkiem) wyszło, że rebrandowała się na samotną balangową dziewczynę, która ciężko pracuje, ostro się bawi i nie musi brać wolnego, gdy zachoruje opiekunka. Czy mamusi uda się utrzymać fasadę i jednocześnie zachować rodzinę? Czy w pracy nie będzie wyglądała śmiesznie w spodniach do jogi? A co najważniejsze, czy znajdzie wolną chwilkę na duży dżin z tonikiem?

Pewnie nie, motyla noga! " (materiał ze strony Wydawcy)

Książkę czyta się cudownie. Niebawem jej recenzję zaprezentuję Wam na blogu. Już w tej chwili gorąco polecam jej lekturę.

wtorek, 6 marca 2018

Michael Robotham "Raj nie istnieje"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania luty 2018
stron 480
ISBN 978-83-2663-061-2

W życiu potrzebujemy ciemności by docenić światło

Biegnąć przez pozornie szarą codzienność życia nie dostrzegamy tego, co w nim cenne. Skupieni na drobnostkach nie doceniamy tego, co ważne. Mając wiele od losu cenimy tylko co, czego nam brakuje, a smak szczęścia czujemy dopiero wtedy, gdy nas ono opuszcza i wali się cały świat.
Rany zadane kiedyś boleć mogą całe życie. Krzywda ma do siebie to, że potrafi położyć się cieniem na dalekiej przyszłości.

Meg i Agahta to dwie dojrzałe kobiety w podobnym wieku. Każda z nich wiedzie jednak inne życie. Jedna ma powody do szczęścia, choć nie zawsze potrafi je docenić to, co ofiarował jej los. Agatha dostaje od życia o wiele mniej. W jej życiowym bagażu jest wiele krzywd, wiele smutnych zdarzeń. To odciska na niej piętno, to sprawia, że kobiecie trudno jest poskładać życiowe puzzle w obraz o szczęśliwych barwach.

Meg to żona i mama dwójki dzieci. Swoją karierę zawodową odłożyła na półkę, by poświęcić się rodzinie. Wkrótce po raz trzeci zostanie mamą. To dziecko nie było planowane, to wpadka. Jack i Meg na pozór są szczęśliwi, choć dotyka ich proza życia. 
Agatha również spodziewa się dziecka, które ma przyjść w podobnym terminie jak dziecko Meg. Agatha pracuje w sklepie i zajmuje się wykładaniem towaru. Jej obsesją jest śledzenie Meg i jej rodziny. Właściwie to ona żyje ich życiem. Zna rozkład dnia, wie jak spędzają czas, zna adres i wiele danych z życia tej pary. Agatha właściwie żyje bardziej ich życiem niż swoim. Dlaczego tak jest? Co kieruje dziwnym postępowaniem kobiety? Los złączy ich życiowe drogi. Co z tego wyniknie? 
Odpowiedzi drzemią w fascynującej lekturze, która gwarantuje sporo emocji. Jest dobra w swoim gatunku i sprawi, że docenicie życiowy święty spokój. 

Książka robi wrażenie od samego początku. Dreszcze są, a to oznacza, że warto ją czytać. Bo ja, to wybredny czytelnik. Nie kończę sensacji, thrillerów czy horrorów jeśli nie są one dobre i nie podobają mi się. Jestem zdania, że tego typu lektury muszą mieć w swojej treści to "coś" co trzyma w szachu. Jeśli tego brakuje to nie warto poświęcać im swój czas. A "Raj nie istnieje" spełnia moje wszelkie wymogi i dlatego czytałam go z rumieńcem na policzkach. Nie byłam pewna końca historii, bo Autor wiele razy w fabule udowadniał, że psychika ludzka jest w stanie znieść wiele, ale jest też nieobliczalna. Obsesja i zadane rany mogą obudzić w nas potwora, ale i udowodnić, że drzemią w nas anielskie cechy. Temat na jakim opiera się fabuła jest chętnie wykorzystywany jako fundament tego typu lektur. Czytając nie miałam absolutnie wrażenia, że to jakiś "odgrzewany kotlet". Autor potraktował go indywidualnie i świeżo. Elementy psychologiczne zostały świetnie w ten tytuł wkomponowane. Czytelnik dogłębnie poznaje dwie główne bohaterki, które tracą w różny sposób kontrolę na swoimi światami. Los wymaga wiele, daje kuksańce, rzuca kłody pod nogi, zabiera zdolność racjonalnego myślenia. A wszystko przez marzenia, przez koszmary z przeszłości. 
Książka zdradza sekrety kobiecych dusz, pokazuje jak wrażliwa jest ludzka psychika i jak bardzo może zmienić nas choroba duszy na którą nie zawsze można podać na czas skuteczne lekarstwo. 
Warto skupić się na tej książce, przeżyć jej fabułę i zajrzeć do życia dwóch ciekawie skonstruowanych bohaterek, które nie zawsze dokonują w życiu dobrych wyborów. 
Gorąco polecam. Wspaniała historia, która nie zawiedzie. 

wtorek, 13 lutego 2018

Linda Bleser "Dom łez"




Wydawnictwo Harper Collins
data wydania styczeń 2018
stron 304
ISBN 978-83-276-3100-8

Nasze życie to zlepek naszych wszystkich wyborów

Życie to łańcuch przeżytych przez nas dni. Życie to kolejne pory roku, to kolejne święta, rocznice i jubileusze. Życie to następujące po sobie dni. Dni w których musimy podejmować niekończący się szereg różnych wyborów. Jedne z nich są istotne, a inne nie. Jedne przechodzą niezauważone, a inne rzutują na całą naszą przyszłość. Z wyborami nieodłącznie kojarzy się pytanie - co by było gdyby....? Można je powtarzać w nieskończoność i godzinami rozmyślać jak potoczyłaby się nasza historia gdybyśmy zrobili tak a nie inaczej lub inaczej a nie tak.
Takie dylematy ma każdy człowiek. Takie dylematy miała również bohaterka rewelacyjnej powieści, którą właśnie przeczytałam - Jennie, którą poznałam dzięki lekturze "Domu łez" autorstwa Lindy Bleser. Chcę zwrócić Waszą uwagę na ten tytuł, bo to świetna powieść, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Czytałam ją z wypiekami na twarzy i ogromną ciekawością. Bo to lektura, która jest wyjątkowo wymowna.

Jenna jest dorosłą kobietą. Ma młodszą siostrę Cassie dla której po samobójczej śmierci ich matki stała się mamą. By ją wychować poświęciła własne marzenia o studiach. Jennie nie lubi swoich urodzin. Bo właśnie w ten dzień została sierotą. Zamiast prezentu ujrzała zakrwawioną rodzicielkę, której nie udało się uratować. Ten koszmar wciąż tkwi w jej pamięci. To zdarzenie bowiem rzuciło się cieniem na jej przeszłość. Po latach Cassie proponuje swoje siostrze zamieszkanie pod wspólnym dachem. W pięknym domu, który mają wspólnie obejrzeć w towarzystwie agenta. Budynek robi na nich dobre wrażenie. Oglądając go Jennie trafia do pewnego pokoju, który nie ma okien i jest okrągły. Zamyka drzwi i trafia nie tylko do nietuzinkowego pomieszczenia, ale i do alternatywnej przeszłości w której jej życie toczy się inaczej niż w rzeczywistości...

Ta powieść to książkowa czarownica, która dosłownie zaczarowuje czytelnika i mocno trzyma go w szponach swojej fabuły. Czyta się ją lekko i zachłannie. Treść zaciekawia od samego początku i trzyma w napięciu do zakończenia. Można przewidywać co się zdarzy, ale Autorka przewidziała tyle niespodzianek, że trudno być tu dobrze odgadującą wróżką. Ta książka ma drugie dno i mocno daje do myślenia. Kusi nas byśmy oddali się myślom odnośnie wyborów w naszym życiu. W treści nie brakuje interesujących sentencji godnych przemyślenia. Sama historia jest wskazówką by zbyt szybko i zbyt pochopnie w życiu niczego i nikogo nie oceniać. Nie ferować wyrokami, gdy nie znamy dogłębnie prawdy i bodźców, które natchnęły innych ludzi do takich czy innych wyborów. Książka pokazuje co w życiu ważne. Co powinnyśmy chronić, o co walczyć i co pielęgnować. 
Włączone do fabuły alternatywne rzeczywistości są niezwykłym elementem. Dodają niesamowitego klimatu i ocierają obyczaj z fantastyką. 

"Dom łez" to książka z wartką akcją i specyficznym klimatem. Z piękną okładką i rewelacyjnym pomysłem na fabułę. Idealna lektura dla każdego godna zekranizowania i reklamy. Każdy czytelnik będzie po jej przeczytaniu z pewnością życiowo mądrzejszy. Nie doszukując się słabych punktów polecam serdecznie tę powieść. Zapewni Wam ona niezapomniany wieczór. 

sobota, 6 stycznia 2018

Augusto Cury "Najbardziej inteligentny człowiek w historii"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2017
stron 304
ISBN 978-83-276-3083-4

Nieboskie oblicze Jezusa

Jezus - Bóg i Człowiek w jednym ciele. Czy to możliwe? Wielu ludzi wierzy w to z pełnym przekonaniem i jest gorliwymi wyznawcami chrześcijaństwa. Ateiści odrzucają tę tezę. Wyznawcy innych religii też. Których jest więcej? Trudno powiedzieć bo wielu ludzi nie potrafi się w stu procentach zdeklarować. Wielu wątpi, szuka prawdy, zagłębia się w różne książki, studiuje, medytuje i mimo to nie potrafi wykrystalizować swoich poglądów. A ten stan może trwać latami.
Jeśli Jezus to Bóg to jest doskonały, jeśli był człowiekiem to musiał mieć przecież wady. Jedno przeczy drugiemu. Zatem jaką miał osobowość? Jaki charakter? Jakie cechy? Jakie wady i zalety? 

Główny bohater opisywanej książki nazywa się Marco Polo (chyba nieprzypadkowo nosi takie imię i nazwisko). Jest psychiatrą, neurologiem i ateistą. Doskonałym profesjonalistą czego dowodzi pierwszy rozdział książki. Gdy czyta się jego słowa wygłoszone na konferencji ONZ na temat przemocy szybko widać, że to umysł nieprzeciętny i światły. Marco jest zdeklarowanym ateistą. W Jerozolimie (zapewne też nieprzypadkowo  właśnie tam) zostaje mu rzucone wyjątkowe wyzwanie - ma wraz innymi trzema osobami o różnych poglądach religijnych przestudiować osobowość Jezusa pod kątem psychologii i socjologii. To wyzwanie jest kluczowym w jego karierze i zmienia go na zawsze. Rozpoczyna przygodę życia, która potrawa wiele lat. I wstrząśnie jego światem i uczyni go całkowicie innym człowiekiem. Jesteście ciekawi tej metamorfozy i wyciągniętych wniosków? Musicie przeczytać zatem koniecznie lekturę pióra Augusto Cury'ego, która jest pierwszym tomem trylogii.

Gdy zaczynałam czytać tę publikację byłam przesycona książkami obyczajowymi, powieściami stworzonymi według pewnych schematów i potrzebowałam zagłębienie się w coś innego, nietuzinkowego, wyjątkowego czego do tej pory nigdy nie miałam w ręku. To założenie udało się spełnić. Bo ta książka to lektura inna niż wszystkie, niezwykle oryginalna, ale i nie dająca się czytać tzw. ciurkiem. Ten tytuł wymaga przerw na refleksję, na zastanowienie się nad poruszonymi kwestiami, nad istotą materii która jest wyjątkowo zjawiskowa, ale też trudna. To nie jest łatwa lektura, ale czytanie jej to jakaś odrębna przygoda, którą można porównać do odkrywania nowego lądu czy świata. To podróż w niby znane, a jednak takie, które przewartościuje dogłębnie do szpiku kości. Temat główny jest dość dziwny, bo ludzie patrząc na Jezusa widzą zdecydowanie Boga niż jednego z nich. Ewangelie opisują jego postać niby dokładnie a jednak milczą o jego życiu prywatnym. Pokazują bardziej nauczyciela niż zwykłego zjadacza chleba i w tym aspekcie treść książki wydaje się niczym spacer po księżycu. A jednak ta pozycja zrobiła na mnie spore wrażenie, wprawiła w zdumienie i pokazała zwykle prawdy w całkiem innym świetle. To nie jest typowa powieść, to nie jest ramowa powieść religijna, to coś jedynego w swoim rodzaju. Wraz z wybitnym naukowcem i jego ogromnym bagażem wiedzy wypływamy w tajemniczy rejs, który może się podobać lub nie, ale złamie wszelkie stereotypy goszczące w naszych umysłach. To była dobrze dobrana lektura na świąteczny czas, która wpasowała się w jego klimat. Czekam na jej kontynuację, na kolejne dwa tomy. 
Polecam tytuł tym, którzy szukają książki nowatorskiej a zarazem odważnej i szokującej. Warto ją poznać. 

środa, 22 listopada 2017

Dinah Jefferies "Zanim nadejdzie monsun"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2017
stron 368
ISBN 978-83-276-3107-7

Bez miłości serce jest puste

Listopad to najbardziej ponury, brzydki i skłaniający do smutku oraz melancholii miesiąc w roku. W czasie jego trwania zdecydowanie szukam lektur, które poprawią mi nastrój. Wtedy decyduję się na przeczytanie książek, które przegonią chandrę, paskudne samopoczucie spowodowane brakiem słońca. Pod koniec jesieni sięgam po lżejsze gatunki i sprawdzonych autorów. Po lektury lekkie, przyjemne i podnoszące na duchu. Z tychże powodów sięgnęłam po najnowszą powieść Dinah Jefferies, którą okrzyknęłam mistrzynią kolonialnych romansów.
"Zanim nadejdzie monsun" to tytuł zdecydowanie dobry na jesienne chłody, bo akcja przenosi nas do ciepłych i egzotycznych Indii. Cofamy się w czasie do pierwszej połowy XX wieku i poznajemy historię Elizy - kobiety odważnej i nietuzinkowej, która poznaje smak miłości zakazanej.

Eliza poznała Indie jako dziecko. Tam mieszkała z mamą i tatą jako mała dziewczynka. Po tragicznej i niespodziewanej śmierci męża jej rodzicielka wróciła do Anglii. Eliza jako półsierota nie zaznała szczęścia i domowego ciepła. Jako dorosła kobieta również nie miała łatwego życia. Jej małżonek szybko uczynił ją wdową gdy zginął w wypadku. Eliza pozostała na świecie ze statusem wdowy i ogromną pasją - fotografią. Gdy dostała propozycję pracy z aparatem w ręku w Indiach nie wahała się i udała w daleką podróż do kraju, który nie był jej całkiem obcy. Tam miała zostać nadwornym fotografem rodziny książęcej i wykonać zdjęcia, które miały pomóc jej zyskać sławę i rozpocząć zawodową karierę. Eliza nie spodziewała się, że w tym egzotycznym pełnym kontrastów kraju odnajdzie miłość i spotka ukochanego. Miłość ta jednak okazała się uczuciem zakazanym i nieakceptowanym przez rodzinę Jaya...


Książka zauroczyła mnie od pierwszej strony. Jest to lektura utrzymana w ciepłym kolonialnym klimacie, która ukazuje świat i realia obce czytelnikom z Europy. Indie to był i jest kraj egzotyczny, zachwycający pięknem krajobrazu oraz przyrody, ale i zaskakujący brutalnością, biedą nie tylko w sensie materialnym, kontrastami i obyczajami. Z kart powieści wyłania się kultura niezrozumiała dla mieszkańców Starego Kontynentu.
Sytuacja polityczna i społeczna jest niestabilna. Czasy niespokojne. W takim świecie rodzi się uczucie. Bliska relacja, której na drodze ku szczęściu stoi cały świat. On wywodzący się z rządzącego arystokratycznego rodu i ona samodzielna, z głową pełną marzeń Europejka pochodzą z innych światów, zupełnie z innych bajek. Ich uczucie jest zakazane nie tylko ze względu na pochodzenie, ale ze względu na jej stan cywilny. Wdowa według tradycji - choć zakazanej to wciąż żywej- powinna spłonąć na stosie i iść w zaświaty za mężem. A Eliza jest wdową. Ktoś taki jak Jay powinien mieć u boku kobietą odpowiedniego pochodzenia i stanu, a nie wyemancypowaną jak na indyjskie warunki samodzielną damę z Europy. Ale czy miłość pyta o takie sprawy?

Lektura jest pełna emocji, pięknego tła i świetnie przybliża tamtejszą rzeczywistość. Opisy są jak zwykle mocnym atutem prozy Dinah Jefferies. Główni bohaterowie budzą sympatię, a książka ma dodatkowo prześliczną okładkę. Wątek miłosny może wydać się nieco cukierkowy, ale fabuła w wielu momentach wzrusza. Łzy pojawiają się gdy czyta się o losie indyjskich kobiet, o ich sytuacji, prawach i "obowiązkach".
Reasumując to dobra propozycja na długie wieczory, to książka, która ma wiele walorów i która zadowoli miłośników chwytających za serce romansowych historii z orientalnym tłem. Polecam.

wtorek, 24 października 2017

Benjaming Ludwig "Prawdziwa Ginny Moon"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2017
stron 352
ISBN 978-83-276-2616-5

W autystycznym świecie Ginny

Ginny jest nastolatką. Ma tylko 14 lat, ale w życiu wiele już ją spotkało. I nie były to dobre doświadczenia. Ta dziewczynka nie dość, że nie miała ciepłego domu, szczęśliwego dzieciństwa i kochających rodziców to jeszcze jest osobą autystyczną. Jej świat jest inny niż rzeczywistość przeciętnego człowieka. Ginny postrzega wszystko inaczej niż jej rówieśnicy. Jest wrażliwa i naiwna, dlatego łatwiej ją skrzywdzić. Gdy ją poznajemy wychowuje się w rodzinie zastępczej, ale pamięta i tęskni za rodzinnym domem. Matką, która ją krzywdziła i lalką za którą czuje się nadal odpowiedzialna. Pewnego dnia w jej w miarę spokojnie życie znów wkracza przeszłość... Przeszłość, która była mrocznym koszmarem i bolesnym doświadczeniem.

Drogi Czytelniku 

Powieść Benjamina Ludwika jeśli ją przeczytasz pozostawi w Twoim sercu ślad na zawsze. Nie zapomnisz jej treści, która pozwoli Ci popatrzeć na świat wokół Ciebie oczami przesłoniętymi woalem autyzmu w którym wszystko jest inne. Czai się więcej niebezpieczeństw, bo rozum jest wyciszony, a poziom ufności sięga nieba. Nie jest to rzeczywistość, którą łatwo zrozumieć. Sama lektura na początku czytania zaś może się wydać ciężka jak ołów, nieprzyjazna i mroczna. Być może odbierzesz ją jako powieść na pograniczu prozy nierealnej rodem z horroru lub klimatów psychodelicznych. Być może czytając słowa nie będziesz rozumieć w pełni ich treści i pojawi się pokusa odłożenia wymagającego tytułu i zamiana go na coś lżejszego i przyjemniejszego. Dotrwaj jednak do końca mimo tych trudności. By Ty masz wybór a Ginna już nie. Ufnej i chorej dziewczynce los go odmówił. Podarował jej smutne dzieciństwo, matkę narkomankę, przemoc, głód, brak czułości, samotność, brak kogoś, kto by ją naprawdę pokochał. Pokochał taką jaką jest. Inną i trudną. Wrażliwą i odmienną od innych. 
Lektura tej książki zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Wypłakałam wiele łez, ale i zastanowiłam się dlaczego świat bywa taki okrutny wobec dzieci, wobec osób, które nic nie zawiniły, a cierpią. Spojrzałam nieco innymi oczami na to, co wokół mnie. I zadawałam sobie wielokrotnie pytanie, dlaczego czasem ludzkie sumienie śpi i nie budzi się na krzywdę wobec słabszych, którzy nie są w stanie obronić się przez złem. 
Minęło już kilka dni odkąd skończyłam czytać opowieść o Ginnie, ale nie potrafię się z niej wyłączyć i wrócić do tego co tu i teraz. Wiele razy dziennie moje myśli szybują do treści tej lektury. To pozycja jedyna w swoim rodzaju, którą polecam.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Anna McPartlin "To, co nas dzieli"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2017
stron 416
ISBN 978-83-276-2838-1

Niespodziewane spotkanie po latach

Przyjaźnie nawiązane w dzieciństwie są wyjątkowe. Zwykle jednak po wejściu w dorosłość kończą się. Nawet najbardziej zażyłe relacje ulegają rozwidleniu życiowych dróg. Oczywiście zdarza się, że później w życiu przyjaciół z dzieciństwa. Ale te spotkania zwykle rozczarowują, pokazują jak bardzo się zmieniliśmy, jak oszlifowało nas dorosłe życie, życiowe doświadczenia i ciosy od losu. 
 
Eve i Lilly w początkowych latach  były niczym papużki nierozłączki. Spędzały ze sobą wiele czasu, odwiedzały się, wiedziały o sobie wszystko i dzieliły ze sobą nawet najbardziej intymne sekrety. Gdy miały osiemnaście lat, gdy stały na progu dorosłego życia ich ścieżki za sprawą pewnych wydarzeń rozłączyły się. Minęło dwadzieścia lat a dorosłe kobiety spotkały się w dość smutnych i nieoczekiwanych okolicznościach. Eve powróciła w rodzinne strony mając na swoim koncie zawodowym karierę projektantki biżuterii. Lily udała się na kolejny dyżur pielęgniarski do szpitala. W tę noc jedną z jej podopiecznych okazała się jej dawna przyjaciółka przywieziona jako ofiara wypadku samochodowego. Czy to przypadkowe, kompletnie niezaplanowane spotkanie okaże się idealną okazją do odbudowy prawie siostrzanych relacji? Eve wkracza w ten czas z sekretem, który powierza dawnej przyjaciółce. Czy to zdarzenie odnowi bliskie relacje? Czy można po latach wejść do tej samej wody?

To trzecia książka Anny McPartlin którą miałam okazję przeczytać. Nie jest tak genialna jak "Ostatnie dni królika", ale to całkiem dobra książka, która wzrusza i pokazuje jakim prawom podlegamy idąc przez życie. 
Czytając tę powieść w kolejności niechronologicznej poznajemy losy dwóch dziewczyn, kobiet i przyjaciółek, które idą przez dorosłe życie odmienną ścieżką. Ich wcześniejsze relacje poznajemy ze wspomnień i listów. Każda z bohaterek jest inna, a zarazem każda nieidealna. Jedna ulega w dorosłym życiu pragnieniu powrotu do przeszłości, wejścia w ten sam związek, który kiedyś sama podeptała. Druga idzie przez życie z młodzieńczą miłością jednak jej sakramentalny związek jest daleki od ideału. To Lily poświęca więcej, to ona jest fundamentem i podporą, to ona daje z siebie wszystko, pracuje na rzecz domu i rodziny nie będąc docenioną. 
Fabuła wskazuje na jedno - zmieniamy się czy tego chcemy czy nie. Patrząc wstecz dostrzegamy swoje błędy i porażki. To naturalne, że chcemy je zmienić, naprawić, ale czy zawsze się da? Czy to możliwe albo czy my potrafimy? 
Ta powieść jest książką wymagającą i trudną, bo musimy szczerze stanąć w prawdzie, ocenić i podsumować. To lektura dojrzała, która pokazuje istotę dorosłego życia i słabość młodzieńczych fantazji oraz planów. 
Życie weryfikuje nasze marzenia, życie nie zawsze daje drugą szansę. Apeluję, byście dali szansę tej książce, która może nie jest tytułem mistrzowskim, ale z pewnością zmusi Was do zastanowienia się nad tym, co ważne i istotne.

sobota, 1 lipca 2017

Lauren Fern Watt "Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem"





Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2017
stron 208
ISBN 978-83-276-2936-4

Pies rani człowieka tylko raz - gdy odchodzi



Książka napisana przez Lauren Watt opowiada prawdziwą historię, która wydarzyła się w Stanach Zjednoczonych. Trwała ona sześć lat i przydarzyła się niespodzianie. Pies, a właściwie suczka rasy mastif angielski zjawiła się w życiu Autorki całkowicie niespodzianie. Rodzina Lauren miała już bowiem dwa psy, a trzeci został zakupiony pod wpływem impulsu, spontanicznie za namową matki pisarki, która miała spore problemy z alkoholem. Niejako w ramach przeprosin kobieta kupiła nastoletniej córce psa rasy należącej do ras olbrzymich. Sunia otrzymała imię Gizelle i momentalnie zaskarbiła sobie serce nowej pani. Lauren zakochała się w niej po uszy. Pomiędzy psem a człowiekiem zawiązała się niezwykła, wręcz wyjątkowa relacja. Co mam na myśli zrozumieją tylko Ci, którzy ze swoim czworonożnym przyjacielem przeżyli to samo. Ci, którzy nie wiedzą jakim cudem jest taka prawdziwa i mocna psio-ludzka przyjaźń niech przeczytają ten tytuł. Książka oddaje klimat tej relacji wyjątkowo perfekcyjnie.

Rodzina Lauren mieszkała w Tennessee. Spokój domowy zakłócały problemy z alkoholem matki autorki. Były one na tyle poważne, że doprowadziły do rozwodu i rozpadu rodziny. Podarowany szczeniak pomógł Lauren pogodzić się ze smutnymi faktami, a Gizelle i jej pani stały się nierozłączne. Przeżyły razem przeprowadzkę z małej miejscowości do Nowego Jorku, spędziły dni w akademiku i małym, zdecydowanie za małym dla takiego psa mieszkanku, ale najważniejszy okazał się nie metraż, ale uczucia jakie połączyły kobietę i jej psa. Gizelle stała się kimś najbliższym: terapeutką - mimo że miała swoje lęki, przyjaciółką – mimo że nie posługiwała się ludzką mową, powiernicą – mimo że nie znała zasad funkcjonowania ludzkiego świata, który sami ludzie kochają sobie komplikować. Dzięki psu życie jego opiekunki stało się inne. Lauren nauczyła się cierpliwości i odpowiedzialności. W zamian dostała morze miłości, dożywotnie oddanie i wierność po grób. Niestety po chwilach szczęścia i radości przyszedł cios od losu. Śmiertelna choroba, na którą weterynarze nie mieli antidotum. Zaczęła się walka o każdy krok, dzień, chwilę, o każdy oddech. Wtedy Lauren zabrała swoją ukochaną Gizelle w ostatnią podróż i spełniała kolejne marzenia tak swoje jak i psa.

Książka to bardzo osobista historia opowiedziana w sposób naturalny. Czyta się ją ze wzruszeniem i wielką przyjemnością. Od samego początku łatwo wyczuć, że to książka szczera, która została napisana ku pamięci wspaniałej czworonożnej przyjaciółki, która sprawiła, że świat na sześć lat stał się inny. Niestety piękną relację przerwała choroba, a los po raz kolejny uświadomił smutną prawdę, że nic nie jest nam dane na zawsze. Rozdziały opowiadające o chorobie i odchodzeniu są bardzo smutne, a lekturze towarzyszą łzy. Trudno je będzie czytać tym, którzy przeżyli stratę psiego kompana. Ta historia uświadamia, że czworonożny przyjaciel jest czymś wyjątkowym, co daje nam los, że relacje między ludźmi a zwierzętami mogą mocno zmienić naszą rzeczywistość na lepszą. Ten tytuł to idealna lektura dla tych, którzy kochają zwierzęta, którzy dzielą swoje domy z psami, którzy są zdania, że każde zwierzę, którym się opiekujemy ubogaca nas i jest nam bezgranicznie oddane. Ta książka to świetna lektura dla tych, którzy jeszcze nie doświadczyli posiadania zwierzęcego przyjaciela. Jej przeczytanie odkryje przed nimi sekrety relacji zwierzę- człowiek. Wspaniały tytuł, który polecam.



sobota, 17 czerwca 2017

Kirsty Moseley "Nic do stracenia. Wreszcie wolni"


Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2017
stron 336
ISBN 978-83-276-2959-3

Droga ku wolności bywa kręta i trudna

Najnowsza powieść Kirsty Moseley, która ukazała się na polskim rynku to książka opowiadająca dalsze losy Anny Spencer i Ashtona Taylora będąca kontynuacją "Nic do stracenia. Początek".
Wobec tego tytułu miałam pewne oczekiwania. Chciałam by lektura była lepsza od jej poprzedniczki, by temperatura emocji wzrosła, by zakończenie poruszyło do głębi i mocno zaintrygowało. Czy się rozczarowałam? Czy książka ma słabe punkty? Czy można było ją napisać lepiej? 
Odpowiedzi brzmią: Troszkę tak. Owszem. Myślę, że tak.

Ta powieść to typowa młodzieżówka adresowana do nastolatek. Ta grupa wiekowa młodych dziewczyn z pewnością skupi się na głównym wątku, którym jest wątek miłosny i nie za bardzo dostrzeże tło. Starsze Czytelniczki z pewnością zwrócą uwagę na odrobinę za dużo słodkości, przewidywalności i nastoletniej infantylności. Bohaterowie, którzy już są pełnoletni powinni być odrobinę poważniejsi, ale może to skutek motyli w brzuchu i miłości? 

Anna staje córką prezydenta elekta. Musi radzić sobie z zainteresowaniem mediów i byciem osobą publiczną. To trudne a na dodatek jej prześladowca znów ma szansę po procesie na odzyskanie wolności. Czy Annie i Ashtonowi uda się pokonać lęki i koszmary z przeszłości? Czy ułożą sobie wspólne życie i stworzą szczęśliwy związek mimo przeciwności losu? 

Tę powieść czytało mi się miło i dość przyjemnie. Zakończenie okazało się najmocniejszym elementem i podobało mi się bardziej niż leniwy początek. To idealna propozycja jeśli marzy Wam się książka idealna na relaks, odprężająca dla duszy i umysłu. Jej bohaterowie to typowe postacie ze słodkiego romansów tła. On idealny, bez skazy, zapatrzony tylko w ukochaną, mądry, zdolny i czuły, odgadujący czego pragnie jego wybranka. I ona słaba, skrzywdzona przez los i złych ludzi, potrzebująca męskiego ramienia, młoda kobieta. 
Niestety agenci na służbie prezydenta światowego mocarstwa są już bardzo "wadliwi" i łatwo ich oszukać. Popełniają błędy, które są groźne w skutkach. A sam prezydent jako głowa państwa i tata też jest niczym ciepła klucha. I takie przedstawienie postaci z drugiego planu nieco mnie raziło i irytowało. Ale... przecież w tej książce chodzi głównie o siłę miłości, o moc uczucia, które góry przenosi. I to jest uchwycone na medal. 
Polecam przede wszystkim nastolatkom, dziewczynom, które przeżywają lub czekają na swoją pierwszą miłość. Pokoleniu ich mam już mniej rekomenduję, chyba że lubią słodziutkie jak miód romanse.

czwartek, 18 maja 2017

Kirsty Moseley "Nic do stracenia. Początek"





Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2017
stron 464
ISBN 978-83-276-2469-7

W życiu nie można otulić się całunem żałoby

Znów sięgnęłam po książkę z gatunku new adult. Spodziewałam się emocji. Dostałam je nawet w nadmiarze. Miałam ochotę na historię o miłości. Dostałam ją i chwyciła mnie ona mocno za serce. Chciałam mocnego oderwania przez literaturę od rzeczywistości. Książka wessała mnie niczym głęboki i mocny wir rzeczny. To była lektura o jaką mi chodziło, choć zakończenie odrobinę mnie zirytowało. 

Ta opowieść zaczyna się bardzo smutno. Jej początek wyciska łzy i pokazuje jak kilka minut może zmienić życie z idylli w koszmar. Bo zło czai się tuż obok. 
Anna Spencer jest córką polityka. Ma szesnaście lat i jest zakochana po uszy w swoim chłopaku. Jako prezent urodzinowy dostaje zaproszenie do klubu. Po muzycznej zabawie chce przeżyć z ukochanym "ten pierwszy raz". Wszystko wydaje się być niezwykle romantyczne. Para wchodzi do klubu, ale już z niego nie wychodzi. Dzieje się tak za sprawą Thomasa Cartera - handlarza bronią i narkotykami oraz jego kumpli. Zaczepiają Annę, dopuszczają się zabójstwa ze skutkiem śmiertelnym ukochanego Anny a ją samą porywają. Dziewczyna przechodzi w trakcie ośmiu miesięcy istne piekło. Zostaje uwolniona i wraca na łono rodziny. Ale ... to już nie ta sama osoba. Mijają trzy lata. Ojciec Anny marzy o prezydenturze, a ona sama potrzebuje ochrony, bo jej oprawca wysyła listy z pogróżkami. W życiu dziewczyny pojawia się kolejny "anioł stróż" Ashton Taylor. Jak potoczą się losy jego i jego podopiecznej gdy Carter może być przedterminowo zwolniony? 

Od razu dodam, że niedługo ukaże się druga powieść będąca kontynuacją "Nic do stracenia. Początek". Czy warto na nią czekać? Tak, gdyż ta historia jest bardzo dobra i wręcz sama się czyta. Jest napisana prostym i łatwym w odbiorze językiem. Nie jest książką idealną. Można znaleźć w niej i minusy, a mimo to nie żałuję, że po nią sięgnęłam, bo dobrze się zrelaksowałam i zatopiłam w jej fabule bez reszty. Czasem właśnie potrzebna jest nam, kobietom taka powieść by złapać oddech od codzienności i odpocząć na duchu. Pomysł na fabułę jest dobry, oryginalny i kuszący. Chwilami miałam wrażenie, że to taka młodzieżowa wersja filmu Bodyguard. On ochroniarz - w tym wypadku agent, ona słaba dziewczyna po przejściach, której grozi niebezpieczeństwo. Gdy czyta się tę opowieść nachodzą różne myśli. Po pierwsze widać jak w parze wyglądają młodość z niedojrzałością i trudne przejścia. Robi się z tego wybuchowa mieszanka, która targa nastolatką zagubioną w brutalnym świecie, który ją otacza. Tę lekturę polecam przede wszystkim nastolatkom, którym blisko do tej pierwszej miłości. Nie wykluczam, że książka spodoba się także pokoleniu ich mam. Czytając taką powieść w dojrzalszym wieku można sobie powspominać jak to parę lat wstecz było. Plusem tego tytułu jest moim zdaniem również okładka oraz kreacja głównego bohatera - mężczyzny młodego, pięknego, idealnego, który mimo młodych lat ma podejście do kobiet ( w realnym świecie to coś tak wyjątkowego jak śnieg w lipcu). 
Reasumując tytuł godny polecenia na wakacje, na urlop, na weekend, na relaks po sesji, maturze, egzaminie. Przyznam, że czekam na drugi tom.


wtorek, 11 kwietnia 2017

Anna Snoekstra "Córeczka"






Wydawnictwo Harper Collins 
data wydania 2017
stron 272
ISBN 978-83-276-2518-2

Ukradziona tożsamość szczęścia nie gwarantuje

Często w życiu zazdrościmy komuś, że układa mu się lepiej. Chcemy być na jego miejscu. To, że trawa jest bardziej zielona u sąsiada bywa zwykle mitem. Ktoś obok nas ma tylko pozornie łatwiej i ciekawiej. Czy warto podszyć się pod kogoś? Czy warto spróbować życia na cudzy koszt? Czy taka mistyfikacja to droga bez zakrętów czy może ścieżka pod górę którą się ciężko idzie? 

Po cudzą tożsamość podszywa się główna bohaterka książki "Córeczka". 
Owa kobieta kilka lat spędza na ulicy ze statusem bezdomnej. Wie co to głód, brak dachu nad głową, zimno i wszelkie niedogodności z powodu braku adresu. Pewnego dnia podczas kradzieży w sklepie spożywczym kobieta zostaje zatrzymana i trafia na policyjny komisariat. Pamięta, że jest bardzo podobna do zaginionej 11 lat temu dziewczyny i podaje, że jest nią, że jest Rebecą Winter, którą uprowadzono. Trafia do jej rodziny, do jej domu i zaczyna się rozeznawać w życiu Becky. Wszelkie braki wiedzy tłumaczy brakiem pamięci. Wydawałoby się, że życie nowej Becky będzie już tylko lepsze i bardziej komfortowe. Nic bardziej mylnego, bo ... idealna na pierwszy rzut oka rodzina ma swoje tajemnice i sekrety. Czas ujawnia, że istnieje drugie dno...

Jeśli jednym zdaniem miałabym opisać książkę "Córeczka" użyłabym zwrotu najbardziej tajemnicza książka jaką czytałam w ciągu ostatnich kilku lat. Jeśli macie więc ochotę na książkę w której pewnikiem jest brak pewności to jest właśnie ta lektura. Tu każdy fakt zmienia się w tajemnicę i sekret. Tu białe jest tylko na pozór białe. Akcja książki jest niezwykle wartka i dynamiczna, zaskakującą i będąca przeciwieństwem przewidywalności. Autorka doskonale i precyzyjnie buduje napięcie, tworzy tajemniczy klimat, który działa jak magnes i mocno przyciąga do książki. Fabuła jest skomplikowana i nie dająca się rozwikłać. Czytelnik non stop jest czymś zaskakiwany, a napięcie sięga zenitu. Tę książkę czyta się doskonale, a jej treść raz po raz mrozi krew w żyłach i wywołuje dreszcze. To jako czytelnik lubię i pewnie nie jestem w tym osamotniona. Zakończenie to kolejny atut tej książki, która w pełni zyskuje moją przychylność i sympatię. To świetna lektura w swoim gatunku, którą polecam. To idealna książka na jeden wieczór, a czyta się ją bardzo szybko i najlepiej poznać ją bez przerwy w zagłębianiu się w jej treść. Doskonały debiut, mroczny i błyskotliwy, która zadowoli wymagającego odbiorcę. Oceniam wysoko 9/10.

piątek, 3 marca 2017

Meg Little Reilly "Nie jeteśmy gotowi"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania luty 2017
stron 352
ISBN 978-83-276-2563-2

Nie przed każdą burzą jest cisza!

Jestem oczarowana książką która jest surowa, przygnębiająca, która budzi grozę i uświadamia jak jesteśmy słabi, mali i bezradni wobec sił natury. Natury, którą z jednej strony próbujemy ujarzmić i sobie podporządkować, a którą z drugiej strony niszczymy bezlitośnie i bezmyślnie. 
Od lat eksperci grzmią w mediach o globalnym ociepleniu i jego skutkach. Nie trzeba być fachowcem by dojść do wniosku, że klimat się zmienia. Że coraz częściej nawiedzają nas niespotykane wcześniej na danym terenie zjawiska, że pogoda ekstremalnie się zmienia w krótkim okresie czasu. Grożą nam wraz ze wzrostem średnich rocznych temperatur żywioły, którym nie potrafimy do końca zaradzić. 

Niepokojące prognozy pogody budzą grozę i strach. Tak właśnie działa na bohaterów książki Meg Little Reilly wieść o przepowiadanej Wielkiej Burzy. Vermont - prowincja niedaleko granicy z Kanadą. Fikcyjne, małe, wręcz idylliczne miasteczko Isole. To tam z wielkiego miasta przeprowadza się pewne małżeństwo Ash i Pia. Tu chcą mieszkać, blisko natury. Tu znajdują dom marzeń z dala od wielkomiejskiej dżungli. W ich życiu ma być prosto, naturalnie, zgodnie z rytmem przyrody. Para ma fizyczne trudności z powiększeniem rodziny. Prowincjonalny klimat ma przywrócić w ich dusze swojski spokój i równowagę. Tu mają lepiej i zdrowiej żyć. I pewnie by tak było gdyby nie niepokojące, ba wręcz drastyczne prognozy pogody, które nie tylko wspomnianą parę, ale i całą społeczność napawają trwogą. Kataklizm ma uderzyć nagle i na dłuższą metę. Strach powoduje, że ludzie się zmieniają. Jedni panikują, inni wpadają w niczym niewytłumaczoną entuzjastyczną euforię związaną z apokaliptycznymi wizjami, jeszcze inni podchodzą do sytuacji ze stoickim spokojem. Zgodna lokalna społeczność ulega podziałom. Pojawiają się spory, kłótnie i zatargi. Także w małżeństwie głównych bohaterów pojawiają się pęknięcia i rysy. Ma miejsce kryzys, który powoduje coraz większą przepaść. Jak potoczą się losy tych dwojga młodych ludzi? Czy zapowiadany żywioł nadejdzie i dokona potężnych zniszczeń? A może w obliczu zagrożenia każdy pokaże swoją prawdziwą twarz i to kim jest oraz na co go stać?

Ostatnio rzadko sięgałam po lektury od których wieje grozą. Wolałam czytać książki pogodne i te z których fabuł tchnie optymizmem. Ten tytuł przeczytałam jakby na przekór sobie. Coś mnie do niego ciągnęło. W końcu zimy zagłębiłam się w lekturę książki pesymistycznej i mrocznej. I zaczytałam się na całego. Powieść bardzo mi się spodobała i wywołała spore dreszcze. Emocjom nie było końca. Ta publikacja podobała się mi na przekór moim czytelniczym preferencjom - bo nie lubię zwykle gdy jest mało dialogów, gdy akcja płynie wolno, gdy korowód bohaterów nie jest liczny. A jednak! Czytałam z wypiekami na twarzy i pełnym zaangażowaniem się w opisane zdarzenia. Moja czytelnicza ciekawość była non stop drażniona, a ja chciałam wiedzieć co będzie dalej. 
Książka jest znakomita w swoim gatunku. Zbudowano w niej zamierzony nastrój, pokazano jak bardzo otaczający nas świat jest w stanie zaingerować w nasze życie. Prowincja nie jest tu przedstawiona w sposób sielankowy. Życie nie jest beztroskie i pełne spokoju. Bohaterowie drugoplanowi to wcale nie anioły pozytywnie nastrojone do życia przez piękno otaczającej natury. W tytule dominuje pesymizm, przeważają szare barwy i brak nadziei. Jedyną osobą, która potrafi znaleźć pozytywne strony jest dziecko, które pochodzi z patologicznej rodziny. 
Tę powieść nie czyta się łatwo, ale lektura jest niezwykle ciekawa i zajmująca. To dobra pozycja po którą warto sięgnąć. Jej treść zmusza do refleksji jak daleko człowiek może się posunąć w ingerencji w przyrodę i naturę. Książka uświadamia nam, że w pewnych sytuacjach jesteśmy słabi jak niemowlęta, a panika bywa zaraźliwa. W momencie zagrożenia łatwo ludźmi manipulować i wykorzystać ich achillesowe pięty. Oby takie prognozy aury były tylko w książkach.
Lekturę gorąco polecam nie tylko miłośnikom tego gatunku.

środa, 7 grudnia 2016

Dinah Jefferies "Córka handlarza jedwabiem"



Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2016
stron 416
ISBN 978-83-276-2185-6

Romans w kolonialnym klimacie

Nie tak dawno czytałam wspaniałą powieść noszącą tytuł "Żona plantatora herbaty". Ta książka wywarła na mnie ogromne wrażenie, a pióro jej autorki Dinah Jefferies bardzo mnie zachwyciło. Z ogromnym apetytem rozpoczęłam lekturę kolejnej książki tej pisarki licząc, że i tym razem wpadnę w czytelniczy zachwyt i trafię na prawdziwą literacką perełkę. Dokładnie tak się stało. Lektura w kolonialnych klimatach spełniła wszelkie moje oczekiwania i okazała się smakowitym kąskiem z grona tytułów obyczajowych. Ba, spodziewając się dużo dostałam sporo więcej. Co mnie zatem powaliło na kolana? 
Klimat, historia, wątek obyczajowy, egzotyka, doskonały styl, barwność opowieści i rewelacyjne wyważenie powyższych elementów. 

Autorka przenosi nas do połowy ubiegłego stulecia, a więc w czasy nie tak bardzo odległe. Rozpoczynając lekturę udajemy się do egzotycznego jak dla nas Europejczyków kraju - Indochin Francuskich, które obecnie istnieją na mapach świata jako Wietnam. To tu mieszka pewien mężczyzna - Francuz, który jest ojcem dwóch córek - Nicole oraz Sylvie. Siostry są od siebie diametralnie różne. Starsza bardziej przypomina ojca, osiągająca pełnoletność Nicole podobna jest do nieżyjącej matki Wietnamki. Gdy pan Duval rozpoczyna pracę dla gubernatora swoje interesy przekazuje dzieciom. Starsza córka w schedzie otrzymuje ekskluzywny dom handlowy, młodsza mały sklepik z jedwabiem w ubogiej dzielnicy Hanoi. Nicole czuje się rozczarowana, rozgoryczona i rozdarta. Życia nie ułatwia jej wojna jaka toczy się pomiędzy walczącymi o niepodległość krajanami jej matki i rodakami ojca. Codzienność komplikuje także pojawienie się w jej życiu dwóch mężczyzn, którzy darzą ją uczuciem - Marka, który popiera rodaków jej papy i Trana, który jest rebeliantem. Osiemnastolatka w gąszczu przeróżnych zdarzeń usiłuje odpowiedzieć sobie na pytanie kim naprawdę jest i odnaleźć samą siebie, odkryć swoje korzenie, poznać własną tożsamość...

Przyznam szczerze, że przed rozpoczęciem lektury praktycznie nic konkretnego nie wiedziałam o historii Wietnamu. Nie miałam pojęcia czyją był kolonią, nie wiedziałam jak przebiegała droga tego kraju do suwerenności. Właśnie ta powieść była nie tylko lekturą obyczajową przeczytaną dla relaksu, ale i swoistym podręcznikiem historii który odkrył przede mną wiele nieznanych mi zdarzeń i faktów. Poznawanie losów bohaterów i zamorskiego kraju okazało się mieszanką nad wyraz ciekawą i ekscytującą. Fabuła jest świetnie skrojona, a powieść to moim zdaniem oryginalny, barwny romans historyczny, który czyta się rewelacyjnie. Akcja z każdą kolejną stroną nabiera tempa i  rumieńców. Staje się czymś więcej niż tylko cukierkową opowieścią o porywach serca młodziutkiej dziewczyny. Powieść ma przepiękną okładkę, która zapowiada moc egzotyki. Daje ona złudzenie, że będzie wyłącznie romantycznie i sielsko. Ale to złudzenie, bo na kartach książki pojawia się wojna w trakcie której ludzkie serca mimo ogromu tragizmu nie zamierają i poddają się sile uczuć. Piękne opisy, dobre dialogi to kolejne atuty, które sprawiają, że ten tytuł po prostu się podoba. Łatwo też odczuć, że pisarka do swojej pracy dogłębnie i drobiazgowo się przygotowała. To procentuje i daje uczucie autentyczności. Książka Dinah Jefferies ma niejedno oblicze, każde z nich jest ekscytujące i kuszące. Gorąco polecam przeczytanie tym, którzy doceniają lektury wielowątkowe, którzy lubią być zaskakiwani w trakcie książkowych podróży w czasie i przestrzeni, którzy lubią egzotykę i odkrywanie świata, innych kultur i obyczajów poprzez chwile z literaturą.

sobota, 26 listopada 2016

Rainbow Rowell "Załącznik"

Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2016
stron 416
ISBN 978-83-2762-073-6

O miłości, która zrodziła się z czytania cudzych maili

Wielu parom zdarza się zakochać w sobie od pierwszego wejrzenia. Wystarczy by on spojrzał na nią, a ona na niego i rodzi się najważniejsze w życiu uczucie. To jednak nie jest regułą dla narodzin związku. Miłość ma to do siebie, że budzi się do życia i zakwita także w nietypowych okolicznościach. Nie musi się kogoś widzieć, nie musi się wiedzieć jak wygląda – jakie ma oczy, włosy czy styl ubierania. Można się w kimś zakochać nie mając pojęcia jaką ma sylwetkę, jaką barwę głosu czy kształt nosa. Można kogoś mocno pokochać czytając jego maile. To prawda, że nie jest to eleganckie, ba! jest to niekulturalne i prostackie, ale czasem na tym właśnie polega czyjaś praca.

Lincoln O'Neill jest informatykiem, pracuje na stanowisku administratora bezpieczeństwa danych. Wydaje się być to niezwykle ważne i frapujące zajęcie. To teoria. Praktyka jest już całkiem inna. Nasz bohater pracuje stale na nocne zmiany i jego zadaniem jest czytanie korespondencji mailowej jego koleżanek i kolegów z pracy. Lincoln ma być cenzorem i sprawdzać, by pracownicy w czasie godzin pracy nie zajmowali się swoim życiem prywatnym, nie pisali o nim do innych i nie marnowali czasu, za który dostają wynagrodzenie. Nie tak wyobrażał sobie 28-latek swoją karierę zawodową. Liczył, że będzie strażnikiem systemów informatycznych, że będzie miał mnóstwo trudnych obowiązków, że będzie walczył z atakami hakerów i informatycznymi pluskwami. Jednak jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co daje los. Tym bardziej jeśli trafia się na ciekawe, choć zakazane, maile dwóch przyjaciółek, z których jedna jest wyjątkowa i staje się bardzo bliska sercu Lincolna. Czy z takiej dość pokręconej konstelacji narodzi się wielka, gorąca miłość? Czy można zbudować wyjątkowe relacje z osobą, o której wyglądzie nie ma się pojęcia? Czy ta sytuacja nie przerośnie nieco nieśmiałego i zakompleksionego maminsynka?

Rainbow Rowell nieco mnie zaintrygowała. Czytałam wszystkie jej książki wydane w Polsce i szczerze spodziewałam się nieco innej, bardziej napisanej w młodzieżowym stylu lektury. Powieść jednak przypadła mi do gustu, choć początek wydał się przeciętny i niespecjalnie pociągający. Jednak nagle coś drgnęło i nie mogłam oderwać się od tej historii, która napisana jest lekko, przyjemnie i ciepło. Sylwetki głównych postaci są do bólu realne. Takie najbardziej szablonowe ze zwyczajnych. Bohaterowie mają wady, popełniają błędy, zachowują się mniej poważnie niż powinni ze względu na swój wiek. Chwilami ich zachowanie przypomina postawę właściwą osobom będącym u progu dorosłości. Nieporadni, zakompleksieni, sami nie bardzo wiedzący czego chcą budzą jednak sympatię i ciepłe uczucia.

 „Załącznik” to książka odrobinę bajkowa, nieco zbyt słodka a jednak urocza, a jednak pobijająca czytelnicze dusze. Jej lektura sprawia, że czujemy takie przyjemne ciepło na sercu, że jesteśmy w stanie popatrzyć na świat z większym luzem i uśmiechem na twarzy. Ta powieść nie ma szybkiej, wartkiej akcji obfitującej w multum wydarzeń, fabuła płynie sobie niczym nizinna rzeka, zakończenie wydaje się być przewidywalne i niezaskakujące, a mimo to w tym tytule można zasmakować. Trudno ująć słowami klimat tej opowieści, ale jest on naprawdę przyjemny, relaksujący i odprężający. Tę historię polecam zwłaszcza zakochanym czytelniczkom oraz tym, którzy mają romantyczną naturę i lubią książki o miłości. Oczywiście „Załącznik” muszą obowiązkowo przeczytać fani Rainbow Rowell.

niedziela, 30 października 2016

Rainbow Rowell "Nie poddawaj się"






Wydawnictwo Harper Collins
data wydania 2016
stron 512
ISBN 978-83-2762-062-0

Welcome to Watford!

Od kiedy poznałam historię Eleonory i Parka jestem dozgonnie zakochana w książkach Pani Rowell. Kocham jej styl, kocham jej pomyły na fabułę i wykreowanych przez nią bohaterów. Niecierpliwe wypatruję kolejnych jej powieści. "Fungirl" pochłonęłam i bardzo miło mi się ją czytało. W trakcie lektury poznałam Cat i jej ulubionego bohatera literackiego Simona Snow'a. Sama Autorka nie mogła zapomnieć tego sympatycznego czarodzieja i "dała" mu "nowe życie" kreując go głównym bohaterem swojej kolejnej powieści. Ochoczo zabrałam się za jej lekturę i zatonęłam w niej bez reszty. I co może wydać się dziwne - choć znałam Simona z kart "Fungirl" dopiero teraz pokochałam go do granic możliwości. Za co? Szczerze nie potrafię dokładnie tego wytłumaczyć, ale nawet pokusiłabym się o napisanie o nim funfic'a.

"Nie poddawaj się" to książka dość specyficzna. Zbiera przeróżne recenzje - od tych bardzo pochwalnych po ostrą krytykę i posądzenie o plagiat. Mnie niesamowicie przypadła do gustu. Moja czytelnicza dusza bardzo potrzebowała mnóstwa magii, czarów i tajemnic. Potrzebowała zajrzenia do innego świata, spotkania z wampirami i korowodem przeróżnych potworów. Było wspaniale...

Simon Snow ma osiemnaście lat. Nie ma rodziców. Wakacje spędza w zwyczajnej rzeczywistości w ośrodku opiekuńczym. Gdy kończy się kanikuła wraca do świata w którym jest mu dobrze i w którym czuje się jak ryba w wodzie. Wraca do Świata Magów i elitarnej szkoły dla czarodziejów. I choć nauka czarowania i posługiwania się magiczną różdżką idzie mu powiedzmy średnio (no dobrze, mniej niż średnio) to tam, w  Watfordzie ma dziewczynę, przyjaciółkę, ulubione potrawy, Ukryty Las i swój pokój. Tam też ma specyficznego współlokatora Baza, który wydaje się być jego śmiertelnym wrogiem oraz Szarobura, który chce go unicestwić. Simon rozpoczyna właśnie ostatni rok nauki, w jego związku z Agathą dzieje się źle, a Mag nakazuje mu opuszczenie szkoły by go chronić. Czuć, że robi się niespokojnie, że szykuje się burza. Czuć, że atmosfera robi się gorącą, ba wręcz wrząca. Co dalej? Jeśli jesteście ciekawi sięgnijcie po powieść, która nie pozwoli Wam się w trakcie czytania nudzić.

Atutów jak zwykle jest wiele. Po pierwsze wspaniały magiczny klimat, dynamiczna akcja, błyskotliwe dialogi, świetny styl. Ciekawym zabiegiem jest wieloosobowa narracja i oddanie głosu wielu bohaterom. Nie brak wspaniałej magii, lekkości i plastyczności. Bohaterowie są mocno i wyraziście nakreśleni, nie brak tych dobrych, ale i czarnych charakterów. Autorka postawiła na mocną, w sam raz zawiłą treść, dopracowała szczegóły, których w książce jest cała masa. Dobrze wszystko wyważyła, wymieszała w magicznym kociołku i uzyskała wyśmienitą miksturę książkową. Osobiście dawno nie sięgałam po gatunek jaki reprezentuje ten tytuł. Przeczytanie książki z półki young adult fiction pióra Rowell świetnie mi zrobiło. Zatraciłam się w tym baśniowym, nierealnym świecie i poczułam jak mała dziewczynka w sklepie z zabawkami. Jedynym małym minusem jest słaba pod względem grafiki okładka. Tą skrzywdzono wspaniałą treść. Zabrakło wielokolorowej grafiki, idealnie sprawdziłaby się paleta barw ze złoceniami, aksamitem. Tym samym uczulam okładkowe sroki, by zauważyły ten tytuł bo naprawdę warto.
Lekturę polecam dla każdego bez względu na wiek. Nieważne czy jesteś mężczyzną czy kobietą, jeśli lubisz magię, przygodę, sekrety i tajemnice to lektura dla Ciebie. Jeśli pociąga Cię fantastyczny świat śmiało ją kup i czytaj. To idealna pozycja dla tych, którzy lubią wielowymiarowe błyskotliwe historie z odrobiną uczuć. Ta książka udowadnia, że dzięki takim pisarzom jak Rainbow Rowell świat baśni nie zamyka się dla dorosłych. Polecam na każdą pogodę za oknem, na zły nastrój i relaksujące popołudnie czy wieczór. Uwaga: tę książkę trudno się odkłada w trakcie czytania i w pełni działa zasada "jeszcze jeden rozdział, jeszcze jeden rozdział przeczytam..."

piątek, 7 października 2016

Matthew Quick "Wszystko, co wyjątkowe"


Wydawnictwo Harper Collins
data wydania wrzesień 2016
stron 256
ISBN 978-83-276-1995-2

Warto być zawsze sobą!

Człowiek to stworzenie stadne. Przeważnie żyje w grupie, pustelnicy są rzadkością. Żyjąc w społeczności ludzie narzucają sobie pewne wzorce, schematy, reguły zachowań. Tworzą pewne modele, normy którym się podporządkowują. Coś wypada, coś należy, a coś jest niestosowne. Większość ludzi żyje właśnie w ten sposób. Można rzec wegetuje ramowo. Robi to, co ogół, martwi się tym, co o nim powiedzą inni. Spełnia oczekiwania bliskich, idzie utartą ścieżką. Tak właśnie robią ci, którzy nie mają odwagi być indywidualnością. Choć czasem czują w sobie chęć postępowania inaczej boją się opuścić swoją życiową klatkę. Trzeba mieć odwagę by postępować tak, jak chcemy tylko my sami. Gdy zrobimy już pierwszy krok do wolności to zaczniemy delektować się innym, naznaczonym ową wolnością smakiem życia. Tak właśnie zrobiła nastoletnia, stojąca u progu dorosłości bohaterka powieści Matthew Quicka - Nanette O'Hara.
Wzorowa uczennica, oczko w głowie rodziców, zdolna piłkarka to osiemnastolatka, która tak naprawdę żyje pod dyktando innych. Robi to, co inni jej narzucają, co od niej wymagają i oczekują. Jednak nachodzi pewien dzień w którym wszystko się zmienia. Metamorfoza ma miejsce wskutek lektury pewnej książki, którą Nanette otrzymuje od swojego nauczyciela. Egzemplarz "Kosiarza balonówki" jest podniszczony, ale zmienia życie dziewczyny diametralnie. Budzi w niej siły do bycia sobą, dodaje odwagi by wyjść z ram stereotypów, zmusza do zrzucenia szat córeczki rodziców i obleka ją w odwagę. Niedoszła gwiazda boisk rzuca football, poznaje autora ulubionego dzieła i niesamowitego chłopca...

Powieść Quicka jest niesamowitą lekturą. Choć należy do książek napisanych dla młodego czytelnika świetnie sprawdzi się jako lektura dla dorosłych. Powód? Ona niesie w sobie ponadczasowe i ponad wiekowe prawdy. Większość z nas żyje w klatce, dostosowuje się do często niepasujących nam norm. Jesteśmy potulni jak baranki i wolimy być w tłumie innych. Wiemy, że nasze życiowe klatki są otwarte, a z nich nie wychodzimy. Tym samym tracimy, jak wiele nawet trudno sobie wyobrazić. Nanette staje się rebeliantką. Nagle ma odwagę powiedzieć dość. Jej "nie" szokuje rodziców i trenera. Może nawet nieco szokuje nią samą. Ale tym samym nasza bohaterka łapie bezcenny oddech wolności i staje się sobą. Nanette staje się pełną i jedyną właścicielką swego losu. To dobra lekcja dla każdego czytelnika, bo życie mamy tylko jedno i jest ono dosyć krótkie. Szkoda marnować każdy dzień. Należy jednak pamiętać, że za bycie sobą trzeba zapłacić określoną cenę, że bunt jest kosztowny.

Lektura napisana jest prostym i łatwym w odbiorze językiem. Styl jest poprawny, a treść skłania do zastanowienia się na codziennością. Autor porusza w fabule trudne tematy, czyni to w sposób naturalny i prosty. Zbędne mu są do tego naukowe dysputy, uczone tyrady i moralizatorskie wstępy. Niepozorna okładka, która nie za bardzo przypadła mi do gustu kryje w sobie interesującą treść,  która ukazuje niesamowitą metamorfozę i jej konsekwencje. Powieść kryje w sobie wiele mądrych rad, cennych uwag i nietuzinkowych myśli. Czytając zaznaczyłam dużo wartościowych cytatów - na koniec pozwolę sobie przytoczyć jeden z nich:
"Możesz być kimkolwiek zechcesz. Ale to ma swoją cenę. Twoi rodzice i wszyscy inni ukarzą cię, jeśli zdecydujesz się być sobą, a nie taka jak oni. To cena wolności. Klatka jest otwarta, ale wszyscy zbyt się boją, żeby z niej wyjść, i przywalą ci, kiedy spróbujesz to zrobić, i to przywalą solidnie.  .... Ale kiedy już znajdziesz się kilka kroków za drzwiczkami, nie będą mogli cię dosięgnąć, a wtedy ciosy ustaną." (str. 25)
Gorąco polecam lekturę tej książki, bo ona tak jak w jej fabule "Kosiarz balonówki" może zmienić Wasze życie i zrobić z Was rebeliantów. A to może mieć same plusy. Idealna lektura dla dusz niepokornych, typów nietuzinkowych, osób, które nie chcą być w życiu tylko aktorami, a reżyserami swojego losu.