Miło mi Was poinformować o pewnym ciekawym konkursie organizwanym przez WFW. Szczegóły na plakacie niżej
środa, 4 lipca 2012
wtorek, 3 lipca 2012
Karolina Macios "Wdówki futbolowe"
Wydawnictwo Znak litera nova
data wydania 19 kwietnia 2012
stron 272
ISBN 978-83-240-1700-3
Gdy piłka staje się rywalką !
Jeśli chcemy się pośmiać to zwykle oglądamy jakąś dobrą komedię lub program sprawdzonego kabaretu czy słuchamy dowcipów. Osobiście do tego rozwesalającego zestawu proponuję dodać jeszcze jeden element mający właściwości gazu rozweselającego, a mianowicie najnowszą powieść Karoliny Macios. "Wdówki futbolowe" to lektura przy której czytaniu nieustannie się śmiałam, po prostu zrywałam boki. Stało się tak za sprawą rozmyślań i zachowania głównej bohaterki, która jest osobą niezwykle sympatyczną i ma oryginalne podejście do życia. Martę wprost pokochałam i wiele bym dała, by w moim realnym życiu pojawiła się taka przyjaciółka czy sąsiadka.
Marta ma 38 lat. Za sobą dwunastoletni staż małżeński. Od ośmiu lat jest też mamą Kacpra i właśnie spodziewa się narodzin drugiego dziecka - córeczki. Jest w siódmym miesiącu ciąży, która przebiega o wiele trudniej niż ta pierwsza. A na dodatek z wolnej freelancerki staje się debitującą pisarką, której powieść staje się księgarskim hitem. Mąż Marty niedawno zmienił pracę i ze statecznego naukowca filozofa stał się specem od reklamy. Zmiana pracy wyzwoliła w nim zmianę osobowości. Wojtek stał się niewolnikiem futbolu. Podobnie jak jego nowi koledzy z pracy żyje nie od lata do zimy, nie od poniedziałku do piątku, ale od meczu do meczu, od mundialu do euro. Oglądanie piłkarskich zmagań zastępuje mi wszelkie rozrywki, ba przesłania mu nawet życie rodzinne i rodzicielskie obowiązki. Martę ta sytuacja powoli acz nieuchronnie doprowadza do pasji i wściekłości. Pisarka coraz częściej zaczyna snuć myśli o niezależności finansowej i rozwodzie z niesfornym małżonkiem. Przecież i tak sama musi radzić sobie z codziennymi problemami, prowadzeniem domu, więc po co jej mąż, który żyje tylko ulubionym sportem?
Jeśli macie ochotę prześledzić perypetie tej pary i poznać kobiety, które stały się wdowami z powodu futbolu zapraszam do lektury wspaniałej powieści, która nie da Wam się od siebie oderwać. Będziecie mieli bowiem niepowtarzalną okazję zasmakować życia z osobą, która oszalała na punkcie piłki i straciła poniekąd kontakt z realnym życiem. A ono się przecież toczy niezależnie od tego co się dzieje na murawach boisk !
Powieść rozbawiła mnie od pierwszej strony. Czytało mi się ją znakomicie. Ta książka tryska humorem i świetnie poprawia nastrój. Marta jest symbolem kobiet, które utraciły partnerów na recz tej drugiej - piłki, która działa na swoich fanów niczym kochanka. Gdy oglądają mecze tracą poczucie rzeczywistości. Mocno przeżywają każdą akcję na boisku, płaczą po przegranej drużyny, której kibicowali i porażkę uważają za osobistą tragedię. Tacy mężczyźni jak Wojtek kojarzą mi się (może to śmieszne, ale prawdziwe i szczere) z kotami, które zachowują się podobnie na widok partnerki w rui bądź kocimiętki. Bo owszem można mieć pasję i zainteresowania, ale to niezdrowe, by coś co lubimy przesłaniało nam to co najważniejsze - najbliższą rodzinę i dzieci.
Czy łatwo być taką futbolową wdową ? Oj nie ! Zwłaszcza, gdy jest się w niełatwej ciąży tak jak Marta ! Musi się mieć anielską cierpliwość i stalowe nerwy, gdy od rana do nocy we własnym domu słyszy się odgłosy rodem ze stadionu.
Marta to wspaniale wykreowana postać niepozbawiona ciekawej osobości i humoru. Jest realna i bardzo kobieca, kreatywna, zdolna i odnosi sukces ! Potrafi cieszyć się nim niczym dziecko wymarzoną zabawką. No właśnie ! Wojtek nie docenił, że jego żona to prawdziwy skarb, bo zagubił się gdzieś w kolejnej rozgrywce i umyka mu to co się dzieje obok niego. Czy się opamięta ? Stawka jest o wiele wyższa niż na mundialu ! Drodzy Panowie jeśli sięgnięcie po tę powieść, to będziecie się mogli przekonać jak wielu z Was popełnia wojtkowe błędy i wiele traci. Wszak piłka jest non stop okrągła, bramki są dwie, turnieje i ligi powtarzają się cyklicznie, a żona bywa tylko jedna !
Lekturę polecam gorąco zwłaszcza tym, którzy chcą się przy czytaniu odprężyć i zrelaksować. "Wdówki futbolowe" to książka idealna do śmiechu.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.
poniedziałek, 2 lipca 2012
Marta Grzebuła " Epizod na dwa serca"
Warszawska Firma Wydawnicza
data wydania 2011
stron 160
ISBN 978-83-61748-94-6
Ułożyć świat na nowo
Po raz pierwszy miałam okazję przeczytać książkę autorstwa Marty Grzebuły. "Epizod na dwa serca" to współczesna powieść obyczajowa, której główną bohaterką jest Magdalena. Kobieta po przejściach i z przeszłością, mająca za sobą nieudane małżeństwo z Tomaszem, który z kochającego męża i ojca zamienił się w alkoholika z priorytetem w postaci wódki i kolegów. Magda odeszła od Tomasza. Miała dość awantur, podbierania pieniędzy i życia w oparach alkoholu. Po rozwodzie Magdalena próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Ma oparcie w mamie i nastoletnim synu Adamie. Nasza bohaterka odradza się do życia po koszmarze bycia z pijakiem niczym roślina na którą spadł deszcz po długotrwałej suszy. Ten proces dla niej nie jest łatwy. Znajduje pracę, która daje jej poczucie zawodowego spełnienia i finansowej stabilizacji. W życie pani psycholog, bo w takim zawodzie pracuje Magda wkracza również pewien mężczyzna.
Czy połamana na duszy kobieta zapomni o przykrych doświadczeniach z poprzedniego związku i da szansę Adrianowi ? Czy odważy się na zaufanie młodszemu od siebie ?
Powieść pt. "Epizod na dwa serca" nie jest zbyt obszerna. Opowiada historię z życia wzięta, która pewnie nie raz zdarzyła się w rzeczywistości. Główna bohaterka jest kobietą obolałą i nieco zagubioną w życiu. Nic dziwnego, małżeństwo z alkoholikiem potrafi uczynić wiele zła. Magda musi na nowo stanąć w życiu na nogi, zbudować szczęśliwy i bezpieczny dom dla swojego syna, któremu z pewnością brakuje szczególnie w wieku dorastania dobrego ojca. Adam jest dla mamy całym światem , podporą i pociechą. Postać tego młodego chłopca, już prawie mężczyzny bardzo mi się spodobała i zaimponowała. Czym ? Dojrzałością i odpowiedzialnością, której brakło jego ojcu. Cóż, Tomasz okazał się ofiarą i wiernym poddanym butelki, co nie wyszło mu na dobre. Wprawdzie przestał pić, ale bardzo wiele stracił. A Magadalena ? No cóż, ta pokrzywdzona przez partnera kobieta ma zgoła odmienny charakter od mojego. Z opisu nie pasuje kompletnie do wykonywanego przez siebie zawodu. Magda zachowuje się niczym owładnięta burzą hormonów nastolatka. Sama nie wie czego chce. Umawia się na randki, choć nie myśli o poważnym związku. Bawi się uczuciami, które może czuć druga strona. No i pokazuje się na kacu synowi. Przecież ten chłopak już dość przeszedł przez pijanego rodzica. Oj miałam ochotę pogrozić jej palcem i potrząsnąć nierozsądną mamą ! Tym samym ta postać nie zaskarbiła sobie mojej sympatii i uznania.
Książki nie porwała mnie, ale i nie nudziła. Jej akcja moim zdaniem w większości poza zakończeniem toczy się troszkę byt leniwie, zbyt wolno. Brak jej dynamizmu i energii. Za to zakończenie jest bardzo emocjonujące i ekscytujące. Spodobały mi się też bardzo opisy scen intymnych, które są przedstawione ze smakiem i wyrafinowaniem. Powieść oceniam na czwórkęz dużym plusem.
Za egzemplarz książki seredecznie dziękuję Autorce Pani Marcie Grzebule.
sobota, 30 czerwca 2012
Katarzyna Michalak "Nadzieja"
Wydawnictwo Termedia
data wydania czerwiec 2012
stron 272
ISBN 978-83-62138-84-5
Skazani na siebie
Mimo błędów jakie miała na sumieniu Lila, polubiłam ją. Czasem miałam ochotę wykrzyczeć jej w twarz, jak bardzo się myli, jak będąc raniona, sama rani. Tak w życiu bywa, iż ból rodzi ból, a cierpienie pociąga za sobą złe wybory. Aleks to bohater równie sympatyczny jak Lila. Cierpi i kocha, błądzi i szuka. W pewnym momencie zdaje sobie boleśnie sprawę, że nikt poza przyjaciółką z dzieciństwa nie sprawi, iż będzie szczęśliwy. Ten mężczyzna jest dzielny, silny i odważny. Nie poddaje się i walczy do końca, czym zasługuje na wielki szacunek.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Termedia.
Katarzyna Enerlich "Studnia bez dna"
Wydawnictwo MG
data wydania czerwiec 2012
stron 256
ISBN 978-83-7779-080-9
Jak legenda wkrada się w życie
Nie będę ukrywać, że uważam Autorkę tę książki za jedną z najbardziej utalentowanych polskich pisarek i czekam na Jej każdą nową powieść z niecierpliwością i wytęsknieniem jak maluchy na Boże Narodzenie. I tym razem nie mogłam się doczekać, kiedy otworzę okładkę i odpłynę do innego świata, a lektura okaże się porywająca i wspaniała. I znów tak było ,że czytanie okazało się wspaniałym przeżyciem, którego przez kilka godzin doznałam. No cóż, z pełnym przekonaniem napiszę, że Autorka "Oplątanych Mazurami" po prostu nie umie pisać złych książek. Ma talent do tworzenia i maluje słowami urocze historie. Ale do rzeczy - o czym powieść !
Główna bohaterka ma na imię Marcelina. Jest kobietą dojrzałą, która czuje się spełniona u boku męża. Dorabia sobie renowacją mebli i wiedzie spokojne życie. Nagle trach ! W jednej sekundzie wszystko się zmienia za sprawą niewinnej czynności, jaką jest odebranie telefonu od męża. Naciśnięcie klawisza z zieloną słuchawką okazuje się rewolucją ! Bo mąż tak naprawdę nie dzwoni. Tylko w czasie miłosnych igraszek z kochanką przypadko naciska się klawisz automatycznie łaczący go z żoną. Przez telefon Marcelina jest słuchaczem intymnych chwil niewiernego małżonka i czułych wyznań kochanki, która chce być tą jedyną. Niestety nie jest jej dane, bo wracający do domu mężczyzna jest uczestnikiem kraksy i z poważnymi obrażeniami zostaje odwieziony do szpitala, gdzie po trzech tygodniach umiera. A Marcelina ? No cóż, musi ułożyć sobie życie od nowa i pogodzić się z myślą, że staraciła męża aczkolwiek niewiernego. Mało tego - w czasie szpitalnych odwiedzin spotyka jego kochanką z którą po śmierci Janusza się zaprzyjaźnia. Marcelina zmienia mieszkanie, podejmuje pracę u Tadeusza. Zajmuje się sprzedażą pamiątek na toruńskiej ulicy oraz pomaga w pracowni rzeźbiarskiej. I tu w jej życie wkrada się pewna legenda. A wszystko przez dłuto, które wpada sobie do studni ................
"Studnia bez dna" to powieść, którą pochłonęłam niczym wspaniały deser, na który leci ślinka. Ta opowieść zaciekawiła mnie na amen i wciągnęła maksymalnie, jak tylko może uczynić to książka. Co mi się podobało ? Oj sporo tego. Po pierwsze pomysł na fabułę. Ciekawe wplecenie historycznego wątku we współczesną historię sympatycznej kobiety, która musi ułożyć sobie życie od nowa. Jak zwykle zauroczył mnie styl Autorki, jej wspaniały warsztat literacki i talent. Spodobały mi się kreacje Marceliny i Anny - dwóch kobiet, które łączy nie tylko bliskie sąsiedztwo, ale i wspaniała przyjaźń, która w metrykę nie patrzy. Książka jest nieco tajemnicza i czyta się lekko. Jest łatwa w odbiorze i idealnie nadaje się jako lektura na urlop. Zabawna i wzruszająca, pełna ciekawych historyjek sprzed wielu lat po prostu porywa. Staranie wydana z piękną okładką lektura z pewnością nie rozczaruje miłośników Pani Kasi. A jeśli jeszcze do nich nie należycie, to czas najwyższy poznać twórczość tej mazurskiej pisarki, która odkryje przed Wami wspaniały świat pełen ciekawych historii, rodzinnych sekretów i tajemnic. Nigdy nie byłam w Toruniu, ale dzięki lekturze "Studni bez dna" mam ochotę zwiedzić opisywane w powieści miejsca, przejść się uliczkami miasta słynącego z pysznych pierników . A nuż spotkałabym jakąś szeptuchę co mi życie osłodzi ?
Książkę zrecenzowałam dla Wydawnictwa MG.
piątek, 29 czerwca 2012
Stosik z królikiem
Witajcie w piątek - nietypowy bo taki, który rozpoczyna wakacje. Lato już pełną gębą i staram się z niego korzystać jak mogę - czytam na ławkach i zrobię Wam z mojego kochanego deptaka niebawem fotorelację. A póki co chcę Wam przedstawić moje nowe nabytki (i aż dziw, że po tej porcji ciężaru listonosz mnie jeszcze lubi)
Od dołu :
- Bear Grylls "Pokonać Everest" od Wydawnictwa Pascal
Andy Andrews " Mistrz" za zapisanie się na nestler Wydawnictwa Otwarte
Katarzyna Zyskowska-Igniaciuk "Upalne lato Marianny" od Wydawnictwa MG
Katarzyna Enerlich "Studnia bez dna" j.w.
Helen Brown "Kleo i ja" od Lubimy Czytać
A na samej górze siedzi sobie pluszowy królik - mięciuski i bialusieńki - pewnie nie uwierzycie ale kupiłam go okazyjne za przysłowiową złotówkę.
No dobra to tyle mojego nudzenia. Uciekam do książek.
wtorek, 26 czerwca 2012
Jan Antoni Homa "Ostatni koncert"
Wydawnictwo MG
data wydania kwiecień 2012
stron 496
ISBN 978-83-7779-077-9
Kryminał w wersji slow
Za egzemplarz do recenenzji dziekuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu MG.
piątek, 22 czerwca 2012
Stosik i rozmyślania
W tym tygodniu zawitały do mnie :
Jerzy Stuhr "Tak sobie myślę...." od Lubimy Czytać
Karolina Macios " Wdówki futbolowe" od Znaku
Marta Stefaniak " Czary w małym miasteczku" od Prószyńskiego
Susan Stephens, Jane Porter, Maggie Cox " Tamtego lata " od Miry/Harlequin
Anna Łajkowska "Pensjonat na wrzosowisku" od Lubimy Czytać
A ja tak sobie myślę, że ostatnio zaczytuję się z przyjemnością i to wielką polskimi powieściami. Wcale mi się nie nudzi czytanie rodzimych autorów, cieszę się, że polski rynek dla pań tak się rozwinął i kolejne autorki i autorzy wydają swoje książki. Uwierzcie wiele z nich jest prawdziwymi perełkami i warto po nie sięgać. Jedni wieszają flagi na autach - moim przejawem patriotyzmu jest czytanie polskiej literatury współczesnej. I to nie tylko przez czas Euro !
środa, 20 czerwca 2012
Victoria Cosford "Amore i amaretti"
Wydawnictwo Bellona
data wydania 2012
stron 256
ISBN 978-83-11-12233-8
Toskania - druga ojczyzna
Pozwolę sobie jeszcze pochwalić wydawcę za prześliczną okładkę idealnie pasującą do treści lektury. Jeśli fascynuje Cię Toskania tę książkę po prostu musisz przeczytać!
Za egzemplarz do recenzji dziękuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Bellona.
wtorek, 19 czerwca 2012
Gabriela Gargaś " Jutra może nie być"
Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2012
stron 450
ISBN 978-83-7722-235-5
Być tą trzecią
Miłość to najpiękniejsze uczucie, którego może doświadczyć człowiek. Jak ją opisać ? Jak określić w słowach ? Mnie bardzo się podoba pogląd, że miłość to coś, co pozwala człowiekowi uwierzyć, że ma skrzydła i poszybować ręka w rękę, serce przy sercu do raju u boku ukochanej osoby. Bywa jednak, że nie zawsze pokochać kogoś oznacza dla nas coś dobrego i pozytywnego. Czasem miłość to tylko ból i cierpienie. Czy warto wtedy kochać? Jak bardzo można cierpieć, gdy okaże się, że nasz ukochany, nasz wybranek to osoba, która kocha wyłącznie siebie, a my jesteśmy w jej rękach jedynie zabawką, gadżetem, który umila czas ?
Powieść Gabrieli Gargaś trafiła w moje ręce czystym przypadkiem. Poproszono mnie o jej zrecenzowanie, a ja pomyślałam, że z chęcią przeczytam książkę kolejnej polskiej autorki, którą w księgarni umieszczono by na półce "Polska literatura dla kobiet". Czego się spodziewałam ? Co najwyżej dobrego, babskiego czytadła. Przeliczyłam się i to bardzo mocno, bo w moje ręce trafiło PRAWDZIWE ARCYDZIEŁO, przepiękna opowieść, która na długo zapadnie mi w pamięć i serce. To historia pozornie zwyczajna, prosto z życia wzięta, która zdarza się często, a jednak opisana jest tak wspaniale i po mistrzowsku, że książka zasługuje na wielkie brawa.
Główna bohaterka powieści ma na imię Kinga i jest 30-letnią mieszkanką Warszawy. Od siedmiu lat jest w związku z Darkiem. Para ma już nawet zaplanowaną datę ślubu, ale nie jest to podyktowane gorącym uczuciem, ale rozsądkiem. W ich związku już dawne wygasły emocje, nie ma już motyli w brzuchu, jest raczej rutyna i przyzwyczajenie. Nagle życie Kingi gwałtownie się zmienia za sprawą jej koleżanki, dzięki której partnerka Darka odnajduje na jednym ze społecznościowych portali konto swojego kolegi z byłej pracy. Kiedyś łączyły ich tylko czysto zawodowe stosunki. Kinga pisze do niego wiadomość, on odpisuje i rusza lawina. Od tej chwili maile krążą między nimi systematycznie i coraz częściej. Rozpoczęty w cyberprzestrzeni gorący romans przenosi się do realnego świata. M. ( tak autorka określa owego mężczyznę i nie daje czytelnikom poznać jego imienia ) jest żonaty, o czym od początku informuje Kingę, która rozstaje się z Darkiem na trzy miesiące przed planowanym powiedzeniem sakramentalnego "tak". M. obiecuje porzucić żonę i wziąć rozwód. Kinga ślepo mu wierzy. Czy kochanek dotrzyma słowa i rozstanie się z Anną ? Czy spełnienie tej obietnicy przyśpieszy ciąża Kingi ?
Przez pierwsze pięćdziesiąt stron ta historia wydawała mi się taka przeciętna i nawet nieco nudna, ale potem coś nagle drgnęło, błysnęło i sprawiło, że nie mogłam oderwać się od tej powieści. Stała się dla mnie niczym narkotyk. Lekturze towarzyszyło bardzo, bardzo wiele emocji. Od krytyki po współczucie, od złości po łzy. No właśnie łzy !!!Część książki czytałam w miejscu publicznym na ławce. Ryczałam i czytałam, a ludzie przyglądali mi się z zaciekawieniem i ze zdziwieniem czemu tak ryczę. Pewna pani podeszła do mnie i powiedziała, że zazdrości mi tak wyjątkowej lektury, która wywołuje tak mocne wrażenia. Zapytała o autora i tytuł.
"Jutra może nie być" to powieść o kobiecie i dla kobiet. To niejako "biografia" bohaterki, która jest symbolem wszystkich córek Ewy decydujących się na związek z żonatym mężczyzną i świadomie się w niego angażujących. Czy rola tę trzeciej , czy rola kochanki jest łatwa ? Na pewno nie. Ale miłość czasem potrafi bardzo zaślepić i sprawić, że wierzymy w to, co jest dla nas miłe i wygodne. Bycie kochanką to dla kobiety bardzo trudne - dotykają wyrzuty sumienia, bolą ukradkowe spotkania. Ile można czekać na odejście od żony ? Czytając starałam się za wszelką cenę nie oceniać Kingi , nie poddawać jej krytyce, bo przecież ona była bardziej ofiarą niż wyrachowaną złodziejką cudzego małżonka. W mojej głowie kołatały się też myśli czy ja sama potrafiłabym stać się tą trzecią ? Kochanką, która jest na każde zawołanie ? Po dłuższym namyśle stwierdziłam, że raczej nie podołałabym tej roli. Choć jakby Amor trafił mnie celnie czy rozsądek miałby coś do powiedzenia ?
Powieść Pani Gargaś to książka mądra i piękna, to powieść wyjątkowa i napisana dojrzałym piórem, a trzymająca je autorka posiada niewątpliwy talent. To lektura o miłości - tej prawdziwej i tej, którą myli się z pożądaniem. To książka, która przeczy porzekadłu, że kobiety to słaba płeć. Absolutnie nie ! Panie takie jak Kinga są mocne i twarde jak stal. Stać ich na wiele. Mimo, że cierpią, mimo, że ich brzemię wydaje się nadludzko ciężkie potrafią walczyć, podnieść się z kolan i iść do przodu dzielnie znosząc ciosy od losu. Gorąco polecam Wam tę lekturę. Nie pozwólcie by ominęło Was poznanie niezwykle wzruszającej historii pewnej trzydziestolatki i ocean czytelniczych emocji. A ja bardzo się cieszę, że niedługo otrzymam do recenzji najnowszą powieść Gabrieli Gargaś, która ukaże się już lipcu nakładem Wydawnictwa Feeria.
Za egzemplarz recenzencki składam gorące podziękowania Pani Renacie.
niedziela, 17 czerwca 2012
Ferenc Mate "Prawdziwe życie"
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania czerwiec 2012
stron 256
ISBN 978-83-7839-169-2
Recepta na szczęśliwsze życie
Ferenc Mate to autor mi już dobrze znany. Dwa lata temu zaczytywałam się w jego książkach sławiących piękno i czar malowniczej Toskanii. Mate porzucił życie w tzw. "amerykańskim śnie" by zamieszkać na zapadłej włoskiej prowincji niedaleko miejscowości Montalcino. Tam nabył i odrestaurował XIII- wieczny klasztor, który przekształcił w wygodny i piękny dom. Jego włoską siedzibę otaczają winnice, gaje oliwne i ogrody, które wraz z rodziną uprawia. Dzięki zmianie stylu życia Mate uświadomił sobie jak wiele może stracić każdy z nas, gdy zaczyna pędzić na oślep wraz z szaloną cywilizacją. Liczy się byle szybciej !
Człowiek nie przypuszczał do jakich efektów doprowadzi postęp techniczny i nauka. Na początku rewolucji przemysłowej chciano, by ludziom było łatwiej i lżej, by mieli więcej czasu dla siebie i swojej rodziny, kiedy ludzką pracę będą wykonywać maszyny. Dziś latamy w kosmos, podróżujemy swobodnie i szybko po całym globie, mamy świat zautomatyzowany i pełen światłowodów, stworzyliśmy wirtualną rzeczywistość dzięki sieci internetowej. Czy coś jeszcze ? O tak ! Staliśmy się niewolnikami i zatraciliśmy człowieczeństwo - bo dziś ludzi to przede wszystkim konsumenci. Zamiast pielęgnować rodzinne więzi, spędzić czas z najbliższymi na świeżym powietrzu czy poświęcić czas na aktywność fizyczną to zaszywany się w internetowej rzeczywistości lub godzinami gapimy się w telewizor. Wiemy więcej o życiu celebrytów niż kogoś z rodziny.Czy warto tak żyć ?
Ferenc Mate mówi głośno: " NIE"! Życie mające służyć wyłącznie konsumpcji i samotnemu spędzaniu czasu z elektroniczynymi gadżetami jest czasem straconym bezpowrotnie ! Stajemy się samotni, ograniczamy kontakty towarzyskie face to face, bo przecież można skorzystać z komunikatora internetowego. Tylko czy nie lepiej spotkać się na żywo z przyjaciółmi, zjeść ugotowany własnoręcznie zdrowy posiłek zamiast gotowego tzw. "śmieciowego jedzenia" i cieszyć się pięknym przyrody ? Przecież człowiek nie został stworzony do tego by tyrać jak wół, by w wolnym dniu wydać ciężko zarobione pieniądze w centrum handlowym !
Ferenc Mate korzystając z własnego doświadczenia zachęca nas do uprawy warzyw i owoców, wędrówek po lesie i spacerów. Radzi pozbyć się telewizora i więcej czasu spędzać na rozmowie z rodziną. Przecież można fantastycznie spędzić popołudnie grając w gry planszowe !
Czytając wielokrotnie przyznawałam autorowi rację. Sama żyję w zasadzie bez telewizora (oglądam bardzo sporadycznie i częściej ścieram jedynie z niego kurz) i nie czuję się przez to gorsza. Wiem, jaką radość potrafią sprawić własnoręcznie wyhodowane truskawki i jak można zaoszczędzić pieniądze na karnet do fitness clubu uprawiając własnoręcznie ogródek Upieczone, może czasem nieco przypalone ciasto będzie z pewnością lepsze niż to sztucznie "wypuszone" i pięknie ozdobione z cukierni. Szkoda tylko, że Polaków nie stać na ograniczanie czasu pracy. Cóż mamy za bardzo głodowe pensje, a za bardzo europejskie ceny. Ale miejmy nadzieję, że może kiedyś się to zmieni.
"Prawdziwe życie" to ciekawa i mądra książka, która może wnieść wiele dobrego do naszego życia i uświadomić nam, co należy zmienić, by być szczęśliwszymi i bardziej zadowolonymi z życia. Książka Mate jest niczym doskonała recepta, za pomocą której mądry lekarz serwuje nam lek na bolączki dnia codziennego. Warto przeczytać. Gorąco polecam !
Książka zrecenzowana dla Wydawnictwa Prószyński i S-ka.
sobota, 16 czerwca 2012
Stosik i sobota kobieca bez meczu i piłki
Sobota okazała się jak do tej pory udanym dniem. Byłam na spacerku, poczytałam chwilę na świeżym powietrzu, potem kupiłam sobie dwie białe bluzki po okazyjnej cenie i skusiłam się na słodkości widoczne na zdjęciu. Na obiadek mam bigosik z młodej kapustki, który uwielbiam. No i dziś magiczny dzień - 11 lat temu obroniłam się jako pani magister, a dwa lata temu zoperowano mi szczęśliwie kręgosłup. Popołudnie spędzę z książką w domu. Emocji meczowych u mnie raczej nie będzie. Jak mój mąż wróci z pracy to pewnie się będzie piłką podniecał, na osiedlowym podwórku młodzież już się drze i piwkuje. A ja się pochwalę stosikiem
Ferenc Mate "Prawdziwe życie" od Prószyńskiego
Monica Ali "Nieopowiedziana historia" od Lubimy Czytać
Katarzyna Michalak "Nadzieja" j.w.
Jan Antoni Homa "Ostatni koncert"
A jak Wam mija ten weekend - u mnie dość upalny i słoneczny - ?
czwartek, 14 czerwca 2012
Ewa K. Czaczkowska "Siostra Faustyna. Biografia Świętej"
Wydawnictwo Znak
data wydania 2012
stron 360
ISBN978-83-240-1894-9
Sekretarka Boga
Jeszcze trzydzieści lat temu mało kto słyszał o Helenie Kowalskiej, która mając niespełna dwadzieścia lat, wstąpiła do młodego w owych czasach Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, które miało na celu pomoc kobietom upadłym i mającym styczność z różnymi patologiami. Dziś święta Faustyna jest jedną z najbardziej znanych kobiet, które w ubiegłym stuleciu dostąpiły zaszczytu wyniesienia na ołtarze. Napisano o niej wiele książek i artykułów, a jej prywatne zapiski - słynny „Dzienniczek” - rozchodzą się w milionach egzemplarzy na całym świecie i są współcześnie najczęściej tłumaczoną książką z języka polskiego na języki obce. Czym zaskarbiła sobie szczególne łaski u Boga ta pochodząca z ubogiej i prostej rodziny siostra zakonna?
Książka Ewy Czaczkowskiej to wspaniale napisana biografia świętej, która otrzymała przydomek Apostołki Bożego Miłosierdzia. Jej droga ku świętości nie była łatwa. Faustyna bardzo cierpiała z powodu choroby i spotkała się z niezrozumieniem ze strony przełożonych. Uważano ją za fantastkę i histeryczkę, pomawiano o chorobę psychiczną. Czytając o jej zakonnym życiu, przekonałam się, iż bez szczególnej boskiej pomocy Helena nie dałaby rady znieść takiego ogromu cierpienia.
Autorka z dokładnie ukazuje kolejne lata życia Faustyny, kiedy miały miejsce objawienia Jezusa, a w tekst trafnie wplata cytaty z jej „Dzienniczka”, przez co lektura jest bardzo wiarygodna w odbiorze i sugestywnie ukazuje to, co działo się w duszy Orędowniczki Bożego Miłosierdzia.
Postać Faustyny jest niezwykle popularna, wielu wiernych za jej przyczyną dostąpiło ogromu łask, w tym uzdrowień z nieuleczalnych chorób. Gorąco polecam przeczytanie tej pięknie wydanej biografii, nakreślonej z wielką starannością i opatrzonej wieloma zdjęciami. To będzie na pewno niezapomniana lektura. Zachęcam do poznania wspaniałej bohaterki, która zmieniła życie wielu osób. Jak sama powiedziała, jej marzeniem było ciągłe prowadzenie ludzi do Boga. Być może - dzięki poznaniu życia Faustyny - zbliżycie się do Niego i wy, podobnie jak wychowanki, z którymi pracowała kilkadziesiąt lat temu Helena Kowalska.
Za egzemplarz do recenzji dziekuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Znak.
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Iwona J. Walczak" Złocista dolina"
Wydawnictwo Replika
data wydania 2012
stron 416
ISBN 978-83-76741-00-0
Przyjacielski biznes
Za egzemplarz do recenzji dziękuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Replika.
Anna Fryczkowska "Starsza pani wnika"
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania maj 2012
stron 420
ISBN 978-83-7839-140-1
"Taka babcia to skarb"
Minął niespełna rok, gdy znów w moich rękach znalazła się powieść Anny Fryczkowskiej. To również kryminał, ale zdecydowanie nieco inny niż tradycyjne książki z morderstwem w tle. Dlaczego? Bo tu stróże prawa - policjanci występują incydentalnie i nie prowadzą śledztwa. Są raczej pokazani jako małoprofesjonali funkcjonariusze, którzy neie bardz przejmują się cierpieniem zwierząt. Rola śledczego przypada amatorowi i kilku starszym paniom. Ale zapewniam choć nie ma przystojnego komisarza, choć nie znajdziecie na kartach książki kogoś na miarę porucznika Borewicza to jest bardzo ciekawie !
Jarosław Trzaskowski pseudonim Jaro ma 29 lat, ukończył AWF, ale praca nauczyciela w szkole nie bardzo przypadła mu do gustu i ją porzucił. Mieszka wraz z babcią Haliną, która wraz ze swoim mężem opiekowała się wnukiem od kiedy ukończył 4 latka. Babcia bardzo kocha swego wnusia i martwi się jego sytuacją. Młody mężczyzna powinien sam na siebie zarabiać, a nie być na utrzymaniu starszej pani z niezbyt wysoką emeryturą. Jaro do osób przedsiębiorczych nie należy, ale postanawia założyć agencję detektywistyczną. I niespodziewanie trafia mu się pierwsze zlecenie. Znajoma lekarka prosi go o pomoc w odnalezieniu byłego męża. Szuka go w celu odzyskania obrazu Malczewskiego i przymuszenia do płacenia alimentów na dwójkę dzieci. Jaro dostaje niebawem również drugie zlecenie od koleżanki doktor Ilony. Ma znaleźć jej matkę, która nagle znikła i wszelki ślad po niej zaginął. A na dodatek ktoś jeszcze morduje bezpańskie koty na babcinym podwórku...........Czy młodemu detektywowi uda się rozwiązać zagadki przy sporej pomocy babci ?
"Starsza pani wnika" to świetne połączenie powieści obyczajowej z sensacją. Pierwszy gatunek chyba nieco przeważa na treścią kryminalną, ale lektura trzyma w napięciu praktycznego do ostatniego zdania. Zakończenie jest zagmatwane i mocno skomplikowane dzięki czemu nie odgadłam kto był winny zbrodni kochliwego czterdziestolatka. Czytając świetnie się bawiłam i zrelaksowałam. Bo grono starszych pań z babcią Jarka na czele to postacie bardzo barwnie skonsturowane. Energiczne starsze emerytki mimo swego wieku i zdrowotnych dolegliwości świetnie sobie radzą. Są bystre i błyskotliwe w działaniu, odważne i udowadniają, że życie nie kończy się z chwilą przejścia na emeryturę. Ich postępowanie czasem bardzo śmieszy, a czasem wzrusza. Sama zawzięłabym się na takiego typka, który dręczy i morduje bezbronne i Bogu ducha winne koty. Jaro to typ mężczyzny, który znajduje się pod olbrzymim wpływem babci. Dzięki temu jego praca posuwa się do przodu o wiele szybciej. Sam pewnie zniechęciłby się w połowie działań i poniósł zawodową klęskę.
Powieść jest książką zdecydowanie wielowątkową. Autorka porusza szereg przeróżnych tematów - od bezsilności i braku zaradności rodzicielskiej, przez dręczenie zwierząt po ogniste romanse pań w wieku emerytalnym, które zostają oszukane przez cwanego amanta, który bardziej od ich wdzięków ceni zasoby majątkowe. A wszystko udało się autorce tak zgrabnie ze sobą połączyć, tak misternie zamotać.
Lekki styl i sporo humorystycznych sytuacji przypominało mi twórczość Joanny Chmielewskiej. Emocji nie zabrakło, ciekawość została w 95 % rozbudzona a to spowodowało, że czytałam przez dwa wieczory do późna. A najważniejsze to to, iż czytając nie nudziłam się kompletnie. No i cóż po drugiej przeczytanej książce Anny Fryczkowskiej nie pozostaje mi nic innego jak dodanie Jej do mojego grona ulubionych polskich pisarek. Ta Pani ma talent i potencjał i życzę jej z całego serca kolejnych świetnych powieści po które z przyjemnością sięgnę.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński.
środa, 6 czerwca 2012
Cicho ............
Chwilowo na moim blogu zrobiło się cichutko. Nie myślcie, że nie udzielam się książkowo. Trzy recenzje czekają na publikację na portalu Lubimy Czytać i gdy tam się ukażą dodam je oczywiście i na blog. Zaczytuję się w "Medyczce z Bolonii" - wspaniała powieść. Spodziewajcie się słodkiej recenzji, ale nie sposób pisać o tej książce inaczej. Do tego czytam również "Starsza pani wnika" - kryminał pełen humoru. A najważniejsze - piszę usilnie swoją debiutancką powieść. Wbrew pozorom pisanie to przyjemność, ale i ciężka praca. Nawet gdy moje bazgrołki nie doczekają się wydania to już się czegoś nauczyłam - pisanie książek wymaga trudu i tym bardziej od tej pory doceniam każdą książkę, w którą autor kimkolwiek by nie był włożył mnóstwo pracy. Jutro zapewne oddam się lekturze - a w piątek nie oszaleję z powodu Euro - nie będę oglądać ani jednego meczu. Moje kibicowanie zostawiam na zimę i skoki narciarskie. Serdecznie pozdrawiam moich czytelników bloga
piątek, 1 czerwca 2012
To co cieszy czyli stosiczek
Witajcie cieplutko ! Za oknem masakra pada i przestaje na zmianę. Czytać w plenerze niemożliwość. Zatem w domku sobie siedzę i nieskromnie się pochwalę. Mam kolejny stosik. Biblioteczno-recenzyjno-wymiankowy.
Od góry :
Camilla Lackberg " Syrenka" z biblioteki
Carol Drinkwater "Sezon na oliwki " wymiany z Madzią (Jasmin)
Agnieszka Gil" Herbata z jaśminem" od Lubimy Czytać
Jerzy Opoka "Białe słonie" z biblioteki
Victoria Cosford " Amore i amaretti"od Lubimy Czytać
Ewa Czaczkowska "Siostra Faustyna " od Lubimy Czytać
Chyba mam mega chomiczą naturę, ale emocje zapowiadają się wspaniałe !!!!
czwartek, 31 maja 2012
Camilla Lackberg "Fabrykantka aniołków"
Wydawnictwo Czarna Owca
data wydania maj 2012
stron 496
ISBN 978-83-7554-193-9
Gdy przeszłość splata się z teraźniejszością
Valo to mała wyspa niedaleko Fjallbacki. Tu wiele lat temu w wielkanocną niedzielę doszło do tajemniczego zniknięcia całej rodziny. Elvanderowie zniknęli bez śladu, zapadli się pod ziemię. W ich domu pozostała tylko malutka, roczna Ebba, którą znaleźli chłopcy będący uczniami szkoły z internatem, prowadzonej przez Elvandera. Dziewczynka trafiła do adopcji. Jej nowi rodzice okazali się troskliwi i kochający. Dorosła Ebba wyszła za mąż za Martena. Para doczekała się synka, który stał się dla nich całym światem. Niestety ich szczęście nie trwało długo. Chłopczyk w wieku przedszkolnym tragicznie ginie. Rodzice są w wielkim szoku i żałobie. Rozpacz kładzie się cieniem na ich przyszłości. Postanawiają sprzedać dom w Geteborgu i wrócić w rodzinne strony Ebby. Kupują nieruchomość, która kiedyś była rodzinnym domem Elvanderów i chcą po remoncie otworzyć tu pensjonat. Jednak wyspa okazuje się miejscem niespokojnym. Ktoś podkłada ogień pod remontowany budynek, ktoś strzela do Ebby. Kto prześladuje małżeństwo Starków ? Kto rokrocznie przesyła Ebbie urodzinowe życzenia i wpłaca datki na jej konto? I co ją łączy z kobietą określaną mianem „fabrykantki aniołków”, która kiedyś zamordowała gromadkę dzieci ?
Zakończenie mnie nieco zaskoczyło. Nie spodziewałam się akurat takiego rozwiązania zagadki kryminalnej. No i mam pewien niedosyt. Szkoda, że w końcówce książki tak mało miejsca pisarka poświęciła Ebbie. Byłam ciekawa jak owa kobieta poradziła sobie z górą emocji i jak pogodziła się z kilkoma faktami, które na zawsze zmieniły jej życie.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję portalowi Lubimy Czytać i Wydawnictwu Czarna Owca.
środa, 30 maja 2012
Kathrin Kompisch " Sprawczynie"
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania maj 2012
stron 414
ISBN 978-83-7839-143-2
Bezwolne trybiki czy świadome sprawczynie ?
Jaką rolę odegrały tak naprawdę kobiety w hitlerowskiej machinie, która miała doprowadzić Niemcy do panowania nad światem ?
Przez długi czas, zwłaszcza tuż po wojnie sądzono, że poza pojedynczymi przypadkami Niemki były raczej biernymi ofiarami i bezwolnymi obserwatorkami działań faszystów. Na niemieckie kobiety patrzono głównie przez pryzmat wzorowej kobiety aryjskiej - żony i matki czysto aryjskich dzieci, która zajmowała się domem i wychowaniem potomstwa, które miało zasilić w przyszłości szeregi zwolenników Hitlera. Naziści gloryfikowali wielodzietność - za posiadanie gromadki dzieci przyznawano specjalne odznaczenie - Krzyż Matki.
Czy jednak wszystkie Niemki nie pracowały zawodowo i były opiekunkami domowego ogniska ? Jak pokazują historyczne badania i dokumenty spora liczba niemieckich kobiet czynnie zaangażowała się w działania na rzecz potęgi Fuhrera i brała aktywny udział w hitlerowskich zbrodniach. Tej problematyce poświęciła swoją książkę niemiecka historyczka Kathrin Kompisch, która bez wybielania przedstawiła do czego zdolne były jej rodaczki w czasach wojny. Jak się okazuje nie były to tylko pojedyncze osoby, ale spora grupa, która posunęła się do bardzo okrutnych czynów.
Panie były obecne na różnych szczeblach nazistowskiego terroru. Licznie pracowały jako pomocnice sztabowe i pomocnice SS na terenach okupowanych przez III Rzeszę. Obsługiwały telefony, dalekopisy i radiostacje. Pracowały na stanowiskach biurowych i w obozach koncentracyjnych. Należały do personelu medycznego, który na więźniach dokonywał potwornych medycznych eksperymentów i eutanazji. Wiele kobiet pełniło funkcję więziennych strażniczek i działo w organizacji Lebensborn, która miała na celu przymusową germanizację dzieci, które wyglądem pasowały do modelu idealnego Aryjczyka. Wiele pań zajmowało się denuncjowaniem wrogów faszyzmu, zwłaszcza tych narodowości żydowskiej. Niemki licznie działały też w wielu organizacjach i stowarzyszeniach popierających faszyzm.
Jak się okazuje z relacji świadków i dokumentów niemieckie kobiety potrafiły być okrutne i wyzute z sumienia. Doskonale wiedziały, jaką krzywdę wyrządzają innym i robiły to gorliwie. Nie miały litości ani nie okazywały współczucia. Były niczym bezduszne maszyny - liczył się tylko cel.
Autorka "Sprawczyń" w kolejnych rozdziałach swojej książki ukazuje rolę kobiet w różnych dziedzinach życia. Przestawia sylwetki tych, które przeszły do historii jako wyjątkowo okrutne i sumienne. Ich sumienia zamarły, a czyny zasługują na wyjątkowe potępienie i karę. Niestety wiele z nich od niej się wymigało.
Książka wywołuje sporo emocji. Z każdą przeczytaną kartką coraz bardziej nurtowało mnie pytanie do czego może być zdolny człowiek? Skąd w kobietach było tyle zła, zawiści i okrucieństwa ? Co zaślepiło im zdrowy rozsądek i sumienie ? Jak matki wychowujące własne dzieci mogły być tak okrutne wobec tych uwięzionych w obozach ? Prawda historyczna jest smutna, a statystyki okrutne.
Książka "Sprawczynie" jest pozycją napisaną bardzo rzetelnie i sumiennie. Trudny i bolesny temat został potraktowany bardzo wnikliwie. Lektura z pewnością zaciekawi osoby interesujące się historią XX wieku i okresem II wojny światowej.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński.
wtorek, 29 maja 2012
Susan Wiggs "A między nami ocean..."
Wydawnictwo Harlquin
data wydania maj 2012
stron 464
ISBN 978-83-238-8364-7
"Bo męska rzecz być daleko, a kobieca wiernie czekać.............."
śpiewała w piosence "Jeszcze się tam żagiel bieli" Alicja Majewska. No właśnie jak trudno kochać na odległość......... Jak trudno być żoną mężczyzny, którego praca, będąca służbą na rzecz ojczystego kraju wymaga częstego opuszczania domu i wyjazdów na kilka miesięcy ! Jak wielką siłę muszą mieć żołnierskie żony i jak stalowe nerwy !
Najnowsza powieść Susan Wiggs opowiada o pewnej amerykańskiej rodzinie, ale nie jest to typowa, przeciętna familia. Jej życie biegnie po dwóch torach. Steve pracuje na lotniskowcu na rzecz Penatgonu. Jest żołnierzem, którego służba wymaga częstych wyjazdów. Jego najbliżsi skazani są na częste przeprowadzki. Mimo to mija już 20 lat od kiedy Steve i Grace powiedzieli sakramentalne "tak". Mają trójkę świetnych dzieci, które już prawie wkraczają w dorosłość. I nagle w ich związku zaczyna coś szwankować. Oboje małżonkowie nadal się kochają, ale czują, że stają się sobie coraz bardziej obcy, ich drogi życiowe jakby zaczynały się rozchodzić.
Grace po 20-stu latach bycia wzorową żoną czuje się zmęczona nieustanną troską o dzieci i dom. Jest samotna i bardzo chce przestać żyć wyłącznie życiem swego partnera i dzieci - chce mieć coś tylko swojego. Marzy o pracy zawodowej i posiadaniu na stałe domu. Wydaje się, że z każdym dniem drogi jej i męża coraz bardziej się rozchodzą. Dodatkowo w tak trudnym momencie na Bennettów spada nieoczekiwana nowina o pewnym przystojnym młodym mężczyźnie .............
Czy Grace i Stevowi uda się uratować małżeństwo przez rozwodem ? Jakie drogi życiowe wybiorą ich dzieci ? Czy wypadek Steva uświadomi jemu i jego żonie czego naprawdę chcą w życiu ?
Czy Grace i Stevowi uda się uratować małżeństwo przez rozwodem ? Jakie drogi życiowe wybiorą ich dzieci ? Czy wypadek Steva uświadomi jemu i jego żonie czego naprawdę chcą w życiu ?
Już dawno nie czytałam tak wzruszająco i subtelnie napisanej powieści obyczajowej. Książka nie jest słodkim romansidłem o cukierkowej miłości. To opowieść o uczuciu, które już wiele przeszło i na wiele prób było wystawione.Tym razem płomyk miłości łączącej od dwudziestu lat Grace i Steva zaczyna niebezpiecznie drżeć. Wiatr, który go osłabia na pewno powoduje ciężar brzemienia jakie od wielu lat dźwiga Grace. Autorka naprawdę doskonale wyrysowała piórem postać żony żołnierza, któremu służbna nie drużba i która zabiera go rodzinie na długie tygodnie. W tym czasie na Grace spada grad obowiązków, których nie ma z kim podzielić na pół. Do tego dochodzi jeszcze tęsknota i troska o partnera, którego praca do bezpiecznych nie należy. Stres, konieczność ciągłego podporządkowania się losowi i stawiania siebie na ostatnim miejscu robi swoje. Rodzi się frustracja, chęć odmiany i stworzenia sobie świata , którego centrum byłaby tylko Grace. Bardzo podziwiałam tę bohaterkę za dzielność i odwagę, za umiejętność czekania i świetnie radzenie sobie z nawałem spraw.
Wiggs słusznie podkreśla, że o tym czego naprawdę chcemy dowiadujemy się w trudnych i bolesnych chwilach, kiedy wali na się na głowę cały świat. Ból i trwoga bywają doskonałym doradcą. Tytuł powieści to bardzo trafnie dobrana przenośnia - oceanem dzielącym dwa bliskie sobie serca może być nie tylko olbrzymia ilość wody i przestrzeń. Może to dopaść nawet najbardziej udany i długoletni związek. Łatwo się w życiu pogubić, zwłaszcza, gdy przeżywa się tyle chwil rozłąki jak Bennettowie.
Powieść przeczytałam jednym tchem. Nie obyło się bez wzruszenia i zmoczenia chusteczki. Nie jest łatwo mieć męża na służbie. Chylę głowę przed żonami takimi jak główna bohaterka powieści Wiggs i podziwiam te kobiety, które decydują się na takie związki. Nie wiem, czy mnie staczyłoby sił i czy bym się nie załamała. Być może umarłabym z tęskonty.
Wspaniała historia z życia wzięta, którą warto przeczytać.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Pani Monice z Wydawnictwa Mira/Harlequin.
poniedziałek, 28 maja 2012
Dlaczego nie wracam ......
Czas na post, w którym będzie troszkę prywaty. Tym razem napiszę, czemu tak bardzo rzadko wracam do książek, które przeczytałam. Generalnie to w moim kręgu zainteresowań jest tyle lektur z różnych gatunków, które lubię, że i tak nie nadążam, za przeczytaniem tego na co mam ochotę. Ale to dobrze, a nawet bardzo dobrze, że rynek wydawniczy jest tak bardzo bogaty i tyle ciekawych pozycji ukazuje się na księgarskich półkach.
Jest jeszcze druga przyczyna mojego omijania przeczytanej już książki. Jakieś 12 lat temu całkowitym przypadkiem wpadła w moje łapki wspaniała powieść " Róża i morze". Dwutomowa gruba książka historyczno-obyczajowa zachwyciła mnie na amen. Czytałam i nie mogłam się oderwać. Wypieki nie zchodziły z twarzy, a mnie nie obchodził cały świat. W tym czasie oczywiście jeszcze nie pisałam bloga, ale to, co przeczytałam zapisywałam sobie w zeszyciku. Ocena wspomnianej wyżej książki była oczywiście najwyższa i to z podkreśleniem. Za kilka lat czekał mnie generalny remont - bycie w domu z ekipą robotników w piękny letni czas. Pomyślałam, że aby to przeżyć trzeba się zakamuflować w jakiś spokojnym kątku z dobrą książką. Wybór padł na "Różę i morze". Pomyślałam, że jeszcze raz prześledzę dzieje rodziny Loitzlów. Przeczytałam, ale tym razem książka wydała mi się po prostu przeciętna i nieco chwilami nudnawa. Jak to możliwe ? Zadawałam sobie pytanie wielokrotnie ! Po pewnym czasie doszłam do wniosku, że chyba zmieniają mi się czytelnicze gusta, mam zbyt dobrą pamięć i raczej nie powinnam wracać do przeczytanych książek. Taka moja czytelnicza uroda.
Jest jeszcze druga przyczyna mojego omijania przeczytanej już książki. Jakieś 12 lat temu całkowitym przypadkiem wpadła w moje łapki wspaniała powieść " Róża i morze". Dwutomowa gruba książka historyczno-obyczajowa zachwyciła mnie na amen. Czytałam i nie mogłam się oderwać. Wypieki nie zchodziły z twarzy, a mnie nie obchodził cały świat. W tym czasie oczywiście jeszcze nie pisałam bloga, ale to, co przeczytałam zapisywałam sobie w zeszyciku. Ocena wspomnianej wyżej książki była oczywiście najwyższa i to z podkreśleniem. Za kilka lat czekał mnie generalny remont - bycie w domu z ekipą robotników w piękny letni czas. Pomyślałam, że aby to przeżyć trzeba się zakamuflować w jakiś spokojnym kątku z dobrą książką. Wybór padł na "Różę i morze". Pomyślałam, że jeszcze raz prześledzę dzieje rodziny Loitzlów. Przeczytałam, ale tym razem książka wydała mi się po prostu przeciętna i nieco chwilami nudnawa. Jak to możliwe ? Zadawałam sobie pytanie wielokrotnie ! Po pewnym czasie doszłam do wniosku, że chyba zmieniają mi się czytelnicze gusta, mam zbyt dobrą pamięć i raczej nie powinnam wracać do przeczytanych książek. Taka moja czytelnicza uroda.
sobota, 26 maja 2012
Aleksander Sowa "Modliszka"
Wydawca Aleksander Sowa
data wydania 2012
stron 212
ISBN 978-83-932553-4-4
O toksycznej, a nie romantycznej miłości.
To już trzecia książka Pana Sowy, którą przeczytałam. Cóż, po olbrzymim zachwycie nad powieścią "Umrzeć w deszczu" spodziewałam się kolejnej wyśmienitej książki. Ale się rozczarowałam i to dość znacznie. Sam pomysł na fabułę nie jest zły, ale sposób napisania tej powieści bardzo mnie rozczarował. Miałam wrażenie jakby pisano ją gdzieś na wczoraj, na kolanie w szybkim tempie.
Główny bohater książki to dusza artystyczna - Maksymilian Szulc jest pisarzem, malarzem i fotografikiem. Jego pasją są ponadto szybowce i skoki spadochronowe. Małżeństwo Maksa z Anią rozpada się. Ona w Dublinie, on w Opolu. Związek na odległość nie sprawdza się. Maks czuje się samotny i uwikłuje się w bardzo, ale to bardzo destrukcyjną znajomość z Weroniką. Wydaje mu się, że poznał kobietę swego życia. Ale to tylko pozory. Pozory, które bardzo mylą............
Nie mogę stwierdzić jednoznacznie, że "Modliszka" mi się spodobała, bo tak naprawdę spodobały mi się tylko fragmenty, kiedy akcja rozgrywa się w Tatrach. Opis wycieczki Weroniki i Maksa jest świetny. Reszta jakoś nie bardzo. W czasie czytania męczyły mnie zbyt profesjonalne opisy spraw związanych z lotnictwem i medycyną. W książce jak na mój gust erotyka jest zbyt ostra. Osobiście nie mam nic przeciwko scenom pełnym seksu, ale tu jest on przedstawiony zbyt wulgarnie. Razi mnie częste używanie dość ostrych słów związanych z miłością fizyczną.
Czytanie utrudniały mi błędy stylistyczne, literówki i jeden ortograficzny. Miałam uczucie jakbym czytała egzemplarz dopiero przed korektą. Nie porwała mnie ta historia, nie polubiłam bohaterów, nie udzieliło mi się jakieś szczególne napięcie ani emocje.
Owszem zdaję sobie sprawę z istnienia kobiet typu Weroniki, ale ich postępowanie jest mi zupełnie obce. Mam całkowicie inny charakter i nie pojmuję co kręci takie dziewczyny w zachowaniu nawet gorszym niż panie pracujące ciałem.
Tym razem więc nie pochwalę Pana Sowy, ale liczę, że przeczytam jeszcze książkę jego pióra na miarę mistrzostwa "Umrzeć w deszczu".
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorowi.
piątek, 25 maja 2012
Stosik recenzyjno-biblioteczny
Zbliża się Euro ! Nie będę oglądać - nie mam kompletnie ochoty i dlatego poszukałam sobie interesujących pozycji na bibliotecznych półkach. Oprócz tego dwie książki przyniósł Pan Listonosz. Zatem w stosiku Susna Wiggs " A między nami ocean" od Pani Moniki z Miry
Marta Grzebuła "Epizod na dwa serca " od Autorki
A z biblioteki :
Monika Szwaja "Gosposia prawie do wszystkiego"
Marek Harny " Wszyscy grzeszą"
Michał Kruszona "Uganda"
Marek Krajewski "Erynie"
Jan Grzegorczyk "Trufle"
Katarzyna Krenz " W ogrodzie Mirandy"
Cóż pogoda nie najlepsza - zatem czytanie w domu nie w plenerze. Ale trudno się mówi. Może się aura poprawi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































