wtorek, 16 sierpnia 2022

Paweł Głuszek "Laboratorium zagłady. Mroczny sekret klasztoru Urszulanek."

 


Wydawnictwo Znak Horyzont
data wydania 2022
stron 256
ISBN 978-83-240-8737-2

Mroczny sekret klasztoru, który mógł zmienić losy wojny

Każda epoka historyczna ma swoje tajemnice i sekrety. Niektóre z nich wychodzą na światło dzienne po wielu latach, inne na zawsze pozostają okryte całunem tajemnicy. Dziś chciałabym zachęcić Was do przeczytania pewnej wspaniałej książki, która wyjawia pewne fakty z czasu II wojny światowej. Nim wzięłam do ręki ten tytuł nie miałam zielonego pojęcia co działo się w małej wiosce niedaleko Poznania w latach 40-tych XX wieku. Gdy skończyłam lekturę w pełni dotarło do mnie co mogli dokonać naziści gdyby mieli więcej czasu. 
Klęska w planach podboju i niepowodzenia na placu bitew były katalizatorem, który odpalił i uruchomił wszelkie bestialskie mechanizmy. Niemcy byli gotowi na wszystko, nie mieli żadnych skrupułów, a ich szaleństwu nie byłoby końca. I wojna, która opanowała cały świat w ubiegłym stuleciu mogłaby mieć całkiem inny przebieg. Na szczęście zabrakło czasu by powszechnie i na szeroką skalę fani Hitlera użyli broni biologicznej. 

Pokrzywno niedaleko Poznania było w latach 20-tych XX wieku małą wioską w której znajdował się klasztor sióstr Urszulanek. Zakonnice żyły modląc się i pracując prowadząc gospodarstwo rolne. W okresie wojny Niemcy zaanektowali ich siedzibę i oficjalnie chcieli tu umiejscowić instytut badawczy do walki z rakiem. W rzeczywistości planowali tu stworzyć ośrodek medyczny, który pracowałby nad bronią biologiczną, która miałaby być użyta w czasie wojny oraz nad zabezpieczeniem przed skutkami tejże broni. Na terenie Pokrzywna miały mieć miejsce eksperymenty medyczne prowadzone na zwierzętach i ludziach, a także prace nad rozmnażaniem bakterii wąglika, tyfusu, dżumy oraz szczepionkami. To, co planowali wcielić w życie naziści budzi grozę i strach. Skutki ich działań mogły być tragiczne dla ludzkości i losów wojny. 
Na czele placówki stał dr Blome, któremu podlegali świetni specjaliści w swojej dziedzinie. Niemcy nie żałowali pieniędzy na swój projekt i za wszelką cenę chcieli zrealizować swoje plany. 

Ten tytuł to doskonała pozycja, którą czyta się z wypiekami na twarzy i gęsią skórką na ciele. Jej Autor w sposób dogłębny przedstawia fakty i szczegóły. W trakcie prac nad książką był zdeterminowany i z aptekarską precyzją zebrał materiał by zaznajomić Czytelnika z mrożącymi krew w żyłach faktami. Ta publikacja jest bardzo ciekawa, fascynuje i przeraża równocześnie. Czyta się ją niczym najlepszą sensację. Z jej kart bije szaleństwo naukowców i nazistów, które mogło mieć opłakane skutki. 
Paweł Głuszek pokazuje genezę powstania i upadku projektu w Pokrzywnie, skupia się na życiorysach ludzi, którzy go tworzyli, pokazuje ich dalsze losy po skończeniu działań wojennych. 
To, co miało miejsce po maju 1945 roku przeraża tak samo mocno. Pokazuje, że polityka jest bezwzględna, ale i jest w stanie przebaczyć w imię pewnych idei wiele. Bo to, że Amerykanie czy Rosjanie chcieli współpracować z kimś takim jak dr Blome szokuje, ale i pokazuje pewne mechanizmy. 

To bardzo dobra książka w swoim gatunku. Tekst uzupełniają zdjęcia. Z tytułu bije groza, a lektura wyzwala szokujące wnioski. I najgorsze jest to, że historia wielokrotnie udowodniła, że lubi się powtarzać. Oby nigdzie na świecie nikt nie stworzył placówki na wzór tej, o której napisał Paweł Głuszek. 





czwartek, 11 sierpnia 2022

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2022
stron 496
ISBN 978-83-8295-108-0
seria Perska Miłość tom VIII



Miłość nie zawsze jest słodka i spełniona


„Perska wytrwałość” to ósmy tom cyklu Perska miłość napisanego przez Lailę Shukri, którego główną bohaterką jest Polka o imienu Joanna. Ta piękna kobieta wiele lat wcześniej studiując turystykę otrzymała stypendium językowe i wyjechała do Kuwejtu, gdzie spotkała swoją miłość.

Minęło wiele lat. Asia jest obecnie żoną Alego i matką dwóch córek. Właśnie przygasa pandemia i obostrzenia związane z wirusem covid-19. Po wielu dniach lockdownu świat wraca do normalności. Ludzie znów mogą się spotykać, podróżować, pracować. Mąż Joanny wraz z Hamidem znów prowadzi swoje interesy. Panowie mają do załatwienia pewne zawodowe sprawy na Malediwach i przy okazji służbowych wojaży zamierzają zabrać na piękne wyspy swoje rodziny, a pracę połączyć z wypoczynkiem.

Joanna kompletnie nie ma ochoty na wakacje w towarzystwie męża. Ich małżeństwo już od dawna jest fikcją i zarazem koszmarem z którego chętnie by się uwolniła by wpaść w ramiona młodszego i przystojnego Dżasima. Tę parę połączył słodki, zakazany i ognisty romans. Niestety Asia jako posłuszna połowica dociera na przepiękne wyspy na których czeka ją pewna bardzo miła niespodzianka. Jak udadzą się wakacje? Czy stosunki Polki i jej arabskiego męża ulegną poprawie? Czy może raczej kobieta zbierze się na odwagę i rozpocznie życie u boku innego mężczyzny?

Lektura tej powieści to była kolejna wyśmienita podróż do egzotycznego świata. Tym razem jako czytelnik znalazłam się na Malediwach, gdzie w przepięknej scenerii przyszło śledzić mi dalsze losy Joasi i jej rodziny. Fabuła opierała się na kontrastach - pięknej przyrody i nieudanego związku w którym kobieta cierpi i jest źle traktowana. Miłości małżeńskiej, która wyblakła i zmieniła się w piekło, oraz tej zakazanej, lepszej, namiętnej i idealnej. Treść książki mnie porwała i okazała się bardzo emocjonująca. Tytuł czyta się lekko, lektura wciąga od samego początku, a jej treść pokazuje odmienne arabskie realia, a zarazem przekonuje, że wszędzie na świecie ludzie mają podobne problemy uczuciowe i rozterki miłosne. Nowe uczucie dla nieszczęśliwej małżonki jest z jednej strony ratunkiem, zaś z drugiej niebezpieczeństwem, które może całkowicie zburzyć jej świat. Asia mocno ryzykuje, choć przecież nie ma pewności, że ktoś nowy będzie lepszy. Jej postawa i odwaga cywilna są magnesem, który przyciąga do czytania i wzbudza ciekowość jak cała historia się zakończy.

Powieść ma wiele walorów. Należą do nich niewątpliwie piękne opisy miejsc gdzie rozgrywają się kolejne sceny, ciekawa fabuła, specyficznie wyrysowane postacie i zwroty akcji, które nie zawsze można przewidzieć. Nie brakuje emocji, pikanterii, uczuciowych dylematów i zwyczajnych kobiecych problemów, które tak bardzo przyciągają nas do prozy kierowanej zwłaszcza do płci pięknej.

Ósmy tom doskonałej serii w niczym nie ustępuje swoim poprzednikom. Idealnie dopasowuje się do klimatu cyklu, kontynuuje wątki, które pojawiły się we wcześniejszych książkach i je rozwija. Nie oznacza to, że możemy go czytać tylko i wyłącznie znając całość. Po „Perską wytrwałość” możemy sięgnąć także wtedy, gdy nie znamy wcześniejszych losów głównej bohaterki. Autorka pisze tak wyraziście, że szybko połapiemy się w treści.

Reasumując po raz kolejny wtopiłam się w egzotyczno-arabski świat, nacieszyłam wyobraźnię pięknymi widokami, spędziłam czas z dobrze już znanymi postaciami i doskonale się zrelaksowałam. Książkę, jak i cały cykl polecam miłośnikom Orientu i dobrej literatury kobiecej.

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Krzysztof Potaczała "Tak blisko, tak daleko"

 



Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2022
stron 424
ISBN 978-83-8295-082-3

Bieszczadzkie wczoraj i dziś


Bieszczady to niezwykła i magiczna kraina geograficzna na której druga wojna światowa odcisnęła mocne i bolesne piętno. Te tereny od 1939 roku bezpowrotnie zmieniły swoje oblicze. Świat, który istniał rozpłynął się we mgle. Nowe granice podzieliły Bieszczady na dwie części, które zaczęły żyć całkiem innym rytmem. Wskutek różnych okoliczności i Akcji Wisła ta kraina wyludniła się i zdziczała. Przestały istnieć wsie i miasteczka, a ich tereny w swoje władanie przejęła dzika natura. Dziś, po kilkudziesięciu latach, gdy się dokładnie przypatrzymy to znajdziemy jeszcze ślady przeszłości. Resztki fundamentów chat zwanych chyżami, zdziczałe sady, pojedyncze groby i rozrzucone krzyże. O ile polskie Bieszczady stały się perłą turystyki, o tyle ich ukraińska obecnie, a kiedyś radziecka część ma całkiem inne oblicze.


Wędrując szlakami prowadzącymi połoninami, stawiając nogę na polskich bieszczadzkich szczytach, podążając ku źródłom Sanu zobaczymy piękne tereny leżące już poza granicami naszego kraju, które są tylko pozornie tak bardzo blisko, które wydają się być na wyciągnięcie ręki. W umyśle zakiełkuje pragnienie by je poznać, zobaczyć z bliska, jednak jest to niemożliwe. Nie ma wspólnych szlaków dla których nie istnieją granice, nie ma przejść turystycznych, a oglądane tereny są tak naprawdę bardzo daleko. To właśnie na wycieczkę w czasie po nich zaprasza w swojej najnowszej książce Krzysztof Potaczała, który jak żaden inny Autor pisze o Bieszczadach z miłością i prawdziwą atencją. Zagłębiając się w jego tytuł odkryjemy świat, którego już nie ma, który odszedł niestety do lamusa, a który pamiętają już tylko nieliczni jego mieszkańcy sędziwi wiekiem. On żyje jedynie we wspomnieniach, pokrytych kurzem zdjęciach i pamięci potomków tych, dla których przed wojną to była ich mała ojczyzna.


Autor publikacji odgrzebuje pogrzebaną rzeczywistość i pokazuje świat w którym Bieszczady były jednością. Tętniły życiem, kojarzyły się z rozwijającą się gospodarką i raczkującą turystyką. Ich walory doceniano i próbowano popularyzować. To był czas, kiedy obok siebie funkcjonowały trzy narodowości – polska, żydowska i rusińska. Wydawałoby się, że owe Bieszczady to kraina idylliczna, jednak jej spokój zburzyła wojna i podziały. Krzysztof Potaczała genialnie ukazuje ewolucję i metamorfozę jakich doznały te tereny, a skupia się głównie na części która nie należy już do Polski po ustaleniu nowych granic (które były po wojnie korygowane). Dziś Bieszczady polskie i ukraińskie dzieli przepaść. Gospodarcza, strukturalna, ekonomiczna. Po tamtej stronie wydaje się jakby czas się zatrzymał. Stanął w miejscu i zabronił wstępu nowoczesności i nowym technologiom. Ludzie, poza niezbyt licznymi wyjątkami, żyją jak w ubiegłym stuleciu. Młodzi opuszczają rodzinne strony i wyjeżdżają za lepszym jutrem na Zachód. Starzy żyją biednie, bez widoków na lepsze, z niewiarą by coś mogło zmienić się na lepsze.


Ten genialny reportaż bez ogródek pokazuje dziś i wczoraj. Bez upiększania i koloryzowania przybliża stosunki pomiędzy Polakami i Ukraińcami. O ile wczoraj żyli oni blisko ze sobą, o tyle dziś różni nas bardzo wiele, a świadomość historyczna naszych sąsiadów niekiedy obiega od tego, co myślą Polacy.

Zagłębiając się w tekst obfitujący w mnóstwo ciekawostek i relacji naocznych świadków przemierzamy miasteczka i wsie, spoglądamy na przeszłość z nostalgią i sentymentem mając świadomość, że ona nigdy już nie wróci. Odwiedzamy miejsca mało uczęszczane i niedostępne, szukamy śladów przeszłości, która z tymi terenami obeszła się wyjątkowo bestialsko i brutalnie. Gołym okiem widać, że czas zabliźnia rany, a przyroda maskuje dawną działalność człowieka. Mimo tych zmian nie można zapomnieć tego, co było i tych, którzy tu kiedyś żyli i pracowali. Nie można zapomnieć historii, która jest niestety smutna i tragiczna.

Krzysztof Potaczała wyraziście pokazuje tamtejsze wczoraj i dziś, czasy przedwojenne, wojnę i rzeczywistość komunistyczną, aż wreszcie sięga ku teraźniejszości i okresowi rosyjsko-ukraińskiego konfliktu.

Ten tytuł czyta się wyśmienicie. Przy jego lekturze traci się poczucie czasu, a przed oczami przesuwają się żywe i przemawiające obrazy. Są one wymowne i bardzo plastyczne. Ta publikacja ma klimat i głęboki przekaz. Staje otwarcie z prawdą, nie koloryzuje, ale z szacunkiem przybliża to, co działo się na bieszczadzkiej ziemi przez szereg lat. To bardzo wartościowa i cenna lektura nie tylko dla ludzi kochających Bieszczady, ale i tych, których interesuje współczesna historia i stosunki polsko-ukraińskie. Tytuł nie ma sobie równych, to arcydzieło, które z serca gorąco polecam.  




niedziela, 31 lipca 2022

Laia Aguilar "Wolfgang (Niezwyczajny)


Wydawnictwo Widnokrąg 
data wydania 2022
stron 208
ISBN 978-83-96738-8-8

Świat oczami autysty

Autyzm do niedawna był dla wielu z nas tajemnicą. Nie mówiono o nim, chowano go pod dywan, traktowano jako coś wstydliwego o czym nie powinno być głośno. Na szczęście to się zmieniło, choć nadal zbyt wiele mitów o autyźmie funkcjonuje. Dzięki przesyłce pr-owej, której się totalnie nie spodziewałam dotarła do mnie pewna książka. Choć śledzę rynek wydawniczy nie miałam pojęcia o jej pojawieniu się na księgarskich półkach. Nie była zbyt rekomendowana ani reklamowana. A to naprawdę ogromny błąd, a tytuł jest naprawdę niesamowity, wartościowy i ma w sobie wyjątkowy przekaz. Jestem pewna, że ta publikacja powinna dotrzeć do każdego człowieka by objawić mu swoje wnętrze. Jej treść bowiem pokazuje świat oczami autystycznego dziecka, zaledwie 11-letniego chłopca, któremu życie mocno się skomplikowało. 

Co jest w tym nietuzinkowego? To, że dziecko autystyczne widzi rzeczywistość nieco inaczej niż jego rówieśnicy nie mający nic wspólnego z autyzmem. Widzi dojrzalej, mocnej i wyraźniej. I to my, czytelnicy, możemy odczuć to na swojej skórze, a tym samym zrozumieć czym tak naprawdę jest bycie autystą. 

Wolfgang nosi imię po słynnym kompozytorze, sam też kocha muzykę i marzy o nauce w prestiżowym konserwatorium. Jest wychowywany przez samotną matkę, która dopinguje swojego ukochanego synka w realizacji jego marzeń. Ojciec nie jest wcale obecny w życiu nastolatka, ale pewnego dnia to się zmienia. Matka Wolfganga nagle umiera, a on sam wskutek woli rodzicielki trafia pod opieką ojca, którego praktycznie nie zna i który jest dla niego obcym mężczyzną. Jak potoczą się ich losy? 

Lektura tej powieści była dla mnie czymś niezwykłym, sporym przeżyciem i doświadczeniem emocjonalnym. Ta książka otworzyła mi oczy na świat, którego nie znałam. Czytałam z atencją i wzruszeniem. Opisane sceny zapierały mi oddech, czułam się jakbym weszła do tajemnego ogrodu. Od tej lektury autyzm jest dla mnie czymś innym niż był. Jest cechą a nie przypadłością. Jest czymś zwyczajnym, jest czymś oswojonym. Kurtyna opadła, cienie objął blask światła. 
Ta książka wbija w fotel, wzrusza, dostarcza cennej życiowej lekcji, pokazuje odmienność nie piętnując jej. I powiem wprost powinna być lekturą dla młodzieży by obalić mity o autyźmie, które zbyt mocno dotykają tych, którzy są autystami. Gorąco polecam. 



 

środa, 27 lipca 2022

Katarzyna Zyskowska "Szklane ptaki"



Wydawnictwo Znak litera nova
data wydania 27 lipca 2022
stron 416
ISBN 978-83-240-8344-2

O pięknej i tragicznej miłości, którą zabiła wojna

Moi Drodzy!

Napisałam już w swoim życiu setki recenzji, ale chcąc Wam opowiedzieć o najnowszej książce Katarzyny Zyskowskiej czuję ogromną tremę. Nie jest mi łatwo, bo boję się, że nie będę w stanie słowami oddać w pełni jej geniuszu . A jest ona przepiękna, smutna i romantyczna, eteryczna, bardzo intymna i chwytająca za serce. Mało który Autor potrafiłby słowami tak cudownie opowiedzieć dzieje jednego z najbardziej utalentowanych polskich poetów, który oddał życie w obronie Ojczyzny. 

"Szklane ptaki" to zbeletryzowana biografia Krzysztofa Kamila Baczyńskiego oraz jego żony i matki. Dwóch najbliższych mu kobiet, które niewątpliwie go kochały, ale jedna z tych miłości była niestety toksyczna. Obie były prawdziwe i nieudawane. Jednak nie mogły obok siebie w zgodzie ze sobą współistnieć i funkcjonować. Rywalizacja nie wychodziła im na zdrowie i utrudniała i tak paskudną rzeczywistość.

Krzysztof zakochał się nagle i niespodziewanie, mocno i na poważnie. Z ukochaną Basią dość szybko zdecydowali o tym, że chcą wziąć ślub. Rodziny obu stron nie były zachwycone. Zwłaszcza matka przyszłego pana młodego. Zaborcza Stefania Baczyńska wpadła dosłownie w czarną rozpacz. I nie chodziło jej o argumenty, że wojna i ciężkie czasy. Dla niej ożenek syna równał się z jego utratą. Tragizowała jakby jej ukochany Krzyś miał być dla niej stracony bezpowrotnie. Basi przyszło mierzyć się z teściową z piekła rodem, tajnymi studiami, działalnością męża w konspiracji, ale i utratą bliskiej istoty, okropnościami wojny i śmiercią młodych ludzi, których znała. Jeśli jesteście ciekawi losów tego małżeństwa, jeśli chcecie odkryć osobę znanego poety jakiego do tej pory nie znaliście zapraszam do lektury powieści od której ja nie mogłam się oderwać. 

Czytając chłonęłam wojenną rzeczywistość, ludzkie losy naznaczone śmiercią i tragedią. Nie będę ukrywać, że z moich oczu płynęły łzy. Dużo łez. Bo w tej historii jest tak wielka moc tragizmu, okrutności losu, a zarazem piękna i romantyzmu. Ci młodzi ludzi nie mieli czasu na szczęście, dlatego każdą chwilę życia wyszarpywali by poczuć to, co byłoby im dane bez pośpiechu w czasie pokoju. 
Narracja tytułu jest trzyosobowa. Autorka oddaje głos każdej z trzech głównych postaci. Każdemu z trojga bohaterów pozwala przedstawić swoje myśli, pragnienia, marzenia. Wyżalić się, wyspowiadać z tego, co ich boli, co rani. Dzięki temu na całą rzeczywistość patrzymy z trzech stron, a każda z nich jest inna i odmienna.

Raz po raz przyrównywałam parę Baczyńskich do historii Romea i Julii, To byli dla mnie tacy wojenni Capuletti, którzy poczuli smak prawdziwego uczucia. Niestety los szybko im je zabrał, a parę złączyła dopiero śmierć i grób. W wielu momentach lektury zastanawiałam się jak Basia i Krzyś spędziliby ze sobą życie gdyby nie wojna, czy ich miłość by nie zgasła, czy nie pogubiliby się w wirze życia. 

Ta książka nie ma minusów i wad. Jest niecodzienna i niesztampowa. Eteryczna, delikatna i brutalna zarazem, pełna uczuć i namiętności, ale i prozy życia, która ma to do siebie, że bywa okrutna. Czytałam ją z prawdziwą przyjemnością, a lekturze towarzyszył tak wielki ogrom emocji, że nie wygasały one do dziś. Myślę, że refleksje z lektury długo zostaną w mojej głowie, a ja tę publikację zapamiętam na zawsze. Z serca Wam ją polecam. To wyjątkowa książka po którą musicie sięgnąć. Koniecznie znajdźcie dla niej czas i zatopcie się w jej treści.


 

niedziela, 10 lipca 2022

Marcel Moss "Mój ostatni miesiąc"



Wydawnictwo Filia
data wydania 2022
stron 336
ISBN 978-83-8195-946-9

Życie trwa do ostatniego oddechu

Moją literacką przygodę z prozą Marcela Mossa rozpoczęłam od jego najnowszej powieści, która zalicza się do kręgu literatury młodzieżowej. Zagłębiając się w pierwsze strony tej książki nie miałam jednak pojęcia jak bardzo ta lektura mną wstrząśnie, jak bardzo dotknie mnie jej treść, jak moja dusza zostanie emocjonalnie poturbowana. Tak, to było ogromne czytelnicze tornado wrażeń, a czytaniu towarzyszyły potoki łez, które niekiedy przesłaniały litery. Stało się tak dlatego, że Autor w swoim dziele odważnie poruszył wiele bardzo trudnych tematów, które nie są przyjemne i bolą osoby, których dotykają.

Akcja książki rozgrywa się przez dłuższy czas w hospicjum do którego trafiają pacjenci onkologiczni którym medycyna nie jest w stanie już w żaden sposób pomóc. Właściwie ich dni są już policzone, ale oni nadal żyją i mają prawo spędzić schyłek swojej ziemskiej drogi najlepiej jak tylko można. Ci ludzie mogą przecież przeżyć jeszcze piękne chwile, spełnić swoje marzenia, odnaleźć przyjaciela lub kogoś bliższego. Kogoś, do kogo zabije mocniej ich serce. Miłość ma przecież prawo wstępu także tam, gdzie od czasu do czasu przychodzi śmierć.

„Mój ostatni miesiąc” to powieść, której głównym bohaterem jest młody chłopak ogromnie doświadczony przez życie. Miało to miejsce na tyle solidnie i boleśnie, że Sebastian szukał ucieczki oraz odskoczni i zapomnienia w świecie alkoholu i narkotyków. Po kolejnym ekscesie jego ojciec stracił cierpliwość i postanowił mu pomóc. Rodzic za wszelką chciał wyciągnąć swoje dziecko ze szponów nałogów i zaproponował synowi wolontariat w nietypowym miejscu - w hospicjum do którego trafiają ludzie w różnym wieku, a których choroba nie daje złudzeń na wyzdrowienie, a raczej na rychłą śmierć. Sebastian pogrążony w żałobie po nagłym odejściu mamy początkowo nie chciał o tym słyszeć. W końcu jednak zgodził się i rozpoczął kurs. Jak się okazało świat ośrodka w którym ludzie przygotowują się do śmierci bardzo go zaskoczył. Tam młody, zagubiony człowiek poznał wartościowych ludzi i odebrał bardzo cenną życiową lekcję. A za rogiem zaczaiło się na niego uczucie przed którym nie był w stanie się obronić...

Jeśli miałabym ocenić najnowszą powieść Marcela Mossa trudno jest mi dobrać przymiotniki idealnie wyrażające to, co czuję. W mojej duszy nadal panuje zamęt, myśli wciąż krążą wokół fabuły książki o której powiedzieć genialna to zdecydowanie za mało. Jestem przekonana, że nigdy nie zapomnę jej treści i bohaterów, którzy stali mi się bardzo bliscy. Każdy z nich jest boleśnie doświadczony przez życie i przeżywa trudny czas. Każdy z nich znajduje jednak siły by stanąć z samym sobą w prawdzie. Każdemu udaje się wycisnąć z życia to, co najlepsze. Każdy zasługuje na miano bohatera i na szczęście. Niestety okrutny los jest bezlitosny i cud się nie zdarza, jednak czytelnik dostaje bardzo cenne wskazówki i rady.

Na kartach tytułu poruszone są takie kwestie jak nagła, tragiczna śmierć, nieuleczalna choroba, odkrycie swojej tożsamości, ale i pojawia się wielka przyjaźń oraz miłość, która trwa wprawdzie krótko, ale jest prawdziwa i bezinteresowna.

Ta lektura to pozycja bardzo wzruszająca, przemawiająca i autentyczna. Wszystko jest w niej naturalne i życiowe. Czytając niejednokrotnie miałam wrażenie, że ta historia zdarzyła się naprawdę, jej Autor napisał dobry reportaż, a nie stworzył literacką fikcję, która narodziła się w jego głowie.

Los nie zawsze jest dobrodusznym reżyserem i pisze szczęśliwe scenariusze. My ludzie nie zawsze możemy być kowalami swego życia, nie zawsze możemy realizować swoje plany i marzenia. Czasem musimy się pogodzić z odgórnymi, nie zawsze sprawiedliwymi, wyrokami, ale zawsze dany nam czas możemy przeżyć najpiękniej jak tylko potrafimy. Zawsze możemy kochać i mieć przyjaciół. Tego właśnie uczy ta powieść, która bardzo mocno zawojowała moje wrażliwe serce. Gorąco polecam jej lekturę każdemu, kto ceni wartościowe propozycje na księgarskich półkach. Jestem pewna, że docenicie jej kunszt, wymowę i piękno. Ta książka jest trudna, ale naprawdę nadzwyczajna i zachwycająca. Przeczytajcie ją koniecznie. To emocjonalna petarda, która Wami całkowicie zawładnie.  





 

środa, 6 lipca 2022

Radosław Dąbrowski "Kryzys"


Wydawnictwo Oh book!
data wydania 2022
stron 304
ISBN 978-83-67094-08-5

Powrót do przeszłości

Jedna z moich ulubionych piosenek Marka Grechuty mówi, "że ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy". W dużej mierze się z tym zgadzam, nie można żyć tylko i wyłącznie tym, co było, nie można zamknąć się w kapsule czasu bez względu czy owa przeszłość była świetlana czy zła, ale... czasem w życiu układa się tak, że los funduje nam bez naszej zgody powrót do przeszłości. Niespodziewanie musimy wrócić do miejsca i rzeczywistości, którą kiedyś opuściliśmy. Bywa to bardzo różnym doświadczeniem, przeważnie skłania nas do refleksji, do zadumy nad tym co przeżyliśmy, nad sensem życia i codzienności. 
Takiego właśnie zawirowania doświadcza główny bohater powieści "Kryzys" Radosława Dąbrowskiego, którą przeczytałam dzięki uprzejmości jej Autora. Od razu zdradzę, że to było bardzo wymowne przeżycie, taki znak "stop" w codzienności od książki, która znalazła się w moich rękach. Lektura oderwała mnie od tej namacalnej rzeczywistości i przeniosła w bardziej metafizyczny byt, którego tak bardzo w dzisiejszym szalonym i pędzącym świecie brakuje. 

Andrzej jest mężczyzną po czterdziestce. Z ręką na sercu można o nim powiedzieć, że jest dobrym człowiekiem i przykładnym obywatelem. Pracuje jako wykładowca akademicki, ma dobry kontakt z młodzieżą, jest uczynny i pomocny, jest osobą wierzącą i nie posiada rodziny. Pewnego dnia dowiaduje się o śmierci ojca. To przykre wydarzenie powoduje konieczność powrotu w rodzinne strony, które opuścił na wiele lat. I tak jego noga staje w rodzinnej miejscowości po kilkudziesięciu latach nieobecności. Pogrzeb odbywa się jednak kilka dni później niż zakładał nasz bohater. Ten czas oczekiwania na ostatnie pożegnanie z rodzicem staje się dla Andrzeja niczym rekolekcje. 

"Kryzys" to książka nie tylko do przeczytania, ale i do przemyślenia oraz przestudiowania. To nie lekka powieść idealna dla relaksu na jeden wieczór. To tytuł, który zostanie w Waszym umyśle na dłużej. Będzie nurtował, odrywał od pędu życia, szukał odpowiedzi na pytania, które stanowią fundament ludzkiej egzystencji i bytu. Nie można zapominać o swoich korzeniach, przeszłość trzeba czasem odkrywać jak karty w pasjansie. Przeszłość, którą wydaje się, że już znamy i nie ma przed nami tajemnic bywa bogata w sekrety, których poznanie zmienia nas. Podróż by pochować ojca do miejsca, które jest przeszłością to w pewnym sensie metafora do podróży do własnego wnętrza, do samego siebie. Andrzej musi stanąć twarzą w twarz z samym sobą, a to bywa niekiedy trudne. Poprzez innych poznaje sam siebie, odkrywa coś, co drzemie w jego wnętrzu i jest warte odkrycia. 

"Kryzys" to lektura, która mnie nieco zaskoczyła. Nie spodziewałam się po tej książce aż takiej dojrzałości i wykwintności prozy. Tytuł jest napisany w sposób wyrafinowany i elegancki. Autor mocno i delikatnie operuje piórem, w ciekawy sposób kreuje bohatera, którego opisuje wręcz z aptekarską dokładnością. Przedstawia jego wnętrze, rozterki i dylematy. Obnaża go przez czytelnikiem stawiając niczym postać na cokole pomnika widoczną z wszystkich stron.
"Kryzys" to książka wrażliwa, intymna, delikatna, wręcz metafizyczna. W głównym bohaterze każdy z nas może odnaleźć cząstkę siebie, swojego ja. Czytanie wymaga skupienia i uwagi, oderwania się i otoczenia niczym szalikiem fabułą, ale naprawdę warto. To nie lektura komercyjna, ale tom, którym można się delektować. Powieść przemyślana, idealna dla wrażliwych, nieco sentymentalna. Z serca polecam. 

 

piątek, 1 lipca 2022

Monika Witkowska "Broad Peak. Darowane życie."



Wydawnictwo Słowne
data wydania 2022
stron 400
ISBN 978-83-8251-185-7

W górach droga do celu może być ważniejsza niż zdobycie szczytu!

Zawsze byłam zdania, że literatura wysokogórska jest niesamowita. Dzięki książkom z jej kręgu zwykłym zjadaczom chleba dane jest zakosztować pobytu na stokach i wierzchołkach najwyższych gór. W rzeczywistości trafiają tam nieliczni szczęściarze, którzy nie zawsze osiągają swój cel i nie zawsze szczęśliwie wracają do bazy. Po drodze do niej pechowcy czasem spotykają śmierć, która nieraz bywa nagła i niespodziewana.


Sięgając po raz kolejny po książkę o górach, wybrałam leżące w Pakistanie Karakorum, a moją przewodniczką była Monika Witkowska, która ma na swoim koncie Koronę Ziemi, zdobycie Everestu, Lhotse i Manaslu oraz liczne podróże lądowe i oceaniczne. Pierwotnie celem wyprawy miał być szczyt K2, ale wskutek pewnych komplikujących okoliczności pani Monice przyszło mierzyć się z Broad Peakiem, który jest dopiero dwunasty na liście ośmiotysięcznych kolosów, ale dość trudny i wymagający ze względu na warunki pogodowe, jak i swój kształt oraz specyficzną drogę, na której wspinacze spotykają dość nietypowy przedwierzchołek. Wielu wydaje się, że to już zwycięstwo, a okazuje się, że do właściwego szczytu jest jeszcze ponad godzina trudnej drogi.


Książkowa relacja Moniki Witkowskiej jest autentyczna, niesamowita i bardzo przemawiająca do wyobraźni. Od samego początku ta wyprawa była naznaczona trudnościami, takimi jak uzyskanie pozwoleń, tzw. permitów, rezerwacje czy skompletowanie ekipy wspierającej naszą polską himalaistkę. Wiele rzeczy wyjaśniało się w ostatniej chwili, wiele się nagle komplikowało, a dotarcie do bazy okupione było sporą dawką adrenaliny i nerwów. Tam autorka dotarła w towarzystwie grupy trekkingowej, z którą się pożegnała. Z chwilą dotarcia pod szczyt Broad Peaku zaczęła się górska przygoda, która miała na celu nie tylko wspinaczkowy sukces, ale i zebranie pieniędzy na nowy wózek inwalidzki dla Antka zmagającego się z dziecięcym porażeniem mózgowym.


Najnowsza publikacja Moniki Witkowskiej to nie tylko wyprawowy dziennik, jej treścią mogą zainteresować się także miłośnicy wojaży i czytelnicy lubiący podróżnicze przygody. Autorka nie ogranicza się tylko do pokazania zwyczajnej wyprawowej, i obozowej codzienności i– pokazuje coś jeszcze więcej niż tylko typową akcję górską zwaną łojeniem ściany. W tytule znajdziemy historię zdobywania Broad Peaku, do której Polacy dołożyli ogromną cegiełkę, mnóstwo wiadomości o Pakistanie, ciekawostki podróżnicze, historyczne i kulturowe, poznamy także ciekawych ludzi – współtowarzyszy autorki, innych wspinaczy i ludzi obsługujących wyprawy, zwiedzimy ciekawe zabytki i miejsca warte odwiedzenia. W tej wyprawie ważniejsza od celu okazała się droga, a nie sam szczyt, podczas której miało miejsce pechowe i bardzo dramatyczne zdarzenie. Autorka upadła, po czym zsunęła się około trzystu metrów w dół. Cudem udało się się wbić czekan przypięty do dłoni, wyhamować, a tym samym ocalić życie. Mimo dwóch prób ataku szczytowego Monika Witkowska nie postawiła stopy na szczycie góry, ale potwierdziła tezę, że w życiu zawsze coś dzieje się po coś.


Ta książka jest niesamowita. Czytałam ją jednym ciągiem przez kilka godzin, wpatrywałam się w liczne fotografie i przeżywałam wydarzenia tak mocno, jakbym była cieniem autorki przewodniczki. Wszystko wydawało mi się żywe i namacalne, zamykałam oczy i widziałam góry, a na policzkach czułam lodowate górskie powietrze, któremu nie dorówna żadne inne. To była ogromna literacka przygoda, to była kwintesencja wspinaczki, to były wyjątkowe chwile w świecie skał, lodu, śniegu i zimna. Ten tytuł to nie sucha relacja, to refleksje, przemyślenia i możliwość autentycznego obcowania z górami, które są nie tylko fenomenem geograficznym, ale i psychicznym oraz duchowym. Lektura napisana jest prostym językiem i niewyszukanym stylem, ale świetnie oddaje górski klimat oraz wszystko to, co się działo w umyśle i duszy autorki.


Kochani, koniecznie musicie sięgnąć po tę pozycję, bez względu na to, czy lubicie książki o górach, czy będzie to wasza pierwsza pozycja tego typu. Z pewnością przypadnie wam do gustu, zaciekawi i dostarczy wyjątkowych przeżyć. Gorąco polecam i życzę przyjemnej lektury.




 

sobota, 25 czerwca 2022

Lipcowa premiera na którą ogromnie czekam!!!


Wydawnictwo Flow
data premiery 13 lipca 2022
stron 368
ISBN 978-83-9539-756-1
 Gatunek: literatura obyczajowa, romans

Moi Drodzy! 

13 lipca 2022! Zapamiętajcie tę datę! W tym dniu ukaże się kolejna powieść Magdaleny Witkiewicz. Wyda ją Wydawnictwo Flow, a książka zapowiada się genialne! 

"Listy pisane szeptem" Magdaleny Witkiewicz to opowieść o miłości. O miłości nieco zapomnianej, takiej, którą przez lata przykrył kurz niedopowiedzeń, smutki i milczenia. Aż trudno poznać, co pięknego kryje się pod nim...

Karolina i Sławek są ze sobą tak długo, że już nie pamiętają tego dnia, w którym po raz pierwszy na siebie spojrzeli. Nie pamiętają również uczucia, które ich wtedy łączyło. Zapomnieli nawet o tym, by ze sobą rozmawiać. Ich dzieci wyjechały na studia, a brak czasu dla siebie jest wyłącznie wymówką. Oboje pod byle pretekstem spędzają wieczory przed komputerem i zanurzają się w wirtualnym, pozornie lepszym świecie. To tam znajdują kogoś, kto ich zawsze wysłucha, kto ich zawsze zrozumie i wesprze dobrym słowem.
Piszą listy. W sekrecie. Listy pisane szeptem.

Magdalena Witkiewicz, którą pokochaliście, przedstawia słodko-gorzką opowieść o tym, że czasem nie wystarczy posłuchać, ale trzeba też powiedzieć, bo nikt nie umie czytać w myślach. I nie tylko słowa, ale też uczucia są ulotne jak dmuchawiec – wystarczy powiew, by je bezpowrotnie stracić…
Ta historia z pewnością będzie miała dobre zakończenie. Pytanie tylko, czy będzie ono dobre dla Karoliny czy dla Sławka, a może dla zupełnie kogoś innego?"
____________
#magdalenawitkiewicz #wydawnictwoflow #bookstagram #listypisaneszeptem



 

czwartek, 9 czerwca 2022

Lucy Mound Montgomery "Ania z Zielonego Wzgórza"

 


Wydawnictwo MG

data wydania 2022

stron 528

ISBN 978-83-7779-812-6

Klasyk, który nigdy się nie zestarzeje!

Jak każdy czytelnik mam swoje ulubione książki. Mam swoje ulubione tytuły, do których lubię wracać i których nigdy nie mam dość. Część z tych książek czytałam w całości lub we fragmentach nawet kilkanaście razy. Wśród tych literackich perełek są lektury z różnych gatunków. Dziś zatrzymam się nad jednym z nich. Zrobię to z kilku powodów. 

Jestem przekonana, że wielu z Was doskonale kojarzy bohaterkę tego cyklu, ale być może w pokoleniu młodych moli książkowych znajdzie się ktoś, kto nie zaznajomił się jeszcze z rudowłosą Anią, która wiele lat temu zamieszkała na Zielonym Wzgórzu. Została adoptowana i pokochana przez swoich opiekunów, ale i przez całe pokolenia naszych babć i mam. Według powieści Lucy Mound Montgomery nakręcono serial emitowany na platformie Netflix. Ja jednak będę zachęcała do lektury książki także z racji tego, że Wydawnictwo MG przygotowało nowe ciekawie ilustrowane jej wydanie. Na zdjęciu powyżej widzicie jego okładkę. 

Rodzeństwo Maryla i Mateusz mając swoje lata szukają kogoś do pomocy w prowadzonym przez nich gospodarstwie. Myślą o chłopcu, który wzięty z sierocińca pomoże im w pracy fizycznej i osłodzi starość. Wskutek małego nieporozumienia do ich domu trafia rudowłosa dziewczynka, która ma mnóstwo piegów i bardzo oryginalną osobowość. 

Nie ma mocnych! Tej nastolatki nie da się nie pokochać, tak samo jak nie da się nie docenić tego pięknego, ilustrowanego wydania w twardej oprawie, które cieszy oko i przypomina, że pewne klasyki się nie starzeją, a na świecie istnieją rzeczy ponadczasowe i wiecznie żywe. Ciągle aktualne i wciąż zachwycające kolejne pokolenia. Ania Shirley żyje w Kanadzie w innej epoce, innym świecie. Jest romantyczką, zachwyca się przepiękną przyrodą, która ją otacza. Ma dobre serce, ale i niepokorną duszę. Jest wyjątkowa i niesamowita. 

Zawsze czytając tę powieść chciałam mieć taką przyjaciółkę jak Ania. Po raz pierwszy zajrzałam do tego tytułu mając nieco ponad dziesięć lat. I miłość do niego pozostała do dziś. Pierwszy raz czytałam tę powieść z wypiekami na twarzy, potem syciłam się każdym fragmentem, treścią, opisami przyrody, dialogami. Wiele razy ta książka była niczym najlepszy i sprawdzony medykament na chandrę, chorobę czy zły nastrój. Na stronach tej lektury odnajdzie się czytelnik w każdym wieku. Wszak zakochały się w niej całe pokolenia. Z biegiem lat mój odbiór treści nieco się zmienia, zwracam uwagę na coraz inne szczegóły i zastanawiam się jak to jest, że świat się zmienia, a moja fascynacja tym utworem nie. Wręcz przeciwnie, ona stale się rozrasta. 

"Ania z Zielonego Wzgórza" w nowej odsłonie Wydawnictwa MG to rewelacyjny i trafiony pomysł na prezent. To tytuł, który otwiera tę genialną serię i będzie pięknie prezentował się na półce każdej biblioteczki. Ania uczy wielu cennych rzeczy. Uczy jak marzyć, jak sięgać po niemożliwe, jak osiągać cele, otwiera oczy naszej wyobraźni, pokazuje ciekawe perspektywy i horyzonty. Każde, pierwsze czy kolejne, spotkanie z panną Shirley będzie wyjątkowe. Zachęcam do spotkania z tą niesamowitą bohaterką i życzę miłej lektury. 



wtorek, 31 maja 2022

Patrycja Arendt "Domino cierpienia"


 Wydawnictwo Dlaczemu

data wydania 2022

stron 272

ISBN 978-83-66521-82-7

Ludzkie życie jest jak układanie domina

Nasze życie składa się z ciągu dni niczym układanka z puzzli. Każdego z nich podejmujemy różne decyzje i dokonujemy multum wyborów. Od tego nie da się uciec. To życiowa konieczność i nie zmienimy tego za nic w świecie. Jedne z tych wyborów są strzałami w przysłowiową dziesiątkę i korzystamy z ich dobrodziejstw. Dzięki nim rozwijamy się, czujemy się szczęśliwi i spełnieni. Budujemy swój świat, zapełniamy nasz pamiętnik życia. Ale niestety człowiek to istota omylna i czasem błądzi. Podejmuje złe decyzje i ponosi ich konsekwencje. Jeden krok może być krokiem w przepaść, który pogrąży nas na dobre, sprawi, że zaczniemy spadać w dół w spiralę błędów. I nagle stracimy kontrolę nad rzeczywistością, będziemy mieć wrażenie, że pędzimy samochodem w którym awarii uległy hamulce. Czasem nasze życie przypomina domino w którym potrącenie jednego elementu burzy całą konstrukcję i pogrąża nas w mroku...

Młodość i stanie u progu dojrzałego życia jest okresem szczególnie niebezpiecznym w którym czyha na nas wiele niebezpieczeństw. Jedno potknięcie może kosztować nas wiele, bardzo wiele, zbyt wiele...

Doświadczyła tego pełna młoda kobieta - Dominika, która jest bohaterką powieści Patrycji Arendt "Domino cierpienia". Jej życie pewnego dnia zaczyna przypominać jazdę na karuzeli, która obraca się w szaleńczym tempie i nie może zastygnąć w bezruchu. A za wszystkim złym stoją wydarzenia z przeszłości i jeden błąd, który kładzie się wyrazistym cieniem na przyszłości. Za winy trzeba pokutować, ale w tym wypadku egzystencja młodej dziewczyny przypomina brodzenie w gęstym bagnie, które coraz bardziej ją pochłania. 

Domi wraz ze swoją serdeczną przyjaciółką chcą się zabawić. Niestety mała impreza, która ma być przyjemną odskocznią od rzeczywistości przemienia się w koszmar. Dwie dziewczyny zaczyna łączyć sekret. Ginie bowiem jeden uczestnik - kolega dziewczyn, a za jego zgonem nie kryje się przypadek. Ograny ścigania zakwalifikowałby go jako morderstwo. Przyjaciółki zacierają ślady zbrodni, ale ich sumienia od tej pory nie są czyste i dręczą je pewne wyrzuty. Długie życie nie jest pisane również Amandzie, a Dominikę zaczyna gnębić paniczny lęk by mroczne sekrety nie ujrzały światła dziennego. Czy tak się stanie? A może pozostaną one tajemnicami na zawsze? 

Po przeczytaniu tej powieści naprawdę trudno mi uwierzyć, że to debiut literacki jej Autorki. Fabuła jest świetnie nakreślona i przemyślana. Pani Patrycja doskonale potęguje na kartach książki napięcie i serwuje nam kolejne sensacje, wplątuje swoich czytelników w pajęczynę zła. Wprowadza w bardzo mroczny zakątek z dusznym klimatem, który wydaje się być ślepy i z którego nie ma wyjścia. Opisana historia wyraziście wyłamuje się z wszelkich ram i stereotypów. Jest niepowtarzalna i ogromnie klimatyczna. Wywołuje dreszcze i wprawia w spiralę emocji dosłownie z piekła rodem. Czytelnik czuje się jakby stąpał w gęstym mroku, jakby wraz z Domi szedł po ciemku po kruchym lodzie, który w każdej chwili może się załamać i wciągnąć nas w otchłań. Akcja książki oscyluje pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, które zręcznie się ze sobą przeplatają i łączy je bardzo wiele. Każdy krok ma swoje następstwa, nic nie pozostaje bez echa. 

Autorka odważnie porusza w fabule szereg trudnych tematów, które powodują zwykle kontrowersje i spory wydźwięk. Jest mowa o toksycznych relacjach, zemście, nieprzemyślanych wyborach, które przekreślają nadzieję na słoneczne jutro. Ta lektura nie przeszła w mojej duszy bez echa. Skłoniła mnie do refleksji i zastanowienia się nad nawet najdrobniejszymi gestami. Każdy z nich może być tym małym, niewinnym kamykiem, który uruchomi lawiną, a ta jest w stanie poturbować na trwałe każdego z nas. 

Bardzo mocno przeżyłam lekturę tej książki, byłam nią bardzo zaintrygowana, mocno wciągnęła mnie jej fabuła, a ciekawość była rozpalona do maksimum. To naprawdę niesztampowa powieść, którą polecam tym, którzy lubią w lekturach nietuzinkowe rozwiązania i pomysły. Brawa dla jej Autorki! 


poniedziałek, 30 maja 2022

Anna Kańtoch "Jesień zapomnianych"

--

Wydawnictwo Marginesy
data wydania 2022
stron 368
ISBN 978-83-6715-782-7
cykl Krystyna Lesińska tom III

Kryminał idealny w każdym calu

Lubię od czasu do czasu sięgnąć po kryminał, zwłaszcza jeśli wyszedł spod pióra rodzimego Twórcy. Ten gatunek pokochałam jako nastolatka czytając właśnie książki polskich Autorów osadzone akcją w okresie PRL-u. Anna Kańtoch jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znów zabrała mnie do tamtych czasów, kiedy technika nie odgrywała aż tak wielkiej roli w kryminalistyce jak dziś, ale zagadki morderstw rozwiązywano z równą pasją i zacięciem. 

A zatem cofnęłam się do roku w którym jeszcze nie było mnie na świecie, a konkretnie do października a.d. 1966. Znalazłam się na Śląsku, który wtedy był ogromnym zagłębiem gospodarczym, ale i miejscem niezbyt przyjemnym do życia. Szopienice Drugie, katowicki zakątek, są miejscem wielu dziwnych zdarzeń. Dochodzi tutaj w niewielkim odstępie czasowym do kilku samobójstw. Kilku, a konkretnie pięciu, młodych mężczyzn kończy swoje życie przez powieszenie. Wszyscy mają mniej niż trzydzieści lat i całe życie przed sobą. Żaden z nich nie jest obłożnie chory, żadnego nie dotknęła jakaś konkretna tragedia. Jeden jest studentem seminarium duchownego, inny młodym mężem i ojcem dwójki dzieci, jeszcze inny po przerwanych studiach wraca z jednostki wojskowej po odbyciu zasadniczej służby, która wtedy była obowiązkowa. Każdy z nich wiesza się ze związanymi z tyłu ciała rękoma. To wydaje się na pierwszy rzut oka dziwne, ale jak się okazuje można samodzielnie wykonać pewien węzeł, który nie wymaga pomocy osób trzecich. 
Zgonami samobójców interesuje się nie tylko policja, ale i pewien student politechniki Romek, który nagle zaginął w Tatrach w 1963 roku. Troje jego znajomych podczas feralnej wycieczki ginie, a on przepada bez śladu. Jego rodzina musi się z tym bolesnym faktem pogodzić. Siostra Romka, Krystyna, pojawia się jako znajoma na pogrzebie ostatniej, piątej ofiary. Tam zaczepia ją pewien mężczyzna, który jest dziennikarzem. Prosi Krysię, by ta pomogła mu w kontakcie z rodzinami wszystkich ofiar...
Czy te samobójstwa były skrzętnie ukrytymi zabójstwami? Czy jednak ofiary same zdecydowały o odejściu z tego świata? Co dzieje się z Romkiem? Czy ma to jakiś związek z tymi sprawami? Czy brat Krysi się odnajdzie? Czy owe fakty pozostaną jednak na zawsze nierozwiązane i okryte woalem tajemnicy?
Zapraszam do lektury, która zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. 

To kryminał dokładnie taki, jaki lubię najbardziej. Świetnie osadzony w epoce, w której rozgrywa się jego akcja, ukazujący jej specyfikę i charakterystykę. Powieść z dobrą zagadką, którą czytelnik poznaje w miarę zagłębiania się w treść. Jego akcja toczy się niespiesznie, a fabuła jest bardzo mroczna, tajemnicza i duszna. Przeplatają się w niej dwie pełne sekretów sprawy, które raz wydają się mieć ze sobą wiele wspólnego, a raz ma się wrażenie, że to dwa osobne sekrety. Czytelnik od samego początku jest mocno zaangażowany w fabułę, która oplata go jak pajęcza sieć. Uwaga jest napięta, a zagadkę rozwiązuje się z niekłamaną przyjemnością. Zakończenie nie rozczarowuje, jest świetnie dopasowane do treści książki. Emocjom nie ma końca, a nudą absolutnie nie wieje. W tytule nie brak dobrej sensacji, ale i znalazło się miejsce dla psychologii co jeszcze bardziej nakręca atmosferę czytania. 
"Jesień zapomnianych" to ostatni tom trylogii, ale można go także czytać odrębnie nie znając jego dwóch poprzedników. To naprawdę dobra propozycja w swoim gatunku, która w niczym nie ustępuje zagranicznej konkurencji, nie zawiedzie i spełni oczekiwania nawet najbardziej wymagających czytelników. Gorąco polecam! 
 

piątek, 20 maja 2022

Max Czornyj "Mortalista"



Wydawnictwo Filia
data wydania 2022
stron 400
ISBN 978-83-8195-892-9

Wyśmienity kryminał z górnej półki

Na kryminałach rodzimych Autorów zaczęłam łamać wzrok mając zaledwie dwanaście lat. Czytałam wtedy rozkochana na amen w tym gatunku same perełki. I tak już zostało, że najbardziej kocham polskie klimaty w tym gatunku. Doceniam tytuły skandynawskie i klasykę sensacji, ale najbardziej lubię nasze polskie zbrodnie i zagadki kryminalne. Po Remigiuszu Mrozie odkryłam jeszcze jedno polskie nazwisko, które wywarło na mnie ogromne i przyjemne wrażenie. Polubiłam pióro Maxa Czornego, którego proza, co stwierdzam po niejednej jego książce, ma w sobie coś elektryzującego i kuszącego. Od książek tego Pisarza nie mogę się oderwać, a dziś chcę Wam opowiedzieć o moich wrażeniach po lekturze powieści o bardzo oryginalnym tytule. Jestem świeżo po lekturze "Mortalisty" i z góry uprzedzam, że zachwytom nie będzie końca. 

Honoriusz Mond to postać bardzo zagadkowa. Czytelnik poznaje go, gdy zajmuje się pracą w firmie oględnie mówiąc sprzątającej. Jednak nie jest to zwykłe sprzątanie w biurowcach czy standardowych miejscach. Jego szefową jest Allegra Szmid, która z wiadomych jej tylko powodów zatrudnia byłego kierownika katedry mortalistyki. Właśnie temu duetowi przypada konieczność posprzątania pewnego budynku na podkrakowskiej prowincji, gdzie zmarł starszy mężczyzna. W domu emerytowanego nauczyciela którego zwłoki znaleźli dwaj chłopcy Honoriusz i jego partnerka odkrywają pewien sekret. Niedaleko od zwłok trafiają na tunel w którym ktoś ukrył ciała kilku dzieci. Kto zabił niewinne istoty? Czy zabójcą był gospodarz domu? Czy on sam zmarł naturalnie czy może ktoś pomógł mu przenieść się na tamten świat? Co stoi tak naprawdę za tym mrożącym krew w żyłach zdarzeniem? Oczywiście zostaje podjęte śledztwo przez policję, ale Mond postanawia sam rozwikłać zagadkę. My czytelnicy możemy mu w tym towarzyszyć...

Ten kryminał jest świetny. Ma w sobie wszystkie elementy, które cenię w tym gatunku. Jest mrocznie, jest dynamicznie, jest tajemniczo, jest nietuzinkowa zagadka, która może mieć bardzo różne rozwiązania. Fabuła wciąga i nie daje odłożyć książki. I są rewelacyjnie wykreowani główni bohaterowie. Mają w swojej osobowości ten pazur, są inteligentni, tworzą idealny duet. 
"Mortalista" to początek nowej, kapitalnej serii. Ta powieść otwiera ją z przytupem. Tajemnicza i tragiczna treść napisana jest w sposób lekki, łatwy w odbiorze i czytelny. Akcja książki płynie wartko niczym górski potok. Jej lektura przypomina układanie skomplikowanych puzzli z których wyłania się ciekawy, aczkolwiek nieprzewidywalny i pogmatwany obraz.
Lektura tego tytułu była naprawdę ekscytująca, mroziła mi krew w żyłach, a dodatkowo na kartach książki znalazłam szereg ciekawostek o śmierci, odczułam na własnej skórze ekscytację i atencję głównego bohatera wobec umierania i rzeczy dla człowieka ostatecznych. Ba, przejrzałam się temu ze strachem, ale i ciekawością, która zrodziła się w moim umyśle za sprawą Honoriusza. Gorąco polecam miłośnikom kryminału tę powieść. Nie będziecie rozczarowani. 



 

piątek, 13 maja 2022

Katarzyna Węgrzyn "Gdzie w Polsce do miasta"



Wydawnictwo Znak

data wydania 2022

stron 432

ISBN 978-83-240-6424-3

A może ekscytujący weekend w polskim mieście?

Polacy od dobrych kilku lat polubili krótkie wyjazdy weekendowe. Coraz częściej wyjeżdżamy nie tylko na dłuższy wakacyjny czy urlopowy wypoczynek, ale i podróżujemy na dwa wolne dni by zobaczyć, poznać i zwiedzić coś nowego. Często celem podróży jest prowincja, atrakcyjne uzdrowisko czy znany kurort. Ale można obrać też inny kierunek i udać się do jednego z polskich miast. To rozwiązanie pewnie wielu z Was zdziwi, ale ja wraz z Autorką książki "Gdzie w Polsce do miasta" będę się starała  do tego zachęcić. Wśród polskich grodów są bowiem prawdziwe perełki pełne atrakcji dla każdego. Tam coś ciekawego dla siebie mogą znaleźć i mali i duzi.

"Gdzie w Polsce do miasta" to publikacja jedyna w swoim rodzaju. Jest ona niewątpliwie przewodnikiem, ale na pewno niesztampowym, ciekawym i napisanym w bardzo przejrzystej formie. Łatwo wyszukać w nim na szybko konkretne informacje, które są podane w przejrzystej pigułce, zgrabnie i wygodnie. Autorką jest blogerka prowadząca stronę www.gdziewpolscenaweekend.pl

Wracając do książki - na jej stronach znajdziecie propozycje dziesięciu miast do odwiedzenia. Są to miejsca - jak podaje okładka - "niezwykłe i nieoczywiste". Osobiście część z nich zwiedziłam, a w niektórych moja noga nigdy nie stanęła. I właśnie dlatego łatwo mi ocenić ten tytuł przykładając podane informacje do moich odbytych już podróży. Od razu dodam, że Autorka przejrzyście i wyraziście zachęciła mnie do wycieczki tam, gdzie jeszcze nie byłam. 
Spis treści układa miasta w kolejności alfabetycznej. Listę otwiera Białystok, a kończy Wrocław. Każdy rozdział zawiera plan i historię danego grodu, jego najciekawsze muzea, parki i podziemia oraz punkty widokowe. Nie brakuje informacji gdzie można dobrze zjeść, gdzie znaleźć nocleg, a także miejsca najbardziej atrakcyjne dla najmłodszych turystów oraz ciekawostki. Zawarte info są konkretne i przejrzyste. Znajdziecie w nim adresy, także te internetowe, odnośniki do sieci i socjal mediów, zakres cen, godziny otwarcia czy czas potrzebny na zwiedzanie. Dzięki temu zaplanowanie i kosztorys wyjazdu jest łatwy do wykonania. Tekst uzupełniają zdjęcia. Oczywiście, ta książka nie zawiera wszystkich wyczerpujących informacji. W przypadku Krakowa na przykład jest to raczej bardzo trudne. Tytuł jednak naprawdę zdejmuje z barek organizatora wyjazdu multum pracy przy szukaniu informacji w sieci i zaoszczędza sporo czasu. 

Dla mnie największym  atutem książki jest jej przejrzystość i konkretność. Pigułkowe informacje i idealny dobór miejsc. Walorami przewodnika jest też klarowność, precyzyjność i oszczędna forma, która pozwala szybko poruszać się i znajdować to, co nas intryguje. Tak, ten tytuł naprawdę kusi do wojaży i warto je z nim zaplanować. Polecam tę pozycję i mam nadzieję, że przyda Wam się w niejednej podróży. 



 

środa, 27 kwietnia 2022

Karolina Pisarek "Girl power. Nie odkładaj marzeń na jutro!"

 




Wydawnictwo Znak
data wydania 2021
stron 288
ISBN 978-83-240-6209-6

Bo w nas, dziewczynach, drzemie moc!

Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że los w trudnym życiowym momencie włożył mi w ręce potrzebną książkę, która okazała się niczym w pełni naładowany power bank. Tak, ostatnio było mi trudno, miałam wrażenie, że wiele ważnych spraw wymyka mi się z rąk, a ja nie potrafię sobie w wieloma rzeczami poradzić, że coś istotnego zawalam. Byłam zmęczona, wypalona i brakowało mi sił na codzienność pełną przeróżnych niespodzianek. Publikacja autorstwa Karoliny Pisarek okazała się przysłowiowym darem od niebios, który tchnął we mnie jakby drugie życie. 

Czym jest ten tytuł? 
Książka niejedno ma imię i nie można jej jednoznacznie zakwalifikować. Jest to i autobiografia kariery młodej dziewczyny z prowincji, która weszła na szczyty i poradnik dający jednoznaczną receptę na lepsze życie, ale i też kulisy z życia sławnej modelki czyli pokazanie tego zawodu od podszewki.
Autorka i bohaterka w jednej osobie szczerze opowiada o swojej drodze na szczyt, która wcale nie była łatwa i bajkowa. Była bardzo często stroma, wiodła ostro pod górę i było na niej bardzo wiele zakrętów. Był czas na łzy i potknięcia. Były sukcesy i porażki. Były dobre i złe chwile. Był hejt, były rozczarowania, ale i rodziła się pewność siebie, zawodowy sukces. Było i życie prywatne, które często musiało być podporządkowane sprawom zawodowym. 

Pani Karolina nie wstydzi się słabości, swoich kryzysów, gorszych momentów. Pokazuje jak wyciągać z nich wnioski, jak uczyć się życia, która bywa ostrym i wymagającym nauczycielem. W zapisanych słowach drzemie moc i wiara w sukces, w samą siebie, a wiele stron zawiera celne i skuteczne recepty na pozytywne metamorfozy. Tak, każda z nas może wiele. Każda z nas jest warta by być szczęśliwą i odważniej patrzeć w przyszłość. Trzeba przede wszystkim zaakceptować samą siebie, umieć wstawać po doznanych ciosach i poprawiać przysłowiową koronę po czym przeć dalej. 

Autorka opowiada też o tym, jakimi prawami rządzi się świat modelingu, jak tak naprawdę wygląda ta praca, jakie są jej plusy i minusy. 

Ten tytuł pochłaniałam z wypiekami na twarzy, choć nigdy nie chciałam być modelką. Co mnie tak w nim zainteresowało? Pozytywny przekaz, moc energii i wiary, którą Autorka wlewa w każdego czytelnika. Lekturę czytało mi się przyjemnie i lekko. Miałam wrażenie, że Karolina Pisarek siedzi koło mnie i opowiada to, co zapisała słowami dokładnie tak, jakby robiła to wobec swojej najlepszej przyjaciółki. Doceniam szczerość przekazu, jego bezpośredniość, prostotę, a zarazem mnóstwo optymizmu, wiary w siebie, która się udziela. Niemożliwe staje się trudne, ale możliwe do osiągnięcia. 
Ta książka pomogła mi złapać oddech, poprawiła humor, była niczym odświeżająca kąpiel, niczym dobry sen po czasie bezsenności. Po niej bardziej optymistycznie spojrzałam na życie, odgoniłam złe myśli i złapałam wiatr w żagle. Tak, ta publikacja napędza do działała, zachęca do pracy nad sobą, do planów i daje dużo motywacji. Chwilami aż trudno było mi uwierzyć, że napisała ją tak młoda osoba. 
Bardzo gorąco ją polecam każdemu, zwłaszcza dlatego, że nie ma w niej tylko pustych frazesów. Drzemie moc, dużo mocy i niech będzie ona z Wami.  



środa, 13 kwietnia 2022

Agnieszka Krawczyk "Uzdrowicielka"

 



Wydawnictwo Filia
data wydania 13 kwietnia 2022
stron 472
ISBN 978-83-8195-839-4
Cykl Leśne ustronie tom II

Powieść w której się błyskawicznie zakochałam

 Najnowsza książka napisana przez Agnieszkę Krawczyk to moja czytelnicza miłość od pierwszego wejrzenia. Jej lektura sprawiła mi prawdziwą przyjemność i skradła moje serce na zawsze. Stało się tak z kilku powodów. Po pierwsze urzekło mnie miejsce, w którym rozgrywa się akcja oraz klimat, którym delektowałam się czytając każdą stronę. Zatopiłam się w lekturze, oderwałam od brutalnej rzeczywistości, która nas otacza, odpoczęłam, a treść tytułu dodała mi optymizmu, ciepła i sił witalnych. 
Czy warto sięgnąć akurat po tę książkę? Tak i jestem pewna, że ona oczaruje Was tak jak mnie. 

"Uzdrowicielka" to drugi tom serii Leśne ustronie. Po tę powieść możecie sięgnąć także bez lektury tomu pierwszego, a potem uzupełnić "zaległości". Akcja rozgrywa się w niewielkiej górskiej osadzie położonej w uroczej okolicy. Niezniszczona natura, łąki, lasy, rośliny i rzadkie zwierzęta, a także ludzie żyjący w silnym związku z przyrodą mają ogromny wpływ na treść tej powieści. 
Antoni Szeptyna żyje skromnie w górskiej chatce, bez wygód, ale w zgodzie w otaczającym go światem. Pracuje nad kolejną książką - "Misteriami drzew". Zosia dostaje w spadku po miejscowej zielarce Zazulinie jej dom, sama zaś decyduje się rozpocząć leczenie blizny, która szpeci jej twarz i jest konsekwencją wypadku samochodowego. Mariusz przyjmuje pod swój dach Reginę, która chce odbudować na nowo wcześniejszą relację z tym mężczyzną. Jego siostra Elwira, sama zdradzona i zraniona przez męża, który chce odebrać jej dom, pilnie przygląda się tej kobiecie i jest czujna oraz nieufna wobec zachowania Reginy. Jak potoczą się dalsze losy bohaterów? Czy wszystko będzie po ich myśli czy może los sprawi im jakieś niespodzianki lub rzuci kłody pod nogi? 

"Uzdrowicielka" to ciepła, ciekawa i pełna emocji historia o pozornie zwykłych ludziach, którzy mają swoje sekrety, tajemnice i marzenia. Czują radości i smutki, przeżywają rozczarowania i rozterki. Muszą dokonywać wyborów i podejmować decyzje, którą ścieżką podążać w życiu. W lekturze jakby dodatkowym bohaterem jest natura, której jesienne opisy urzekają i zachwycają. Ktoś, kto ceni jej piękno szybko poczuje klimat publikacji, który moim zdaniem jest jednym z jej głównych atutów. Należą do nich także piękny język, elegancki styl, przepiękne opisy otoczenia i ciekawie poprowadzona fabuła. 
Zagłębiając się w treść tej książki delektowałam się ziołowymi herbatkami, słuchałam odgłosów lasu i śpiewu ptaków. To potęgowało przyjemność odbioru. Ta powieść ma tylko jedną wadę - a jest nią to, że się kończy. Trudno mi było się z nią rozstać. Z utęsknieniem będę czekać na kolejny tom i ponowną wizytę w Nieznajomce. Polecam lekturę tym, którzy chcą się zrelaksować, uspokoić i wyciszyć. To idealna pozycja by ukoić nerwy i umysł. Naprawdę piękna i nietuzinkowa powieść o której długo nie zapomnę. Bardzo Wam ją polecam. 

Moja ocena10/10.