sobota, 29 lutego 2020

Heather Morris "Podróż Cilki"



Wydawnictwo Marginesy
data wydania 2020
stron 400
ISBN 978-83-6633-551-6

Odyseja z piekła do piekła

Po najnowszą powieść Heather Morris sięgnęłam przed lekturą „Tatuażysty z Auschwitz”. Wiedziałam, że tytuł osiągnął kasowy sukces i miał dość kontrowersyjne opinie. Nic dziwnego, że po „Podróży Cilki” spodziewałam się mocnej i powalającej na kolana lektury. Odrzuciwszy opinie innych, z czystym umysłem i kubkiem gorącej herbaty zanurzyłam się w okrutnej przeszłości i dałam się poprowadzić lekturze do piekła. Towarzyszyła mi niezwykła bohaterka – Cilka Klein. Niezwykła, bo niesamowicie dzielna, skrzywdzona, ale chcąca przetrwać, choć bojąca się marzyć o normalnej przyszłości. Cecylia ma wiele na swoje usprawiedliwienie, bo to, co przeżyła, ledwo mieści się w głowie. Mimo wszystko zniosła wszystkie ciosy nad wyraz heroicznie, choć patrząc na jej dzieje, wiele osób może zarzucić jej niewłaściwe zachowanie.
Jako szesnastolatka trafiła za żydowskie pochodzenie do obozu koncentracyjnego. Dzięki urodzie została kochanką wpływowych esesmanów, za chęć przeżycia i przetrwania piekła skazano ją na pobyt w innej jego odsłonie. Choć nie wdzięczyła się swoim ciałem dobrowolnie i dla przyjemności czy pieniędzy, osądzono ją niczym prostytutkę. Choć nie nawiązała kontaktów z wrogiem dobrowolnie i świadomie, uznano ją za kolaborantkę i zdrajczynię. Czym zawiniła ta dziewczyna? Czy mamy prawo wymagać od niej kryształowego zachowania, gdy w grę wchodziło jej życie? Moim zdaniem do Workuty Cecylia trafiła całkiem niewinna. Książka, do której przeczytania zdecydowanie was zachęcam, opisuje wiele lat pobytu na nieludzkiej ziemi, gdzie każdy dzień był walką o przetrwanie.
Cilka trafiła na Syberię okaleczona na duszy i ciele, po utracie bliskich, po stracie nadziei i pogrzebaniu marzeń. Szybko zorientowała się, że trafiła z jednego pandemonium do drugiego. Ścigała ją obozowa przeszłość i koszmary. W łagrze spotkała kobiety, z którymi nawiązała przyjacielskie relacje, mężczyzn, którzy ją okaleczali, odkryła powołanie do pracy związanej z leczeniem i opieką nad chorymi. Nauczyła się żyć w nieprzyjaznej przestrzeni, przeżyła chwile malutkich radości i wielkiego cierpienia. Oprócz tego przyszło jej spotykać na swej drodze śmierć, nieludzki ból, krzywdę i niesprawiedliwość. W jej otoczeniu pojawili się też dobrzy, życzliwi ludzie, gotowi wskrzesić iskrę nadziei oraz podać pomocną dłoń. Cilka powoli zaczęła też sobie uświadamiać, że drzemie w niej siła, że okrutny świat potrafi nie tylko ranić, ale i hartować jej serce i duszę. W końcu okaleczona młoda kobieta poczuła też smak uczucia miłości, którego ziarno wykiełkowało w tej otchłani piekielnej na przekór wielkiemu złu.
To nie była łatwa, lekka i przyjemna lektura. Przeczytanie tej książki było dla mnie wyzwaniem, walką ze łzami, które płynęły obficie z mych oczu i przerywały często lekturę. Cilka stała się mi bardzo bliska, ani razu nie przyszły mi do głowy myśli o osądzaniu jej źle. Lektura okazała się książką z potężnym ładunkiem emocjonalnym, który chwilami bardzo trudno było mi unieść. Tę historię ciężko było mi czytać jako osobie bardzo wrażliwej i delikatnej, ale też nie mogłam się od niej oderwać. Długo nie zapomnę jej treści, która bardzo mocno wryła się w moje serce.
„Podróż Cilki” to książka o niesprawiedliwości i cierpieniu, o nadludzkiej walce o przeżycie i sile uczuć, które mogą przetrwać nawet najgorsze piekło. Tytuł to hołd dla tytułowej bohaterki i tysięcy niewinnych kobiet, które trafiły na wiele lat do świata, w którym zapomniano, co to człowieczeństwo i dobro. To przestroga, by ludzkość nigdy już nie popełniła błędu wykreowania takich miejsc, gdzie nie ma miejsca na sprawiedliwość i godność.
Książka jest wyjątkowo czytelna, wymowna i szokująca. Doskonale napisana i wyraziście obrazująca rzeczywistość zesłania. Gorąco polecam jej lekturę.

środa, 26 lutego 2020

Anna Sakowicz "Niebieskie motyle"


Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2020
stron 336
ISBN 978-83-8177-271-6

Nic tak w życiu nie myli jak pozory

Choć nie chcemy w to uwierzyć, choć wydaje nam się to bardzo mało prawdopodobne często żyjemy w świecie pozorów. Za oczywiste przyjmujemy to, co jest nam na rękę, w co jest nam wygodnie wierzyć i przyjmować za pewnik. Pozory mylą jak nic na świecie. Nie raz w życiu bywa tak, że wpędzają nas w ślepą uliczkę. Stawiają pod ścianą i przewracają nasz świat do góry nogami. Jak się przed tym bronić? Pewnie w sprawach oczywistych trzeba być bardziej czujnym, ale tak naprawdę przed pozorami nic nas skutecznie nie obroni.

"Niebieskie motyle" to najnowsza powieść Anny Sakowicz. Jej głównymi bohaterkami są trzy siostry. Każda z nich jest dorosła i ułożyła sobie życie osobiste. Każda mieszka w innej miejscowości, jedna w innym kraju. Ich kontakty osobiste i wzajemne relacje nie są złe, ale już nie tak bliskie jak wtedy, gdy mieszkały pod jednym dachem. Pewnego dnia okazuje się, że jedna z nich, Gosia znika bez śladu. Rozpływa się niczym duch. Zawiadomione o tym zdarzeniu Ania i Matylda przyjeżdżają do Chełmna. Rozpoczynają się poszukiwania, a wraz z nimi rozpoczyna się odkrywanie tajemnic i sekretów, których jak się okazuje jest kilka. 
Co stało się z Gosią? Czy jej zniknięcie ma związek z jej profesją? Co było przyczyną malowania przez nią motyli w kolorze niebieskim? 

"Niebieskie motyle" to moje pierwsze spotkanie z prozą Anny Sakowicz. Moje wrażenia po lekturze są jak najbardziej pozytywne, a czytanie było prawdziwą przyjemnością. Książka dostarczyła mi wiele przyjemnych chwil, a w trakcie lektury cały czas był obecny dreszczyk emocji, który niesamowicie drażnił  moją ciekawość, co nie ukrywam bardzo lubię. Szybko, właściwie od samego początku dałam się wciągnąć świetnie skonstruowanej fabule, która niesie w sobie mnóstwo niespodzianek. W powieści ciągle coś się dzieje, stale coś się komplikuje. Pozory non stop mylą, a bohaterowie są zaskakiwani. Sprawdza się stara, choć czasem niewygodna prawda, że rzadko kiedy znamy kogoś na wylot, a każdy z nas miewa swoje tajemnice i grzeszki obciążające jego sumienie. Gosia, która wiedzie tylko na pozór uporządkowane życie ma swoje sekrety. Udaje przed całym światem, ale w duszy jest rozbita i rozdarta. Jej poszukiwania odkrywają jej problemy, jej prawdziwe "ja". Zaginiona bohaterka nie jest kryształowa, a jej życie okazuje się skomplikowane. 

Anna Sakowicz napisała świetną książkę, która bardzo szybko omotuje czytelnika i mocno przyciąga jego uwagę. Trudno się od niej oderwać, a nic w jej konstrukcji nie jest przewidywalne i sztampowe. Z treści wieje świeżością i oryginalnością. To nie jest typowa obyczajówka z wątkiem sensacji. Dużo w niej z thrillera i lektury psychologicznej. Jej lektura pozwala na podróż w głąb kobiecej a zarazem artystycznej duszy, która ma swoje zawiłości. 
Tytuł czyta się szybko, a w trakcie lektury odczuwa się niesamowity klimat. Jest w nim coś niepokojącego, coś nerwowego i trudnego do zdefiniowania. Książka z pewnością Was nie znuży i nie rozczaruje. Polecam zapoznanie się z sekretami tajemniczej malarki. Miłej lektury. 

wtorek, 25 lutego 2020

Joanna Jax "Krzyk zagubionych serc"


Wydawnictwo Videograf
data premiery 25 luty 2020
stron 432
ISBN 978-83-7835-733-9
cykl Prawda zapisana w popiołach tom II

Wolność nie zawsze pozwala rozwinąć skrzydła

Nadeszły lata sześćdziesiąte XX wieku. Polska pozornie odetchnęła po koszmarze wojny. Wolność powinna cieszyć tych, co przeżyli, jednak wcale tak nie jest. Nowy ustrój bowiem daje tylko złudne poczucie autonomii, samostanowienia i podejmowania niewymuszonych wyborów. Tak naprawdę kraj jest zniewolony przez wschodniego sąsiada, a owo podporządkowanie jest mocno odczuwalne dla zwykłych obywateli, także bohaterów cyklu Joanny Jax „Prawda zapisana w popiołach”. Historia nadal wyraziście odciska piętno na codziennym życiu. Ustrój, partia i system pętają serca i sumienia ciężkimi okowami, uniemożliwiają postępowanie według tego, co podpowiada rozum, wybieranie tego, co podszeptuje serce. Życie nie oszczędza, zastawia pułapki, daje w kość, rzuca kłody pod nogi. Jak w takiej sytuacji toczą się dzieje poznanych postaci i ich najbliższych?
Szymek Wielopolski, który wykonuje zawód adwokata, nie zaznaje szczęścia w życiu osobistym. Za osiągniętą „małą stabilizację” płaci słoną cenę.
Nela Domosławska, marząc o pracy korespondentki zagranicznej, musi zapomnieć o tym, co mówi jej sumienie, odrzucić wyznawane ideały i podporządkować się obowiązującemu ładowi politycznemu oraz społecznemu. Jeśli chce spełnić swoje marzenia, nie może wychylać się przed szereg.
Błażej Piotrowski dzięki znajomościom i partyjnej nominacji zostaje dyrektorem. To stanowisko, zamiast go nobilitować w oczach własnych i innych, ciąży mu niczym kamień.
Alicja, mimo iż brzydzi się komuny i nienawidzi Sowietów, to dla nich pracuje, by pomóc Igorowi Łyszkinowi. Robi to, by spłacić wobec niego dług.
Mateusz po śmierci Samiry nie może odnaleźć spokoju w swojej duszy.
Kuba po wyjeździe do Londynu marzy o przeprowadzce do Stanów Zjednoczonych – ojczyzny jazzu, który jest jego wielką miłością i pasją.
Joanna Jax po raz kolejny napisała doskonałą książkę. Powieść, w której można zaczytać się bez reszty. Powieść, która jest przepustką do odległych dla młodego pokolenia czasów, a która świetnie pozwala odczuć ich klimat i specyfikę. Nie brakuje tu emocji, niespodzianek i wartkiej akcji, która z łatwością przykuwa uwagę czytelnika. Losy dobrze znanych postaci są rewelacyjnie poprowadzone. Bohaterowie nie wydają się statyczni i bezbarwni – wciąż się zmieniają. Na ich charaktery mają wpływ przeżyte doświadczenia i wydarzenia historyczne, których są naocznymi świadkami. Autorka doskonale obrazuje zmiany ich psychiki, wpływ świata na zachowanie, wybory i decyzje.
Napisać dobrą powieść z historią w tle nie jest łatwo. Stworzyć kilkutomowy cykl, przeprowadzić ciekawie postacie przez wiele lat burzliwych dziejów i nie znudzić czytelnika – to wymagające talentu oraz kreatywności zadanie. Joanna Jax poradziła z nim sobie wyśmienicie. Kolejne spotkanie z lubianymi bohaterami okazało się doskonałą odskocznią od rzeczywistości, ciekawą podróżą w czasie i lekcją historii opowiedzianą na konkretnych przykładach.
Autorka tym tomem udowodniła, że jest dobrą znawczynią epoki, o której pisze, i potrafi świetnie nakreślić słowami świat, który tak gwałtownie zmieniał się w tamtym czasie.
To była naprawdę doskonała książka, z którą mile spędziłam czas. Jestem nią poruszona, a treść wyjątkowo do mnie przemówiła. Z utęsknieniem czekam na kolejny tom serii, a wam koniecznie polecam lekturę tych, które czekają już na was na półkach księgarń i bibliotek. Z pewnością się nie zawiedziecie.



poniedziałek, 24 lutego 2020

Natasza Socha "Zamrożona"


Wydawnictwo Edipresse
data wydania 2020
stron 304
ISBN 978-83-8177-268-6

Nawet najbardziej potulna owieczka ma swoje tajemnice skrywane pod gęstą wełną


Zdrada to temat bardzo często poruszany na kartach literatury kobiecej. Zwykle pisarki piszą o zdradzanych kobietach, które czują się skrzywdzone i oszukane. Rzadziej o kobietach, które zdradzają i zapominają, co to wierność. W swojej najnowszej powieści Natasza Socha również skupia się na kwestii cudzołóstwa, ale czyni to w sposób zdecydowanie oryginalny i nietuzinkowy. Popularna pisarka pisze o zdradzie w sposób odważny i nie owija niczego w bawełnę. Poprzez historię głównej bohaterki dąży do odkrycia mechanizmów, które popychają wiele zamężnych kobiet w ramiona kochanków. Stara się obalić mity na temat wiarołomstwa i niejako usprawiedliwić Julię, a także ukazać problem w pełnym świetle, dokładnie takim, jaki on jest. W powieści zatem nie ma miejsca na tabu, wstyd czy niedomówienia. I to właśnie czyni ją wyjątkową, fenomenalną i naprawdę ciekawą. Czy jest to książka tylko dla pań? Absolutnie nie, płeć silna też powinna po nią sięgnąć, jeśli zależy jej na trwałości związków długodystansowych.
Julia ma czterdzieści dwa lata, męża i troje dzieci. Pracuje zawodowo, stoi na straży domowego ogniska i na pierwszy rzut oka wydaje się typową przedstawicielką pokolenia żon i mam. Ktoś, kto patrzy pobieżnie na jej życie, wyda osąd, że jest szczęśliwa. Niestety tak nie jest. W jej wieloletnim związku, zawartym zapewne z miłości, coś szwankuje. Relacje Julii i jej męża niestety znacząco ostygły. Właściwie to oni żyją bardziej obok siebie niż ze sobą. Każde z nich wykonuje swoje obowiązki i zadania, ale ich wzajemna relacja pozostawia wiele do życzenia. Ich życie seksualne także. Przypadkowo podsłuchana rozmowa powoduje, że nasza bohaterka z czystej ciekawości rejestruje się na portalu randkowym. I tam wśród morza takich samych ofert trafia na tę jedną. Poznaje mężczyznę, który zmienia jej życie, zachowanie i budzi w niej coś, co zostało zamrożone. Przypomina jej, że jest kobietą, która ma swoje potrzeby, które z biegiem lat nie wygasły, a zostały sztucznie uśpione. Julia budzi się niczym niedźwiedź z zimowego snu i na nowo odkrywa własną kobiecość i seks. Do czego doprowadzi ją internetowa znajomość i czy małżeństwo niedoskonałe przetrwa? Lektura tytułu odpowie Wam na wszystkie pytania.
Natasza Socha w swojej najnowszej powieści podjęła trudny i zarazem bardzo delikatny, wielkiej wagi problem, który dotyka wiele par. Wielka miłość, ślub, wzniosłe plany i marzenia, przyjście na świat dzieci nie gwarantują tego, że związek spełni oczekiwania, a uczucie będzie paliło się mocnym płomieniem dzień po dniu. Miłość trzeba pielęgnować, a partnera słuchać. Gdy zaczynamy zaniedbywać wzajemne relacje, przedkładać inne sprawy ponad nie, prognozy wobec wspólnego życia nie będą pomyślne.
Autorka na kartach „Zamrożonej” wykreowała bardzo ciekawą bohaterkę. W Julii wiele kobiet odnajdzie cząstkę siebie. Julia pozornie wydaje się szablonowa, cicha, pogodzona ze swoją rolą, zaszufladkowana w role matki, żony i kobiety dojrzałej, której wobec opinii i wzorców moralnych pewnych rzeczy już nie wypada. To zamraża jej wnętrze, ale pewnego dnia pojawia się promień. Promień bijący od mężczyzny, który przypomina jej, kim była, co w niej drzemie, czego potrzebuje. Internetowa znajomość jest iskrą która powoduje pożar, jest kamykiem, za którym rusza cała lawina. Postać Julii wyjaśnia, co pcha wiele kobiet w ramiona innego mężczyzny niż ten, który stoi u ich boku od lat.
Autorka napisała genialnie, wyraziście i bardzo realnie o przesłankach, które prowadzą do niewierności. W fabule wszystko jest ze sobą połączone i logiczne. Sprawdza się scenariusz, że nie ma reakcji bez akcji. Książkę czytałam zaciekawiona, jak zakończy się ta historia. Czy zakończenie, które wybrała Natasza Socha, jest szczęśliwe? To dla mnie temat do dyskusji. Jedni mogą uznać je za happy end, a inni za rozwiązanie, które podpowiada rozum i logika.
O tej powieści mogłabym pisać i rozmawiać godzinami. Jest bardzo wymowna, bardzo treściwa i niezwykle mądra. Szczera, prawdziwa i mająca wiele wspólnego z realnym życiem. Autorka nie ocenia swoich bohaterów, nie używa kategorii dobra czy zła. Nic w tej książce nie jest czarne lub białe. Wszystko jest autentyczne, klarowne i dobitnie ukazane. I to właśnie jest największym atutem tego tytułu, choć ma on jeszcze bardzo wiele plusów.
„Zamrożona” robi na czytelniku ogromne wrażenie, prowokuje do rozważań, dyskusji i refleksji nad sensem wierności oraz genezą zdrady. Mogłabym jeszcze wiele dobrego napisać o tej lekturze, ale już zamilknę i odeślę Was do książki, którą oceniam w każdej skali na maksymalną liczbę punktów. Ta powieść po prostu nie powinna Was ominąć. Gorąco polecam.

czwartek, 13 lutego 2020

Elizabeth Revol "Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat"


Wydawnictwo Agora 
data wydania 2020
stron 240
ISBN 978-83-2683-047-1

Gdy marzenie stało się tragedią

Oni - dwoje ludzi zakochanych w górze, naturze i wolności. Ona - góra, jedna z najwyższych na świecie, mająca status góry mordercy. I marzenie, wielkie marzenie, które okazało się takim, które się spełnia, ale za to spełnienie przyszło zapłacić najwyższą cenę. 

Literatura górska nie jest mi obca. Od lat zaczytuję się w niej namiętnie. To dla mnie inny rodzaj książek. Przy nim doznaję czegoś więcej niż przy innych gatunkach. To przepustka do świata, który mnie ogromnie fascynuje, który w taki sposób, dzięki relacjom wspinaczy mogę eksplorować. Ten tytuł odbiega od standardów, które znajdziemy na półkach księgarni czy bibliotek. To niezwykle osobista książka, która jest niczym spowiedź, która opowiada bolesne przeżycia, bo i takich dostarczają góry. Ale to też książka o pokonaniu trudności, powrocie nie tylko z bezlitosnej góry, ale i powrocie do normalności i opowieść o radzeniu sobie z traumą oraz ze stratą, która miała miejsce dzięki podążeniu za marzeniem. 

Czytając słowa Autorki poczułam wobec Jej osoby ogromną więź, zrozumienie, współczucie. Elizabeth stała mi się bliska, w pełni docierało do mnie to, co czuła. Góra okazała się zaborcza i bezlitosna, bo zabrała nie tylko ludzkie istnienie, ale i spokój. Dociekliwi mogą szukać w tej sytuacji winnych, mogą oskarżać o poddanie się gorączce szczytu, zdobycia go za wszelką cenę. Czy to coś zmieni? 
Eli godzina po godzinie relacjonuje przebieg ataku szczytowego. Ten czas dzieli się na trud wspinania, tragedię, która zaczęła się na szczycie i walkę o przeżycie. Autorka pokazuje jasno i wyraziście jak wspaniałą jest kobietą, jak dobrą była partnerką w górach dla Tomka Mackiewicza. Jak bardzo przeżyła dramat, który miał miejsce gdzieś tam, wysoko, gdzie jest kraina uboga w tlen. 

Rzadko zdarza mi się czytać książkę i jej nie oceniać w kategoriach dobra czy zła. W tym wypadku jakakolwiek ocena jest nie na miejscu. Bo w tym tytule chodzi o wyrzucenie z siebie przeżyć, emocji, oczyszczenie się. Myślę, że spisanie tych faktów pomogło himalaistce w powrocie do normalności, było ulgą i rodzajem terapii. My czytelnicy jesteśmy jej świadkami. A spisane słowa są tym cenne, że płyną z serca i są bardzo, bardzo szczere. Revol nie chodzi o rozgrzeszenie, ale wyznanie prawdy. Pokazanie jak bywa naprawdę w górach wysokich, gdzie romantyzm miesza się ze sportem, walką o każdy oddech i przeżycie. Dopiero zrozumienie świata o którym mowa pozwala na zrozumienie ludzi, którzy go eksplorują. 
 Lekturę czytałam z wielką uwagą, wzruszeniem, szacunkiem dla wszystkich wymienionych w niej osób. Na swój osobisty sposób przeżywałam to, co miały uzmysłowić słowa. To było dla mnie wyjątkowe doświadczenie. Jestem pod ogromnym wrażeniem, w pełni rozumiem zachowanie Elizabeth, podziwiam ją za charakter i każdą decyzję. 
Jeśli chcecie zrozumieć co czują ludzie gór sięgnijcie po ten tytuł. Nigdy go nie zapomnę. 

środa, 5 lutego 2020

Kristy Cambron "Motyl i skrzypce"


Wydawnictwo Znak
data premiery 12 luty 2020
stron 384
ISBN 978-83-24-060-040-5

Płyną łzy i płacze serce

Jedna powieść, dwie przestrzenie czasowe, dwie powiązane ze sobą historie, morze emocji i wzruszenia. Tak najkrócej można opisać powieść Kristy Cambron, którą przeczytałam w dwa wieczory roniąc morze łez. Po skończeniu czytania treść tego tytułu nadal mnie nurtuje, nadal szaprie moją duszę. Tak, nie mogę przestać myśleć o losach utalentowanej skrzypaczki Adele i jej ukochanego Vladimira, którym przyszło żyć i kochać w czasach, kiedy ziemia stała się piekłem. 

Gdy się poznali połączyła ich miłość na przekór ludziom i światu, muzyka oraz chęć pomocy wiedeńskim Żydom. Za swoje czyny trafili do obozu koncentracyjnego. Rodzina Adele wyrzekła się jej. Ojciec, wysokiej rangi generał Trzeciej Rzeszy wydał wyrok na własną córkę bez wahania. Ale na ich drodze pełnej cierni, zła i cierpienia stanął jeszcze ktoś, kto ich chronił, ktoś, kto się nimi opiekował, ktoś, komu zaufali. Bóg, który nie pozostał obojętny na ich prośby i błagania. 

Kilkadziesiąt lat później, Serę i Williama łączy chęć odnalezienia pewnego obrazu. Portretu młodej kobiety, więźniarki, który ma być kluczem do pewnej istotnej sprawy. Te dwie historie mają współny mianownik, a odkrywanie przeszłości okazuje się bardzo cenną życiową lekcją z której płynie wiele dobra, tragizmu i miłości. 

Po lekturze tak wybitnej książki, tak wymownej powieści, tak mocno wzruszającej prozy trudno zebrać myśli, trudno opisać słowami co czuje serce i dusza. To nie jest moje pierwsze spotkanie z literaturą obozową, bo miało ono miejsce gdy miałam zaledwie 12 lat. Niemniej jednak każdy kontakt z takimi książkami mocno mną targa. Wyzwala niesamowitą zadumę nad tragizmem setek tysięcy ludzi, którzy trafili do obozów i utracili swoją tożsamość na rzecz wytatuowanych numerów. Nic nie usprawiedliwia takiego bestialstwa, takiej zbrodni. Ale nawet w piekle tli się nadzieja i mieszka dobro. Doświadczyła tego młodziutka Adele, której świat w mgnieniu oka zmienił się nie do poznania. A jednak nawet tak wielkie zło nie złamało jej, a muzyka oraz miłość okazała się lekiem na całe zło. 

"Motyl i skrypce" to książka, która wiele uczy, wiele uświadamia, wiele pokazuje. Jest niczym żywy obraz, który niezwykle wyraziście dotyka i uświadamia piekło obozowego życia, okrucieństwo nazizmu i życia za murami Auschwitz. Czytając dosłownie zamierałam, a żywe obrazy przesuwały mi się przed oczyma. Czułam to, co Adele. Bezgłośnie łkałam świadoma ogromu tragedii, która bezlitośnie dotykała ludzkość. Oprócz tego, że tę powieść przeczytałam ja ją przeżyłam. Jej treść wypaliła znamię w mojej duszy. 

Powieść jest napisała rewelacyjnie. Jej lektura momentami okazuje się trudna, że względu na nadmiar ładunku emocjonalnego zawartego na poszczególnych stronach. Taka była niestety prawda o obozowym życiu, które biło bezlitośnie po twarzy. Po lekturze która była niczym rekolekcje poczułam wdzięczność za dar życia w pokoju, za to, że nie musze borykać się z piekłem wojny. 
Gorąco polecam przeczytanie tej książki wszystkim bez wyjątku, a zwłaszcza młodym czytelnikom, którzy nie mają już bezpośredniego kontaktu z wojennym pokoleniem, które wymiera. Niech tytuł trafi i przemówi by nigdy więcej w historii żadna młoda dziewczyna nie musiała borykać się z tym, co dotknęło Adele. 

piątek, 24 stycznia 2020

Ewa K. Czaczkowska "Mistyczki"



Wydawnictwo Znak 
data wydania 2019
stron 384
ISBN 978-83-2405-946-1

Kobiety desygnowane przez samego Boga 

Mistycyzm zawsze budził sensację i kontrowersje. Był tematem burzliwych dyskusji i przedmiotem podejrzeń. Dla przeciętnego człowieka, nawet tego, który głęboko wierzy i praktykuje bezpośredni kontakt z Bogiem, obcowanie ze światem transcendentalnym wykracza poza ramy wyobraźni. Kościół też jest bardzo ostrożny w uznawaniu objawień, nawiedzeń i ekstaz. Mistykom nie jest łatwo. Spotykają się często z niedowierzaniem, szydzeniem, oskarżeniami o choroby psychiczne i szaleństwo. Wykluczani są poza wspólnoty, piętnowani i skazywani na ostracyzm. Czy wyjawienie, że jest się wybrańcem czy wybranką Boga, jest łatwe i co za tym idzie?
By poznać odpowiedź na to pytanie, trzeba zaznajomić się z biografiami mistyków, najlepiej tych współczesnych, żyjących w czasach nam bliskich. Taką możliwość daje lektura najnowszej książki Ewy Czaczkowskiej, autorki biografii Faustyny Kowalskiej. Siostra Faustyna również miała objawienia i jej droga także była niełatwa, usłana różami z mnóstwem kolców.
Bohaterki najnowszego tytułu pani Czaczkowskiej miały chyba jeszcze trudniej. Żyły bowiem w świeckim świecie i nie były członkiniami wspólnot zakonnych. Nie były osobami konsekrowanymi, tym bardziej nie mogły liczyć na zrozumienie przez otoczenie.
Autorka na kartach książki przybliża czytelnikom cztery sylwetki: Wandy Boniszewskiej, Alicji Lenczewskiej, Wandy Malczewskiej i Marii Franciszki Kozłowskiej. Zostały one subiektywnie wybrane przez Ewę Czaczkowską. Wybór zapewne nie był łatwy, bowiem historia wspomina wiele stygmatyczek, osób mających wizje i doznających namacalnej dla nich obecności Boga i osobistego kontaktu z nim. Bohaterki, które wiodły zwyczajne świeckie życie, zostały wybrane, a zarazem obarczone brzemieniem ciężkim, które gwarantowało cierpienie. Ich życia były bardzo różne i bogate w odmienne doświadczenia, a zarazem miały wspólne mianowniki. Nie każda z owych pań zawsze była pobożna, nie każda doczekała się uznania swoich doświadczeń przez Kościół. Jedną obłożono nawet klątwą. Wobec innej toczy się proces beatyfikacyjny.
Co powoduje takie różnice? Czy każda z tych kobiet przeżywała swoje życie duchowe w sposób podobny? Czy miały one dylematy i zawahania w swojej wierze? Czy każda była duszą wykraczającą swoją osobowością i charyzmą poza ramy czasów, w jakich przyszło jej żyć?
Książka wyjaśni wszystko, a warto po nią sięgnąć nie tylko ze względu na tematykę, jaką porusza, i osoby, które przedstawia. Jej autorka dopracowała treść na medal, sięgnęła do dostępnych materiałów i tekstów źródłowych ze szczególną dokładnością oraz precyzją. W sposób przystępny a zarazem żywy i namacalny przedstawiła życie kobiet, które doświadczyły czegoś, co jest dla ogółu wiernych zakryte woalem tajemnicy i niedostępne.
Ewa Czaczkowska tym razem przedstawiła ciekawie postacie o wiele mniej znane niż apostołka Bożego Miłosierdzia, ale uczyniła to w sposób równie perfekcyjny i rozbudzający ciekawość ich życiem osobistym i duchowym. Sprawiła, że po lekturze tej pozycji chce się dowiedzieć o życiu tych kobiet jeszcze więcej, że chce się mocniej zagłębić w ich przepowiednie i objawienia, sięgnąć do bogatej bibliografii zawartej na końcu książki. Z lektury płynie przesłanie, że świat duchowy bywa bardzo tajemniczy, niezrozumiały dla ogółu, a tym samym osobisty i dostępny dla wybranych.
Książkę czyta się z narastającą ciekawością, a każda strona intryguje i dostarcza godnych uwagi informacji. Jeśli ktoś jest zainteresowany podjętą tematyką, jeśli chce poznać nietuzinkowe osoby i zagłębić się w dobrą biografię, to z czystym sumieniem zachęcam go do czytania. „Mistyczki” to idealna propozycja na prezent, to dobry wybór dla zainteresowanych historią Kościoła katolickiego.

czwartek, 16 stycznia 2020

Magdalena Kołosowska "Za ostatnią gwiazdą"



Wydawnictwo Replika
data wydania 2019
stron 288
ISBN 978-83-66217-94-2

Stop przeszłości. Witaj jutro!

Za mną lektura trzeciego, finalnego tomu cyklu pióra Magdaleny Kołosowskiej, który mocno zapisał się w moim sercu. Pokochałam wszystko: trzy główne bohaterki, styl Autorki, świetną fabułę. Doceniłam rewelacyjny pomysł oraz jego wykonanie. Z ręką na sercu mogę polecić serię Lepsze jutro każdej kobiecie, która ma ochotę na zagłębienie się w książkach o życiu, które niesie ze sobą wiele niespodzianek, ciosów i ciągle wymaga od nas podejmowania decyzji, dokonywania wyborów i zdawania egzaminów. W realnym świecie współczesnej kobiecie nie jest łatwo, ale gdy ma się obok siebie oddane i kochające siostry można łatwiej pokonać życiowe problemy. Doświadcza tego najmłodsza z sióstr, Kamila, której życie potwornie się komplikuje w krótkim czasie. 

Młoda, mniej doświadczona od sióstr dziewczyna, studentka, w krótkim okresie czasu dowiaduje się o chorobie i śmierci ojca, oraz o tym, że została zgwałcona. Tego ostatniego zdarzenia nie pamięta, a dzień w którym miało ono miejsce jawi się jej jako bezbarwna plama. Jednak słowa lekarki i policji uświadamiają jej, że padła ofiarą kogoś, kto był w stanie podać jej pigułkę gwałtu i skrzywdzić w najgorszy sposób. Świat Kamili rozpada się w drobny mak, ona sama czuje się potwornie skrzywdzona, zraniona, bezbronna i zagubiona. By normalnie żyć, by znów odetchnąć pełną piersią, by na jej twarzy kiedyś, w przyszłości pojawił się uśmiech siostra Kingi i Karoliny musi ułożyć swoją rzeczywistość na nowo, wyciągnąć wnioski i zapomnieć. Kasacja złych przeżyć w jej umyśle jest niezbędna by normalnie żyć. To jednak wcale nie jest łatwe zadanie. Nie jest łatwe, ale i nie jest niemożliwe...

"Za ostatnią gwiazdą" to ostatnia z książek, która opowiada o losach sióstr Krzyżanowskich. Najmłodsza z nich - Kamila przechodzi prawdziwe traumatyczne przeżycia. Każdemu byłoby trudno się z nimi uporać. Autorka w sposób bardzo wyrazisty opisuje jej przeżycia, które mogą dawać czytelnikom moc i wielką nadzieję. Kamila jest w przysłowiowej "ciemnej dolinie". Nad jej głową zgromadziły się bardzo ciemne burzowe chmury. Traci ojca, w pył rozsypuje się jej związek, ktoś gwałci nie tylko jej ciało, ale i duszę. Te trzy ciosy są cholernie mocne. Wiele kobiet nie daje rady się po nich podnieść przez długi czas. Postać Kamili właśnie takim osobom powinna dodać otuchy, sił i nadziei. Nadziei na to, że można. Że po burzy wychodzi słońce i chmury znikają.
 Magdalena Kołosowska pisze o trudnych sprawach odważnie, ale i delikatnie, z wyczuciem. Bardzo celnie oddaje emocje, jakie dotykają młodą dziewczynę. Kamila wydaje się być bezbronna, krucha, tym bardziej, że jest osobą wrażliwą, spragnioną miłości oraz prostolinijną. Jest przeciwieństwem Tatjany. Nie interesują ją gierki, zabawy uczuciami, żonglowanie w sferze sercowej czy wyrafinowane strategie romansowe. Ona szuka szczęścia i tego jedynego, którego pokocha całym sercem. Kamila nie potrafi żyć w woalu pozorów. Nic więc dziwnego, że od razu podbiła moje serce i spodobała mi się jako książkowa bohaterka. 

Tytuł czytało mi się świetnie. Kibicowałam, współczułam, chciałam do bólu, by wszystko skończyło się dobrze. To była naprawdę poruszająca i chwytająca za serce powieść. 
Cieszę się, że mogłam przeczytać ten tom, jak i całą serię. Długo o tak wspaniałej lekturze nie zapomnę. Dziękuję Autorce za wspaniałe emocje, za cudowne chwile ze świetnymi bohaterkami. Chciałabym mieć w realnym świecie tak cudowne przyjaciółki jak one. Zaprzyjaźnijcie się z nimi, poznajcie je, zaczytajcie się w tej serii. Naprawdę warto. 

wtorek, 7 stycznia 2020

Joanna Dubler "Dobre ciastko"





Wydawnictwo Lipstick Books
data premiery 15 stycznia 2020
stron 336
ISBN 978-83-2807-600-6

By być szczęśliwym trzeba wiedzieć czego się w życiu chce

Ze świecą szukać na świecie kobiety, która nie chce być szczęśliwa. Oczywiście nie każda z nas taka jest. Wiele z nas tego szczęścia szuka. Szuka swojej drogi, swego miejsca, swego powołania, swojej drugiej połówki. Trudno jednak znaleźć jakikolwiek z tych celów, gdy nie ma się skonkretyzowanego zdania, jak ów cel ma wyglądać. Jaki ma mieć cechy, jakie ma mieć priorytety, jakie stawiamy sobie wobec niego wymagania. Jednym słowem niezdecydowane są skazane na porażkę lub błądzenie bez celów. Motanie się w labiryncie życia bez konkretu dokąd chce się dotrzeć i co znaleźć. 

Joanna Dubler w swojej debiutanckiej powieści opisała dzieje pewnej kobiety, która dobiega już trzydziestki. Skończyła prawo, pracuje, choć praca nie daje jej zadowolenia, spełnienia i satysfakcji. Ma partnera i niby jest w udanym związku, ale to tylko powierzchownie tak ładnie wygląda. Konrad nie jest w pełni szczęśliwy z Zuzią, bo ta nie spełnia jego wszystkich seksualnych zachcianek. I nagle trach, para się rozstaje, a Zuzia wraca pod skrzydła rodziców i musi zacząć budować swój świat od nowa. Zamiast ślubu nasza bohaterka musi ułożyć swoją dorosłość od nowa. Tylko ona sama nie bardzo wie czego chce...

Zawsze gdy rozpoczynam lekturę debiutu mam wolny umysł. Nie mam określonych oczekiwań, nie wiem, czego po książce się spodziewać. No i zawsze zadaję sobie pytanie dlaczego Autor/Autorka napisała daną książkę. Co chciał/ła nią przekazać, co czytelnikom uświadomić, na co zwrócić uwagę. Bo wierzę, że każdy tytuł powstał po coś, że najpierw nim zostało nakreślone pierwsze słowo narodziła się jakaś idea. 

Jak podobało mi się "Dobre ciastko" i po co ta książka powstała? Otóż opis przygotował mnie na coś innego, a powieść okazała się nie taka jak się spodziewałam. Bo moim zdaniem to nie był soczysty erotyk, ale książka o szukaniu siebie i kobiecie, która w pewnym sensie reprezentuje współczesne pokolenie młodych dojrzałych i niedojrzałych w jednym. Zuzia nie jest głupia, skończyła wymagający kierunek studiów. Wprawdzie nie dostała się na aplikację, ale nie jest pozbawiona inteligencji. Brak jej jednak takiej zwyczajnej życiowej dojrzałości, którą w tym wieku powinna już mieć. Jej rozwój stoi na etapie niezdecydowanej nastolatki. Trochę w tym winy jej rodziców, którzy chcą w pełni organizować jej życie, mieć nad nim kontrolę. Zuzia intryguje. Czasem wkurza, sama nie wie czego chce. Tak jest w życiu uczuciowym, tak jest w życiu zawodowym. Brakuje jej wrzucenia na głębokie wody, brakuje wstrząsu, który jej uświadomi jak życie i te fajne młode lata uciekają jej w dal, przeciekają jej przez palce. 
Pod kątem jaki wspomniałam wyżej książka jest ciekawa, z intrygującą kobietą na pierwszym planie. Jako erotyk nie przypadła mi do gustu. Nie rozpala, nie intryguje. 
Nad stylem, nad piórem Autorka musi jeszcze popracować, dojrzeć, dopracować pewne elementy. 
Tak czasem jest, że chwytając jakąś powieść odkrywamy inne jej oblicze. Inne niż głoszą rekomendacje, niż sugeruje opis. Tak właśnie u mnie było z debiutem Joanny Dubler. Oczywiście każdy z Was może inaczej odebrać ten tytuł. Moja opinia jest szczera i wiem, że pewnie bardzo nietypowa. Być może dlatego, że dużo czytam i potrafię nietuzinkowo patrzeć na lektury. 

czwartek, 2 stycznia 2020

Paulina Jóźwik "Strupki"


Wydawnictwo Znak litera nova
data wydania 2020
stron 256
ISBN 978-83-240-7020-6

Wspomnienia są bezcenne

Lubię sięgać po debiuty. Czuję się wtedy jak podróżnik udający się w nieznane. Mam świadomość, że mogę odkryć nowe literackie lądy. Nowe książki, które podbiją moje serce. Mogę uzupełnić listę ulubionych autorów o kolejne nazwiska. Oczywiście nie zawsze jest rewelacyjnie, ale ostatni debiut jaki przeczytałam w grudniu ubiegłego już roku okazał się mega sztosem. Strzałem w samo wrażliwe czytelnicze serce, które ma dość książek podobnych do siebie, książek kalek. Fakt, dużo czytam i trudno mnie zaskoczyć, ale Paulinie Jóźwik udało się to fenomenalnie. Jej książkę rekomenduje i poleca sama Joanna Bator. Ja też, bo takich tytułów trzeba szukać ze świecą. Wszystko w nim mnie zauroczyło i zachwyciło, oczarowało i migiem się w nim rozkochałam. Gdyby ktoś kazał mi wymienić tylko jedną cechę tę książki, jej największy atut to pasowałoby mi tylko jedno słowo. Klimat. 

Ta powieść jest ogromnie klimatyczna, a klimat wyzwala sentymentalizm i czułość do wspomnień. Wspomnień z dzieciństwa i młodości, które niezaprzeczalnie nas kształtują. Nadają naszym osobowościom szlif. Oczywiście niektórzy się wypierają swoich korzeni, wstydzą się ich. Czy warto? Ależ nie jakiekolwiek by one nie były. Do tego przekonuje główna bohaterka książki, która dzieciństwo i młodość spędziła na wsi, a potem przeprowadziła się do miasta. Zmieniła się, wchłonęło ją inne życie. Podróż na wieś jednak ruszyła w jej duszy czułe struny. Przypomniała o latach, które były jedyne w swoim rodzaju. I wytworzyła się magia. Magia, która otula nie tylko Polę, ale i czytelnika. Magia, która oczarowała i mnie i zepchnęła mój umysł do lat minionych. Bo ja też bywałam na takiej wsi, w której życie było inne niż dziś. To był inny świat. bardziej prosty ale jakże urokliwy!!!

Pola wraca do rodzinnego domu na pogrzeb babki. Hanna Maj dożyła sędziwego wieku, ale w ostatnich latach towarzyszyła jej podstępna choroba. Choroba, która przysłoniła jej otaczający świat i bliskich, która zabrała ją z życia kiedy jeszcze biło jej serce. Utrata pamięci Hanny chyba bardziej uderzyła w jej bliskich niż w nią samą. Pozostały nierozwikłane rodzinne sekrety, tajemnice, które zaciekawiły Polę...

To wyjątkowa książka, która pozwoliła mnie na zajrzenie do świata przeszłości, do magicznej rzeczywistości, którą wyparł czas, technika i moje, podobnie jak i głównej bohaterki dorośnięcie. Jako dzieci, jako młode osoby postrzegamy inaczej, a świata nie przesłania nam materializm, proza życia i wieczna pogoń za pieniądzem. Tak było kiedyś, gdy Pola była mała i gdy ja miałam dużo lat mniej. To pozwoliło mi momentalnie zjednoczyć się z młodą kobietą, która otworzyła furtkę do przeszłości. I to nie był absolutnie żaden błąd a fascynująca wyprawa. Książka jest napisana wspaniale. Jest wyważona i chwyta za serce nutą sentymentalizmu, roztkliwieniem za tym, co bezpowrotnie minęło. Proza Pauliny Jóźwik jest dojrzała, styl wywołuje zachwyt, dlatego tę książkę chce się czytać bez końca. Nie chce się z niej wynurzać, dusza buntuje się na słowo koniec. Niestety ten kiedyś jednak nadchodzi. Trudno mi było rozstać się ze światem opisanym w lekturze, dobrze się stało, że czytałam ją w okresie grudniowym kiedy więcej niż zwykle się wspomina i odkurza pamięć. To książka ambitna, odważna, pokazująca jak wiele się w naszych duszach dzieje, jak ważne są korzenie. 

W treści jest jakaś poetyka, jest hołd oddany przeszłości, jest tęsknota, jest bolesne godzenie się z upływem czasu, zmianami na które nie mamy ochoty, jest nostalgia i refleksja nad sensem naszego życia, bo z pewnością nie może nim być lansowany wszem i wobec konsumpcjonizm. Nie musimy mieć kolejnej sukienki, telefonu, perfumy czy samochodu. Musimy mieć świadomość własnej tożsamości i życie duchowe. Musimy mieć swoje wnętrze by dostrzec to, co istotne.
Na pozór niezwykle prosta i przejrzysta opowieść powaliła mnie na kolana, odurzyła treścią i postawiła do pionu wobec tego, co mnie otacza. Cokolwiek by się działo warto łapać chwile, które są ulotne, pielęgnować wspomnienia, dokumentować codziennośc, sycić się nią. Doceniać to, co się ma. 

"Strupki" to tytuł stojący w opozycji do szalonego współczesnego świata, który nie powinien, nie może przesłaniać tego, co najbardziej istotne. 
To nie jest zbyt trudna, ale niezwykle wartościowa lektura. Gratuluję Autorce Genialnego debiutu. Proszę o kolejne książki. 

Najlepsze książki 2019 roku

Mamy Nowy 2020 Rok. Czas podsumować stary, ten który się skończył i który był dla mnie trudny, był sprawdzianem, był z problemami kumulującymi się wokół zdrowia. To fakt zawsze spadałam ja i moi bliscy na cztery łapy, ale co nerwów zjadłam to moje. Więc nie miejcie mi za złe, ale niekiedy nie było dobrego klimatu na czytanie, ale i były momenty, kiedy książki były lekarstwem. Tak, po ubiegłym roku, jak zwykle, pozostały zaległości i będę musiała je nadrobić. Zatem zasłaniam twarz kapturem, by nie było widać rumieńców wstydu i spowiadam się z mojej czytelniczej doli. 

Przeczytałam tylko 77 książek. Dla kogoś może to dobry wynik, ale dla mnie to powód do wstydu. Bywało lepiej, o wiele lepiej, także nie mam się czym chwalić. 

Wybrałam te najlepsze tytuły i podam Wam je w kolejności przypadkowej. 
A zatem:


Ten tytuł doceniłam za piękny obraz egzotycznego świata, fenomenalną opowieść o różnych obliczach miłości i chwytającą za serce historię w centrum której stoją dwie kobiety


Kolejna powieść mojej ukochanej Autorki okazała się niesamowitą lekturą, która zabrała mnie do magicznego Petersburga i przybliżyła dzieje tak wyjątkowej pary targanej przez namiętności, uczucie i burzliwą historię. Książkę porównałam do Anny Kareniny, jest równie genialna.


Tytuł, który miał być kolejną dobrą obyczajówką okazał się wyjątkową powieścią, której czytaniu towarzyszyły naprawdę ogromne emocje. Mam wrażenie, a minęło już trochę czasu, że czytałam tę powieść dwie godziny temu. Wciąż we mnie tkwi jej treść.



Napiszę tyle, prawdziwy obraz Bieszczad bez słodzenia i lukru. Magiczna książka, którą pokochałam.


Gabriela Gargaś nie ma nade mną litości. Znów, po raz kolejny poturbowała mnie emocjonalnie. To była wyjątkowa lektura. 



Mistrzostwo świata. Genialna powieść, która pokazuje w pełnej krasie talent Magdaleny Witkiewicz do tworzenia rewelacyjnych książek.


To nie przypadek, że pokochałam tę historię. Nikt, tak jak Katarzyna Enerlich, z taką czułością i miłością nie potrafi pisać o Mazurach. 


Doceń życie i ciesz się nim, bo jest kruche i niekiedy krótkie. Wylałam morze łez. 


Arabskim klimatom w literaturze pozostanę dozgonnie wierna. Laila Shukri pisze o nich po prostu genialnie. 


Czy warto być dziewczyną szejka? Czy tacy nadają się na męża? Po lekturze łatwo odpowiedzieć na takie pytania.



Emocjonalna bomba. Książka, która przywraca do pionu i uczy ważnych rzeczy. 


Idealna w swoim gatunku. Dobrze mi się czytało. 


Czy warto iść w najwyższe góry? Czy K2 to góra morderca? 


Kolejna świetna książka Magdaleny Majcher. 


czwartek, 26 grudnia 2019

Magdalena Witkiewicz "Uwierz w Mikołaja"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2019
stron 408
ISBN 978-83-8075-916-9

Nie ma świąt bez Mikołaja, niekoniecznie świętego

Święta mają swoje tradycje. Na Boże Narodzenie musi być choinka, prezenty, rodzinna atmosfera, dużo ciepła i miłości oraz święty Mikołaj. W swojej najnowszej powieści Magdalena Witkiewicz przekonuje nas, że święta bez Mikołaja są niemożliwe. Choć ten Mikołaj niekoniecznie musi być święty. Może być nieświęty, może być zwyczajny, ale musi być. Jeśli brzmi to dla was niejasno bądź tajemniczo, jeśli chcecie przeczytać świetną powieść otuloną grudniowym klimatem, to polecam lekturę książki „Uwierz w Mikołaja”. Autorka pisała ją latem, gdy dokuczały upały i nic wokół nie przypominało zimowego klimatu. Dodam jeszcze, że napisanie takiej świątecznej lektury wcale nie jest proste. Trzeba uważać, by jej nie przesłodzić, by nie wpaść w sidła kiczu, by nie przetransformować realnego świata w lukrowaną śniegiem bajkę. Pani Magda zadanie wykonała na szóstkę. Wypośrodkowała w swojej książce wszystkie niezbędne elementy tak, że czyta się ją naprawdę świetnie i doskonale daje się odczuć to, co w grudniowych świętach najważniejsze.
Kilka grudniowych dni, pełnych przewidywalnych i niespodziewanych zdarzeń. Dla wykreowanych bohaterów wiele chwil radosnych i nieco smutnych. W życiu każdego z nich sporo się zdarzy i nie zawsze będą to oczekiwane chwile, bo czego jak czego, ale niespodzianek w trakcie czytania nie zabraknie.
Agnieszka, mocno związana ze swoją babcią studentka, ogromnie cieszy się na wspólne święta w uroczym domku położonym w środku kaszubskiego lasu. Jak się jednak okazuje, jej babcia ma inne plany na ten czas. Zaskoczona dziewczyna chce wyjaśnić, co tak naprawdę się wydarzyło, i wyrusza na Kaszuby. Tam, pośrodku leśnej głuszy, znajduje pusty dom i spotyka Mikołaja. No, nie do końca świętego, ale takiego, którego całkiem dobrze zna. Ów Mikołaj ma w planach spędzenie świąt w tropikalnych klimatach, ale los ma wobec niego nieco inne zamierzenia. Zosia ma zaledwie pięć lat i bardzo przejrzyste marzenia. Dziewczynka chce mieć piękną choinkę, spokój w domu i kochającą babcię. Jej mama marzy, by jej dom przestał być meliną, w której rządzi ojciec Zosi, bardziej kochający wódkę i kompanów do kieliszka niż najbliższe osoby. Krystyna i jej mąż osiągnęli sukces zawodowy i ekonomiczny, ale pogubili się w życiu osobistym. Ich wzajemną więź i bliskość przytłumił tuman kurzu, a ich uczucia zardzewiały na przestrzeni lat.
Kilka osób, kilka dni, wiele niespodzianek i ten wyjątkowy czas, w którym może nie wszystko jest możliwe, ale o wiele więcej niż na co dzień.
Tę powieść czytało mi się rewelacyjnie. Otulona kocykiem, z kubkiem herbaty, z uwagą śledziłam losy opisanych bohaterów, których zwyczajne, codzienne światy były bardzo różne. Każdemu jednak coś brakowało do szczęścia i spełnienia. Anna miała dość awantur i zapachu alkoholu, Zosia marzyła o szczęśliwym dzieciństwie. Mikołaj, choć nie chciał się do tego przyznać nawet przed samym sobą, chciał się zakochać i stracić głowę dla tej jednej jedynej. Autorka świetnie poprowadziła swoich bohaterów – w każdym z nich odkryjemy jakąś cząstkę siebie, a dzięki temu są oni nam bliscy i bardzo prawdziwi. Ten fakt rzutuje na klimat powieści, który ma w sobie z jednej strony aromat świąt, ale i z drugiej to nieidealne, zwyczajne życie.
„Uwierz w Mikołaja” to lektura bardzo ciepła, która doskonale wprowadzi nas w świąteczne nastroje. To książka, która pozwoli się zrelaksować, przypomni, co tak naprawdę jest ważne w życiu i w okresie świąt. Możecie podarować ją w prezencie, możecie rozkoszować się nią po świątecznych porządkach, możecie poczuć dzięki niej magię Bożego Narodzenia. Z serca polecam i gratuluję Magdalenie Witkiewicz pomysłu na fabułę.


niedziela, 15 grudnia 2019

Laila Shukri "Jestem nieletnią żoną"



Wydawnictwo Prószyński
data wydania 2019
stron 384
ISBN 978-83-8169-194-9

Ślubny welon zamiast lalki

W Polsce, podobnie jak i w Europie, nastoletnie dziewczynki mogą spokojnie smakować dzieciństwo i młodość. Uczęszczać do szkoły, beztrosko cieszyć się życiem i swobodą, dorastać pod skrzydłami rodziców, będąc objętymi prawną ochroną. Nie wszędzie na świecie taka normalna, jak nam się wydaje, sytuacja ma miejsce. Są kraje, gdzie nastolatka jest świetnym materiałem na żonę i może być dla rodziny obiektem transakcji finansowej, pozwalającej zarobić sporą kwotę pieniędzy. Tak jest na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza po wybuchu wojny w Syrii. Tam dorastająca dziewczynka nie musi być uczennicą, nie musi zdobywać wiedzy i nie ma często prawa do swobodnej edukacji. Gdy jej rodzina postanowi, że czas jej na opuszczenie rodzinnego domu i zmianę stanu cywilnego, musi już na zawsze odłożyć podręczniki do lamusa i zacząć dorosłe życie. Stać się kobietą, choć nie jest jeszcze na to gotowa. Ani psychicznie, ani fizycznie. Mąż będzie od niej wymagał zajęcia się domem, powinności seksualnych i rodzenia dzieci. Ani jego, ani jego rodziny nie będzie obchodziło to, że nieletnia żona będzie przeżywała dramat.
Dla wielu z nas te fakty wydadzą się szokujące, ale takie historie zdarzają się naprawdę i to często. Tak mówią bezlitosne statystyki, taką historię opowiada w swojej najnowszej książce Laila Shukri, pisząca pod pseudonimem Polka, która doskonale zna realia arabskiego świata i panujących w nim praw oraz obyczajów.
Tytuł „Jestem nieletnią żoną” to dzieje dwunastoletniej Salmy, która wraz z rodziną mieszkała w Jordanii. Gdy ją poznajemy, jest zdolną uczennicą, która marzy o dalszej edukacji i zostaniu w przyszłości lekarzem. Jej rodzice za nic mają marzenia córki. Nie wiedzie im się zbyt dobrze, ledwie wiążą koniec z końcem, dlatego planują szybko wydać córki za mąż. Właśnie trwają poszukiwania męża dla najstarszej z sióstr. Gdy znajduje się odpowiedni kandydat, który pochodzi z Ammanu, dorośli są podekscytowani. Gdy dochodzi do spotkania młodych, ma miejsce pewna niespodzianka. Młodzieniec nie wybiera zaprezentowanej mu kandydatki, tylko upiera się, by jego żoną została młodsza Salma. Rodzicom jest wszystko jedno i los dwunastolatki zostaje przypieczętowany. Nadchodzi czas, by porzucić szkołę i rodzinne gniazdo, włożyć welon i zapomnieć o dzieciństwie…
Czytając tę książkę, mocno się wzruszyłam, a w oczach miałam łzy. Pojawiły się one za sprawą koszmaru, jaki zgotowali dziecku rodzice, ale i złości na system oraz obyczaje, które wydają przyzwolenie na takie zaślubiny. Dziecko, które powinno być objęte miłością, opieką i troską, jest przedmiotem handlu niczym krowa czy wielbłąd. Rodziny nie obchodzi jego przyszłość i szczęście. Tak musi być, takie są obyczaje – powiedzieliby zapytani matka i ojciec Salmy. Jej historia spisana przez autorkę przeplatana jest statystykami, faktami i naświetleniem przede wszystkim tej, ale i innych praktyk, które funkcjonują w arabskim świecie i są traktowane jako coś oczywistego i całkowicie normalnego. Nas, Europejczyków, szokują, a w wielu islamskich państwach są na porządku dziennym. Autorka świetnie oddała przeżycia bezbronnej wobec świata i ludzi dziewczynki, która musiała pogodzić się z okrutną rzeczywistością, pogrzebać marzenia i plany. Wycierpieć wiele na ciele, jak i duszy. Żyć pod presją, pod dyktando, być okaleczana i poniewierana. Laila Shukri bez zastanowienia pokazuje funkcjonujące w otaczającym ją środowisku patologie, jak wykorzystywanie seksualne nieletnich, ukryta prostytucja, handel dziećmi czy stosowanie przemocy fizycznej oraz psychicznej. Protestuje anonimowo, bo tylko tak może, aczkolwiek z precyzją przedstawiając zło, które uchodzi bezkarnie. Świat, dowiadując się o nim, nie może pozostawać obojętny i zasłaniać problemy tradycją oraz kulturą.
Ta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, zmroziła krew w żyłach, zrodziła bunt i protest przeciwko pewnym zachowaniom. Obaliła funkcjonujący rodem z „Baśni tysiąca i jednej nocy” romantyczny mit Orientu. Jestem pod wrażeniem pióra i stylu autorki, która celnie uchwyciła słowami to, co powinno ujrzeć światło dzienne. Choć to bardzo brutalna i drastyczna lektura, to jest ona bardzo potrzebna, by głosić światu tragedię młodych dziewczynek, które pozbawiono człowieczeństwa, prawa do szczęścia i edukacji. Do odnalezienia miłości i cieszenia się życiem. Trudny tytuł, aczkolwiek niosący wyraźne przesłanie – stop handlowi dziećmi, stop wykorzystywaniu ich seksualnie, stop zbrodni na niewinnych nastolatkach.