Moi Drodzy!
13 lipca 2022! Zapamiętajcie tę datę! W tym dniu ukaże się kolejna powieść Magdaleny Witkiewicz. Wyda ją Wydawnictwo Flow, a książka zapowiada się genialne!
Moi Drodzy!
13 lipca 2022! Zapamiętajcie tę datę! W tym dniu ukaże się kolejna powieść Magdaleny Witkiewicz. Wyda ją Wydawnictwo Flow, a książka zapowiada się genialne!
data wydania 2022
stron 528
ISBN 978-83-7779-812-6
Klasyk, który nigdy się nie zestarzeje!
Jak każdy czytelnik mam swoje ulubione książki. Mam swoje ulubione tytuły, do których lubię wracać i których nigdy nie mam dość. Część z tych książek czytałam w całości lub we fragmentach nawet kilkanaście razy. Wśród tych literackich perełek są lektury z różnych gatunków. Dziś zatrzymam się nad jednym z nich. Zrobię to z kilku powodów.
Jestem przekonana, że wielu z Was doskonale kojarzy bohaterkę tego cyklu, ale być może w pokoleniu młodych moli książkowych znajdzie się ktoś, kto nie zaznajomił się jeszcze z rudowłosą Anią, która wiele lat temu zamieszkała na Zielonym Wzgórzu. Została adoptowana i pokochana przez swoich opiekunów, ale i przez całe pokolenia naszych babć i mam. Według powieści Lucy Mound Montgomery nakręcono serial emitowany na platformie Netflix. Ja jednak będę zachęcała do lektury książki także z racji tego, że Wydawnictwo MG przygotowało nowe ciekawie ilustrowane jej wydanie. Na zdjęciu powyżej widzicie jego okładkę.
Rodzeństwo Maryla i Mateusz mając swoje lata szukają kogoś do pomocy w prowadzonym przez nich gospodarstwie. Myślą o chłopcu, który wzięty z sierocińca pomoże im w pracy fizycznej i osłodzi starość. Wskutek małego nieporozumienia do ich domu trafia rudowłosa dziewczynka, która ma mnóstwo piegów i bardzo oryginalną osobowość.
Nie ma mocnych! Tej nastolatki nie da się nie pokochać, tak samo jak nie da się nie docenić tego pięknego, ilustrowanego wydania w twardej oprawie, które cieszy oko i przypomina, że pewne klasyki się nie starzeją, a na świecie istnieją rzeczy ponadczasowe i wiecznie żywe. Ciągle aktualne i wciąż zachwycające kolejne pokolenia. Ania Shirley żyje w Kanadzie w innej epoce, innym świecie. Jest romantyczką, zachwyca się przepiękną przyrodą, która ją otacza. Ma dobre serce, ale i niepokorną duszę. Jest wyjątkowa i niesamowita.
Zawsze czytając tę powieść chciałam mieć taką przyjaciółkę jak Ania. Po raz pierwszy zajrzałam do tego tytułu mając nieco ponad dziesięć lat. I miłość do niego pozostała do dziś. Pierwszy raz czytałam tę powieść z wypiekami na twarzy, potem syciłam się każdym fragmentem, treścią, opisami przyrody, dialogami. Wiele razy ta książka była niczym najlepszy i sprawdzony medykament na chandrę, chorobę czy zły nastrój. Na stronach tej lektury odnajdzie się czytelnik w każdym wieku. Wszak zakochały się w niej całe pokolenia. Z biegiem lat mój odbiór treści nieco się zmienia, zwracam uwagę na coraz inne szczegóły i zastanawiam się jak to jest, że świat się zmienia, a moja fascynacja tym utworem nie. Wręcz przeciwnie, ona stale się rozrasta.
"Ania z Zielonego Wzgórza" w nowej odsłonie Wydawnictwa MG to rewelacyjny i trafiony pomysł na prezent. To tytuł, który otwiera tę genialną serię i będzie pięknie prezentował się na półce każdej biblioteczki. Ania uczy wielu cennych rzeczy. Uczy jak marzyć, jak sięgać po niemożliwe, jak osiągać cele, otwiera oczy naszej wyobraźni, pokazuje ciekawe perspektywy i horyzonty. Każde, pierwsze czy kolejne, spotkanie z panną Shirley będzie wyjątkowe. Zachęcam do spotkania z tą niesamowitą bohaterką i życzę miłej lektury.
data wydania 2022
stron 272
ISBN 978-83-66521-82-7
Ludzkie życie jest jak układanie domina
Nasze życie składa się z ciągu dni niczym układanka z puzzli. Każdego z nich podejmujemy różne decyzje i dokonujemy multum wyborów. Od tego nie da się uciec. To życiowa konieczność i nie zmienimy tego za nic w świecie. Jedne z tych wyborów są strzałami w przysłowiową dziesiątkę i korzystamy z ich dobrodziejstw. Dzięki nim rozwijamy się, czujemy się szczęśliwi i spełnieni. Budujemy swój świat, zapełniamy nasz pamiętnik życia. Ale niestety człowiek to istota omylna i czasem błądzi. Podejmuje złe decyzje i ponosi ich konsekwencje. Jeden krok może być krokiem w przepaść, który pogrąży nas na dobre, sprawi, że zaczniemy spadać w dół w spiralę błędów. I nagle stracimy kontrolę nad rzeczywistością, będziemy mieć wrażenie, że pędzimy samochodem w którym awarii uległy hamulce. Czasem nasze życie przypomina domino w którym potrącenie jednego elementu burzy całą konstrukcję i pogrąża nas w mroku...
Młodość i stanie u progu dojrzałego życia jest okresem szczególnie niebezpiecznym w którym czyha na nas wiele niebezpieczeństw. Jedno potknięcie może kosztować nas wiele, bardzo wiele, zbyt wiele...
Doświadczyła tego pełna młoda kobieta - Dominika, która jest bohaterką powieści Patrycji Arendt "Domino cierpienia". Jej życie pewnego dnia zaczyna przypominać jazdę na karuzeli, która obraca się w szaleńczym tempie i nie może zastygnąć w bezruchu. A za wszystkim złym stoją wydarzenia z przeszłości i jeden błąd, który kładzie się wyrazistym cieniem na przyszłości. Za winy trzeba pokutować, ale w tym wypadku egzystencja młodej dziewczyny przypomina brodzenie w gęstym bagnie, które coraz bardziej ją pochłania.
Domi wraz ze swoją serdeczną przyjaciółką chcą się zabawić. Niestety mała impreza, która ma być przyjemną odskocznią od rzeczywistości przemienia się w koszmar. Dwie dziewczyny zaczyna łączyć sekret. Ginie bowiem jeden uczestnik - kolega dziewczyn, a za jego zgonem nie kryje się przypadek. Ograny ścigania zakwalifikowałby go jako morderstwo. Przyjaciółki zacierają ślady zbrodni, ale ich sumienia od tej pory nie są czyste i dręczą je pewne wyrzuty. Długie życie nie jest pisane również Amandzie, a Dominikę zaczyna gnębić paniczny lęk by mroczne sekrety nie ujrzały światła dziennego. Czy tak się stanie? A może pozostaną one tajemnicami na zawsze?
Po przeczytaniu tej powieści naprawdę trudno mi uwierzyć, że to debiut literacki jej Autorki. Fabuła jest świetnie nakreślona i przemyślana. Pani Patrycja doskonale potęguje na kartach książki napięcie i serwuje nam kolejne sensacje, wplątuje swoich czytelników w pajęczynę zła. Wprowadza w bardzo mroczny zakątek z dusznym klimatem, który wydaje się być ślepy i z którego nie ma wyjścia. Opisana historia wyraziście wyłamuje się z wszelkich ram i stereotypów. Jest niepowtarzalna i ogromnie klimatyczna. Wywołuje dreszcze i wprawia w spiralę emocji dosłownie z piekła rodem. Czytelnik czuje się jakby stąpał w gęstym mroku, jakby wraz z Domi szedł po ciemku po kruchym lodzie, który w każdej chwili może się załamać i wciągnąć nas w otchłań. Akcja książki oscyluje pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, które zręcznie się ze sobą przeplatają i łączy je bardzo wiele. Każdy krok ma swoje następstwa, nic nie pozostaje bez echa.
Autorka odważnie porusza w fabule szereg trudnych tematów, które powodują zwykle kontrowersje i spory wydźwięk. Jest mowa o toksycznych relacjach, zemście, nieprzemyślanych wyborach, które przekreślają nadzieję na słoneczne jutro. Ta lektura nie przeszła w mojej duszy bez echa. Skłoniła mnie do refleksji i zastanowienia się nad nawet najdrobniejszymi gestami. Każdy z nich może być tym małym, niewinnym kamykiem, który uruchomi lawiną, a ta jest w stanie poturbować na trwałe każdego z nas.
Bardzo mocno przeżyłam lekturę tej książki, byłam nią bardzo zaintrygowana, mocno wciągnęła mnie jej fabuła, a ciekawość była rozpalona do maksimum. To naprawdę niesztampowa powieść, którą polecam tym, którzy lubią w lekturach nietuzinkowe rozwiązania i pomysły. Brawa dla jej Autorki!
data wydania 2022
stron 432
ISBN 978-83-240-6424-3
A może ekscytujący weekend w polskim mieście?
Polacy od dobrych kilku lat polubili krótkie wyjazdy weekendowe. Coraz częściej wyjeżdżamy nie tylko na dłuższy wakacyjny czy urlopowy wypoczynek, ale i podróżujemy na dwa wolne dni by zobaczyć, poznać i zwiedzić coś nowego. Często celem podróży jest prowincja, atrakcyjne uzdrowisko czy znany kurort. Ale można obrać też inny kierunek i udać się do jednego z polskich miast. To rozwiązanie pewnie wielu z Was zdziwi, ale ja wraz z Autorką książki "Gdzie w Polsce do miasta" będę się starała do tego zachęcić. Wśród polskich grodów są bowiem prawdziwe perełki pełne atrakcji dla każdego. Tam coś ciekawego dla siebie mogą znaleźć i mali i duzi.
"Gdzie w Polsce do miasta" to publikacja jedyna w swoim rodzaju. Jest ona niewątpliwie przewodnikiem, ale na pewno niesztampowym, ciekawym i napisanym w bardzo przejrzystej formie. Łatwo wyszukać w nim na szybko konkretne informacje, które są podane w przejrzystej pigułce, zgrabnie i wygodnie. Autorką jest blogerka prowadząca stronę www.gdziewpolscenaweekend.pl
Cień przeszłości bywa czasem ogromnym balastem
"Psi park" to moje pierwsze spotkanie z piórem Sofi Oksanen, cenionej przez czytelników pisarki o fińsko-estońskich korzeniach. Jej powieść zrobiła na mnie ogromne wrażenie i wprawiła w spore osłupienie. O ile nie mam wątpliwości co do oceny tej lektury, o tyle nie potrafię ocenić jej głównej bohaterki z której losem splecione jest życie innej młodej kobiety. Nie mam jakiegoś skomplikowanego kręgosłupa moralnego, ale postępowania Oleńki, ukraińskiej dziewczyny, która chciała wyrwać się z jarzma biedy, nie jestem w stanie otaksować. Z jednej strony rozumiem co nią kierowało, z drugiej mimo wszystko nie powinna zejść na drogę, którą wybrała, a która szczęścia i zadowolenia jednak jej nie dała. Doskonale wiem, że jest ona tylko symbolem wielu, naprawdę wielu młodych Ukrainek, które nie chcą szarpać się z życiem i brakiem środków finansowych.
Życie Oleńki nigdy nie było usłane różami. Nie zaznała dostatku, jej rodzice nie byli majętni, doświadczała za to zmian adresu i przeprowadzek. Mimo to jej rodzinie ciągle skromnie się powodziło. Po śmierci jej ojca matka dziewczyny zamieszkała z jej ciotką, a Oleńka postanowiła wyrwać się z dobrze znanego jej marazmu i niedostatku. Spróbowała swoich sił w modelingu, a potem weszła w świat biznesu związanego z surogacją. Tam zaczęła zarabiać niezłe pieniądze, ale i jej życie splątało się i silnie pogmatwało. Było nieciekawie na tyle, że musiała uciec do Finlandii, zamieszkać w Helsinkach i pracować jako sprzątaczka. I nagle w jej życiu pojawiła się kobieta z przeszłości, która zburzyła jej jako taki spokój...
"Psi park" to książka przede wszystkim naładowana emocjami i sekretami. Tu na początku właściwie nic nie jest jasne i klarowne, a czytelnik czuje się jak w gęstym lesie, w gęstwinie drzew w której nie ma żadnej ścieżki, po której można się bezpiecznie poruszać. Wszystko, dosłownie wszystko jest tajemnicą, a fabuła krąży w dwóch przestrzeniach czasowych, pomiędzy którymi w życiu głównej bohaterki wiele się wydarzyło. Czytając, strona po stronie, odkrywamy życie młodej dziewczyny, której bagaż jest naprawdę ciężki. Idąc przez życie Oleńka mając całkiem dobre intencje popełnia błędy, potyka się i upada. Pracuje w agencji, której fundamentem działalności jest dziedzina kontrowersyjna moralnie, która działa gdzieś na granicy moralności. Na Ukrainie jest prawnie dozwolona, ale na ile człowiek jest w stanie kupczyć częścią siebie, swego ja, swego ciała? Czy świadome rodzenie dzieci innym jest dobre? Zwłaszcza jeśli robi się to przede wszystkim dla pieniędzy?
"Psi park" to książka, która pokazuje w świetle dziennym pewne bardzo kontrowersyjne i dyskusyjne sprawy : płatne surogactwo, nielegalne operacje, handel ludzkimi komórkami, a w końcu przemoc, siłę i podejrzane interesy oraz działalność na granicy prawa. Autorka wyraziście pokazuje kontrasty jakie panują w Europie na początku XXI. Świat biedy i bogactwa, w którym prawie wszystko jest na sprzedaż i prawie wszystko można kupić. Przez fabułę przewija się najnowsza historia Rosji i Ukrainy, konflikt o wschodnią część państwa ze stolicą w Kijowie. Czytając tę powieść, której premiera miała miejsce w 2019 roku, właśnie teraz patrzymy na ukazany całokształt jeszcze głębiej i wrażliwiej. To na pewno książka niezapomniana, trudna w odbiorze, ale i taka od której naprawdę trudno się oderwać i wobec treści której nie można być obojętnym. Autorka stopniowo dawkuje w niej odkrywanie sekretów, trzyma czytelnika w napięciu i dostarcza mu naprawdę silnych emocji i wrażeń. Warto sięgnąć po ten tytuł, a ja go z serca polecam.
data wydania 2022
stron 384
ISBN 978-83-67093-30-9
Czasem trzeba żyć tylko chwilą...
Na najnowszą powieść Magdaleny Witkiewicz czekałam jak zawsze z utęsknieniem i niecierpliwością. Nie mogłam doczekać się momentu kiedy dane mi będzie usiąść z nią w ręku, otulić się kocem i z kubkiem ulubionej herbaty z cytryną zatopić się w lekturze. Nie przyszło mi oczywiście do głowy w jakich okolicznościach przyjdzie mi ją czytać i nie miałam pojęcia, że to co się dzieje wokół mnie tak bardzo mocno wpłynie na odbiór powieści, tak bardzo wzmocni jej przekaz. Opisana przez Autorkę opowieść to książka z historią wojenną w tle.
Akcja "Córki generała" rozpoczyna się w bardzo trudnym dla Polski i burzliwym dla Europy czasie. Jest druga połowa lat trzydziestych XX wieku. Tytułowa bohaterka jest wtedy młodą niemiecką dziewczyną, która wraz z rodziną, rodzicami i bratem, mieszka w Wolnym Mieście Gdańsk. Czasy są ogromnie niespokojnie, w powietrzu czuć wojnę, a Elise, młoda studentka zakochuje się bez pamięci. Jej wybrankiem jest Andrzej, Polak, któremu dziewczyna też nie jest obca. Ich uczucie zapuszcza korzenie po dwóch wrogich stronach barykady, a rodzina Elise i otoczenie Andrzeja jest przeciwne tej relacji. Generał von Hummel nie bierze pod uwagę, że jego ukochana córka zakocha się we wrogu Rzeszy, której jest wierny. Czy ideologia i konkretni ludzie są w stanie stanąć na drodze prawdziwemu uczuciu? Czy miłość jest w stanie wygrać z wojną i przeciwnościami losu? Jak potoczą się losy zakochanych wobec śmiertelnego niebezpieczeństwa? Czy dane im będzie dzielić z sobą całe życie aż do śmierci?
Najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami, a w jej tło wplecione są karty historii. Przyszło mi ją czytać gdy za naszą wschodnią granicą rozpoczęła się wojna. Właśnie dlatego jej treść przemówiła do mnie wyjątkowo mocno i wyraziście. Tym bardziej mogłam wczuć się w jej klimat i rozumieć fabułę, która opowiada o miłości, która musiała walczyć o przetrwanie tak samo jak ludzie, których połączyła. Ta powieść robi naprawdę wyjątkowe wrażenie i przykuwa uwagę czytelnika. Wskazuje na destrukcyjny wymiar wojny, na jej zło, szaleństwo i barbarzyństwo. Głównym bohaterom przyszło zmierzyć się z tak wieloma przeciwnościami! Mimo to, zło nie zabiło w nich człowieczeństwa, a raczej zahartowało i dało cenną życiową lekcje, uświadomiło co jest bardzo ważne, a co mniej istotne.
Autorka w swojej kolejnej książce ponownie udowodniła, że potrafi pisać nie tylko piórem, ale i sercem, które włożyła w każdą stronę swego dzieła. Efektem jej pracy jest tytuł, który się czyta jednym tchem, który się chłonie, który się przeżywa, którym się żyje. Wszystko, co jest opisane w książce wydaje się być prawdziwe, realne i namacalne. Bohaterowie są żywi, wyraziści i nie przerysowani. Akcja toczy się dynamicznie, a wydarzenia poznajemy dzięki zmieniającemu się narratorowi. Tak, tę historię poznajemy z perspektywy kilku osób, a dzięki temu jest ona ogromnie plastyczna i rzeczywista w odbiorze.
To książka o miłości i wojnie, o walce o przetrwanie i o bólu. O stracie i niespodziewanych prezentach od losu. Przy lekturze płakałam. Nie zabrakło łez nad historią, która stała mi się tak bliska, jakby rozgrywała się przed moimi oczami. Nie zabrakło refleksji nad tym, że ludzkość źle odrobiła zadanie domowe i znów dopuszcza się kataklizmu i najgorszego błędu jakim jest walka zbrojna.
"Córka generała" to naprawdę wyjątkowa pozycja na rynku. Jest tak piękna i wymowna, tak genialna, że trudno to oddać słowami w krótkim tekście. Ta powieść z pewnością Was nie rozczaruje i poruszy Wasze sumienie na długo zapadając w pamięć i serce. Koniecznie po nią sięgnijcie i dajcie się jej zawładnąć.
Moja ocena 10/10.
data wydania 2022
stron 368
ISBN 978-83-8195-820-2
Zło często czai się za zamkniętymi drzwiami, a pozory bardzo mylą!
Jeden telefon wykonany ukradkiem był niczym kamień, który spowodował lawinę, niczym kropla, która wydrążyła skałę i spowodowała, że tama uległa zniszczeniu. Owa tama trzymała w swoich ryzach gigantyczny koszmar kilkunastu osób, który dział się przez wiele lat. Przez tysiące dni trzynaścioro dzieci było uwięzionych w czterech ścianach domu przez własnych rodziców, którzy zgotowali im prawdziwe piekło. W imię czego? Na to pytanie szukałam odpowiedzi czytając książkę Johna Glatta, która momentalnie zmroziła moją krew w żyłach. Byłam ciekawa, co było przyczyną by ludzie wobec własnych dzieci stali się bestiami gotowymi do zadawania najgorszych tortur. W tym wszystkim najbardziej okropne jest to, że ta książka opowiada niestety historię, która wydarzyła się naprawdę.
Rodzina Turpinów dla sąsiadów i otoczenia wydawała się normalna i zwyczajna. Wiele osób miało Louise i Dawida za przykładnych, wzorowych rodziców, którzy troszczą się o swoje dzieci. Przecież mieli ich aż trzynaścioro, kupowali im ubrania, prezenty, dbali w domowym zaciszu o ich edukację i wykształcenie. Nikt nie miał żadnych wątpliwości. Nikt niczego nie podejrzewał, ale szokująca prawda wyszła w końcu na jaw i doszło do interwencji policji, która zakończyła koszmar trwający zbyt długo.
14 stycznia 2018 roku, jak każdego dnia wiele razy, zadźwięczał po raz kolejny numer alarmowy. Operatorka linii 112 na pewno na bardzo długo zapamiętała tę rozmowę. Po drugiej stronie miała na linii młodą kobietę, która poprosiła o pomoc. Jej wołanie było pełne rozpaczy, a zgłoszenie było nietypowe. Ktoś mógłby mieć je za głupi żart. 17-letnia Jordan Turpin uciekła przez okno i skontaktowała się ze światem zewnętrznym. Poprosiła o ratunek i wyzwolenie z jarzma niewoli rodziców. Potem wszystko potoczyło się niczym lawina...
Ta historia jest potworna, pełna okrucieństwa i grozy. Jej przeczytanie może zmienić nasze postrzeganie najbliższego otoczenia i wzmóc naszą czujność. Bo zło czai się w mroku i często ubiera pelerynę, która sprawia, że staje się niewidzialne. Pozory mylą, a stereotypy mogą przesłonić prawdziwy obraz. Tym razem był on tak okropny, że trudno było w niego uwierzyć. Tak, pewnie wielu z Was pomyśli, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach. Autor opisuje tę historię w aptekarski sposób nie oszczędzając czytelnikom drastycznych szczegółów, które tworzą makabryczny obraz. Nie wierzę by ktokolwiek, kto przeczyta ten tytuł nie był wstrząśnięty do granic możliwości.
To nie jest łatwa lektura. Może wywoływać koszmary senne, może rodzić strach. To nie książka przy której się zrelaksujemy czy odpoczniemy. Mimo to nie żałuję czasu poświęconego na jej przeczytanie. To publikacja, która niesie w sobie ważne przesłania. Nie możemy odwracać oczu od trudnych spraw, nie możemy w imię tolerancji i nie wtrącania się w nie swoje sprawy unikać pomocy krzywdzonym dzieciom. Nie pozwólmy by znieczulica kiedykolwiek zamknęła nam oczy.