czwartek, 28 sierpnia 2014

Ola Trzeciecka "Jamnik z kluskami"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2014
stron 432
ISBN 978-83-7961-009-9

Świat według Klusków

Z natury jestem osobą dość powściągliwą. Nie jest łatwo mnie rozśmieszyć. Filmy komediowe na których widownia w kinie jest rozśmieszona do łez mogę obejrzeć z niewzruszonym wyrazem twarzy i kamienną miną. Dlaczego o tym wspominam? By docenić powieść Oli Trzecieckiej przy której raz po raz wybuchałam gromkimi salwami śmiechu. Tak, tej dotąd nieznanej mi autorce udało się mnie znakomicie rozśmieszyć. Dosłownie do łez. Zatem tę książkę mogę polecić tym, którzy mają ochotę się pośmiać, a nie mają ochoty oglądać odpowiedniego gatunku filmu czy słuchać dowcipów.

Fabuła tej książki jest określając językiem młodzieżowym "lekko zakręcona". Autorka opowiada perypetie młodej i zdolnej kobiety, który robi doktorat z historii. Konkretnie przedmiotem jej badań są czarownice. Pewnego dnia trafia z kontuzją do szpitala i tu poznaje lekarza. Ów medyk nazywa się Adam Klusek. Pan doktor nie jest jednak jakimś przystojnym amantem. Cechuje go niewielki wzrost i dość sztywna osobowość. I coś jeszcze, co czasem zdarza się dorosłym facetom. Adam jest mamisynkiem. Na potęgę nadal mimo swojego wieku ucieka pod skrzydła niezwykle opiekuńczej mamusi. Mimo tych wad główna bohaterka darzy go ciepłymi uczuciami i dwoje ludzi staje się parą. Co wyniknie z tej znajomości? Czy związek we troje z mamą ukochanego jest możliwy i ma szansę powodzenia? Zapraszam do książki, która wręcz ocieka humorem.
To powieść napisana niezwykle lekko, którą czyta się jednym tchem. Jej największym atutem są dialogi. Niezwykle zgrabne i dowcipne. 

Oprócz ludzkich bohaterów w książce poczesne miejsce zajmuje tytułowy jamnik. Ma on bardzo oryginalne imię - Zaworek. Jest pieskiem znalezionym, który bardzo szybko nawiązuje z nową panią niezwykle silną więź emocjonalną. Psiak jest kapitalnie wykreowany. Świetnie broni Ankę przed teściową i Adamem. Jest gotowy stoczyć walkę, by tylko nikt nie zrobił Ani krzywdy. Gratuluję autorce wykreowania tak kapitalnej psiej postaci. Trudno mi jednak było uwierzyć, żeby kobieta taka jak Ania zdecydowała się na ślub, nieważne że tylko cywilny, z kimś tak łamagowatym i nieokrzesanym jak Adam. Fatalne zauroczenie czy błąd życia? Zakończenie rozwiewa ten dylemat. 
Ta powieść to doskonała książka na chandrę, zły humor. To dobry wybór dla czytelnika, który ma ochotę uciec od szarej rzeczywistości i założyć różowe okulary. Pobyć w świecie, gdzie wszystko jest możliwe, a każda życiowa sytuacja może być obrócona w żart. Książkowa komedia, którą polecam bez ograniczeń każdej płci. Książka humorystyczna w której realność graniczy z fikcją autorki. Uwaga naprawdę rozśmiesza do łez!

środa, 27 sierpnia 2014

Małgorzata Kalicińska "Życie ma smak"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2014
stron 267
ISBN 978-83-7988-101-7

Odkryj smaki życia

Osoby Małgorzaty Kalicińskiej większości czytelników nie trzeba w ogóle przedstawiać. Wielu z nich zachwycił cykl o Rozlewisku, inni zaś cenią jej felietony. Kalicińska to osoba, która jak się okazuje, poza pisaniem bardzo lubi też gotować. Autorka tzw. „Trylogii mazurskiej”, jak nam zdradza, kocha zupy. Uwielbia rosołki, chłodniki i wszelakie odmiany zup jarzynowych, a szczególnie ogórkową. W swojej najnowszej publikacji łączy historie kilku osób z recepturami przeróżnych zup. Efektem takiej fuzji jest wyjątkowa lektura, przy czytaniu której aż ślinka leci. Nie sposób oprzeć się chęci zjedzenia porcji zupy, gdy autorka pisze o niej tak smakowicie.
Opowieści zebrane w książce „Życie ma smak” są krótkie, aczkolwiek bardzo treściwe. Napisane są z nutką sentymentu i rozczulenia nad zdarzeniami, które już są historią, ale trwale zapisały się w pamięci. Bo jak nie pamiętać smaków z dzieciństwa, z czasów beztroskich wakacji spędzonych poza miastem, gdzie czekał wspaniały świat przyrody i różne atrakcje? Pamięć ludzka przez całe życie notuje to, co było miłe i wyjątkowe, to, co po latach wywołuje uśmiech na twarzy. Takie wspomnienia warto pielęgnować i sycić się nimi w pochmurne dni, gdy dopadnie nas chandra. Smaki potraw mogą towarzyszyć takim wspomnieniom i jeszcze bardziej odświeżać przeżyte kiedyś szczęśliwe chwile.
Najnowsza propozycja pióra Małgorzaty Kalicińskiej to książka niezwykle pogodna, radosna i pokazująca pozytywne strony życia. Ucząca doceniać małe przyjemności, które potrafią czasem czynić cuda. Z pewnością to lektura, która zachęca do chwycenia chochli i łyżek, do wkroczenia do kuchni i rozpoczęcia przygody ze sztuką kulinarną. Jej efekty mogą być nieprzewidziane i zachwycające. To też propozycja, która pochyla się na fenomenem zwyczajnej codzienności, która, jeśli się dobrze przypatrzyć, składa się z małych chwil szczęścia.
„Życie ma smak” to przyjemna lektura, którą polecam zwłaszcza tym, którzy lubią pitrasić, ale i tym, którzy chcą się nauczyć gotować. Zupy to potrawy proste, które doskonale nadają się dla początkujących kucharzy. Ich magiczna moc daje odczuć się zimą, gdy doskonale rozgrzewają, ale i latem, gdy nic nie zastąpi orzeźwienia, jakie dają np. chłodniki.
Znakomite połączenie prozy i książki kucharskiej, które warto mieć w swojej biblioteczce.
Ten tekst jest Oficjalną recenzją książki i został napisany dla portalu Lubimy Czytać.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Anna Biziorek "Szkolenie psa"

Kto z nas mający psa nie marzy by nasz pupil był idealny?! Ale na tym świecie ideałów nie ma. Każdy pies ma swoje plusy i minusy. Coś robi dobrze, coś nie tak jakbyśmy chcieli. Tak jak każde dziecko wymaga wychowania, tak każdy pies bez względu na rasę, rozmiar czy płeć wymaga szkolenia. Oczywiście są rasy, które szkoli się w bardzo rozszerzonym wymiarze, ale każdego pupila należy w pewien sposób ukształtować. 
Psy w moim domu są od 24 lat. Zdarzyły się kundelki, spaniel i dwa owczarki niemieckie. Jak wiecie z blogowych notek od 8 czerwca 2014 pojawiła się w moim domku Vika. Zatem trzeba szkolić. Od czasu kiedy szkoliłam poprzedniego psa - a to 11 lat - zmieniły się nieco metody szkoleniowe. Coraz modniejsze stało się szkolenie pozytywne i klikerowe. Zatem muszę i ja się doszkolić. Kupiłam kilka książek. Publikacja Anny Biziorek była pierwszą z tych które przeczytałam. Książka zrobiła na mnie dobre wrażenie. Jako poradnik jest dopracowana, starannie wydana i w ciekawej formie serwuje informacje potrzebne każdemu właścicielowi czworonoga. Język jest prosty i przystępny. Nie ma w tekście trudnych terminów dla osób, które niewiele wiedzą o kynologii i szkoleniu. 
Ta lektura to wiele dość mądrze wybranych rad odnośnie psów i ich wychowania. Tekst rozpoczyna poradnictwo dotyczące czasu przed pojawieniem się szczenięcia w naszym domu. Bo jak niektórzy wiedzą, a inni nie na maleństwo trzeba się w pewien sposób przygotować. Potem krok po kroku wyjaśniane są przeróżne zagadnienia związane z psiakami. Opisane są bardzo dokładnie metody postępowania z naszymi pupilami. Autorka wymienia kolejno różne problemy pojawiające się w miarę wzrostu zwierzęcia i wyjaśnia jak rozwiązać. Etapami pokazane są najprostsze ćwiczenia, które musimy wykonywać, by mieć posłusznego przyjaciela. Mając pewne, dość spore ocenię, doświadczenie w zajmowaniu się psami, ale i wciąż ucząc się na nowo doceniam tę publikację. Jako poradnik jest wyśmienita. In plus oceniam też piękny kredowy papier na jakim jest wydana, kapitalne, wręcz śliczne zdjęcia. I mądre rady,  które pomogą nam w edukacji psiaka. Ta książka może być świetnym pomysłem na prezent i z pewnością powinna znaleźć się w biblioteczce osób, które rozpoczynają przygodę ze szkoleniem psa.

sobota, 23 sierpnia 2014

Stosik na zakończenie lata






Witajcie! Stosik na końcówkę lata to książki ze zdjęcia w formie papierowej i te na czytnik, których zamieszczam okładki. Zatem moja biblioteczka powiększyła się o:
Sarah Jio - "Dom na plaży" - od Pachnącej szafy
Leonard Wach i Artur Wach -" Sam szkolę psa " zakup własny
Agnieszka Turzyniecka "Dziewczynka z balonikami" od Autorki
John Bradshaw "Zrozumieć psa" zakup własny
Pamela Dennison "Pozytywne szkolenie psa" j.w. 
Anna Biziorek "Szkolenie psa" j.w. 
Na czytnik: "Ola Trzeciecka "Jamnik z kluskami" od Prószyńskiego
Frances Mayes " Pod drzewami magnolii" j.w.
Ewa Grocholska "Paryska podróż" j.w.
Weronika Wierzchowska "Szukaj mnie" j.w.
Klaudia Kopiasz "w głąb lawendowych uliczek" od Wydawnictwa Psychoskok - nowa współpraca ! 

Agnieszka Turzyniecka "Dziewczynka z balonikami"

Wydawnictwo Szara Godzina
data wydania 2014
stron 176
ISBN 978-83-64312-22-9

Witaj w innym świecie

Nie spodziewałam się, że powieść Agnieszki Turzynieckiej zrobi na mnie tak olbrzymie wrażenie. Nie byłam przygotowana na taką kaskadę emocji. Jak się okazało lektura tej książki była mi bardzo potrzebna. Zagłębienie się w losy bohaterki pozwoliło mi odkryć, a w zasadzie poznać świat ludzi, którzy cierpią na choroby psychiczne, którzy są odrzucani na margines społeczny. Świat ich po prostu nie toleruje, nie rozumie. Nie ma pojęcia o ich cierpieniu, ich życiu, ich problemach. 
 
Ludzie to ciała i dusze. O ile o chorobach ciała mówić można, to o chorobach duszy lepiej milczeć. One są tematem tabu. Świat od razu osobie z chorą psychiką przypnie łatkę wariat czytaj ktoś niebezpieczny kogo lepiej unikać, kto jest nic nie warty, kto powinien zgnić za kratami psychiatryka. Przeczytanie książki o losach Marleny uświadomiło mi, że zachorować na pewne schorzenia, które leczy psychiatra jest wcale nie tak trudno. Wpływ na zachorowanie może mieć wiele czynników, które odbieramy negatywnie. Tak jak Marlena możemy mieć do czynienia z brakiem akceptacji przez rodzinę, matkę, rodzeństwo. Brak oparcia, zrozumienia, wsparcia może rodzić lęki. A one są doskonałą przepustką dla pierwiastków choroby, która sieje olbrzymie wyniszczenie. 
Losy Marleny młodej, dwudziestokilkuletniej dziewczyny z Polski, która od kilku lat mieszka w Niemczech niezmiernie mnie wzruszyły. Powieść to zapis jej walki o zdrowe jutro. To relacja ze zmagań z chorobą dwubiegunową, która wprowadza naprzemiennie w stan euforii i depresji. W doły i góry. Środka nie ma. Mogą go zapewnić odpowiednie leki i dobra terapia, którą poprowadzą naprawdę dobrzy profesjonaliści. Nie każdy chory ma szczęście by trafić na nich. Ale nawet jak trafi to zmagania z chorobą są bardzo trudne. Zagłębiając się w dzieje Marleny byłam chwilami przerażona. Przerażona tym, jak bardzo niszczy choroba, tym, jak trudno znaleźć pomoc gdy nas ona dopadnie, przerażona reakcją nawet tych najbliższych wobec osoby chorej. 
Potwornie żal mi było nieszczęśliwej bohaterki, która miała w życiu dość trudno. Nie mogła liczyć na kochającą mamę, nie miała dobrego kontaktu z rodzeństwem. Jej chorobę zdiagnozowano dość późno. 
"Dziewczynka z balonikami" uświadomiła mi jak wygląda życie osób, które trafiają do szpitali psychiatrycznych. Przybliżyła mi codzienność oddziału lekkiego i tego o zaostrzonym rygorze. Uświadomiła mi jak drastyczne są czasem metody leczenia. Ta powieść jest bardzo smutna, szokująca, ale i pouczająca. Ukazuje świat zamknięty za murami szpitali w których chorzy toczą ciężką walkę o normalność. Często są odzierani z godności, niezrozumiani, poniżeni. Niekiedy lekarze i personel ich boleśnie lekceważy, traktuje jak ludzi gorszej kategorii. 
Przeczytanie tej książki z pewnością zmieniło mój stosunek do osób zmagających się z chorobami psychicznymi. Uważam, że dobrze się stało, iż ta książka trafiła w moje ręce. Wiele mnie nauczyła, uwrażliwiła, obaliła pewne mity serwowane przez świat ludzi zdrowych. W trakcie lektury wielokrotnie myślałam o tym, co sprawia, że młodzi ludzie chorują, popadają w bardzo ciężki stany, chcą odebrać sobie życie. Zrozumiałam jak krucha jest nasza dusza, jak wrażliwa bywa psychika ludzi, jak niewiele dzieli nas od wpadnięcia w depresję. Długo nie zapomnę tę książki, a lekcję jaką wyniosłam z jej przeczytania zapamiętam na całe życie.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Nina George "Lawendowy pokój"


Wydawnictwo Otwarte
data wydania 2014
stron 344
ISBN 978-83-7515-307-1

Podróż za kilka książek

Jak co miesiąc księgarskie półki uginają się od nowości. Nie brakuje książek o przeróżnej tematyce, z różnych gatunków, ale mimo to wybredny czytelnik może mieć problem ze znalezieniem książki oryginalnej, nietuzinkowej, jedynej w swoim rodzaju. Spragnionym właśnie takiej lektury molom książkowym wymagającym od pisarza wyjątkowej i specyficznej fabuły podpowiem pewien tytuł. Zachęcę do lektury, która z każdą przeczytaną stroną porywała mnie coraz bardziej. Otulała niczym mgła. To powieść nieznanej mi dotąd niemieckiej pisarki, zatytułowana „Lawendowy pokój”.
Nie będę owijać w bawełnę, po ten tytuł sięgnęłam dlatego, iż kocham lawendę, jej zapach i jej cudowną moc. Okładka to przeuroczy krajobraz lawendowego pola i krótka informacja, że to książka o miłości. Tak, to prawda, ale nie spodziewajcie się romansu, który rozgrywa się w malowniczej Prowansji. To powieść o przeróżnych obliczach najgorętszego uczucia, jakie porywa ludzkie serca. I nie zawsze jest idealna, nie zawsze dostarcza tylko szczęścia. Miłość czasem boli i to bardzo - zwłaszcza wtedy, jeśli konieczne jest rozstanie bez aprobaty choćby jednej ze stron.
Główny bohater książki jest całkiem sympatycznym panem w wieku lat 50+. Zawodowo trudni się sprzedażą książek, ale miejsce, w którym pracuje, to nie standardowa sieciowa księgarnia. To wyjątkowy sklep z książkami, który ma siedzibę na barce przycumowanej u brzegu Sekwany. Księgarnia nazywa się Apteka Literacka, a jej właściciel to nie sprzedawca a wyjątkowy doradca, który twierdzi, że książki są tym dla duszy, czym medykamenty farmaceutyczne dla ciała. Jean Perdu potrafi intuicyjnie wspaniale dobrać książki dla swoich klientów. Lekturą poprawiać ich humor, leczyć zranione serca, pocieszać i dawać nadzieję na lepsze jutro. Jean ma swoje tajemnice, za nim są bolesne przeżycia, a jego serce jest zranione.
Szczerze przyznam, że początek tej opowieści średnio przypadł mi do gustu. Póki akcja rozgrywała się w paryskiej kamienicy, była to przeciętna książka. Zachwyt przyszedł około 50. strony i z każdą przeczytaną kolejną przybierał na sile. Gdy skończyłam lekturę, doceniłam ją w pełni. To publikacja opowiadająca ciekawą historię, ale i pełna mądrych myśli. Zaznaczyłam takich wiele. Tutaj pozwolę na przytoczenie sobie jednej: Przyzwyczajenie to niebezpieczne i próżne bóstwo. Nie pozwoli, by coś przerwało jego panowanie. Uśmierci raczej każdą tęsknotę. Tęsknotę za podróżowaniem, inną pracą, za nową miłością. Nie pozwala żyć, jak chcemy. Bo z przyzwyczajenia przestajemy się zastanawiać, czy w ogóle chcemy tego, co robimy.„Lawendowy pokój” to książka o poszukiwaniu szczęścia, miłości, ale i lekcja pokory wobec śmierci, odejścia, rozstania. To historia, która pokazuje słabości ludzkiej natury. To opowieść o wartości przyjaźni i wybaczania. Autorka zachęca nas do przeżycia swoich dni jak najbardziej intensywnie i pięknie. Na przykładzie losów Jeana krytykuje zagnieżdżanie się w skorupie smutku i życie przeszłością. Tak, ona też jest ważna, ale prym powinna wieść teraźniejszość i to, co przyniesie jutro. Nie warto marnować życia na rozpamiętywanie tego, co było. Warto czuć do bólu każdą chwilę i wysysać z codzienności, co się tylko da. O tej powieści można napisać jeszcze wiele dobrego. Można chwalić jej klimat, piękne opisy, ciekawe dialogi i filozoficzne spostrzeżenia bohaterów. Ta książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Warto było poświęcić jej czas - to literacka lekcja, jak lepiej żyć.
Ten tekst jest oficjalną recenzją książki dla portalu Lubimy Czytać.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Piotr Matysiak "Na marginesach życia. Zapiski kuratora sądowego"


Wydawnictwo Nakom
data wydania 2014
stron 326
ISBN 978-83-63919-10-8

W odmętach ludzkiej beznadziejności

Książka Piotra Matysiaka opowiada o świecie o którym wielu z nas nie ma pojęcia. On istnieje gdzieś obok, a normalni ludzie widzą tylko jego zewnętrzny obraz. Co jest wewnątrz przeraża i woła o pomstę do nieba. To jak określa tych ludzi autor świat "patoli". Ludzi, którzy często w życiowe bagno wpadli na własne życzenie i sobie w nim żyją bo tak im wygodnie. To też świat dzieci, które się w owym patologicznym świecie urodziły i nie potrafią odbić się od dna. W tej rzeczywistości " człowieczeństwo miesza się ze zwierzęceniem, a człowiek jest wart tyle, ile jest w stanie zarobić i wydać na alkohol." (str. 308)

O patologicznym świecie autor opowiada w kilkudziesięciu reportażach, które czytając wywołują przerażenie, szok, a wreszcie które uświadamiają niedoskonałość działań pomocowych instytucji, które niekiedy zamiast ukrócać negatywne zachowania nagradzają je. Pracownik sądu jakim jest kurator ma często związane przepisami prawa i biurokracją ręce i nie może zbyt wiele konkretnego zrobić. Książka ukazuje grupę społeczną, która rośnie na normalnej populacji obywateli niczym wrzód, niczym pasożyt i doskonale wegetuje kosztem tych, co uczciwie żyją i płacą podatki. 

Literacki zbiór minireportaży to lektura mocna, która robi na czytelniku olbrzymie wrażenie. U mnie wyzwoliła negatywne uczucia wobec osób z marginesu, które przebiegle chwytają środki pomocowe i żyją bez troski o siebie i swoje potomstwo. To przeczytaniu tejże publikacji patrzę z dużo większym krytycyzmem na pijane matki, osoby żyjące na melinach. I nasuwa mi się myśl, że ta lektura winna koniecznie trafić w ręce tych, którzy prawo tworzą, by skuteczniej kreowali obowiązujące normy, by pomoc trafiała do naprawdę potrzebujących. Jak napisał autor w posłowiu bohaterami tej książki są "kurator i patologia. A raczej patologie- tych wokół nas przecież nie brakuje". Czasem widzi się je gołym okiem, a czasem trzeba zajrzeć głębiej. Takie właśnie obowiązki ma kurator sądowy. Trudna to praca i niebezpieczna. Wymagająca cierpliwości i odporności psychicznej. Przeczytanie książki uświadamia jej kulisy. Bo na pierwszy rzut oka wydaje się, że kurator to urzędnik siedzący za biurkiem i wypełniający druki czy formularze. Tak nie jest. Ta lektura powstała na podstawie bloga nagrodzonego w konkursie Blog Roku 2012 w kategorii "Polityka i społeczeństwo" organizowanego przez Onet.pl Jego autor opisał to z czym styka się na porządku dziennym w pracy. Niech więc nikogo nie zdziwi potoczny, brutalny język, niecenzuralne słowa. Inaczej po prostu się nie da opisać rzeczywistości w której żyje tzw. margines społeczny. 
Ta książka to też przestroga dla tych, którzy zbyt często sięgają po alkohol, a ten jest właśnie świetną przepustką do świata patoli. Polecam tę lekturę tym, którzy są miłośnikami reportażu. Polecam tym, którzy cenią dobrą literaturę faktu. To ciekawa propozycja która celnie ujmuje i przedstawia ponury świat, w którym króluje patologia.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Violetta Ozminkowski "Michalina Wisłocka. Sztuka kochania gorszycielki"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 2014
stron 304
ISBN 978-83-7839-741-0

Burzliwe życie Pani od seksu

W PRL-u było inaczej niż dziś. Seks był tematem tabu. Młodzież uświadamiała się pokątnie co i jak. Nie mówiono otwarcie o antykoncepcji. Aborcja była dopuszczalna i to właśnie ona była często traktowana jako "antykoncepcja". I nagle pojawiła się pewna odważna kobieta, która się uparła i dzięki jej uporowi została wydana książka, która momentalnie stała się hitem. Jej nakłady rozchodziły się jak świeże bułeczki, a zaczytywali się w niej wszyscy. Ta publikacja stała się elementarzem seksualnym Polaków. Kim była jej autorka? Dziś pewnie pisano by o niej w plotkarskiej prasie i kolorowych pisemkach dla kobiet. Zaciekawiona losami osoby, która miała odwagę pisać o czymś tak wtedy wstydliwym sięgnęłam po książkę o Niej. 
Przeczytałam i jestem nieco zszokowana losami autorki, która wiodła życie bardzo burzliwe i dość ekscentryczne. 

Czy Michalina Wisłocka była szczęśliwą, kochaną kobietą, która dzieli się z innymi swoimi doświadczeniami? 
Otóż nie! W życiu wciąż szukała idealnej miłości, tego właściwego mężczyzny i bezpieczeństwa. Jej małżeństwo było czymś na kształt farsy. Było trójkątem w którym Ona dzieliła się mężem z jego kochanką, a swoją najlepszą przyjaciółką. Świadomie!
Jeśli jesteście po tej informacji wystarczająco zachęceni do lektury to ją gorąco polecam. Poznacie lekarkę, naukowca, kobietę ekscentryczną i nietuzinkową. Zwariowaną i szaloną, pełną temperamentu. Silną i słabą zarazem. Twardo stąpającą po ziemi perfekcjonistkę i zdradzaną notorycznie żonę. Kobietę, która poznała i smak sukcesu i porażki. Z lektury pióra Pani Ozminkowski wyłania się postać bardzo oryginalna. Osóbka uparta i potrafiąca wytrwale dążyć do celu. Książka traktuje postać autorki "Sztuki kochania" w sposób neutralny i w pełni obiektywny. Ukazuje bohaterkę z bardzo bliska. Nie ma w książce słodzenia i lukrowania, nie ma wyolbrzymiana sukcesu i stawiania Wisłockiej na pomnik. Jest przytoczonych wiele faktów z życia Pani seksuolog, są zamieszczone fragmenty jej pamiętników, listów do niej i pisanych jej ręką. Książkę czyta się mimo zmiany obyczajowości z rumieńcami na twarzy. Bo i dziś pewne fakty z życia bohaterki mogłyby delikatnie mówiąc zdziwić.
Ciekawie napisana lektura, interesująco nakreślona biografia. Z książki bije dbałość o dokładne przekazanie informacji, ciekawostek z życia codziennego i zawodowego. Autorka zadbała o formę i styl, a jej dzieło cechuje rzetelność i dokładność. Widać, co bardzo w biografiach cenię i lubię, sumienną pracę i staranność w tworzeniu książki. 
Pozycja warta przeczytania, szczególnie przez tych, co lubią się zagłębiać w czyiś losach. Idealna dla miłośników biografii i pamiętników.

środa, 13 sierpnia 2014

Rozwiązanie konkursu - czyli kto wygrał książkę "Do zobaczenia w Barcelonie"

Witam Was ciepło. Serdecznie dziękuję za udział w moim blogowym konkursie. Bardzo wnikliwie przeczytałam Wasze odpowiedzi i dodam, że nie daliście mi łatwego zadania. Wybór był trudny i żałuję, że mogę nagrodzić tylko dwie osoby.
A zatem by nie przedłużać książka wędruje do :
 - Joli oraz 
- mam na myszy. 
Serdecznie gratuluję i pozdrawiam.
Laureatów powiadam mailowo.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Katarzyna Grochola "Zagubione niebo"


Wydawnictwo Literackie
data wydania 2014
stron 306
ISBN 978-83-0805-359-1

Garść opowiadań o miłości

Katarzyna Grochola to śmiało można rzec legenda polskiej prozy dla kobiet. Autorka, która sprzedała już 4 miliony egzemplarzy swoich powieści, pisze dalej i z pewnością nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Jest przecież wiele osób, które stanowią spore grono jej fanów i fanek. Są czytelnicy, którzy każdą nową jej książkę kupią w ciemno. Ale i pojawiają się głosy, że to słaba literatura. Osobiście prozę tej pisarki cenię. Za jedną rzecz, a mianowicie za świetnie zawarte w słowach emocje i uczucia. Tu przyznaję Katarzynie Grocholi medal. I to nie ma znaczenia czy mam na myśli powieść czy krótką formę opowiadania.
Najnowsza publikacja autorki popularnego „Nigdy w życiu” to zbiór piętnastu opowiadań, które powstały już dobrych kilka lat temu. W formie książki trafiły do czytelnika z małym opóźnieniem, ale ich „termin przydatności” nie minął. Proza się nie przeterminowała, bo jest ponadczasowa, zawsze aktualna. O czym pisze Grochola? Można napisać, że o tym co zwykle. O miłości. O uczuciu, bez którego jak przekonała mnie książka życie jest szarobure, nijakie i przecieka przez palce byle jak. Kochać trzeba, by piękniej żyć, by żyć prawdziwie i oddychać pełną piersią. Miłość ma różne oblicza, różnie smakuje, rani i boli, wprowadza do nieba. Ale też niebo bez niej nie istnieje. Jak się nie kocha, to nie jest się w niebie. A przecież każdy o niebie marzy, każdy szuka do niego drogi, każdy chce w nim być. Zatem prosta recepta brzmi – kochaj a będziesz w raju. I to święta prawda, z którą się w pełni zgadzam.
Okładka książki jest prosta i wyrazista. To obraz błękitnego nieba z bialutkimi pierzastymi obłokami. I świetnie pasuje do treści. W takie niebo bez czarnych chmur patrzeć można bez końca. Tak samo można czytać prozę Grocholi i odkrywać paletę uczuć jakich doświadczają bohaterowie – ludzie zwyczajni, którzy szczęścia szukają i którzy je znajdują. Zwykle przypadkiem, gdzieś pewnego zwyczajnego dnia. W takiej sztampowej rzeczywistości, która ma przecież drugie dno. I warto je zobaczyć, by poczuć w pełni smak życia. Tylko trzeba inaczej spoglądać na codzienność.
Proza Grocholi znów wzrusza, znów chwyta za serce, znów uczy jak piękniej żyć. Autorka w krótkiej formie literackiej daje świetne wskazówki, które zawsze się sprawdzają. I warto je uwzględnić, układając swój plan na życie.
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Tanya Valko "Okruchy raju"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania lipiec 2014
stron 640
ISBN 978-83-7839-772-4
 
Po prostu kapitalna saga!
 
Ci, co znają mój czytelniczy gust doskonale wiedzą, że przepadam za czytaniem sag rodzinnych. I tu nie ma znaczenia czy napisał je polski czy zagraniczny autor. Ważne, że śledzę losy wielu postaci, perypetie kolejnych pokoleń. Często w fabułę wpleciona jest jeszcze historia i dzięki temu w sposób przyjemny odświeżam bądź uzupełniam wiedzę nabytą w czasie edukacji. 
 
Tanya Valko kilka lat temu zasłynęła z napisania książki "Arabska żona". Była to pierwsza z cyklu Arabskiej sagi. Czterema książkami autorka podbiła serca wielu czytelniczek. W tym roku latem ukazała się powieść "Okruchy raju". To lektura rozpoczynająca nowy cykl - Azjatycka saga. Oczywiście książkę od razu dodałam do listy "koniecznie przeczytać" i właśnie jestem świeżo po jej lekturze. Z ręką na sercu przyznam, że pisząc jeszcze jestem oszołomiona treścią i nie do końca wróciłam do realnej rzeczywistości. Tak bardzo zachwyciła mnie ta publikacja. 
Na samym początku zdradzę tym, co czytali o perypetiach Doroty i Miriam, że te panie ponownie spotkamy na kartach książki pióra Pani Valko. Poznamy również i inne, jakże ciekawe i barwne postacie z których na pierwszy plan wysuwa się pewna niezwykła kobieta Meila. Urodziła się w stolicy Indonezji jako osoba o indochińskich i holenderskich korzeniach. Jej rodzice byli komunistami. Ojciec zginął w czasie rozruchów, a matka zrozpaczona stratą męża, domu i dostatniego życia musiała uciekać na prowincję. Do rodziny męża i własnej. Jej życie było usłane dywanem z bardzo kolczastych róż, z których płatki raczej zwiędły niż cieszyły oko. Meila od dziecka doświadczyła wielu przeróżnych zdarzeń. W większości były to bolesne i trudne doświadczenia. To właśnie jej losy stanowią przede wszystkim fabułę "Okruchów życia". Nie sposób śledzić je inaczej niż z wypiekami na twarzy. Przyda się też paczka chusteczek, bo książka nie raz wzruszyła do łez.
Powieść jest naprawdę wspaniała. Czyta się ją szybko. Jest barwna, ma dynamiczną i pełną nieoczekiwanych zwrotów akcję. Opowiada o losach mieszkańców Azji - a zwłaszcza Indochin i Tajlandii. Przybliża historię i kulturę tych krajów. Jest można rzec skarbnicą wiedzy o obyczajach, normach społecznych i zwyczajach w tym rejonie świata. Opowiada o codzienności biednych i zwyczajnych ludzi, którzy muszą ciężko pracować na marny posiłek. Autorka przybliża też popularnie wyznawane religie w tym rejonie. Opisuje obrzędy weselne. Pisze o tym co jedzą mieszkańcy południowo-wschodniej Azji, opisuje malownicze krajobrazy i kontrastujące z nimi ubogie dzielnice, gdzie królową jest bieda. 
"Okruchy raju" to książka odważnie opisująca tamtejszą rzeczywistość. Z wszelkimi jej brudami - potworną nędzą, korupcją, powszechną prostytucją, gwałtami, przemocą. Życie kobiet w Azji, na Bliskim i Dalekim Wschodzie nie jest idyllą, a często bywa koszmarem. 
Najnowsza powieść Pani Valko to lektura przede wszystkim dla kobiet, opowiadająca losy ich azjatyckich rówieśniczek. Po przeczytaniu na pewno każda z nas odetchnie z ulgą, że mieszka na Starym Kontynencie i nie musi borykać się z tak bolesnym i trudnym losem. 
Tej książki nie muszę polecać miłośniczkom Arabskiej sagi. Zaapeluję o wzięcie jej do rąk tym, którzy prozy tej pisarki jeszcze nie znają. Śmiało możecie sięgnąć po serię azjatycką nie czytając wcześniejszych książek Pani Valko. 
Fascynująca i porywająca lektura. Czekam z niecierpliwością na kolejne tomy tego cyklu.

niedziela, 3 sierpnia 2014

Lisa Scottoline "Wracajmy do domu"


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania lipiec 2014
stron  512
ISBN 978-83-7839-794-6

Czy istnieje miłość "na zawsze"?

Lisa Scottoline należy do grona moich ulubionych autorek. Czytając jej książki wiem, że w trakcie lektury czeka mnie kaskada emocji. Pisarka nie boi się w swoich powieściach poruszać trudnych tematów, które zwykle w życiu są tematami tabu, które zamiata się pod dywan. „Wracajmy do domu” to dość obszerna książka, którą przeczytałam z wypiekami na twarzy. Trudno mi było oderwać się od lektury, bo losy opisanych przez pisarkę postaci są naprawdę zagmatwane. A o czym opowiada fabuła? O miłości, ale nie tej męsko-damskiej, tylko tej rodzicielskiej. Takiej, która rodzi się nie tylko w sercach biologicznych rodziców, ale i tych zastępczych – bo nie trzeba urodzić dziecka, by je pokochać bez granic. Wystarczy, tak jak Jill Farrow, poślubić mężczyznę, który już ma dwie córki.
Jill z zawodu jest pediatrą. Swoją pracę wykonuje nie tylko w celach zarobkowych, ale i z powołania. Dla swoich małych pacjentów Jill ma serce, morze cierpliwości i bardzo przejmuje się ich losem. Jest wobec nich opiekuńcza, tak samo jak wobec własnej córki z pierwszego małżeństwa, Megan, i dwóch byłych już pasierbic, Abby i Victorii. Po rozpadzie jej drugiego małżeństwa z ojcem dziewczynek ich stosunki nie są już tak zażyłe. Ba, były mąż ogranicza te kontakty w sposób kategoryczny. Ale pewnego deszczowego wieczoru do domu Jill i jej narzeczonego przychodzi Abby. Jest pijana, w opłakanym stanie i roztrzęsiona. I ma do Jill bardzo nietypową prośbę. Prosi byłą macochę o znalezienie... zabójcy ojca.
Najnowsza powieść Lisy Scottoline to książka o bezkresie rodzicielskiej miłości, o sile więzów, których żaden rozwód, żadne orzeczenie sądu, żadne rozwiązanie umowy cywilno-prawnej nie może zmienić. Okazuje się bowiem, że istnieje uczucie „na zawsze”, które jest niezwykle silne. Jill zasługuje na podziw. Jest kobietą czułą i wrażliwą, a zarazem niezwykle upartą, konsekwentną i silną. Jej macierzyński instynkt nie ma granic. Jill potrafi w obronie dziecka mieszkającego w jej sercu walczyć jak lwica. Zapomnieć o sobie. Ta bohaterka bardzo mi zaimponowała. Zaryzykowała spokojem swojej rodziny, by dotrzeć do rozwiązania trudnej zagadki. Zaufała swojej intuicji, instynktowi, sercu. Poszła za ich głosem, nie bacząc na swoje dobro i prywatne życie.
Książkę „Wracajmy do domu” pochłonęłam jak najlepszej klasy kryminał. Jest połączeniem sensacji i powieści obyczajowej. Scottoline nie szczędzi czytelnikom mocnych wrażeń. Pisze w sobie charakterystyczny sposób, który osobiście bardzo cenię. Porusza temat „byłego dziecka”, którym stają się pasierbice po rozwodzie. Choć to małżeństwo nie było zbyt udane, choć były mąż mocno zranił Jill, to nasza bohaterka zachowuje się wobec Abby i Victorii jak idealna matka. Lektura do ostatniej strony trzyma w napięciu i niepewności. Dzięki temu autorka zyskuje spore grono fanów. Recenzowana przeze mnie książka to powieść o patchworkowej rodzinie, o trudnych relacjach budowanych w obliczu bolesnych doświadczeń. To lektura nie tylko dla kobiet, choć objęta patronatem klubu „Kobiety to czytają”. Panom też ją polecam. To książka, która uczy cierpliwości w relacjach z drugim człowiekiem, opowieść gloryfikująca macierzyńskie uczucia.
Na koniec dodam jeszcze, że na pierwszym planie tej powieści jest też zwierzak - wspaniały psiak o imieniu Pulpet. O nim, jak i o całym psim rodzaju, padają bardzo poruszające słowa: Psa nie obchodzi wygrana ani przegrana. To mądre zwierzę. Kocha cię, bo jesteś sobą.
Gorąco polecam tę powieść - szczególnie tym, którzy lubią książki trzymające w napięciu, opowiadające o rodzinnych problemach, zwyczajnym życiu i zagmatwanych meandrach ludzkich dusz.
Książka pod patronatem medialnym portalu Lubimy Czytać i dla niego zrecenzowana.

piątek, 1 sierpnia 2014

Konkurs - wygraj powieść "Do zobaczenia w Barcelonie"

Witajcie!
Dziś mam przyjemność ogłosić na moim blogu konkurs. Na zwycięzców czekają dwa egzemplarze powieści, która miała premierę wczoraj. Recenzję książki możecie przeczytać na moim blogu. A co trzeba zrobić, by książka trafiła w Wasze ręce? Oto
REGULAMIN KONKURSU:

1 - konkurs organizuję na moim blogu i do wzięcia udziału zapraszam osoby mające adres do wysyłki w Polsce
2 - sponsorami nagrody są Wydawca i ja  (ponoszę koszty przesyłki)
3- nagrody przyznam dwóm osobom , które odpowiedzą na konkursowe pytanie najciekawiej moim zdaniem i zostawią swój adres mailowy
4- pytanie jest dość proste - wystarczy na nie odpowiedzieć w kilku-kilkunastu zdaniach i polubić fun page mojego bloga na Facebooku https://www.facebook.com/pages/Cudownyswiatksiazek3blogspotcom-blog/1445518105731287?ref=hl

5 - pytanie brzmi: CZY LUBISZ HISZPANIĘ? JEŚLI TAK ZDRADŹ MI DLACZEGO! OCZYWIŚCIE MOŻESZ UDZIELIĆ NEGATYWNEJ ODPOWIEDZI I TEŻ JĄ UZASADNIĆ.


 6 - na odpowiedzi czekam od dziś tj. 1 SIERPNIA 2014 do 12 SIERPNIA 2014 włącznie. Tak długo, bo sezon urlopowy i wakacyjny, nie zawsze jest dostęp do sieci.
7 - zwycięzców ogłoszę 13 SIERPNIA w poście na blogu i powiadomię ich mailowo.
8 - Zgłoszenia bez adresu mailowego nie będą brane pod uwagę.
9- będę wdzięczna za udostępnienie info o konkursie na Waszych blogach czy profilach FB
Zapraszam do zabawy.

środa, 30 lipca 2014

Magdalena Kulus "Nie tylko o łajdakach"


Wydawnictwo Sol
data wydania 2014
stron 320
ISBN 978-83-62405-31-2

Powieść o wielkiej ucieczce na wieś

Dziś napiszę o książce, która podbiła moje serce od pierwszej strony. Dziś zarekomenduję powieść, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia ( wczytania?!) na amen. Dziś mam przyjemność przedstawić Wam książkę naprawdę wartą przeczytania, inną niż te od których uginają się księgarskie półki z etykietą "Literatura dla kobiet". Napiszę o powieści niezwykle mądrej w której nareszcie!!! nie ma korporacji, wyścigu szczurów, tajemnic rodzinnych, zakładania pensjonatów. Tak, w tej książce nie ma tego o czym ostatnio pisze wielu autorów. A co zatem jest? Jest kapitalna bohaterka, dziewczyna realna z krwi i kości. Taka zwyczajna młoda osoba, która kończy studia, pracuje nad pracą magisterską i szuka swojego miejsca w życiu. Szuka miłości, szuka po prostu szczęścia. 
Anastazja zwana Nastką mieszka z rodzicami w Tychach. Kończy polonistykę i postanawia zaszyć się na wsi w domku swoich rodziców by napisać magisterkę. Towarzyszą jej dwa psy. Nastka nie ma zielonego pojęcia jak ten pozornie nic nie znaczący wyjazd zmieni jej życie, poglądy, pragnienia.
A wszystko odbywa się tak powoli, tak naturalnie. 
 
Magdalena Kulus napisała książkę wspaniałą. Czyta się ją rewelacyjnie. Ba, ja się po prostu w nią wtopiłam, zrosłam z główną bohaterką i za nic nie miałam ochoty na powrót do realnego świata. Tak mi było na tej wsi dobrze. 
Powieść mimo, że rozgrywa się na wsi nie ma w sobie nic sielanki. Jest w niej opisane realne życie w którym pojawia się słońce, ale i burze z gradem. Są problemy i kłopoty, małe radości i spore szczęścia. Nastka odkrywa inny świat niż ten w którym do tej pory żyła. To nie tylko zmiana otoczenia z wielkomiejskiego na prowincjonalne. To też zmiana ludzi, którzy znajdują się blisko. Anastazja jeszcze bardziej zżywa się ze swoimi krewnymi, odpoczywa od rodzicielskich skrzydeł, ale i przejrzewa na oczy względem mężczyzny, który wzbudził w niej porywy serca. Odkrycie prawdy o związku w jakim trwa boli, ale i pozwala na budowanie i szukanie prawdziwego szczęścia i uczucia. Nastka dzielnie znosi burzenie iluzorycznych murów, odkrywa inne wartości i zaczyna cenić to, na co do tej pory nie zważała. Nastka przechodzi wielką metamorfozę, zmienia się w nową, lepszą i dojrzalszą osobę pod wpływem tego, co przeżywa, pod wpływem ludzi z którymi nawiązuje bliskie znajomości. Wracając na krótko do miasta dziewczyna widzi, jak bardzo zmieniła się na korzyść i jak jej z tym dobrze. 
 
Anastazja mieszkając na wsi spotyka też wyjątkowego mężczyznę, który jak sama mówi" pokazał "jej" tę bardziej miękką wersję świata. Pluszowo-zamszowy krajobraz, w którym wszystko ma swoje miejsce i czas". (str. 221). Ten świat dzięki poznaniu perypetii Nastki poznaje i czytelnik. Tak, dane mi było go również odkryć. I strasznie się cieszę, że to mnie nie ominęło, że w moje ręce wpadła ta książka. 
To lektura o miłości, dojrzewaniu, zmianach, odkrywaniu cudu zwyczajnego życia, poznawaniu piękna prostoty. To książka o zwierzętach i przyjaźni, o miejscu w którym nikt nie pędzi na złamanie karku w drodze po awans i większe pieniądze na koncie. To powieść o świecie, w którym chciałabym egzystować. Mieć przyjaciół takich jak postacie występujące w książce, mieszkać w tak pięknej okolicy, posiadać sad i ogród, a latem przerabiać ich dary na pyszności zamknięte w słoikach. Gorąco, naprawdę gorąco polecam lekturę tę ciepłej i familijnej książki. Jest doskonała, pełna humoru, pogodna. Sprawdzi się w każdych okolicznościach, poprawi nastrój i pozytywnie nastawi do życia. Serdecznie gratuluję Autorce tej publikacji, chwalę za okładkę. Dziękuję, że mogłam pobyć w tamtej rzeczywistości. 

sobota, 26 lipca 2014

Anna B. Kann "Do zobaczenia w Barcelonie"


Wydawnictwo Pascal
data wydania 30 lipca 2014
stron 336
ISBN 978-83-7642-368-5

Historia pewnej znajomości

 
Życie ludzkie w którym nie ma miejsca na pasję jest monotonne i nudne. Jest jak potrawa bez przypraw – mdłe i bezbarwne. Posiadanie jakiejś pasji, zainteresowania sprawia, że żyjemy mocniej, ciekawiej, intensywniej. Ludzkie pasje są przeróżne. Dla wielu osób na całym ziemskim globie wielką pasją jest taniec.

Taniec który niejedno ma imię. Jednych fascynuje taniec towarzyski, inni uwielbiają tańce ludowe i regionalne. Sporą popularność na świecie zyskują też tańce charakterystyczne dla różnych zakątków globu. Tak jak np. flamenco, które wywodzi się z hiszpańskiej Andaluzji. Dla tego tańca głowę traci główna bohaterka książki Anny Kann - Ewa. Kobieta mająca dzieci i męża, spełniona zawodowo, żyjąca jednak w martwym związku. Jej małżeństwo z Jackiem już dawno się wypaliło. Para żyje obok siebie. Nie łączy ją już uczucie i namiętność. Ewa niespełniona uczuciowo zatraca się w tańczeniu flamenco. Wraz z siedmioma towarzyszkami o podobnych zainteresowaniach wyrusza do Barcelony. Bierze udział w warsztatach tanecznych, które prowadzi Paco. Atrakcyjny Hiszpan i utalentowany artysta mający ogromne powodzenie u kobiet. Ewa i Paco mają się ku sobie, czują do siebie pociąg. Ale czy związek łączący ludzi z dwóch różnych światów jest realny na dłużej? Czy prawniczka i artysta są w stanie być ze sobą nie tylko na chwilę?

Powieść nieznanej mi dotąd autorki pochłonęła mnie od pierwszej strony. Szybko uległam jej klimatowi, który wyjątkowość zawdzięcza Andaluzji, pasji i flamenco. Ta lektura to połączenie romansu i książki z Hiszpanią w tle. To powieść o ludziach i tańcu. O miłości i namiętności. O pasji jaką stało się flamenco. Flamenco, które niczym promień słońca rozświetliło smutną i szarą rzeczywistość. Dzięki lekturze miałam okazję bliżej poznać przeurocze miasto jakim jest Barcelona. Przeczytanie tej opowieści mocno zachęciło mnie do zwiedzania. Uległam urokowi tej książki. Zapragnęłam przejść się barcelońskimi uliczkami, zasmakować hiszpańskiej kuchni, zobaczyć popisy tancerzy i poczuć powietrze wprawione w ruch wachlarzami tancerek. Nacieszyć oczy barwami strojów i dodatków, a uszy piękną i zmysłową muzyką. Ta opowieść o miłości i wielkiej pasji pochłonęła mnie bez reszty.
Historia Ewy i Paco zaintrygowała mnie. Łatwo było mi zrozumieć zranioną kobietę żyjącą w skostniałym związku obok męża. Zdecydowanie trudniej było mi pojąć pobudki jakie kierowały wspaniałym tancerzem, który miał na sumieniu to i owo. W trakcie czytania wielokrotnie zadawałam sobie pytanie co ja sama zrobiłabym na miejscu Ewy. Czy umiałabym wybaczyć, być tak tolerancyjna i wyrozumiała? Czy potrafiłabym dać kolejną szansę? Długie chwile zastanowienia nie przyniosły niestety rozstrzygnięcia.

Książka to przyjemna lektura na wakacje. Na dzień spędzony na plaży, na skrócenie długiej podróży. Powieść czyta się lekko i przyjemnie. Książka świetnie przybliża egzotyczny i jakże piękny zakątek Hiszpanii. Autorka dyskretnie oprowadza po Barcelonie, ukazując jej wyjątkowe piękno i zabytki. Pani Kann także świetnie wprowadza w świat flamenco. Tekst uzupełnia dokładnymi i przystępnie podanymi przypisami tłumaczącymi pojęcia związane z tańcem.
Uległam urokowi tych opisów i po lekturze obejrzałam popisy tancerzy w internecie. Oglądając poddałam się magii tego tańca. Lektura pomogła zrozumieć jego specyfikę i istotę. W powieści padają słowa, że flamenco to „ piękno zamknięte w ruchu, które sprawia, że krew mocniej pulsuje w żyłach” ( str 76). Tak to prawda, w zupełności się z tym zgadzam. Przeczytanie tej książki polecam osobom zainteresowanym tańcem i ojczyzną Zafona. Rekomenduję ją również gorąco miłośniczkom książek o miłości i namiętności.

piątek, 25 lipca 2014

Elin Hilderbrand "Piękny dzień"


Wydawnictwo Między Słowami
data wydania 2014
stron 464
ISBN 978-83-2402-540-4

Ach, co to był za ślub!

Dzień, w którym ślubuje się dozgonną miłość, wierność i uczciwość, ma być jednym z najpiękniejszych dni naszego życia. Sporo kobiet snuje o nim marzenia, od kiedy tylko poczuje mocniejsze bicie serca do płci przeciwnej. Wyobraża sobie ślubną kreację, wymarzony bukiet, miejsce, w którym złoży małżeńską przysięgę. Planuje szczegóły, najmniejsze detale. Piękny dzień zaślubin wydaje się tak krótki wobec wielomiesięcznych przygotowań, jakie go poprzedzają. To czas wyjątkowy, ale i bardzo stresujący.
Ślubny weekend w swojej powieści opisała Elin Hilderbrand, bardzo popularna autorka, określana królową wakacyjnych powieści. Akcja doskonałego babskiego czytadła wydanego przez wydawnictwo Między Słowami rozgrywa się na malowniczej wyspie Nantucket, z którą od lat są związane losy rodziny Carmichaelów. Tu swoje sakramentalne 'tak' ma powiedzieć Jenna, najmłodsza z rodzeństwa. Przygotowaniami do ceremonii kieruje, w zastępstwie zmarłej na raka matki panny młodej, najstarsza siostra Margot. Wszystko odbywa się oczywiście za aprobatą Jennifer i zgodnie ze wskazówkami jej mamy, która przed śmiercią przygotowała specjalny notatnik, w którym zawarła matczyne rady - niezwykle cenne i przemyślane wskazówki, bez których córka tęskniąca za rodzicielką szczególnie w tych dniach nie może się obejść. Jeśli macie ochotę podejrzeć ten ślub, wpaść w szał gorączkowych ostatnich przygotowań i wyśmienicie się bawić, polecam lekturę powieści, której akcja trwa zaledwie cztery dni. Niemniej jednak są to dni pełne wrażeń, zawirowań i niespodzianek, pełne gorączkowej atmosfery i zapadających na długo w pamięć wydarzeń.
Zwykle tak bywa, że gdy mamy na myśli ślub, na pierwszym planie stoi młoda para. W tej książce jest inaczej. Owszem, wszystko kręci się wokół ślubu Jenny i jej wybranka, ale, choć autorka oddała głos różnym osobom, żaden z nich nie stanie na ślubnym kobiercu. Narrację prowadzą Ann – matka pana młodego, Margot – siostra Jenny oraz honorowa druhna i Douglas – ojciec Jennifer. Tekst powieści przeplatany jest dodatkowo wpisami z notatnika matki panny młodej. Zagłębiając się w lekturę, śledzimy nie tylko bieżące wydarzenia, ale i poznajemy losy wielu osób z rodzin młodej pary oraz ich przyjaciół. To sprawia, że na powieść osnutą wobec jednego ślubu składają się losy kilkunastu osób, z których każda prowadzi całkiem ciekawe życie, ma inny charakter, poglądy czy problemy. Książkę czyta się dzięki temu z ciekawością.„Piękny dzień” to wzruszająca powieść, przybliżająca różne oblicza miłości. I te słodkie, idealne, i romantyczne, i te gorzkie, z dodatkiem nuty piołunu. Miłość właśnie taka jest. Bycie z kimś w długotrwałym związku wymaga cierpliwości, poświęcenia, umiejętności przebaczania, słuchania argumentów drugiej strony, a wreszcie i pojęcia sztuki kompromisu niezbędnej do bycia z mężem/ żoną do grobowej deski. Ta książka ma swoje przesłanie i uświadamia na przykładzie występujących w niej postaci, na co trzeba być przygotowanym, decydując się na zawarcie związku małżeńskiego. Lektura skłania do refleksji nad istotą małżeństwa i składanej współmałżonkowi przysięgi, ale i ukazuje, jak bardzo trudne i wymagające jest zorganizowanie ślubu marzeń. Ta powieść nie jest jednak zbyt ckliwa i sentymentalna. Nie wywołuje potoków łez, ale w moim przypadku przypomniała wspomnienia związane z moim ślubem. Tę propozycję dla pań czytało mi się miło. Twierdzę, że ta powieść ma doskonały potencjał filmowy. Z chęcią obejrzałabym jej ekranizację. To świetna lektura dla przyszłych panien młodych. Polecam ją zwłaszcza tym, którzy doceniają wartość małżeństwa i formalnych związków.
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać pod jego patronatem.

czwartek, 24 lipca 2014

Lawendowo mi czyli post zapachowy

Witajcie! Dziś będzie bardziej pachnąco niż książkowo. Niedługo czeka mnie lektura książki
Będę ją recenzować dla portalu Lubimy Czytać. Dotarł już do mnie egzemplarz od Wydawcy i wraz z nim pachnąca niespodzianka. A mianowicie
produkt firmy
Wczoraj postanowiłam go przetestować. Moje spotkania z kadzidełkami trwają już kilka dobrych lat. Od czasu do czasu napada mnie chęć zapalenia i zatopienia się w zapachu. Wczoraj był ku temu idealny moment. Cały dzień intensywnie lało. Wręcz ulewnie i spacer z moją sunią ograniczył się do kilku minut. Vice było to nie na rękę. Marudziła, rozrabiała, ciągle absorbowała moją uwagę. Wieczorem byłam już zła, zmęczona i miałam ochotę uciec gdzieś na kraniec świata, zaszyć się z dala od ludzi. Zapaliłam kadzidełko o zapachu Lawendowe Wzgórze. Według opisu producenta idealne na zmienne nastroje. Pokój momentalnie owionął zapach lawendy. Mocny i intensywny. Zamknęłam oczy i poczułam się jakbym była na lawendowym polu. Ba nastrój udzielił się nie tylko mi. Moja sunia kichnęła dwa razy i spokojnie położyła się w kącie. Oddałam się relaksowi. Odrzuciłam bieg myśli wyjątkowo intensywny tego dnia. Myślałam tylko o tym, by jak najintensywniej czuć aromat. Mocny, piękny, bo ja zapach lawendy kocham. Chciało się rzec chwilo trwaj. Po pewnym czasie kadzidełko zgasło. Wypaliło się do końca. Ale zapach lawendowy czuć było jeszcze dobrych kilkanaście godzin. Utrzymywał się prawie w całym mieszkaniu. Czułam jakby moje lokum znalazło się w lawendowej chmurze. Zapach wyciszył mnie, uspokoił i zrelaksował. Zapomniałam o zmęczeniu, o tym co zaprzątało wcześniej moje myśli. Produkt jak najbardziej spełnił moje oczekiwania, sprawdził się na medal. Od lat jestem wielką fanką lawendy i nadal nią pozostanę. I polecam te kadzidełka zestresowanym, zabieganym, szukającym skutecznej metody na relaks i wyluzowanie. Warto je nabyć.


środa, 23 lipca 2014

Stosik letni

Nawet nie wiem kiedy, jak urósł kolejny stosik. Sporo do czytania, doba za krótka, zbyt wiele na głowie. Zmęczona z chęcią sięgam po książkę - tak już mam we krwi. A więc by nie nudzić, nie przedłużać moich narzekań na zbyt krótki dzień i zbyt wiele rzeczy na głowie przedstawiam moje nowe nabytki:
- Michalina Kłosińska- Moeda " Kochaj i jedz, Bazyliszku od Repliki
- Clara Sanchez "Skradziona" od Lubimy Czytać
- Piotr Matysiak " Na marginesach życia. Zapiski kuratora sądowego" od Wydawnictwa Nakom
- Brad Whitaker "Linkin Park. Wszystko jest hybrydą - wygrana w blogowym konkursie
- Carol Snow "Hawajskie Alibi" - j.w.
- Małgorzata Rogala " Kiedyś Cię odnajdę" od Matrasa
- Nina George "Lawendowy pokój" od Lubimy Czytać
- Lisa Scottoline " Wracajmy do domu" j.w + od Wydawnictwa Prószyński
- Jacek Kramer "Żywot wspinacza strachliwego" od Lubimy Czytać i Wydawnictwa Annapurna
Coś Wam się szczególnie podoba?
I jeszcze zapraszam do polubienia mojego funpage na FB https://www.facebook.com/pages/Cudownyswiatksiazek3blogspotcom-blog/1445518105731287

poniedziałek, 21 lipca 2014

Mirosław Tomaszewski "Marynarka"

Wydawnictwo WAB
data wydania 2013
stron 256
ISBN 978-83-7747-974-2
strona internetowa Autora 
http://www.tomaszewski.edumuz.pl/wordpress/
Niezwykła marynarka
Uwielbiam czytać powieści w których fabułę mocno wpisuje się historia. Zagłębiając się w lekturze wydaje mi się wtedy, że zdarzenia opisane w książce miały miejsce naprawdę, że historia je uwiarygodnia. Powieść Mirosława Tomaszewskiego jest właśnie taką książką. Jej akcja rozgrywa się w większości w 2005 roku, ale i cofa się do roku 1970, kiedy to na polskim Wybrzeżu miały miejsce tragiczne wydarzenia. Doszło do zabicia niewinnych osób strzałami z ostrej amunicji. To nie był przypadek, ale świadomie zaplanowana akcja. Jednym z zabitych był ojciec jednego z głównych bohaterów książki - Adama, byłego muzyka punkowej kapeli. Zgon ojca położył się w pewnym stopniu cieniem na jego życiu. Po latach na światło dzienne wyszły sensacyjne fakty, które w znaczący sposób zmieniły życie dorosłego już mężczyzny. 
Trójmiasto jak cała Polska na początku kwietnia 2005 roku oblekło się żałobą po śmierci Jana Pawła II. W tym samym czasie córka bogatego biznesmena Karola Jarczewskiego miała wypadek samochodowy. Ledwie uszła z życiem. Jej ojciec drżał o życie ukochanej jedynaczki. Niezbyt poprawiło to jego stosunki z zięciem Witoldem, który ani nie przypadł mu do gustu, ani nie był idealnym mężem. W tym samym czasie Adam stracił kolejną pracę i nagle los zaczął mu sprzyjać. Dostał niezwykle ciekawą propozycję zawodową, podobnie jak pewna sympatyczna dziennikarka lokalnej gazety przed którą pojawiła się wyjątkowa szansa. Nina otrzymała ambitne zadanie i poznała ciekawego mężczyznę...
Jeśli jesteście ciekawi losów wymienionych wyżej postaci zapraszam do lektury. Ta książka zrobiła na mnie spore wrażenie. I choć nie jest zbyt gruba czytałam ją dość długo. Bo zagłębiając się w życie opisanych przez Autora postaci nagle zapragnęłam nie tylko dowiedzieć się co ich w życiu spotkało, ale i sięgnęłam do źródeł historycznych. Odrobiłam ciekawą lekcję historii. Poczytałam o wydarzeniach do których nawiązuje fabuła książki. Znacznie pogłębiłam wiedzę nabytą z podręczników szkolnych. To było niesamowite doświadczenie. I tak książkę czytałam blisko tydzień, ale za to dowiedziałam się o wiele więcej o czasach, które poprzedzały moje narodziny. O bolesnych wydarzeniach w najnowszej historii Polski. O dramacie i ofiar i katów. Bo po przeczytaniu jestem mocno przekonana, że cenę za te wydarzenia poniosły obie strony stojące po przeciwnych stronach barykady. 
Książka jest ciekawa i dobrze mi się ją czytało. Może z początku miałam wrażenie lekkiego chaosu, ale ono szybko ustąpiło. "Marynarka" to powieść z wielowątkową fabułą i dynamiczną akcją. To książka, która moim zdaniem daje świetnie odczuć klimat PRL-u i tamtych wydarzeń. To zarazem ciekawie napisana powieść obyczajowa z barwnie stworzonymi psychologicznymi portretami głównych postaci. To lektura z przesłaniem, że pieniądze to nie wszystko i szczęścia one same w sobie nie dają. Ta publikacja z pewnością w ciekawy sposób przekazuje młodemu pokoleniu to, co miało miejsce w młodości ich rodziców. Świetnie kreśli obraz smutnej rzeczywistości totalitarnego systemu, w którym brat zmuszony jest użyć broni i strzelać do brata. Czytając mamy okazję poznać procesy ogłupiania tych, którzy nosili mundury i zaznajomić się z metodami stosowanymi wobec tych, którzy postawili na opór i noszenie oporników w swetrach czy marynarkach. Nieco rozczarowało mnie zakończenie, zabrakło mi w nim mocnego akcentu, czegoś trudnego do przewidzenia. Powieść oceniam na ocenę bardzo dobrą. Doceniam kunszt splotu fikcji i historii. To moim zdaniem największy atut tej książki. Spragnionym nietuzinkowej lektury i miłośnikom historii współczesnej polecam. 

czwartek, 17 lipca 2014

Czas na funpage, czas na zaistnienie na FB

Witam i zapraszam do polubienia strony funpage na FB mojego bloga. Myślę, że jej założenie to konieczna decyzja.
Z góry dziękuję za polubienia i wszystkie "lajki".
https://www.facebook.com/pages/Cudownyswiatksiazek3blogspotcom-blog/1445518105731287

Małogorzat Szyszko-Kondej "Sześć córek"


Wydawnictwo Świat Książki
data wydania 2014
stron 372
ISBN 978-83-7943-643-9

Było sobie córek sześć...
 
Było sobie córek sześć, łączyły je więzy krwi. Ale nie wychowały się wszystkie pod jednym dachem, nie łączyły ich zbyt bliskie relacje. Tylko dwie z nich razem dorastały. Inne nie wiedziały o sobie prawie nic i żyły w różnych światach. Łączył je wspólny ojciec, który zmarł niedawno w sędziwym wieku. W życiu swoich córek pan Wiktor Krasowski raczej nie uczestniczył. Dopiero będąc na łożu śmierci, „przypomniał sobie” o swoich pociechach. Do każdej z nich napisał list. Każdą zachęcił, by zrobiła coś szalonego, nietypowego, niepasującego do wybranego przez nią stylu życia...

Najstarsza jest Grażyna. Opiekuje się schorowaną mamą, ma córkę i wnuka. Czuje się zmęczona życiem, wypalona. Pracowała jako dziennikarka, żyła w realiach PRL-u. Ojciec namawia ją, by skoczyła ze spadochronem. By poczuła adrenalinę i zapomniała o metryce. Alicja to artystka, która w nieplanowany sposób została mamą. Rodzicielstwo pokrzyżowało jej marzenia, nieplanowane dziecko stanęło na drodze do kariery, a sama Alicja nie potrafi być wzorową matką. Ojciec w liście namawia ją do ułożenia puzzli z 3000 elementów. Rodzona siostra Alicji, Ela, mieszka w dalekiej Australii. Tam ma dom, męża i dwóch synów. Na emigrację udała się jako młoda kobieta. Było jej na początku bardzo ciężko, ale zrealizowała swój australian dream. Tylko czy jest w pełni szczęśliwa? Czy małżeństwo z rozsądku dało jej spełnienie? Ojciec proponuje, by swoje emocje wyrzuciła w czasie gry na perkusji. Martyna to zdolna pracownica korporacji, w której haruje od świtu do nocy. Mężczyźni w jej życiu to tylko przelotne przygody. Ona sama marzy o macierzyństwie, a tykający zegar biologiczny budzi w niej lęk i przerażenie. Tata radzi jej wyciszenie i urlop w klasztorze. Agnieszka to matka i żona, która w życiu osobistym przeżywa piekło związane z przemocą i upokorzeniem. Jej mąż wpadł w szpony nałogu i często podnosi na nią rękę. Aga boi się o dzieci. Ojciec radzi jej, by napisała rodzinną kronikę. Milena jest najmłodsza. Ma zaledwie 19 lat. Stoi u progu dorosłości. Jej życie biegnie między światem realnym a tym wirtualnym, a zwłaszcza serwisem społecznościowym. Zadanie przydzielone jej przez ojca to sesja zdjęciowa zrobiona siostrom. Siostrom? Jakim siostrom?

Powieść, wydana w serii „Leniwa Niedziela”, jest znakomita. Czyta się błyskawicznie i przyjemnie. Składa się ze złączonych ze sobą historii sześciu kobiet. Każda z nich żyje w innych realiach, ma odmienną osobowość i swój świat. Nie spotykają się ze sobą, niewiele lub nic o sobie nie wiedzą. Aż tu nagle dowiadują się o śmierci ojca. Rodzica, który w zasadzie nie był obecny w ich życiu, był kimś obcym, kimś anonimowym. Takie historie czasem pisze los. Czytając o codzienności sześciu bohaterek, uzmysłowiłam sobie, jak wiele one straciły, jak bardzo odmiennie potoczyłoby się ich życie, gdyby miały tych samych rodziców lub gdyby się znały i utrzymywały ze sobą kontakty. To książka z historią w tle, która mocno wplata się w życie bohaterek. Starsze żyją również w poprzednim ustroju. W czasach, gdy brakuje wielu dóbr materialnych, bo albo nie istnieją, albo ich brakuje w sklepach. Starsze siostry wiedzą zatem, co to kartki na mięso, jakim rajem był Pewex i jak cudowną urodę ma Barbie. Milena to już pokolenie współczesne. Ona mogłaby być na dobrą sprawę wnuczką swojej najstarszej siostry. Milena już myśli i żyje inaczej, nowocześniej, ale czy szczęśliwie?
Autorka sięgnęła po bardzo ciekawą koncepcję przy pisaniu „Sześciu córek”. Kreśląc losy Polek, ciekawe ukazała zmiany społeczno-polityczne, jakie zaszły w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat w naszym kraju. Stworzyła ciekawe portrety kobiece, czym mnie niezmiernie ujęła.
Ta powieść to książka bardzo realna, mocno osadzona w prawdziwych świecie. To lektura pozwalająca czytelniczkom odnaleźć pierwiastek samej siebie w każdej z bohaterek. Przedstawiony w niej świat nie jest przesłodzony, jest za to realne życie pełne blasków i cieni. Takie powieści obyczajowe doceniam najbardziej i dlatego tę książkę polecam paniom - i tym w wieku studenckim, i tym na emeryturze. To książka ponadczasowa, będąca swoistym dokumentem, a zarazem pamiętnik przemian w Polsce. Przeczytanie „Sześciu córek” wywołało u mnie paletę wspomnień z lat młodości, wzruszyło, nawet rozczuliło. Ciekawa propozycja nie tylko na niedzielę. Warto się w nią zagłębić.

Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Bogna Ziembicka "Tylko dzięki miłości"


Wydawnictwo Otwarte
data wydania 2014
stron 400
ISBN 978-83-7515-180-0

Ach, ten świat z tamtych lat!

Książki są niczym czarodzieje. Mają niezwykłą moc przenoszenia nas, czytelników, w przeszłość, do lat, które już minęły i nie wrócą. Wystarczy wziąć do ręki powieść, zagłębić się w niej i już nie istnieją zegary, które w realnym świecie bezlitośnie odmierzają czas. Trzeba tylko pobudzić wyobraźnię i nagle stajemy się uczestnikami zdarzeń, które na własne oczy widziały pokolenia naszych przodków. Tak właśnie jest, gdy sięgniemy po najnowszą powieść Bogny Ziembickiej – autorki już mi znanej, którą bardzo polubiłam za dwie książki o Różanach.
„Tylko dzięki miłości” to jej kolejna publikacja, która zabiera nas w czasy niezwykle burzliwe dla Europy i całego świata. Akcja rozpoczyna się w 1935 roku. Autorka opisuje dziesięć kolejnych lat z życia pewnej pary. Bohaterowie to młodzi ludzie, stojący u progu dorosłego życia. Ona jest Polką i ma na imię Zuzanna. Jako nastoletnia panna doznaje od losu bolesnego ciosu. Pewnego feralnego dnia giną jej rodzice i siostra. Opiekę nad panną Hulewicz przejmuje jej babka Jadwiga. Dziewczyna musi przenieść się z zagranicznej pensji do szkoły w Krakowie - niesamowitym mieście, które ma specyficzny klimat. Jego czar pryśnie wraz z wybuchem wojny.
On ma na imię Joachim i jest Niemcem, bratem serdecznej koleżanki Zuzi ze szkoły w Penzance. Jest starszy o kilka lat i pracuje w Tanganice, zarządzając faktorią. W koleżance siostry zakochuje się, widząc ich wspólne zdjęcie. To taka fotograficzna miłość od pierwszego wejrzenia. Zaraz, zaraz - miłość? Czy można się tak po prostu, na amen, na poważnie zakochać, patrząc tylko na efekt pracy aparatu fotograficznego? Czy to wystarczy, by kochać na całe życie, nie znając danej osoby, tylko spoglądając na jej twarz?
Odpowiedź czeka w książce, która jest niesamowita. Oryginalnie napisana, dopracowana w najmniejszych szczegółach i niezwykle klimatyczna. Składa się z dwóch elementów, które ze sobą w przepiękny sposób się splatają – z dwóch pamiętników, napisanych przez kobietę i mężczyznę, których życiowe ścieżki los złączył ze sobą. Czytelnikom dane jest zobaczyć ówczesny świat oczami Polki i Niemca, których narody staną niedługo po przeciwnych stronach barykady i chwycą za broń. Oni wojny nie chcą, ich nie interesuje polityka. Oni żyją w świecie młodości, która chce żyć i oddychać pełną piersią, cieszyć się urokami świata, smakować chwile szczęścia. Chcą kochać i odkrywać dzień po dniu smaki życia, realizować swe marzenia. Czy los im na to pozwoli?
„Tylko dzięki miłości” to książka z historią mocno wplecioną w fabułę. Śledząc losy bohaterów, mamy przed oczami coraz bardziej chmurzące się niebo nad światem, zapowiedź tego, że niedługo rozpęta się gigantyczna burza. Potworna wojna. Czytając, mamy okazję zasmakować uroków innego świata, dla mnie - świata młodości pokolenia moich dziadków. Świata, w którym żyło się inaczej, nie tylko dlatego, że nie było w nim współczesnych zdobyczy cywilizacji. To były czasy, kiedy ludzi łączyły o wiele silniejsze więzi. I te rodzinne, i te zrodzone przez przyjaźń. To był świat, w którym ważną rolę pełniło kino, urządzano bale, na których panie nosiły eleganckie suknie. To były czasy, kiedy o wiele bardziej cenioną wartością niż dziś był honor i dane komuś słowo. To był świat, w którym żyło się ciekawiej i pełniej, a ludzie czuli się mniej samotni.
W tej powieści się po prostu zakochałam. Od pierwszej strony. W swoim życiu czytałam już kilka tysięcy książek, ale żadna nie była taka, jak ta. I właśnie dlatego gorąco ją rekomenduję. Lektura ma wiele atutów. Ciekawa fabuła, niezwykle trafne oddanie klimatu tamtych lat czy uzupełnienie słów tekstami z ówczesnych gazet to tylko niektóre z nich. Ta powieść jest niczym zwierciadło, w którym można obejrzeć przeszłość. To też książka o miłości. Tej pierwszej i tej niewinnej. O gorących porywach serca, które odkrywa czar uczucia. Serdecznie polecam ją każdemu, kto chce przeczytać książkę obyczajową inną niż te stojące obok niej na księgarskiej czy bibliotecznej półce. „Tylko dzięki miłości” to książka jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna i wyjątkowa. Odkryj i Ty jej czar. Zakochaj się w niej i w świecie z tamtych lat.
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać i pod jego patronatem medialnym.

sobota, 12 lipca 2014

Volga Yerafeyenka "Anna German "Uśmiechaj się" "


Wydawnictwo Novae Res
data wydania 2014
stron 62
ISBN 978-83-7942-165-7

Wspomnienia o Annie German 

Pani Anna była wielką Gwiazdą polskiej estrady. Miała wspaniały głos, w jej repertuarze znalazło się mnóstwo piosenek, pięknych i melodyjnych. Piosenkarka zmarła w 1982 roku i przez pewien czas pamiętali o niej tylko najbardziej zagorzali fani. Ostatnio znów wiele się mówi i pisze o wykonawczyni "Uśmiechaj się". Ma to miejsce za sprawą serialu telewizyjnego i książek. Jedną z publikacji poświęconych tej wykonawczyni jest książka wydana przez Novae Res którą przetłumaczyła i zebrała Volga Yerafeyenka. 
Są to wypowiedzi samej Anny German i wspomnienia jej przyjaciół, współpracowników. Nie jest to więc biografia, ale mimo to książka tak wiele mówi o wspaniałej Gwieździe. Pani Anna miała ogromny talent, była profesjonalistką i perfekcjonistką. Praca a więc śpiewanie było jej ogromną pasją. Kochała śpiew, kochała publiczność, cieszyła się drobiazgami. Była pogodna, radosna, a do życia podchodziła z dystansem i humorem. Obce jej były fochy, ekscesy i zachowania, które cechują dzisiejsze bywalczynie okładek tabloidów. Anna German była skromna, a kariera nawet ta zagraniczna nie zawróciła jej w głowie. I to właśnie jest wielki atut tej piosenkarki za który ogromnie ją cenię. Czytając wypowiedzi m.in. Krzysztofa Cwynara, Andrzeja Bychowskiego czy Jolanty Kubickiej poznajemy prawdziwe oblicze kobiety, która oprócz pięknego głosu umiała jeszcze poszanować swoją publiczność, być do jej dyspozycji mimo zmęczenia. Książka jest bardzo cienka, ale i szalenie treściwa. Po jej lekturze długo jeszcze porównywałam Annę German z współczesnymi piosenkarkami i to porównanie wypadło zdecydowanie na korzyść autorki "Wróć do Sorrento". Bo Gwiazdą trzeba umieć być, trzeba mieć nie tylko swoje pięć minut, ale i klasę. Piękna to lektura, która zmusiła mnie do refleksji nad ewolucją showbiznesu, nad charakterami sławnych piosenkarek. Anna na ich tle niezwykle błyszczy. Bo umiała być zwyczajna, nadzwyczajnie utalentowana. Książkę polecam i dodam, że wspaniale się ją czyta słuchając utworów Anny German. To daje niesamowite przeżycia. 
Tekst uzupełniają cenne zdjęcia.

piątek, 11 lipca 2014

Rozwiązanie konkursu - "Zacisze Gosi" wędruje do...

Witam serdecznie!
Zgodnie z obietnicą ogłaszam, że czas wyłonić osobę do której zostanie wysłana nagroda.
Długo czytałam przesłane przez Was odpowiedzi. Wasze ogrody to wyjątkowe miejsca. Trudno było mi wyłonić tylko odpowiedź, którą uhonoruję książką.
Po długim namyśle nagroda wędruje do Aaagusiek.
O wygranej powiadamiam mailowo.

środa, 9 lipca 2014

Krystyna Mirek "Szczęście all inclusive"


Wydawnictwo Filia
data wydania 2014
stron 400
ISBN 978-83-7988-055-3

Pakiet szczęścia

Trzecia przeczytana przeze mnie powieść Krystyny Mirek przeniosła mnie do uroczej Grecji. Tam wakacje mieli spędzić główni bohaterowie książki, którzy po trudach codziennego, szarego dnia wybrali opcję urlopu w luksusowym hotelu. To były plany, które szybko zweryfikowało życie. Nie każdy spędził kanikułę na błogim lenistwie, ale wszystkim ten wyjazd odmienił los i przyniósł różne niespodzianki.
Na piękną grecką wyspę, pachnącą morzem i ziołami, na której królują gaje oliwne, plantacje cytrusów i bajeczne plaże przyjeżdża Beata. Pierwotnie miała tu spędzić uroczy urlop ze swoich chłopakiem, jako nagrodę za otrzymany awans. Zamiast tego jednak zwolniono ją z pracy, a premia, z której miała opłacić pobyt odeszła w niebyt. Beata zmuszona przez los zmieniła opcję i przybyła do pracy jako pokojówka. Zamiast być obsługiwaną stała się obsługującą. Nie bacząc na wykształcenie podjęła się ciężkiej pracy i zaczęła mocno zastanawiać się nad związkiem, w którym od kilku lat tkwi. Agnieszka jest Polką, która od kilku lat pracuje w greckim hotelu. Spotyka się z różnymi mężczyznami, ale w jej sercu szczególne miejsce zajął Kostas – Grek, który ma przejąć od ojca gospodarowanie oliwnym gajem. Aga musi co nieco przeżyć, by sobie uzmysłowić czego potrzebuje, aby być w pełni szczęśliwa. W jednym z apartamentów mieszkają Oliwia i Jakub. Są parą i łączą ich też stosunki zawodowe. Ten urlop wyświetli prawdę o ich związku.
Czytając książkę odwiedzamy hotelowe pokoje i wkraczamy w życie ludzi, którzy mimo wykupienia opcji all inclusive nie zawsze potrafią być szczęśliwi i doceniać to, co mają, co los im podarował, na co ciężko zapracowali. Wielu z nich mniema, że szczęście można kupić. Nie można też całego życia podporządkować tylko pracy zawodowej, bo prędzej czy później dostrzeżemy wokół siebie jedynie pustkę i samotność.
Przedstawione przez autorkę postacie w trakcie pobytu na malowniczej greckiej wyspie przechodzą prawdziwe metamorfozy. Zwyczajnym ludziom chwila wolnego od pracy czasu, odpoczynek od codzienności uświadamia, co w życiu robią źle, co wymaga zmian, co warto poprawić i co naprawdę jest ważne. Odkrywają smak szczęścia, które bywa kapryśne i potrafi umykać niczym piękny motyl.
Powieść to przyjemna i relaksująca lektura w wakacyjnym klimacie, rozgrywająca się w pięknej scenerii. Napisana lekko i z polotem niesie w sobie i głębszą treść. Uczy jak osiągać szczęście i czego w życiu nie pomijać. Autorka opowiadając losy Polaków ukazuje urok greckich plaż, czar malowniczych krajobrazów, greckie rodzinne tradycje, specyfikę kuchni a więc to czym zachwycają się turyści z całego świata. Tym samym zachęca do odkrycia uroków Krety i rozbudza tęsknotę za wypoczynkiem pod greckim niebem. Ale i przestrzega, że urlop to niekiedy prawdziwy egzamin dla zapracowanych ludzi, którzy w szarej codzienności częściej się mijają niż spędzają ze sobą czas. Urlop bywa bardzo brzemienny w skutki i pozwala na podjęcie decyzji o zmianach. Zmianach często koniecznych, które sprawią, że szczęście stanie się czymś realnym i w zasięgu ręki.
Krystyna Mirek napisała kolejną świetną książkę dla kobiet, znakomite babskie czytadło, które umili wakacje, pobyt na działce, plaży czy leśnej polanie. Wartka akcja, wakacyjny klimat i zgrabne dialogi dodają książce uroku. Polecam lekturę spragnionym relaksu, chcącym odpocząć od szarej rzeczywistości i tym, którzy chcą się rozmarzyć. Książka poprawiająca humor, idealna na chandrę i niepogodę. Idealna dla tych czytelników, którzy kochają powieści skąpane w śródziemnomorskim klimacie, pachnące wspaniałą kuchnią i miłością.
Książka zrecenzowana dla portalu Lubimy Czytać.