poniedziałek, 14 listopada 2022
Marika Krajniewska "Zapach malin"
czwartek, 3 listopada 2022
Agnieszka Jeż "Miłość w Zakopanem"
Jeśli oceniacie treść książki po tytule możecie się czasem pomylić co do jej treści. I dokładnie tak jest w przypadku najnowszej powieści jednej z moich ulubionych pisarek, Agnieszki Jeż. „Miłość w Zakopanem” to nie słodki, polukrowany i obsypany pudrem idealnego uczucia romans z uroczym górskim tłem. To zdecydowanie powieść diametralnie innego formatu pełna zwyczajnego życia i nieidealnych uczuć oraz relacji. Owszem, jest piękny klimat Zakopanego z lat trzydziestych ubiegłego stulecia, jest powiew górskiego wiatru, ale przede wszystkim na pierwszym planie jest zwyczajna bohaterka, kobieta po trzydziestce, której wiatr wieje w oczy i doświadcza, a życie wymaga podejmowania trudnych decyzji i wyborów. A ona, kim tak naprawdę jest? Typową przedstawicielką swojego pokolenia? Otóż nie! Jadwiga Walkiewicz jest odważną damą, która zrzuca pancerz konwenasów i popchnięta przez los i otoczenie przechodzi metamorfozę oraz ma animusz żyć po swojemu na przekór utartym i popularnym schematom. Jej osoba budzi oczywiście pewne kontrowersje, ale ona uparcie idzie do przodu i burzy mury wokół siebie. I właśnie za to, za junactwo i śmiałość, bardzo ją pokochałam. Stała mi się bliska jak siostra i rozumiałam ją jak samą siebie.
Jadwiga, gdy ją poznajemy, jest na ostrym życiowym zakręcie. Mieszkająca w stolicy córka znanego lekarza z Siedlec traci nagle grunt pod nogami za sprawą bankructwa jej męża. Zostaje sama z dwojgiem dzieci, tuż przez trzecim porodem z mnóstwem długów. Jej małżonek wyjeżdża do Wiednia i odzywa się do rodziny bardzo sporadycznie. Zszokowana kobieta spienięża co może i wyjeżdża do rodziców. Tam rodzi córkę Mirę i postanawia wziąć los w swoje ręce. Zacząć pracować zawodowo i być niezależna od nikogo. Wskutek przemyślanych decyzji własnych i zmian dołożonych spontanicznie przez los przyjeżdża do Zakopanego by wykorzystać niewielkie oszczędności i założyć salon masażu leczniczego. Zrządzeniem przypadku trafia na stancję do samotnej, dojrzałej góralki i zaczyna nowe życie. Czy będzie ono lepsze? Czy odniesie zawodowy sukces? Czy stanie się dla kogoś ważną osobą i zawładnie męskim sercem? Koniecznie sięgnijcie po powieść o której można powiedzieć bardzo wiele dobrego, ale z pewnością też to, że jest ponadczasowa i niezwykle aktualna do dziś.
To wydaje się niewiarygodne, ale od czasów gdy pod Giewont trafiła pani Walkiewicz minęło prawie sto lat, jednak pewne wizje na temat życia kobiet prawie się nie zmieniły. Owszem, nastąpiły pewne znaczne zmiany, ale niektóre stereotypy żyją do dziś. I nim przeczy mocnym i wyrazistym głosem Autorka, która chce by każda z kobiet poczuła w sobie moc i siostrzaną siłę, które mają napędzić do zmian na lepsze. Agnieszka Jeż pisze o tym przepięknym językiem i stylem, elegancką prozą i mądrym piórem. Jej książka wymusza wręcz refleksje i jest niczym katalizator do zmian myślenia oraz idealną zachętą do działania. Bo w życiu wolno nie tylko mężczyznom, a my, płeć piękna, nie jesteśmy od nich w niczym gorsze, ani nie zasługujemy na mniej.
Jadwiga Walkiewicz przechodzi wyrazistą przemianę. Uczy się żyć od nowa i przede wszystkim dla siebie. Łamie stereotyp cierpiętnicy i poświęcającej się na rzecz rodziny. Ma wybór. Może egzystować na koszt rodziców, ale ona chce żyć, chcę wziąć swój los tylko we własne ręce. Uczy się, potyka, ma rozterki, ale i drzemie w niej siła oraz upór. Jest wzorem, pokazuje jak żyć, jak odrzucać bzdurne konwenanse, jak rozwijać się i iść do przodu. Jak nadawać swojemu życiu rytm. Gubi bezwolność i bierność. Nie pozwala by wyborów za nią dokonywali inni, tak jak to było kiedyś. Wystawia się na krytykę i pomówienia. Jest typem odważnej postaci, która jest prekursorem na drodze kobiet do niezależności.
To bardzo pięknie i pomysłowo wykreowana postać, która na długo pozostanie w mojej pamięci podobnie jak książka z której się wywodzi. Ma ona swój klimat i oddaje koloryt tamtego Zakopanego w którym kiełkowała turystyka, żyła artystyczna bohema i kurowali się gruźlicy. Przez fabułę przewijają się postaci fikcyjne i prawdziwe. Akcja jest wartka jak górski strumień i bardzo zagadkowa. Od lektury nie tylko trudno się oderwać, ale i trudno się z nią rozstać. Po zakończeniu czytania umysł nadal pozostaje w jej fabule i refleksjach z niej płynących. A jest ich naprawdę bardzo wiele. Jest to spowodowane tym, że kryją się w niej ponadczasowe prawdy, mądre myśli i wnioski.
Poznanie tej historii okazało się wyśmienitą czytelniczą ucztą, a ja dodam, że to jedna z najlepszych książek jakie czytałam tej dekady. Koniecznie ją poznajcie i żyjcie odważnie swoim życiem każdego dnia, dokładnie tak jak główna bohaterka. Gorąco polecam.
wtorek, 1 listopada 2022
Marcel Moss "Nie wiesz dlaczego
Szkoła z piekła rodem
Czas bycia nastolatkiem to trudny, ale i bardzo niezwykły okres życia. Żegnamy dzieciństwo, szkołę podstawową, stajemy przed drzwiami z napisem dorosłość. Mamy czas by nabrać doświadczenia, dojrzeć, zdobyć fundament pod karierę zawodową czy studia. To też okres, kiedy powinniśmy się wyszaleć, poznać smak pierwszej miłości, udzielać się towarzysko i planować przyszłość. Czuć przed sobą smak dorosłości, ale i korzystać z wolności i ostatnich lat beztroski. Niestety, nie zawsze i wszystkim jest w tym periodzie życia tak kolorowo i rozrywkowo. Bywa, że nastolatkom przytrafia się to, czego doświadczają niektórzy z uczniów pewnego liceum, które opisanego przez Marcela Mossa w serii Liceum Freuda. Ta szkoła ma prestiż, nietuzinkową opinię, specyficzny i nowoczesny klimat, dobrego dyrektora, ale można o niej powiedzieć, że to też placówka oświatowa z piekła rodem.
Dagmara, Sara, Marta i Wiki są przyjaciółkami ze szkolnej ławy. Ich życiem nagle wstrząsają pewne wydarzenia. Tego dnia w ich szkole dochodzi do zamachu w trakcie którego giną osoby związane z tą placówką, a także znika bez śladu jedna z uczennic. Nastoletnia Dagmara wsiada do samochodu pod szkołą i zapada się pod ziemię. Ginie bez echa, a jej rodzina, przyjaciele i znajomi snują różne hipotezy co się mogło z nią stać. Pojawiają się podejrzenia, że dziewczyna zniknęła w związku z depresją jaka ją dotknęła. Upływa czas, a wraz z nim na światło dzienne wychodzą pewne przerażające fakty. Prowadzone śledztwo nie podaje konkretów, ale zdesperowane i głodne prawdy przyjaciółki Dagmary prowadzą własne dochodzenie i odkrywają przerażające tajemnice. Na światło dzienne wychodzą szokujące sekrety, które mrożą krew w żyłach...
„Nie wiesz dlaczego” to czwarty tom popularnej serii Marcela Mossa, która porusza sprawy zarówno ważne, jak i bolesne, które dotyczą nastolatków. Nie czytając trzech pierwszych tomów zaczęłam przygodę z tym cyklem od czwartego i jestem mile zaskoczona. Książkę, będącą mocnym thrillerem, czyta się rewelacyjnie, a emocjom i dreszczykowi nie ma końca. Autor pisze genialne i nie używa ani lukru, ani pudru. Wali z przysłowiowej grubej rury i pokazuje świat w mrocznej odsłonie. W fabule nie ma miejsca na woale i sentymenty. Jest za to miejsce na bezpardonową prawdę, która sprawia, że włos jeży się na głowie. Życie nastolatków jest pasmem problemów i wyzwań. Rządzą nim bestialskie reguły gry, które nie mają litości. Młodzi ludzie muszą zmagać się z problemami, które byłby kolosalnie trudne i dla dorosłych. Depresja, odrzucenie, niezrozumienie, brak dobrych relacji z rodzicami, nałogi, świat narkotyków i uzależnień, plastikowa internetowa rzeczywistość powodują, że życie staje się pasmem walki.
Marcel Moss napisał swoją najnowszą książkę w dość specyficzny sposób, ale tym samym precyzyjnie odwzorował współczesną codzienność nastolatków, którzy na pewno nie mają łatwo w życiu. Tytuł jest wyrazisty i mocny, razi niczym prąd, szokuje i uświadamia bezpardonowy świat, który jest wymagającą szkołą przetrwania. Ta historia wbija w fotel, ma bardzo przeszywające i tajemnicze zakończenie, uczy i pobudza wyobraźnię. Opisana rzeczywistość wyraziście prześwietla złudę i reguły wirtualnego świata, z którego zwłaszcza na młode osoby czyha wiele niebezpieczeństw. Ułuda bycia na topie, lajków, followersów, polubień sprawia, że zanika realna ocena rzeczywistości, a ktoś omamiony manią popularności staje się nie jej obiektem, ale ofiarą.
Tę powieść powinni przeczytać nie tylko rówieśnicy główych bohaterów, ale i ich rodzice. Lektura z pewnością pozwoli im bardziej zrozumieć świat ich dzieci, który bywa drapieżny i bezwzględny.
Gorąca książka, świetna proza, ciekawe ujęcie rzeczywistości. Naprawdę warto przeczytać. Dajcie się ponieść tej elektryzującej fabule i emocjom, których nie brakuje. Miłej lektury.
piątek, 21 października 2022
Ewa Bauer "Pokoloruję twój świat"
Powieść, którą napisało samo życie
Każdego miesiąca na księgarskie półki trafia kilkadziesiąt powieści z kręgu literatury kobiecej napisanych przez polskie pisarki. Wśród tych książek są takie, których fabuły zostały obficie polukrowane, a za ich konstrukcją stoi słodka literacka fikcja. Ich przeciwieństwo stanowią książki, których treść wykreowało samo życie, a ich twórczynie nie obawiały się podjąć się poruszenia trudnych tematów i kwestii tabu. Te drugie lektury czyta mi się zdecydowanie lepiej i jestem ich bardzo ciekawa. Z tego też powodu zatraciłam się w fabule najnowszej powieści Ewy Bauer, której bohaterkami są cztery kobiety. Ich życie pełne jest trudnych prób, wyczerpujących sprawdzianów i zagmatwanych wyborów. Los ich nie rozpieszcza, jest bezwzględnie nieczuły na wszystko i rzuca im kolejne kłody pod nogi, wymaga ciągłego mierzenia się z kolejnymi przeciwnościami. Mimo, że książka nie emanuje przyjemnym i lekkim klimatem czytało mi się ją wybornie, nic nie było mnie w stanie oderwać od lektury, a czasu spędzonego z tym tytułem nigdy nie zapomnę. Stanie się tak z prostej przyczyny. To była bez wątpienia jedna z najlepszych obyczajówek jakie miałam okazję kiedykolwiek przeczytać, a sięgam po ten gatunek bardzo często i systematycznie.
Cztery bohaterki są związane więzami krwi. Eleonora jest wdową i ma dwie dorosłe córki. Starsza z nich, Beata stawia pierwsze kroki w zawodzie architekta. Jest ambitna i zdolna. Pewnego dnia wdaje się w romans z kolegą z pracy. Jan jest od niej starszy i żonaty, czego nigdy nie ukrywa. Twierdzi, że jego małżeństwo jest już spisane na straty i niedługo nastąpi jego koniec. Gdy Beata zachodzi w nieplanowaną ciążę jest cała w skowronkach. Liczy, że szybko założą rodzinę i wszystko potoczy się jak w bajce. Rozmowa z kochankiem o pojawieniu się owocu ich romansu jest jak lodowaty prysznic. Mężczyzna twierdzi, że wraca do żony z którą stara się o dziecko, a ciąża Beaty nie jest jego sprawą. Dla ciężarnej kobiety oznacza to jedno – samotne macierzyństwo. W trudnej sytuacji pomaga Beatce mama i siostra Basia, która kończy studia prawnicze i wybiera się na aplikację. Jak ułoży się życie każdej z nich? Czy los przysienie pogodne dni czy kolejne sztormy i burze? Sięgnijcie po powieść, która mnie przykuła do fotela i okazała się gigantyczną bombą czytelniczych emocji.
Ewa Bauer napisała przepięknie, mądrze i dojrzale. Jej powieść nie odwraca się plecami od trudnych tematów, a pokazuje je w sposób bez cenzury. Przez karty książki przewija się problem depresji, zdrady, porzucenia, niepełnosprawności, śmiertelnej choroby, która atakuje podstępnie i niespodziewanie. Wykreowane na kartach książki postaci są realne i na wskroś prawdziwe. Nie są ani dobre, ani złe. Mają wady i zalety, słabości. Nie są pozbawione ludzkiej poświaty ani nie są papierowe. I właśnie dlatego ta historia przemawia wyraziście, trafia głęboko do serca, porusza najczulsze strony w czytelniczej duszy. Jest manifestem, jest dowodem na to, że nikt nie jest idealny, a każda poważniejsza decyzja może zmienić życie bezpowrotnie raz na zawsze. Zagłębiając się w fabułę miałam wrażenie, że ta opowieść przydarzyła się naprawdę, że jestem jej naocznym świadkiem, że realnie funkcjonuję w świecie bohaterów.
Z każdą przeczytaną stroną kochałam tę książkę bardziej, otwierałam oczy i doświadczałam problemów opisanych postaci. Czułam bariery dotykające niepełnosprawne dziecko, bolałam nad losem dzieci wraz z Eleonorą, potykałam się o ograniczenia spowodowane depresją wraz z Beatą. I co dziwne nie próbowałam oceniać nikogo, nie byłam sędzią jak to zwykle przy tego typu powieściach wcześniej bywało. Autorka uwrażliwiła mnie, otworzyła mi oczy, przygotowała cenną lekcję, której scenariusz stworzyło zwyczajne, aczkolwiek nie będące litościwym życie.
„Pokoloruję twój świat” to książka o różnych obliczach miłości, o wybaczaniu, o życiowych porażkach i sukcesach. Jej fabuła jest dynamiczna i wartka, ma słodko-gorzki smak i stoi odważnie wobec wszystkiego, co niesie realne życie. Z całego serca polecam jej przeczytanie, zachęcam do spędzenia z nią czasu. Ten tytuł na zawsze pozostanie w moim umyśle, obawiam się, że bardzo długo go nie zapomnę, a kolejne przeczytane książki nie przysłonią mi refleksji, które narodziły się po lekturze tej fenomenalnej powieści. Koniecznie ją poznajcie.
środa, 5 października 2022
George Blalock "Królewska buntowniczka"
Nie wszystkie księżniczki są w życiu kochane i szczęśliwe
W bajkach i baśniach księżniczki wiodą życie godne pozazdroszczenia. Są idealne, piękne i mają szczęście w miłości. Ich życie usłane jest różami, które nie mają kolców. W realnym świecie księżniczki też współcześnie istnieją, ale ich los rzadko kiedy przypomina bajkę. Owszem, damy z koroną na głowie, żyją przeważnie w dostatku, ale nie zawsze pławią się w blasku szczęścia i prawdziwego uczucia. Bywa, że tytuł i przysługująca im tiara są kulą u nogi i odbierają wolność na równi więziennym kajdanom. Status nie pozwala na swobodne życiowe wybory i decydowanie o swoim losie, a etykieta jest niczym włosienica, która ogranicza i dokucza. Wśród koronowanych rodów, w gronie pań noszących tytuł JKM bywają też czarne owce, które wprawiają rodziców i krewnych w zakłopotanie oraz przynoszą wstyd z powodu niewłaściwego prowadzenia.
Z całą pewnością taką osobistością w rodzinie Windsorów była siostra zmarłej ostatnio królowej Elżbiety II, księżniczka Małgorzata, która była w wielu sprawach całkowitym przeciwieństwem swojej siostry. Jej życie było burzliwe, pełne skandali i romansów. O wybrykach Margot często pisały plotkarskie gazety, a jej imię było na ustach wszystkich. Mówiono o niej często i nie zawsze dobrze. A ona sama była kobietą nieszczęśliwą, która w życiu raz po raz błądziła i wpędzała się w kłopoty.
Księżniczka Małgorzata jest tytułową bohaterką powieści Georgie Blalock. Akcja tej książki obejmuje czas od roku 1949. Jesienią w Londynie życie pewnej zubożałej arystokratki wydaje się być pasmem nieszczęść i porażek. Vera Strathmore straciła narzeczonego, usiłuje zrobić karierę pisząc romanse i marzy o wyjeździe do Nowego Jorku. Pewnego dnia jej życie zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zostaje przedstawiona księżniczce Małgorzacie, która zna romanse napisane przez Verę pod pseudonimem. I tak panna Strathmore zostaje za aprobatą rodziny królewskiej damą dworu i staje się nieodłączną towarzyszką ekscentrycznej księżniczki, która udziela się towarzysko, pije, pali i za nic miewa etykietę. Vera przez nową rolę liczy na pieniądze, dobrą zabawę i poznanie ciekawego towarzystwa. Jej praca opłacana przez podatników staje się dla rodziny Very zaszczytem i nobilitacją. Jednak czym okazuje się tak naprawdę w rzeczywistości? Młoda kobieta znajduje się nagle w świecie pełnym intryg, pozorów i zakazanych romansów. Jak wpłynie to na jej przyszłość? Czy dzięki byciu wśród socjety znajdzie miłość i szczęście?
Postać Very jest fikcyjna, ale dzieje księżniczki już nie. Powieść to zbeletryzowana biografia młodszej córki króla, która pokazana jest oczami jej poddanej i pracownicy. Ten tytuł to prawdziwa perełka dla miłośników historii brytyjskiej rodziny królewskiej i monarchii. Autorka perfekcyjnie nakreśliła losy niesfornej księżniczki, która wiedziała, że ma marne szanse na noszenie korony królowej, a zarazem w imię protokołu musiała poświęcić wolność dla dobra kraju i rodziny. Małgorzata miała trudny charakter i cechy buntowniczki. Z kart książki wyłania nam się jej prawdziwe oblicze pełne wad, złych cech, ale i obraz niespełnionej kobiety, która pragnęła kochać, być kochaną i pożądaną. Młodsza siostra królowej Elżbiety II była zagubiona, niedojrzała, samotna i nieszczęśliwa. Czytelnik widzi portret bardzo poturbowanej przez los kobiety, która będąc zgorzkniała rani swoje otoczenie. Autorka dołożyła wszelkich starań by odtworzyć fakty historyczne i postać kobiety, która budzi litość i współczucie, choć sama nie jest też bez winy. W lekturze nie brak pikantnych ciekawostek, opisów z dworskiego życia, klimatu lat 50-tych i szczegółów z życia królewskiej rodziny, która ma oprócz tytułów też cechy zwykłych zjadaczy chleba.
Książka jest napisana po mistrzowsku i z precyzją serwuje czytelnikowi tajemnice oraz sekrety z życiorysu niesfornej księżniczki. Dorosła kobieta ukazana jest nie tylko jako monarsza córka, ale i osoba z krwi i kości, która ma tendencje do komplikowania sobie życia. Autorka pokazuje też niewdzięczność życia w blasku księżniczki oraz cienie służby na rzecz JKM.
Lekturę czyta się przyjemnie i lekko. Jej treść wciąga i przyciąga niczym magnes. To idealna pozycja na jesienny wieczór, na relaksujące popołudnie i chłodny poranek. Będzie wyjątkowo smakować z filiżanką dobrej angielskiej herbaty. Bardzo polecam.
wtorek, 4 października 2022
Ewelina Ślotała "Żony Konstancina"
Tysiące kobiet na całym świecie stojąc u progu dojrzałości marzy by być bogatą, żyć w luksusie, otaczać się najdroższymi ubraniami, kosmetykami oraz biżuterią i mieć męża, który będzie na tyle dobrze usytuowany by te zachcianki zapewnić. Wiele pięknych dziewczyn robi karierę w modelingu i mediach tylko po to, by złowić dla siebie bogatego partnera, który obsypie je wszystkim co luksusowe i będzie kochał po grób. Tak jednak bywa w bajkach. Życie najczęściej pisze jednak bardziej smutne scenariusze, a przysłowiowa złota klatka bywa więzieniem z którego trudno się wyrwać. Świadczą o tym makabryczne i niestety prawdziwe historie opisywane na portalach plotkarskich. Sławne pary z pierwszych stron gazet błyszczą w świetle jupiterów tylko na pokaz. W ich domach za zamkniętymi drzwiami często rozgrywają się sceny rodem z horrorów, a przemoc domowa bywa czymś tak powszechnym jak codzienna toaleta. Wiele kobiet z różnych powodów decyduje się ukrywać swoje dramaty i znosić swoje piekło po cichu. Są jednak takie, które po latach cierpienia odważnie piszą i mówią o tym, co przeszły. Drzemie w nich chęć zemsty i pragnienie by winni ponieśli karę, ale i chęć przestrogi wobec innych kobiety by ustrzec je przed koszmarnym schematem.
Los jednej z grona konstancińskich żon, która w zamian za luksus rozmieniła swoje życie na drobne opisała Ewelina Ślotała. Owa bohaterka sprzedała swoją wolność za markowe torebki, najlepszego szampana, życie w bajkowej willi i cenną biżuterię oraz luksusowe wakacje. Liczyła, że będzie żyła pięknie i na bogato u bogu samca krezusa. Niestety, rozczarowanie przyszło dwukrotnie, a smak pieniędzy okazał się gorzki niczym piołun. Bajka nie skończyła się happy endem, a poniżeniem, przemocą fizyczną i psychiczną oraz okaleczeniem duszy.
Główna bohaterka tego tytułu wchodząc w relację z bogatym mężczyzną czuje jakby złapała niebo za chmury. Jest oszołomiona stylem życia i dobrami materialnymi, które nagle w ilości nielimitowanej są w zasięgu jej ręki. Czarna karta kredytowa sprawia, że wszystko jest możliwe, a najdroższe marki stają się czymś powszednim. Konstancin, oaza bogactwa i snobizmu, ma swój dekalog i zasady. Tu trzeba bywać, trzeba wyglądać, trzeba mieć to i owo. Trzeba się pokazać tu i tam w konkretnym towarzystwie, trzeba z nonszalancką beztroską brylować w gronie owej socjety, a za wszelkie stresy i niepowodzenia można wyżyć się bez konsekwencji na swojej kobiecie. Tą można zmienić ile dusza zapragnie jak przysłowiowe rękawiczki. Pieniądz i sukces są przepustką do bezkarności. Pieniądz staje się też bogiem, który narzuca niewolnicze kajdany, wpędza w nałogi i zabiera radość życia.
Ewelina Ślotała w swoim tytule bez ogródek pokazuje prawdziwe życie na wyspie polskiego bogactwa jakim jest Konstancin. Tu funkcjonuje specyficzny kodeks, który dyktuje co wolno, co trzeba, a co jest faux pas. Autorka obala mit idealnego życia najbogatszych i sławnych. Pokazuje bez cienia zażenowania reguły gry hermetycznej kasty ludzi, która ma na kontach prawdziwe fortuny. W ich życiu luksus mości się równie wygodnie jak dramaty, nałogi i blichtr. Pieniądze bywają kulą u nogi i nie gwarantują świętego spokoju. Bywają zwodnicze i zgubne jak głos syren, które wiodą na manowce. Patrząc na wyidealizowane zdjęcia widzimy tylko pozory. Za nimi kryje się brutalna i przerażająca prawda, a patologia kamufluje się sprytnie pod luksusowymi markami premium.
Książkę czytałam wbita w fotel i oszołomiona treścią, która powoduje, że włos jeży się na głowie. Treść zapisana na kartach pozwala wejść w zamknięte środowisko, które tak naprawdę jest bagnem błyszczącym na odległość. Z bliska już można poczuć odór zgnilizny, która nie jest warta złamanego grosza. W zapisanych słów bije autentyzm i cenny morał. Żadne dobra nie są warte poświęcenia siebie i swego ja. Żony Konstancina są jak motyle – żyją krótko i barwnie, ale ich koniec nie ma nic wspólnego z bajką. Gratuluję Autorce odważnego podejścia do tematu, celnego rozliczenia się w brutalną i szokującą prawdą. Tytuł gorąco polecam tym, którzy czytują plotkarskie portale i interesują się życiem celebrytów. Książka robi wrażenie i otwiera oczy na świat, który ma dwa oblicza.
środa, 21 września 2022
Magdalena Wala "Duchy kurhanów"
To, co jest cenne, zawsze dużo kosztuje
W najnowszej powieści Magdaleny Wali zakochałam się od razu i bez reszty. Jej akcja rozgrywa się na Kresach Wschodnich w burzliwym dla Polski okresie. Rok 1918 przynosi naszej Ojczyźnie długo upragnioną wolność i niepodległość. Polacy jednak nie od razu mogą się wszędzie cieszyć i świętować. W listopadzie, a konkretnie w dniu święta Wszystkich Świętych we Lwowie dochodzi do wybuchu zbrojnych zamieszek polsko-ukraińskich. Te wydarzenia znałam do tej pory z opowieści moich dziadków. Dzięki fenomenalnej powieści Magdaleny Wali wkroczyłam w ich rzeczywistość także na kartach książki, a dwie opowieści – mówiona i napisana - złożyły się w jedną, bardzo wymowną całość.
Czytając „Duchy kurhanów” przenosimy się do majątku rodziny Kalinowskich do Zasławowa. Mieszka w nim matka, syn i jego dwie młodsze siostry bliźniaczki. Po śmierci ojca Krzysztof staje się głową rodziny i ma zdecydować o przyszłości o dwanaście lat młodszych od niego Sabiny i Marii. Dziewczyny stojące na progu dorosłości przygotowują się do ostatniego roku nauki w szkole i matury. Brat ma wobec nich bardzo konkretne plany. Maria ma poślubić wskazanego przez niego mężczyznę z Krakowa, a młodsza siostra Sabina ma wstąpić do klasztoru. Ani jedna z nich nie ma jednak takich planów na życie. Maria chce studiować, zaś Sabina nie widzi siebie w habicie. Marzy raczej o miłości i korzystaniu z życia. Tymczasem za kilka tygodni obie dziewczyny włączają się aktywnie w walki o Lwów. Jak potoczą się ich dalsze losy? Czy zaważy na nich rodzinna klątwa? Czy upiorna przepowiednia znów spełni się i położy się ponurym cieniem na przyszłości panien Kalinowskich? Zapraszam do niezwykłej lektury, która szybko skradła moje serce.
Już dawno tak błyskawicznie nie dałam się oczarować żadnej książce jak tej. Od razu poczułam jej klimat i ducha tamtych czasów, które wydają się namalowane w kolorze sepii tak inne, bardziej romantyczne i uduchowione. Powieść to trzeci tom tzw. serii koronkowej. Z jednej strony jest delikatna i misterna jak delikatna koronka, z drugiej opowiada o młodych, ale silnych duchem kobietach, które nie dają sobą manipulować, biorą swój los w swoje ręce, są odważne, posiadają hart ducha i walczą o swoje szczęście, o realizację własnych planów oraz marzeń. W ich życie wpisana jest rodzinna tajemnica, którą młode damy chcą poznać. Czy sekret drzemiący w znajdujących się blisko ich domu kurhanach jest w stanie wpłynąć na ich przyszłość? Tego nie zdradzę, ale na pewno wpływa on na klimat powieści i wzbudza czytelniczą ciekawość.
Powieść czyta się z zagadkowym wyrazem twarzy przyjemnie i lekko. Autorka bardzo plastycznie opisała szereg wydarzeń, cudownie oddała ducha epoki, z polotem wykreowała poszczególnych bohaterów, a wszystkie te elementy połączone w idealny wzór sprawiają, że tytuł to misterne arcydzieło z sekretami i faktami z kart historycznych kronik. Nie sposób zaprzeczyć, że ta opowieść ma wyraźny akcent feministyczny. Pokazuje siłę i moc kobiet, które mają w sobie ducha niezłomności i determinacji. Chcą wyprzedzić epokę, chcą decydować o sobie depcząc nieaktualne i niepraktyczne konwenanse.
W tej lekturze literacka fikcja, rodzinne sekrety, wątek miłosny idealnie splata się z historią. Autorka z pietyzmem przytacza chwile walk o polskość Lwowa, które pokazuje oczami młodych ludzi dla których Polska przez całe życie istniała tylko w sercach rodzin i bliskich. Mimo, że była dla nich czymś wyemaginowanym zdolni są poświęcać dla niej życie, a ich patriotyczny duch godny jest pochwały i wskazania jako wzorzec.
Ta powieść wzrusza, intryguje, przemawia i trzyma w napięciu. Jest wyjątkowa, subtelna i niesztampowa. Na brawa zasługuje język i styl jakim została napisana. Drzemie w niej wiele emocji , a jej czytanie dostarcza wielu wrażeń. Koniecznie musicie mieć ją w swoich czytelniczych planach. Gorąco polecam.
wtorek, 20 września 2022
Colin Thubron "Amur. Między Rosją a Chinami"
Podróż wzdłuż rzeki otulona całunem tajemnicy
Jest taka seria książek podróżniczych, która liczy sobie już kilkadziesiąt tomów, a każdy z nich jest literacką perełką. Jest taki angielski Autor, który wydał w tym cyklu już kilka swoich tytułów. W każdym z nich opisuje piękno kontynentu azjatyckiego i udowadnia, że jest znakomitym kompanem w literackich podróżach. Osobiście miałam mu okazję nie jeden raz towarzyszyć i dodam, że to były niesamowite przeżycia i przygody. Z tego powodu bez wahania zarezerwowałam sobie kilka godzin z życiorysu, zaopatrzyłam się w zapas herbaty, miodu oraz ciasteczek i sięgnęłam po najnowszą publikację, która zabiera czytelników w dorzecze jednej z największych rzek Azji, która płynie przez trzy kraje. Jej dorzecze liczy blisko dwa tysiące kilometrów, a rzeka nie ma jako takiego źródła, a powstaje ze złączenia się dwóch rzek Szyłki i Arguni.
Amur przez wiele kilometrów płynie blisko granicy przez dzikie i dziewicze terytoria. Ludzkich osad czasem nie widać przez wiele godzin podróży. Gdy się już pojawiają są często niewielkie, zwykle zakurzone przeszłością i wydaje się, że bardziej pasują do niej niż do cywilizacji XX wieku. Tu ma się wrażenie, że czas często się zatrzymał i otulił to, co teraz całunem tego co było, welonem tajemnicy i woalem przeszłości. Tu ludzie nie w pełni korzystają ze zdobyczy techniki, tu bardziej dostrzega się przeszłość i historię niż realną rzeczywistość. A ta jest niezbyt kolorowa i przytłoczona siłami natury oraz pieczęcią przyrody wciąż mało tkniętej ręką człowieka.
Colin Thubron, pisarz i przewodnik, pokazuje to, co widzi dookoła siebie ciekawymi oczami reportażysty zafascynowanego obrazem świata, który chce zarazić jego osobliwością tych, którzy będą czytać jego książkę. A świat wokół podróżnika jest niekiedy surowy, niepowtarzalny, pełen cudów natury, która często wygrywa z człowiekiem i cywilizacją. Jej piękno budzi grozą, ale i zachwyt. Ta podróż to jednak nie tylko krajobraz, ale i ludzie oraz historia, która ma swoje ciekawe karty pełne tryumfów, klęsk i burzliwych scen. Będąc w różnych miejscach Thubron poznaje ich mieszkańców, przeszłość i ciekawostki, które tworzą fascynującą mozaikę. To podróż nie do końca zaplanowana co do minuty, to wyprawa, w której trzeba liczyć się z różnymi chochlikami, ale i spontanicznymi sytuacjami, które doprawiają ją niczym egzotyczne przyprawy smaczne danie. To rzeczywistość pełna mongolskich świątyni i mniszych klasztorów, to tereny gdzie obok siebie funkcjonują starożytne grobowce i pozostałości sowieckiego komunizmu, to świat wielu kultur, plemion, religii i języków, które na przestrzeni wieków wymieszały się ze sobą tworząc niepowtarzalny świat na którym mocnym oraz wyrazistym cieniem kładzie się przeszłość. Tu czymś zwyczajnym jest to, co w cywilizowanej Europie już dawno przeszło do lamusa. Tu świat nie zawsze jest przyjazny i bywa mocną szkołą przetrwania. Tu nie zawsze ludziom żyje się lekko i prosto, a mimo to „coś” w codzienności zachwyca, coś fascynuje, coś przykuwa niczym magnes.
Czytanie „Azji” było wyjątkową przygodą i niepowtarzalnym doświadczeniem. Godziny spędzone z tą książką w ręku były podróżą nie tylko w czasie, ale i w przestrzeni, a ja poczułam się niczym w hermetycznie zamknętej kapsule, którą otuliła specyficzna mgła. Ten tytuł był owiany dla mnie smogiem upływu czasu i mistycyzmu, a jego Autor dodał wszelkich starań by ta publikacja miała ponadprzeciętny i unikalny klimat wyrażający istotę tego miejsca. Amur jest w nim osią która spina ze sobą w jedno różne, wyjątkowe elementy. Ta lektura jest idealna na jesień. Tchnie upływem czasu, dotyka melancholią i zmusza do refleksji nad sensem życia. Pokazuje ludzką samotność i małość wobec wszechświata, pokazuje trud podporzadkowania sobie świata przez pokolenia i bezsilność tej walki. Thubron zabiera czytelnika na bezkresy Azji i bezdroża dziejów ludzkiej cywilizacji. Wciąga w fascynujący świat, który jest pełen piękna, kontrastów i tego, czego nie znajdziecie nigdzie indziej. Tę książkę się czyta, tę książkę się przeżywa, przez tą książkę płynie się oczami wyobraźni. Ta publikacja to pisany sercem i duszą dziennik wyjątkowej podróży w towarzyszeniu której poczułam ogromną ekscytację, przyjemność. Poczułam się też zaszczycona tym, że mogłam w niej uczestniczyć. Genialna, fenomenalna i arcydzieło. Te trzy słowa najkrócej opiszą to, co myślę o najnowszej książce wydanej w serii Orient Express. Koniecznie ją poznajcie, jest tego jak najbardziej warta.
niedziela, 18 września 2022
Magdalena Skubisz "Aptekarka"
Klimatyczna opowieść pachnąca ziołami
Twórczość Magdaleny Skubisz jest mi znana z rodzimego podwórka. Obie z tą Pisarką mieszkamy w tym samym mieście. Prowincja i bliskie oraz znane mi okolice są wpisane w fabułę najnowszej powieści tej Autorki, która jest pierwszym tomem cyklu Saga rodu Tyszkowskich.
Tytułową bohaterką książki jest jednak nie przedstawicielka tej rodziny, a uboga sierota, młoda dziewczyna, która pełni na dworze w Birczy funkcję panny aptecznej. Zajmuje się „apteką domową” w której znajdują się przede wszystkim zioła i robione z nich preparaty – maści, nalewki, syropy i wyciągi. Katja, choć jest bardzo młoda, świetnie zna się na swoim fachu. Kocha to co robi, a jej umiejętności to praktyka połączona z wiedzą jej zmarłego Batki, który znał się doskonale na ziołolecznictwie. Młoda dama potrafi „rozmawiać” z roślinami, jest zdolna, umie czytać i pisać, ma ogromną intuicję, ale i niepokorny charakter. Z racji swojego urodzenia winna znać swoje miejsce w szeregu, ale wielokrotnie przekracza pewne granice i potem za to pokutuje. Choć jest świetna w swoim fachu jej opiekunowie nie darzą jej szacunkiem. Jest poniżana, ośmieszana i bywa przedmiotem kpin. Arogancki jest wobec niej również lekarz z pobliskiego miasta, który jak tylko może wyśmiewa zielarskie praktyki. Katja jednak nic sobie z tego nie robi. Pewnego dnia zostaje „wypożyczona” na dwór do Jamnej, gdzie ma pomóc wyleczyć chore kolano jednego z dziedziców. Tam jej życie staje się bardzo barwne, wiele się w nim dzieje, a serce dziewczyny zaczyna mocniej bić dla pewnego mężczyzny.
Książka od samego początku ogromnie mi się spodobała i czytałam ją z prawdziwą przyjemnością. Biorąc tom do ręki już czułam sentyment mając na uwadze okolice w których rozgrywa się akcja. To przepiękne i malownicze tereny, które w połowie XIX wieku wyglądały inaczej niż dziś. Po Jamnej pozostały tylko wspomnienia i pojedyncze zdziczałe drzewa owocowe, po dworach i ludności polsko-rusińskiej żyjącej razem tylko zapiski w kronikach. Przez fabułę książki przewijają się i postacie, które istniały autentyczne i bohaterowie fikcyjni, którzy zapewne byli wzorowani na anonimowej ludności. Wielkim atutem książki jest jej klimat, który jest niepowtarzalny i czyni opisaną historię niezwykle autentyczną. Powiedzieć, że tytuł pachnie ziołami wcale nie jest przesadą. Autentyczny jest ród Tyszkowskich i dzieje jego przedstawicieli. Główna bohaterka zaś to dziewczyna z krwi i kości, która u czytelnika od razu budzi sympatię i nie sposób jej nie lubić. Katja jest żywiołowa, a powiedzieć o niej żywe srebro to nie przesada.
Magdalena Skubisz świetnie ukazała realia galicyjskiej prowincji z okresu zaborów, doskonale odmalowała słowami portret ówczesnego społeczeństwa, które żyło w specyficznej zależności, ciekawie pokazała realia życia w tamtym okresie, kiedy cywilizacja omijała jeszcze świat zwyczajnych ludzi, a bieda była bliska jak licha kapota ciału. Z szacunkiem pokazała ówczesne zielarstwo i sposoby leczenia chorób metodami medycyny ludowej. Książka jest ciekawie skonstruowana, poprawna warszatowo i wciąga w swą treść. Jeśli ktoś szuka tytułu idealnego dla relaksu i odstresowania śmiało może wybrać ten z księgarskiej półki. Okładka jest przepiękna graficznie i doskonale pasuje do treści.
Minusem jest tylko jeden szczegół w opisie. Otóż mam na myśli wątek romansowy. Tak naprawdę osoby sięgające po książkę, które chcą poczytać o miłości będą rozczarowane. Bo nie znajdą słodkich spotkań, zakazanych spojrzeń czy czułych pocałunków. Znajdą tam bardziej marzenia niż realne uczucie kobiety i mężczyzny. Watek romansowy jest więc zepchnięty na margines.
Reasumując jestem ogromnie ciekawa jak potoczą się dalsze losy Katji i innych bohaterów poznanych w trakcie lektury, dlatego będę wypatrywać premiery kolejnego tomu serii, a ten gorąco polecam i rekomenduję. Idealnie sprawdzi się na jesienne i zimowe wieczory.
wtorek, 6 września 2022
Jasmin Schreiber "Rów Mariański"
piątek, 2 września 2022
Tom Steinfort "Grzechy szejka"
data wydania 2022
stron 384
ISBN 978-83-287-2340-5
Szejkowie też grzeszą!
Dubaj, jeden z siedmiu emiratów ZEA, kojarzy się tysiącom ludzi na całym świecie z bogactwem i luksusem. Patrząc na jego zdjęcia, podziwiając strzeliste i okazałe budynki, ma się wrażenie, że w tym miejscu króluje nowoczesność i postęp. To jednak w pewnym stopniu tylko złudzenie, bo oprócz tego stereotypowego widoku to miejsce ma także inne oblicze. Budzące grozę i niewiarę. Przerażające i odrażające. Dubajem od lat rządzą szejkowie. Władza przekazywana tam jest w rodzinie, a demokracja to coś, co nie istnieje. Szejkowie są bezsprzecznie bogaci i mogą bardzo wiele. Są apodyktyczni i pozornie nie muszą liczyć się z nikim. Jednak zależy im na dobrych stosunkach z możnymi krajami – bogatą Europą czy Stanami Zjednoczonymi. Szejkowie zabiegają o swoją dobrą opinię i reputację, o przyjazny wizerunek. Chcą być podziwiani jako możni, ale i postępowi, nowocześni, idący z czasem i modą. Chcą zgrabnie łączyć tradycję z ultranowoczesnością. Pozują na takich władców, którym to się udaje. Ale... to tylko pozory. Pozory, które bardzo mylą. Prawdziwy obraz Dubaju jest niczym moneta i ma dwie strony. O ile awers odpowiada powyższej wizji, o tyle rewers jest już czymś brutalnym, wychodzącym poza granice prawa i budzącym obrzydzenie. Tak, szejkowie nie są święci i mają wiele grzechów na sumieniu. O co konkretnie chodzi?
Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w rewolucyjnej wręcz książce, która w takim państwie jak ZEA jest potępiona i zabroniona. Będąc po jej lekturze gorąco polecam jej przeczytanie nie tylko osobom, które interesują się krajami arabskimi, ale każdemu, kto docenia prawdziwe perełki w gatunku jakim jest reportaż.
Tom Steinfort stworzył wyjątkowy tytuł, w którym postawił na prawdę. Na fakty, które dla władcy Dubaju są niewygodne i wstydliwe. Szejk Mohammed bin Rashid Al Maktoum jest postacią niewątpliwie o wielu twarzach. Nie znosi krytyki, dba o kobiety w swojej rodzinie w sposób dość kontrowersyjny. Rządzi żelazną ręką i swoim żonom czy córkom funduje złotą klatkę. Nie toleruje nieposłuszeństwa, nie daje wolności, nie pozwala mieć własnego zdania. Swoim postępowaniem doprowadza do ostateczności i ucieczek, które urastają do miana międzynarodowych skandali, a dubajski władca musi ze swojego postępowania tłumaczyć się przed wymiarem sprawiedliwości innego państwa.
„Grzechy szejka” to książka mająca na celu obalenie mitów, oddanie głosu prawdzie i wymierzenie dziennikarskiej sprawiedliwości wobec okrucieństwa jakiego dopuszcza się człowiek mający w swoim ręku gigantyczny majątek i władzę. Oprócz nich władca Dubaju ma za nic prawa człowieka i depcze je w sposób karygodny. Wiele jednak uchodzi mu na sucho i daje poczucie bezkarności. Na kartach publikacji opisano ze szczegółami losy Latify i Shamsy – córek władcy oraz jego żony księżniczki Hayi. Te kobiety miały dość i spróbowały zawalczyć o swoje szczęście i wolność. Ich zmagania były dramatyczne i budzące grozę. Ich determinacja była na tyle ogromna, że postanowiły na szali położyć swoje życie i przyszłość.
Ten tytuł czyta się z wypiekami na twarzy, niekiedy niedowierzaniem i przerażeniem. Książka szokuje, bo obnaża smutną prawdę o ziemskim edenie, który ma także oblicze piekła. Wobec treści tej publikacji nie można przejść obojętnie. Jej wnętrze tylko pozornie nas, Europejczyków, nie dotyczny. Autor pisząc o dubajskiej rzeczywistości pokazuje zarazem bezkompromisowe schematy jakimi rządzi się polityka na całym ziemskim globie. Z prawdą potrafią wygrywać układy, ze sprawiedliwością koneksje. Ten tytuł daje sporo do myślenia, zmusza do refleksji. Blaski, którymi błyszczy Dubaj okazują się pokryte rdzą. Pozory mylą i wprowadzają w ślepą uliczkę.
„Grzechy szejka” to kopalnia wiedzy o cieniach Dubaju, to mroczna strona kraju, który ma swoje gorzkie tajemnice. Niekiedy ciężko uwierzyć w to, co w niej napisane. Warto poświęcić jej czas i zagłębić się w mroczą treść, niestety jest ona zgodna z faktami. Gorąco polecam.
niedziela, 21 sierpnia 2022
Paulina Kuzawińska "Żona alchemika"
Łatwiej oceniać cudze serca niż głęboko zajrzeć w swoje
Najnowsza powieść Pauliny Kuzawińskiej to książka, która ma niesamowity klimat. Jej treścią rządzą tajemnice i sekrety, a fabuła jawi się niczym kręta górska ścieżka, która wciąż kluczy, wciąż się rozwidla i za nic nie daje odgadnąć co spotka nas za zakrętem. Jej lektura dostarczyła mi naprawdę niesamowitych emocji i odcięła mnie skutecznie na kilka godzin od realnej rzeczywistości. Było enigmatycznie, zdumiewająco, zaskakująco, a wszystko wydawało się zarówno nieprzewidywalnie, jak i możliwe. Zdecydowanym walorem tego tytułu jest szybka akcja oraz jej nieoczekiwane zwroty, a także klimat, który na kilometr pachnie magią.
Paulina Kuzawińska przenosi nas do schyłku XVI stulecia do zamku Krawarz. W tym miejscu mieszka pewna młoda i piękna kobieta wraz ze swoją córeczką. Weronika von Stiber nie jest jednak szczęśliwa. Jej mąż Alexander Sethon, owiany sławą alchemik, przepada bez wieści. Kobieta wyczekuje jego powrotu, ale zdaje sobie sprawę, że z upływem kolejnych tygodni staje się coraz mniej prawdopodobne by ujrzała małżonka żywego. Pewnego dnia na dziedzińcu zamku pojawia się mężczyzna, który przynosi jego pani złe nowiny. Alexander nie żyje, a okoliczności jego śmierci są niejasne. Weronika ma dość życia w zawieszeniu i chce zacząć wszystko od nowa. Wydaje jej się, że smutne wieści pozwolą jej uporać się z przeszłością, zamknąć ją na klucz i patrzeć ku nowemu. Jest jednak w błędzie. Młoda dama nie zdaje sobie sprawy jak bardzo jej życie właśnie się zagmatwało i co ją czeka w przyszłości...
Powieść Autorki „Damy z wahadełkiem” oczarowała mnie swoją magią, klimatem i błyskotliwością. Jej fabule obca jest stagnacja, ciągle coś się w niej dzieje i komplikuje. Autorka zachwyciła stylem, językiem i kreacją postaci. Nie występuje ich wiele, ale każdy z poznanych bohaterów jest inny, odmienny i ma skomplikowaną osobowość. Każdego trudno jest jednoznacznie ocenić w kategorii dobra czy zła. Paulina Kuzawińska umiejętnie z każdą stroną podkręciła napięcie by w zakończeniu posunąć się do mistrzostwa w tej dziedzinie. Finał książki jest ogromnie zaskakujący i dynamiczny. Idealnie koronuje historię, która jest bezgranicznie okraszona magią.
„Żona alchemika” to zgrabne połączenie powieści historycznej, emocjonującego romansu opartego na trójkącie – ich dwóch i ona jedna pomiędzy nimi. Weronika to zaskakująca bohaterka, która nie deklaruje jawnie swoich uczuć i wyborów, a bezwstydnie wodzi czytelnika za nos okazując swoje względy zarówno jednemu, jak i drugiemu alchemikowi, którzy toczą między sobą walkę o odkrycie receptury na nieśmiertelność oraz kobietę.
Najnowszy tytuł pióra Pauliny Kuzawińskiej rozbudza do granic możliwości wyobraźnię czytelnika, skupia jego uwagę i oczarowuje obrazami, które za sprawą zapisanych na kartach książki słów przesuwają się nam przed oczyma w trakcie czytania. Wszystko zdaje się być dynamiczne, realne i prawdziwe. Magia działa i oczarowuje. Alchemia jawi się niczym coś wyjątkowego, które niemożliwe transformuje w możliwe. Błyskotliwe dialogi i zgrabne, plastyczne opisy dodają powieści uroku, a książka przypomina mieniący się paletą barw kalejdoskop, który obraca się coraz szybciej i szybciej.
Nie mogę odmówić tej książce pochwał, tak jak nie mogę jej za cokolwiek skrytykować. Jej jedyną wadą jest tylko i wyłącznie to, że się kończy. To doskonała lektura na relaks, świetna propozycja na wolny wieczór. Jeśli chcecie wsiąść na czytelniczy roller coaster i popłynąć w świat magii, uczuć i rywalizacji śmiało zagłębcie się w tę powieść. Rozczarowanie na pewno Was nie dopadnie. Miłej przygody w magicznym świecie alchemii.
wtorek, 16 sierpnia 2022
Paweł Głuszek "Laboratorium zagłady. Mroczny sekret klasztoru Urszulanek."
czwartek, 11 sierpnia 2022
Miłość nie zawsze jest słodka i spełniona
„Perska wytrwałość” to ósmy tom cyklu Perska miłość napisanego przez Lailę Shukri, którego główną bohaterką jest Polka o imienu Joanna. Ta piękna kobieta wiele lat wcześniej studiując turystykę otrzymała stypendium językowe i wyjechała do Kuwejtu, gdzie spotkała swoją miłość.
Minęło wiele lat. Asia jest obecnie żoną Alego i matką dwóch córek. Właśnie przygasa pandemia i obostrzenia związane z wirusem covid-19. Po wielu dniach lockdownu świat wraca do normalności. Ludzie znów mogą się spotykać, podróżować, pracować. Mąż Joanny wraz z Hamidem znów prowadzi swoje interesy. Panowie mają do załatwienia pewne zawodowe sprawy na Malediwach i przy okazji służbowych wojaży zamierzają zabrać na piękne wyspy swoje rodziny, a pracę połączyć z wypoczynkiem.
Joanna kompletnie nie ma ochoty na wakacje w towarzystwie męża. Ich małżeństwo już od dawna jest fikcją i zarazem koszmarem z którego chętnie by się uwolniła by wpaść w ramiona młodszego i przystojnego Dżasima. Tę parę połączył słodki, zakazany i ognisty romans. Niestety Asia jako posłuszna połowica dociera na przepiękne wyspy na których czeka ją pewna bardzo miła niespodzianka. Jak udadzą się wakacje? Czy stosunki Polki i jej arabskiego męża ulegną poprawie? Czy może raczej kobieta zbierze się na odwagę i rozpocznie życie u boku innego mężczyzny?
Lektura tej powieści to była kolejna wyśmienita podróż do egzotycznego świata. Tym razem jako czytelnik znalazłam się na Malediwach, gdzie w przepięknej scenerii przyszło śledzić mi dalsze losy Joasi i jej rodziny. Fabuła opierała się na kontrastach - pięknej przyrody i nieudanego związku w którym kobieta cierpi i jest źle traktowana. Miłości małżeńskiej, która wyblakła i zmieniła się w piekło, oraz tej zakazanej, lepszej, namiętnej i idealnej. Treść książki mnie porwała i okazała się bardzo emocjonująca. Tytuł czyta się lekko, lektura wciąga od samego początku, a jej treść pokazuje odmienne arabskie realia, a zarazem przekonuje, że wszędzie na świecie ludzie mają podobne problemy uczuciowe i rozterki miłosne. Nowe uczucie dla nieszczęśliwej małżonki jest z jednej strony ratunkiem, zaś z drugiej niebezpieczeństwem, które może całkowicie zburzyć jej świat. Asia mocno ryzykuje, choć przecież nie ma pewności, że ktoś nowy będzie lepszy. Jej postawa i odwaga cywilna są magnesem, który przyciąga do czytania i wzbudza ciekowość jak cała historia się zakończy.
Powieść ma wiele walorów. Należą do nich niewątpliwie piękne opisy miejsc gdzie rozgrywają się kolejne sceny, ciekawa fabuła, specyficznie wyrysowane postacie i zwroty akcji, które nie zawsze można przewidzieć. Nie brakuje emocji, pikanterii, uczuciowych dylematów i zwyczajnych kobiecych problemów, które tak bardzo przyciągają nas do prozy kierowanej zwłaszcza do płci pięknej.
Ósmy tom doskonałej serii w niczym nie ustępuje swoim poprzednikom. Idealnie dopasowuje się do klimatu cyklu, kontynuuje wątki, które pojawiły się we wcześniejszych książkach i je rozwija. Nie oznacza to, że możemy go czytać tylko i wyłącznie znając całość. Po „Perską wytrwałość” możemy sięgnąć także wtedy, gdy nie znamy wcześniejszych losów głównej bohaterki. Autorka pisze tak wyraziście, że szybko połapiemy się w treści.
Reasumując po raz kolejny wtopiłam się w egzotyczno-arabski świat, nacieszyłam wyobraźnię pięknymi widokami, spędziłam czas z dobrze już znanymi postaciami i doskonale się zrelaksowałam. Książkę, jak i cały cykl polecam miłośnikom Orientu i dobrej literatury kobiecej.
poniedziałek, 1 sierpnia 2022
Krzysztof Potaczała "Tak blisko, tak daleko"
Bieszczadzkie wczoraj i dziś
Bieszczady to niezwykła i magiczna kraina geograficzna na której druga wojna światowa odcisnęła mocne i bolesne piętno. Te tereny od 1939 roku bezpowrotnie zmieniły swoje oblicze. Świat, który istniał rozpłynął się we mgle. Nowe granice podzieliły Bieszczady na dwie części, które zaczęły żyć całkiem innym rytmem. Wskutek różnych okoliczności i Akcji Wisła ta kraina wyludniła się i zdziczała. Przestały istnieć wsie i miasteczka, a ich tereny w swoje władanie przejęła dzika natura. Dziś, po kilkudziesięciu latach, gdy się dokładnie przypatrzymy to znajdziemy jeszcze ślady przeszłości. Resztki fundamentów chat zwanych chyżami, zdziczałe sady, pojedyncze groby i rozrzucone krzyże. O ile polskie Bieszczady stały się perłą turystyki, o tyle ich ukraińska obecnie, a kiedyś radziecka część ma całkiem inne oblicze.
Wędrując szlakami prowadzącymi połoninami, stawiając nogę na polskich bieszczadzkich szczytach, podążając ku źródłom Sanu zobaczymy piękne tereny leżące już poza granicami naszego kraju, które są tylko pozornie tak bardzo blisko, które wydają się być na wyciągnięcie ręki. W umyśle zakiełkuje pragnienie by je poznać, zobaczyć z bliska, jednak jest to niemożliwe. Nie ma wspólnych szlaków dla których nie istnieją granice, nie ma przejść turystycznych, a oglądane tereny są tak naprawdę bardzo daleko. To właśnie na wycieczkę w czasie po nich zaprasza w swojej najnowszej książce Krzysztof Potaczała, który jak żaden inny Autor pisze o Bieszczadach z miłością i prawdziwą atencją. Zagłębiając się w jego tytuł odkryjemy świat, którego już nie ma, który odszedł niestety do lamusa, a który pamiętają już tylko nieliczni jego mieszkańcy sędziwi wiekiem. On żyje jedynie we wspomnieniach, pokrytych kurzem zdjęciach i pamięci potomków tych, dla których przed wojną to była ich mała ojczyzna.
Autor publikacji odgrzebuje pogrzebaną rzeczywistość i pokazuje świat w którym Bieszczady były jednością. Tętniły życiem, kojarzyły się z rozwijającą się gospodarką i raczkującą turystyką. Ich walory doceniano i próbowano popularyzować. To był czas, kiedy obok siebie funkcjonowały trzy narodowości – polska, żydowska i rusińska. Wydawałoby się, że owe Bieszczady to kraina idylliczna, jednak jej spokój zburzyła wojna i podziały. Krzysztof Potaczała genialnie ukazuje ewolucję i metamorfozę jakich doznały te tereny, a skupia się głównie na części która nie należy już do Polski po ustaleniu nowych granic (które były po wojnie korygowane). Dziś Bieszczady polskie i ukraińskie dzieli przepaść. Gospodarcza, strukturalna, ekonomiczna. Po tamtej stronie wydaje się jakby czas się zatrzymał. Stanął w miejscu i zabronił wstępu nowoczesności i nowym technologiom. Ludzie, poza niezbyt licznymi wyjątkami, żyją jak w ubiegłym stuleciu. Młodzi opuszczają rodzinne strony i wyjeżdżają za lepszym jutrem na Zachód. Starzy żyją biednie, bez widoków na lepsze, z niewiarą by coś mogło zmienić się na lepsze.
Ten genialny reportaż bez ogródek pokazuje dziś i wczoraj. Bez upiększania i koloryzowania przybliża stosunki pomiędzy Polakami i Ukraińcami. O ile wczoraj żyli oni blisko ze sobą, o tyle dziś różni nas bardzo wiele, a świadomość historyczna naszych sąsiadów niekiedy obiega od tego, co myślą Polacy.
Zagłębiając się w tekst obfitujący w mnóstwo ciekawostek i relacji naocznych świadków przemierzamy miasteczka i wsie, spoglądamy na przeszłość z nostalgią i sentymentem mając świadomość, że ona nigdy już nie wróci. Odwiedzamy miejsca mało uczęszczane i niedostępne, szukamy śladów przeszłości, która z tymi terenami obeszła się wyjątkowo bestialsko i brutalnie. Gołym okiem widać, że czas zabliźnia rany, a przyroda maskuje dawną działalność człowieka. Mimo tych zmian nie można zapomnieć tego, co było i tych, którzy tu kiedyś żyli i pracowali. Nie można zapomnieć historii, która jest niestety smutna i tragiczna.
Krzysztof Potaczała wyraziście pokazuje tamtejsze wczoraj i dziś, czasy przedwojenne, wojnę i rzeczywistość komunistyczną, aż wreszcie sięga ku teraźniejszości i okresowi rosyjsko-ukraińskiego konfliktu.
Ten tytuł czyta się wyśmienicie. Przy jego lekturze traci się poczucie czasu, a przed oczami przesuwają się żywe i przemawiające obrazy. Są one wymowne i bardzo plastyczne. Ta publikacja ma klimat i głęboki przekaz. Staje otwarcie z prawdą, nie koloryzuje, ale z szacunkiem przybliża to, co działo się na bieszczadzkiej ziemi przez szereg lat. To bardzo wartościowa i cenna lektura nie tylko dla ludzi kochających Bieszczady, ale i tych, których interesuje współczesna historia i stosunki polsko-ukraińskie. Tytuł nie ma sobie równych, to arcydzieło, które z serca gorąco polecam.




























